O Aniołach


Porozmawiajmy dziś o aniołach i o ich roli w naszym życiu.

Użyjemy jednak słowa “anioł” w bardzo wąskim znaczeniu – nie chodzi nam o duchowych, niewidzialnych posłańców ani o skrzydlate stworzenia, które przynoszą nowinę, nie będziemy też rozmawiać o wizjach ani o czymkolwiek nadprzyrodzonym. Poprzez anioła będziemy rozumieć jakąkolwiek osobę (lub wydarzenie), która zmieniła cały bieg naszego życia, wpłynęła na nasze postępowanie, sprawiła, że skręciliśmy na prawo gdy mieliśmy zamiar skręcić w lewo i w ostatecznym rozrachunku sprawiła, że staliśmy się lepszymi ludźmi. 

Tym, co podnosi taką sytuację ponad porządek naturalny, jest fakt, że należy ją postrzegać jako działanie Boga. 

Weźmy, na przykład, w Księdze Tobita, historię młodego Tobiasza, który został wysłany przez swojego ojca Tobita do kraju o nazwie Media z rodzajem misji gospodarczej. Jego matka martwiła się tym, że jej syn zosta wysłany na tak długą podróż, więc poszła i znalazła przewodnika, którego imię brzmiało Rafał.

Rafał nie tylko chronił Tobiasza przed niebezpieczeństwami i pomógł mu odzyskać dług, lecz znalazł też dla niego dobrą żonę. Księga Tobita podaje: „Rafał był aniołem, lecz on nie wiedział o tym”.

Bóg zsyła wielu aniołów na nasze ścieżki, lecz często ich nie rozpoznajemy; tak naprawdę możemy przejść przez życie nie wiedząc, że towarzyszyli nam agenci lub posłannicy Boga, którzy prowadzili nas ku cnocie i powstrzymywali nas od występku.

Tymczasem aniołowie symbolizują tę nieustanną, łagodną interwencję Boga w historię ludzkości, która powstrzymuje nas na drodze do destrukcji i prowadzi nas do pomyślności, szczęścia i cnoty. 

Bóg w zasadzie działa poza kulisami, niczym anonimowy dobroczyńca. Jego sterowanie naszym życiem jest tak ukryte, że większość z nas nie jest świadomych tego, że uczynił On nas aniołami, abyśmy mogli pomóc bliźniemu lub w jaki sposób nasz bliźni stał się aniołem dla nas.

Gdy ukończyłem college, przystąpiłem do konkursu o narodowe stypendium warte kilka tysięcy dolarów. Z całego serca pragnąłem uzupełnić moje wykształcenie o tytuł doktorski, lecz zarazem, od moich najwcześniejszych lat, pragnąłem zostać kapłanem. Przyjęcie tego stypendium oznaczałoby odwleczenie w czasie mojego kapłańskiego powołania, a być może mogłoby mu ono zagrozić.

Podczas letnich wakacji odwiedziłem naszego profesora filozofii i oznajmiłem mu z olbrzymią radością, że otrzymałem owo stypendium.

Chwycił mnie za ramiona i powiedział: „Czy wierzysz w Boga?” Odrzekłem, że było to głupie pytanie. On jednak nalegał: „Lecz czy wierzysz w Boga praktycznie?”. Gdy odpowiedziałem twierdząco, powiedział mi: „Znasz swój obowiązek. Pójdziesz teraz do seminarium i rozpoczniesz studia kapłańskie. Podrzyj stypendium.”

Zaprotestowałem jednak: „Dlaczego nie mogę teraz pracować nad moim doktoratem i później pójść do seminarium?”

Odparł: „Jeśli poniesiesz tę ofiarę, obiecuję ci, że po święceniach otrzymasz o wiele lepsze wykształcenie uniwersyteckie niż przedtem”.

Podarłem stypendium, podążyłem za głosem obowiązku i po moich święceniach kapłańskich spędziłem prawie pięć lat studiując – przez większość czasu studiowałem na największych europejskich uniwersytetach.

Ów profesor był moim aniołem. Widziałem to wtedy, lecz teraz widzę to jeszcze wyraźniej.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

O Różańcu


Od najwcześniejszych dni Kościół prosił swych wiernych, aby modlili się słowami 150-ciu Psalmów Dawidowych. Zwyczaj ten wciąż jest powszechny wśród księży, którzy odmawiają niektóre z tych psalmów każdego dnia. Nie było jednak rzeczą łatwą dla każdego zapamiętać 150 psalmów. Kolejną trudnością, jeszcze przed wynalezieniem druku, było wydanie księgi psalmów. Z tego powodu niektóre ważne księgi, np. Biblia, musiały być przywiązane łańcuchem, niczym – w dzisiejszych czasach- książki telefoniczne; w przeciwnym razie ludzie zabraliby je i uciekli.  

Tak się składa, że doprowadziło to do głupiego kłamstwa, zgodnie z którym Kościół użył łańcucha, aby nie pozwolić ludziom czytać Biblii. Tymczasem prawda jest taka, że Biblia została przywiązana łańcuchem właśnie po to, aby ludzie mogli ją czytać. Książki telefoniczne też są przywiązane i sięga do nich więcej ludzi we współczesnym społeczeństwie niż do jakiejkolwiek innej książki!

Ludzie, którzy nie mogli czytać 150-ciu psalmów, chcieli robić coś innego w zamian. Dlatego zastąpili je stu pięćdziesięcioma Zdrowaśkami. Podzielili je na piętnaście dziesiątek. Każda z części miała być odmawiana przy jednoczesnym rozważaniu różnych momentów z życia naszego Pana.

Aby oddzielić te dziesiątki, każda z nich rozpoczynała się od Ojcze Nasz, a kończyła się doksologią ku chwale Trójcy Świętej.

Święty Dominik, który umarł w 1221r., otrzymał od Matki Bożej polecenie aby głosić i rozpowszechniać to nabożeństwo dla dobra dusz, dla pokonania zła i dla dobra Świętej Matki Kościoła, i dlatego dał on nam Różaniec w jego obecnej, klasycznej formie.

Czarna Śmierć, która spustoszyła Europę i zmiotła z powierzchni ziemi jedną trzecią jej ludności, sprawiła, że wierni zwrócili się do Matki naszego Pana, aby otoczyła ich swą opieką w czasie, gdy śmierć stała się tak powszechna.


Czarna Śmierć należy do przeszłości. Lecz teraz Czerwona Śmierć komunizmu pustoszy ziemię. Uważam za interesujące, że gdy Najświętsza Maryja Panna ukazała się w Fatimie w 1917r. z powodu ogromnego upadku moralnego w wigilię bezbożności, poprosiła, aby po „Chwała Ojcu” dodawać „miej miłosierdzie dla wszystkich dusz; zachowaj je od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba”.

Panuje opinia, że w Różańcu jest zbyt dużo powtórzeń, gdyż Modlitwa Pańska i Zdrowaś Mario odmawiane są tak często; dlatego niektórzy ludzie twierdzą, że Różaniec jest monotonny.

Przypomina mi to kobietę, która przyszła do mnie pewnego wieczoru po moich katechezach dla konwertytów. Powiedziała mi: „Nigdy nie zostanę katoliczką. Wciąż mówicie te same słowa w Różańcu, a nikt, kto wciąż powtarza te same słowa, nie jest szczery. Nigdy nie uwierzyłabym nikomu, kto powtarza swe słowa i Bóg też by mu nie uwierzył”.

Spytałem ją, kim jest mężczyzna, który z nią przyszedł. Powiedziała, że jest to jej narzeczony. Spytałem: „Czy on cię kocha?” „Oczywiście, że tak” „Ale skąd wiesz na pewno?” “Powiedział mi”. “Co ci powiedział?”

“Powiedział ‘Kocham cię’”

“Kiedy powiedział ci to po raz ostatni?”

“Jakąś godzinę temu”


“Czy powiedział ci to przedtem?”

“Tak, wczoraj wieczorem”

„Co konkretnie powiedział?”

„Kocham cię”

„Ale nigdy przedtem ci tego nie wyznał?”

„Mówi mi to każdego wieczora”

Powiedziałem jej: “Nie wierzę mu. On wciąż powtarza to samo, zatem nie jest szczery”.

Piękna prawda jest taka, że nie ma powtórzenia w słowach „Kocham cię”. Ponieważ wypowiadane są one w nowym momencie i w nowym miejscu w przestrzeni, słowa te nie znaczą tego samego, co oznaczały w innym czasie i w innym miejscu. 

autorka zdjęcia: Notoryczna (Bóg zapłać!)




Miłość nigdy nie jest monotonna mimo jednolitości, z jaką jest wyrażana. Umysł jest nieskończenie zmienny w swym języku, lecz serce takie nie jest. Serce mężczyzny w zetknięciu z kobietą, którą kocha, jest zbyt ubogie, aby ujmować nieskończoność swego uczucia w różne słowa. Dlatego serce używa jednego wyrażenia „kocham cię” i mówiąc je wciąż od nowa i od nowa, nigdy się nie powtarza. Jest to jedyna prawdziwa wiadomość we wszechświecie. I gdy odmawiamy Różaniec, mówimy Bogu, Trójcy Świętej, Wcielonemu Zbawicielowi i Matce Najświętszej: „Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię”. Za każdym razem znaczy to coś innego, ponieważ przy każdym dziesiątku nasz umysł rozważa nowy dowód miłości naszego Zbawiciela. 

Różaniec jest najlepszą terapią dla strapionych, nieszczęśliwych, przerażonych i przygnębionych dusz właśnie dlatego, że wymaga on jednoczesnego zaangażowania trzech zdolności: fizycznej, wokalnej i duchowej, dokładnie w tej kolejności.

Różaniec jest księgą niewidomych, w której dusze widzą i w której rozgrywa się największy dramat miłości, jaki widział świat; jest on księgą prostaczków, która wprowadza ich w tajemnicę i wiedzę bardziej satysfakcjonującą niż wykształcenie innych ludzi; jest to księga starców, których oczy zamykają się pod cieniem tego świata i otwierają na materię świata przyszłego. Moc Różańca jest nieopisana. 

Jeśli pragniesz kogoś nawrócić do pełni wiedzy o naszym Panu i Jego Mistycznym Ciele, naucz go Różańca. Stanie się jedna z dwóch rzeczy. Albo zaprzestanie on odmawiać Różaniec – albo otrzyma on dar Wiary. 



Arcybiskup Fulton J. Sheen

O sumieniu

Wiele osób potrzebuje pomocy psychiatry, lecz są też tacy, którzy wydają spore kwoty na to, aby psychiatra wysłuchiwał ich problemów, choć mogliby zaoszczędzić pieniądze, gdyby – zamiast pozwolić psychiatrze na badanie swojej podświadomości – zbadali najpierw swoje sumienie. Nieczyste sumienie może być podstawowym źródłem wewnętrznej nieszczęśliwości osób, którym poza tym nic nie dolega. Zastanawiają się one, skąd się wziął konflikt między tym, co robią, a tym, w co wierzą, dlaczego ich umysł „snuje rozważania nad pełną winy żałością niczym skorpion krążący wokół ognia”, dlaczego istnieje w nich strach przed ciemnością, skąd wzięła się nienawiść wobec tych, którzy są dobrzy, skąd bierze się ich upodobanie do horrorów, które pozwalają zminimalizować okropieństwa duszy poprzez znalezienie jeszcze większych okropieństw poza nią, skąd wzięło się zamiłowanie do historii morderstw, gwałtów, przestępstw, które pozwalają im czuć się mniej winnym, i mają poczucie wewnętrznego wicia się, które sprawia, że człowiek nie czuje się zdolny do rozmawiania z niewinnym dzieckiem ze względu na ciemność, która go przytłacza i na wewnętrzne poczucie przekleństwa. Jak powiada Schiller: „Robak sumienia kładzie się spać tak późno jak sowa”.

Sumienie działa podobnie do władz państwa z jego organami ustawodawczymi, wykonawczymi i sądowniczymi. Po pierwsze, sumienie ustanawia prawo; sprawia, że człowiek podlega prawu i nie jest to prawo stworzone przez niego samego. Gdyby sam ustanawiał to prawo, mógłby sprawić, aby zawsze działało ono na jego korzyść, a nie przeciw niemu. Prawo to nie pochodzi również od społeczeństwa lub grupy, w której żyjemy, gdyż bardzo często stoi ono w sprzeczności do tego, co jest przez społeczeństwo akceptowane. Ponieważ prawo nie może istnieć bez Prawodawcy, istnieje Ktoś na zewnątrz, Kto dyktuje to prawo… „Światło, które oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat”.

Sumienie jest również władzą wykonawczą. Podobnie jak głowa państwa, która poświadcza, zatwierdza i podpisuje ustawy, tak i sumienie zaświadcza, czy działamy zgodnie, czy też niezgodnie z prawem. Sumienie nazywa rzeczy po (ich prawdziwym) imieniu, nawet jeśli nasze usta nadają im inne nazwy. Sumienie nie zapobiegnie kłamstwu wypowiedzianemu przez człowieka, lecz nie pozwoli mu uwierzyć w to, że powiedział prawdę. Sumienie w obliczu złego czynu sprawia, że czujemy się, jakby w naszym wnętrzu siedział inny człowiek, zły na nas. Pewien uczeń Pitagorasa kupił od szewca parę butów i obiecał, że zapłaci mu później. Szewc zmarł, a nabywca poczuł ulgę, że nie musi mu już zapłacić. Seneka opowiada nam, że „jego sumienie sprawiło, że nie zaznał spokoju”. Wrócił do zakładu szewskiego i wrzucił do środka pieniądze mówiąc: „mimo iż szewc umarł dla całego świata, żyje on wciąż w moim sumieniu”.

Wreszcie sumienie jest niczym sędzia. Gdy postąpimy źle, czujemy ten sam ból, jak gdybyśmy zranili własnego ojca, a jeśli postąpimy dobrze, gdy możliwe było postąpić źle, czujemy tę samą euforię, jak gdybyśmy usłyszeli zasłużoną pochwałę od własnej matki. Właściwie czujemy, że w naszym wnętrzu siedzi sędzia, który stwierdza, czy postąpiliśmy (lub nie) zgodnie z prawem i wydaje wyrok będący pochwałą lub potępieniem. Zdrowe sumienie jest jak zegar słoneczny, gdy pada nań słońce, gdyż ujawnia ono kondycję moralną człowieka.

Lecz sumienie może być przytępione i zwiędłe. Tragedią współczesnego człowieka jest to, że wypiera się on winy, której świadkiem jest jego sumienie; nazywa on winę oznaką nienormalności. Lecz mimo iż czyni on innych odpowiedzialnymi za ich nieprawości, sam siebie usprawiedliwia nazywając się chorym umysłowo, podczas gdy tak naprawdę jest on moralnie zły. Współczesny człowiek balsamuje swoje sumienie w tym samym celu, w jakim czynili to Egipcjanie – aby zabić smród. Mnoży się liczba chorych umysłów i  – aby je leczyć – potrzebna jest coraz większa liczba wykwalifikowanych psychiatrów, lecz anormalność będzie wzrastać, jeśli wina będzie usprawiedliwiana, zło wypierane, a sumienie traktowane lekceważąco jako kompleks. Zawieranie nowego małżeństwa w celu ukrycia swojej niewierności wobec pierwszej żony może przez moment uśmierzyć sumienie, lecz w ostatecznym rozrachunku sumienie opiera się władzy zmysłów, obstaje przy swojej supremacji, potwierdza swoje szlachetne pochodzenie jako głos Boga, a człowiek, który słyszy ten głos, usłyszał pierwszą nutę melodii wewnętrznego pokoju.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Bishop Sheen Writes…on Matter of Conscience”, artykuł w Ottawa Citizen, 13.12.1958r.

Zadowolenie

Zadowolenie nie jest cechą wrodzoną. Osiąga się je przez mocne postanowienie i pilność w zwalczaniu wygórowanych pragnień – jest ono zatem sztuką praktykowaną przez niewielu. Ponieważ w dzisiejszych czasach istnieją miliony niezadowolonych dusz na świecie, być może pomocne dla nich byłoby przeanalizowanie czterech głównych powodów niezadowolenia i zaproponowanie sposobów na osiągnięcie zadowolenia.

Główną przyczyną niezadowolenia jest egotyzm lub samolubstwo, które stawia „ego” na pierwszym miejscu, wokół którego wszystko inne ma się obracać. Drugą przyczyną niezadowolenia jest zawiść, która sprawia, że postrzegamy majętności i talenty innych, jak gdyby były one nam zabrane. Trzecią przyczyną jest chciwość lub nadmierne pragnienie posiadania więcej w celu zapełnienia pustki w naszym sercu. Czwartą przyczyną niezadowolenia jest zazdrość, sprowokowana czasem przez melancholię i smutek, a czasem przez nienawiść względem tych, którzy mają to, co sami chcielibyśmy mieć.

Jednym z największych błędów jest myślenie, że zadowolenie jest uwarunkowane czynnikami zewnętrznymi, podczas gdy jest ono pochodną jakości duszy. Był sobie chłopiec, który pragnął tylko dostać kamyczek.  Gdy miał już kamyczek, pragnął tylko piłki, gdy miał już piłkę, marzył tylko o koszulkę, gdy miał już koszulkę, pragnął tylko latawca, a gdy miał już kamyczek, piłkę, koszulkę i latawca, nadal nie był szczęśliwy. Próby uszczęśliwienia ludzi niezadowolonych przypominają próbę napełnienia sita wodą. Obojętnie jak wiele wody do niego nalejesz, wycieknie ona szybciej niż zauważysz. 

Zmiana miejsca również nie przynosi zadowolenia. Niektórzy sądzą, że gdyby znajdowali się w innej części globu, przyniosłoby to im większy pokój duszy. Złota rybka w akwarium i kanarek w klatce rozpoczęły rozmowę pewnego upalnego dnia. Rybka powiedziała: „chciałabym huśtać  się w klatce jak ten kanarek! Chciałabym znaleźć się w tej klatce!” Kanarek rzekł natomiast: „Och, jak przyjemnie byłoby znaleźć się w tej chłodnej wodzie, w której pływa rybka!” Nagle głos powiedział: „Kanarku, zejdź do wody, a ty, rybko, wejdź do klatki!”. Natychmiast zamieniły się miejscami, lecz żadne z nich nie było szczęśliwe, gdyż Bóg przydzielił im miejsca odpowiadające ich zdolnościom i najbardziej zgodne z ich naturą.

Warunkiem naszego zadowolenia jest być zawartym –rozpoznać granice. Cokolwiek mieści się w granicach, z dużym prawdopodobieństwem cechuje się spokojem. Ogród otoczony murem jest jednym z najspokojniejszych miejsc na świecie; świat jest zamknięty na zewnątrz i poprzez bramy można nań spoglądać z uczuciem , dając się mu oczarować. Podobnie, jeśli dusza ludzka zawarta jest w granicach (to znaczy nie jest zawistna, chciwa, pazerna lub samolubna), jest ona zamknięta w cichym, spokojnym, słonecznym zadowoleniu. Człowiek zadowolony, ograniczony i związany przez okoliczności, czyni te granice lekarstwem na swój niepokój. Nie ma znaczenia, czy ogród ten jest wielkości akra lub trzech, czy wznosi się wokół niego mur, czy też nie; to, co się liczy, to fakt, że żyjemy w jego obrębach, wielkich lub małych, abyśmy mogli osiągnąć cichość ducha i radość serca.

Zadowolenie płynie zatem po części z wiary – z tego, że znamy cel życia i wiemy, że wszelkie próby, choćby najcięższe, pochodzą z rąk kochającego Ojca. Po drugie, aby osiągnąć zadowolenie, trzeba mieć czyste sumienie. Jeśli wewnętrzne „ja” jest nieszczęśliwe z powodu upadków moralnych i nieodpokutowanej winy, żadne zewnętrzne czynniki nie mogą ukoić duszy. Trzecią i ostatnią potrzebą jest poskromienie pragnień i ograniczenie zachwytów. To, co nadmiernie kochamy, później nadmiernie opłakujemy. Zadowolenie zwiększa naszą radość i zmniejsza naszą nędzę. Całe zło staje się lżejsze, jeśli znosimy je cierpliwie, lecz nawet największe korzyści mogą zostać zatrute przez niezadowolenie. Nieszczęścia , jakie niesie życie, są wystarczająco duże i głębokie, by niepotrzebnie je pomnażać.

Zadowolenie z naszej sytuacji życiowej nie stoi w sprzeczności z pragnieniem jej poprawy. Chrześcijaństwo nie mówi najbiedniejszemu z biednych, aby poprzestał na zadowoleniu, lecz również żeby był „biegły w swoim zawodzie” . Zadowolenie dotyczy dnia dzisiejszego. Człowiekowi dziś ubogiemu wiara nakazuje być zadowolonym z tego, co obecnie posiada, lecz wyzwolenie z ubóstwa może być tym, co będzie dla niego najlepsze jutro; dlatego ubogi człowiek pracuje, by poprawić swoją sytuację. Próby te mogą się nie powieść i jeśli jego ubóstwo do jutra nie ustanie, biedak zaakceptuje ten stan i będzie próbował dalej, aż do skutku. W ten sposób zadowolenie jest względne wobec naszej obecnej sytuacji i bezwzględne wobec ogółu potrzeb naszej natury. Zadowolony człowiek nigdy nie jest nędzarzem, nawet jeśli posiada bardzo niewiele. Człowiek niezadowolony nigdy nie jest bogaczem, nawet jeśli opływa w dostatek. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Wyparcie sie winy

Żyjemy w jedynym okresie historii świata, w którym panuje powszechne wyparcie się winy. Dostojewski pisał: „Nadchodzi czas, w którym ludzie powiedzą, że grzech nie istnieje; nie ma winy, istnieje tylko głód. I przyjdą płacząc i płaszcząc się u naszych stóp i powiedzą: ‚Daj nam chleb'”. Dawniej katolicy byli jedynymi ludźmi, którzy wierzyli w Niepokalane Poczęcie. Dziś każdy wierzy, że został niepokalanie poczęty. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Mamy mapę

Nasza prawda w Kościele jest prawdą, która pochodzi od Chrystusa. Jest to prawda tak szlachetna, że – gdy zaczynamy odchodzić od Kościoła – zaczynamy błądzić. Posiadanie mapy jest ogromną ulgą. Tym właśnie jest prawda Chrystusowa w Kościele. Możemy zejść z drogi, możemy zbłądzić przez grzech, możemy zbłądzić przez błąd. Lecz tak długo jak długo posiadamy mapę – możemy wrócić na drogę. Są jednak ludzie, którzy po tym, jak zejdą z drogi, drą mapę na kawałki. I to jest jeszcze większa tragedia. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Prawdziwy problem Kościoła

W ostatnich latach zostaliśmy zarzuceni w Ameryce olbrzymią ilością socjologicznych, psychologicznych i teologicznych badań na temat tego, co stało się z Kościołem. Nie są one jednak zbyt pożyteczne, gdyż przyczyny kulturowe nie objaśniają tego, co się stało. Kościół przeżywa wielki kryzys i swoistą degenerację w każdym kraju świata: Afryka cierpi; Kościół w Azji cierpi; Europa cierpi. Gdyby istniały jedynie przyczyny kulturowe, skutki nie byłyby tak powszechne. Muszą zatem istnieć inne, pozakulturowe i ponadnarodowe przyczyny. Jedną z przyczyn, której nie należy lekceważyć, jest przyczyna szatańska. Wszędzie, gdzie wylewa się Duch Święty, intensywnie ujawniają się diabelskie wysiłki. Na przykład, gdy Mojżesz czynił cuda, magicy faraona powielali niektóre z nich. Gdy Kościół otrzymał Ducha Świętego, miało miejsce prześladowanie św. Szczepana. W przypadku Soboru Watykańskiego [II] miało miejsce rozlanie Ducha Świętego i jednocześnie rozlanie złego ducha. Lecz nasi teologowie zlekceważyli ten demoniczny element. Bóg mówi: „Jestem Który Jestem”. Diabeł mówi: „Jestem, którego nie ma”. Szatan jest zawsze najsilniejszy, gdy zaprzecza się jego istnieniu. Jest prawie niemożliwością znaleźć dziś teologa, który pisze o szatanie, chyba że po to, aby zanegować jego istnienie. Nie dzieje się tak w literaturze. Nie dzieje się tak w psychiatrii. Dzieje się tak tylko w teologii. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Święty Piotr i Judasz

Bardzo interesujące jest porównanie św. Piotra i Judasza. Nasz Pan ostrzegł ich obu, że zawiodą. Obaj zawiedli. Obaj wyparli się lub zdradzili Pana. Obaj żałowali. Lecz różnica w ich pojmowaniu żalu jest taka, że Judasz żałował ze względu na samego siebie, a Piotr żałował ze względu na Pana. Do tego momentu byli tacy sami. Dlatego św. Paweł mówi, że istnieją dwa rodzaje żalu: żal świata i żal prawdziwej wiary. Judasz, po tym, jak postanowił nie wracać do Zbawiciela, pozbawił się nadziei. Wziął sznur, udał się na jakiś skalisty teren; nie wiemy dokładnie, gdzie to było. Szedł po tym skalistym terenie, który zdawał się być tak twardy i okrutny jak jego własne serce, a gałąź każdego drzewa na jego drodze przypominała palec wysunięty oskarżycielsko w jego kierunku. Zdrajca, zdrajca, zdrajca. A sęk w każdym drzewie przypominał oskarżycielskie oko. I powiesił się. Dzieje Apostolskie podają: „I wypłynęły wszystkie wnętrzności jego”. To wszystko.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

O wojnie i cierpieniu

Nasza Deklaracja Niepodległości stwierdza, że ten kraj ufa Bogu. Obyśmy my, Amerykanie, rozumieli to dosłownie i nigdy nie porzucili absolutnej ufności w Bożą Opatrzność, nawet w chwilach nieszczęść, bólu, depresji, katastrofy i wojny. Wołajmy za Hiobem: „Choćby mnie zabił Wszechmocny – ufam, i dróg moich przed Nim chcę bronić” ” (Job 13 :15).

Z tej podstawowej ufności pokładanej w Bogu wynikają pewne wnioski: Nie możemy wychodzić z założenia, że jesteśmy niewinni i twierdzić, że wszelkie nasze nieszczęścia są niezasłużone. Odtąd, zamiast pytać: „Po czyjej stronie jest Bóg?”, powinniśmy wejrzeć w nasze dusze i zapytać: “po czyjej stronie my jesteśmy?”

Powinniśmy nieustannie mieć na uwadze, że największą tragedią wojny nie są straty ekonomiczne lub cierpienie fizyczne, lecz przyzwolenie na zło. „I nie lękajcie się tych, co zabijają ciało, a duszy nie mogą zabić. Bójcie się raczej tego, który może duszę i ciało zatracić w piekle.” (Mat 10:28)

Człowiek niewierzący może wytłumaczyć istnienie dręczycieli i katów w czasie wojny, lecz nie może on zrozumieć ofiary żołnierza lub męczennika. Ci, którzy wierzą w Boga, mogą zrozumieć jedno i drugie.

Cierpienie we wszystkich formach jest dla Chrześcijanina tajemnicą, a nie problemem. Problemem jest wciśnięcie kwadratowego kołka w okrągłą dziurę, ponieważ jedno nie pasuje do drugiego. Z cierpieniem jest inaczej. Wypełnia ono cel; nawet grzech może być „błogosławioną winą”, jeśli przynosi on Odkupienie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę niezwykły widok Wcielonego Syna Bożego rozciągniętego na Krzyżu na skutek zbiorowego zła wyrządzonego przez ludzi i mimo wszystko zwyciężającego ich nienawiść i grzech poprzez zmartwychwstanie do nowego życia i rozlanie przebaczenia  – powtarzam – jeśli weźmiemy pod uwagę obraz Golgoty, można stawić czoła cierpieniu, wojnie i złu nie tracąc nadziei ani w człowieczeństwo, ani w Boga. To zamożny Salomon narzekał na pustkę w życiu, a nie cierpiący Hiob. Krzyż raz jeszcze może nas zaślubić z Bogiem.  
W ten sposób wracamy do głównego tematu tej serii słuchowisk radiowych: Ameryka musi powrócić do Boga przyjmując postawę pokorną i pokutną, gdyż jeśli opuścimy Boga, Bóg opuści nas. Nie jest On tylko Bogiem Miłosierdzia, lecz również Bogiem Sprawiedliwości i mimo iż cierpi On, gdy niektórzy pytają drwiąco: „Gdzie jest teraz twój Bóg?”, Jego odpowiedź będzie brzmiała: „Gdzie są ich bogowie, w których pokładali ufność…niech powstaną i pomogą wam”. Nasz los zależy od tego, czy dobrowolnie odpowiemy na Jego Miłość, czy zostaniemy poddani Jego Sprawiedliwości.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: kazanie pt. War and Providence, 29.12.1940r. 

 

Święty Józef

Czy był on stary czy młody? Większość znanych nam posągów i obrazów przedstawia św. Józefa jako starego człowieka z siwą brodą, człowieka, który wziął pod opiekę Maryję i Jej przyrzeczenie zachowując doń taki dystans, z jakim lekarz podnosi niemowlę w żłobku. Oczywiście nie mamy żadnego historycznego potwierdzenia wieku św. Józefa. Niektóre apokryficzne teksty przedstawiają go jako starego człowieka; Ojcowie Kościoła po czwartym wieku dość sztywno trzymali się tej legendy. Malarz Guido Reni również to uczynił, gdy przedstawił św. Józefa jako starego człowieka z siwymi włosami.
Lecz gdy próbujemy zgłębić powody, dla których chrześcijańska sztuka miałaby przedstawiać św. Józefa jako starca, odkrywamy, że jego wiek miał lepiej chronić dziewictwo Maryi. W jakiś sposób wkradło się założenie, że starość jest lepszym opiekunem dziewictwa niż młodość. I tak sztuka, nieświadomie, uczyniła Józefa małżonkiem czystym i nieskalanym na skutek wieku, a nie zaś cnoty. Tak samo można by zakładać, że najlepszym sposobem na pokazanie, że jakiś człowiek nigdy nie dopuściłby się kradzieży, byłoby przedstawienie go bez rąk; założenie to ignoruje poza tym fakt, że starzy mężczyźni także mogą mieć niedozwolone pragnienia, nie tylko młodzi. Zuzanna była kuszona w ogrodzie przez starych mężczyzn. Lecz, co więcej, przestawianie św. Józefa jako starca sprawia, że jawi się on nam jako mężczyzna, któremu nie zostało zbyt wiele sił witalnych, a nie jako taki, który panował nad nimi ze względu na Boga i Jego święte zamierzenia. Pokazywać Józefa czystym tylko dlatego, że jego ciało uległo zestarzeniu, to tak jak gdyby ktoś wychwalał strumień górski, który wysechł. Kościół nie wyświęci na księdza mężczyzny, któremu brakuje sił witalnych. Kościół pragnie mężczyzn, którzy mają coś, co muszą poskromić, nie chce zaś poskromionych, którzy nie mają w sobie energii, by być nieokiełznanymi. Nie inaczej jest z Bogiem. Poza tym rozsądek każe wierzyć, że nasz Pan wolałby mieć za przybranego ojca kogoś, kto był zdolny do poniesienia ofiary, a nie kogoś, kto został do niej zmuszony.


Dodatkowo mamy do czynienia z następującym faktem historycznym: Żydzi krzywo patrzeli na nieproporcjonalne małżeństwo między starymi i młodymi; Talmud dopuszcza takie małżeństwa tylko dla wdów i wdowców. Wreszcie, zdaje się niemożliwe, że Bóg związałby młodą matkę, prawdopodobnie szesnasto- lub siedemnastoletnią,  ze starym mężczyzną. Skoro nie zawahał się powierzyć swą Matkę młodemu człowiekowi, Janowi, u stóp Krzyża, dlaczego miałby Ją oddać staremu człowiekowi przy żłóbku? Miłość kobiety zawsze determinuje sposób, w jaki kocha mężczyzna: jest ona cichym wychowawcą jego męskich sił. Ponieważ Maryję można nazwać „szafarką dziewictwa”* młodych mężczyzn i kobiet, i ponieważ jest Ona największą inspiracją dla czystości chrześcijańskiej, czyż logicznie rzecz biorąc nie powinna Ona była najpierw zainspirować i udziewiczyć pierwszego młodzieńca, którego prawdopodobnie kiedykolwiek spotkała – Józefa, Sprawiedliwego? Nie poprzez umniejszanie Jego zdolności do miłowania, lecz przez wywyższenie tej zdolności odniosła Ona swe pierwsze zwycięstwo w swym własnym Małżonku, człowieku, który był mężczyzną, a nie jedynie sędziwym stróżem!
Józef był prawdopodobnie młodym mężczyzną, silnym, męskim, atletycznym, przystojnym, czystym i zdyscyplinowanym; ten typ mężczyzny widzimy czasem, jak pasie owce, pilotuje samolot lub pracuje przy desce jako cieśla. Miast być mężczyzną niezdolnym do miłowania, musiał on płonąć z miłości. Podobnie jak niewiele uznania mielibyśmy dla Matki Najświętszej, jeśli złożyłaby swoje śluby dziewictwa jako pięćdziesięcioletnia stara panna, niewiele uznania mielibyśmy też dla człowieka, który stał się jej mężem, gdyż był w zaawansowanym wieku.
Młode dziewczyny w tamtych czasach, podobnie jak Maryja, składały śluby, że będą kochać wyłącznie Boga; czynili tak również młodzieńcy, spośród których Józef był tak znakomitym, że nazwano go „sprawiedliwym”. Miast być wyschniętym owocem podanym na stole Króla, był on raczej kwiatem wypełnionym obietnicą i siłą. Nie był w jesieni życia, lecz w jego wiośnie, tryskając energią, mocą i kontrolowaną pasją.


Maryja i Józef wnieśli przy swoich zaślubinach nie tylko przysięgę czystości, lecz również dwa serca, w których tętniły strumienie miłości większej niż jakiekolwiek uczucie pulsujące w ludzkich piersiach. Żadni małżonkowie nie kochali się nigdy bardziej niż Józef i Maryja. Ich małżeństwo nie przypominało innych małżeństw, gdyż zrzekli się prawa do ciała; w normalnym małżeństwie jedność ciała jest symbolem jego dopełnienia, a ekstaza, która towarzyszy konsumpcji jest jedynie przedsmakiem radości, która spływa na duszę osiągającą jedność z Bogiem na skutek łaski. Jeśli istnieje przesyt i znużenie w małżeństwie, dzieje się tak dlatego, że brakuje mu tego, co miało ono ujawnić lub ponieważ w akcie tym zabrakło wewnętrznej Boskiej Tajemnicy. Jednakże w przypadku Maryi i Józefa nie było potrzeby symbolu jedności ciała, ponieważ ich udziałem była Boskość. Po cóż ścigać cień, skoro mieli oni istotę? Maryja i Józef nie potrzebowali cielesnego dopełnienia małżeństwa, ponieważ, jak pięknie ujął to Leon XIII: „Dopełnienie ich miłości było w Jezusie”. Po co zawracać sobie głowę migoczącymi świeczkami ciała, skoro ich miłością jest Światło Świata? Prawdziwie jest On Jezusem, Radością Serca (voluptas cordium). Jeśli On jest słodką radością serc, nikt nawet nie myśli o ciele. Tak jak mąż i żona stojąc nad kołyską nad nowo zrodzonym życiem zapominają na moment o sobie nawzajem, tak Maryja i Józef, mając Boga w swojej rodzinie, ledwie zdawali sobie sprawę z tego, że mają ciała. Miłość czyni męża i żonę jednym; w przypadku Maryi i Józefa to nie ich połączone miłości uczyniły ich jednym; uczynił to Jezus. Nie było na tym świecie większej miłości od tej i nigdy nie będzie. Nie poszli oni do Boga poprzez wzajemną miłość do siebie; najpierw poszli do Boga i otrzymali głęboką i czystą miłość do siebie nawzajem.
*w oryginale “virginizer”

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: “The World’s First Love”, 1952r., str. 91-96.