Nie tylko pójść do kościoła w niedzielę

Laikat znajduje się w tym samym miejscu, w którym Ewangelia krzyżuje się ze światem, podobnie jak Krucyfiks, który stał na przecięciu kultury ateńskiej, jerozolimskiej i rzymskiej. Laikat przekracza wszelkie granice. Czyni to on w imię Chrystusa. Gdy widzimy ludzi świeckich przychodzących do kościoła w niedzielę, pytamy, czy naprawdę kochają oni siebie nawzajem? Czy jesteście jednolitymi elementami wspólnoty? Czy zbieracie się [w kościele] tylko po to, aby wypełnić obowiązek, próbując w ten sposób uniknąć grzechu śmiertelnego, czy przychodzicie, aby wzmacniać i karmić życie, którym powinniście się dzielić? Czy szukacie swojego rodzaju samolubnego uświęcenia się, niepomni tego, że nasz Pan powiedział: A za nich Ja poświęcam w ofierze samego Siebie? Czy zamierzacie być tacy jak wszyscy wokół was, z wyjątkiem owego cotygodniowego nawyku chodzenia do kościoła? Gdy inni patrzą na tę grupę wiernych, czy pomyślą: „Powinienem być taki, jak oni. Powinienem mieć ich miłość, ich prawdę i ich wewnętrzny pokój”? Zbyt często jest dokładnie odwrotnie.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Zagrożenia dla osób świeckich

[W przypadku osób świeckich] istnieje dwojakiego rodzaju niebezpieczeństwo. Z jednej strony, chrześcijanie mogą tworzyć swoiste getto twierdząc, że ich aktywność religijna ogranicza się do bycia w Kościele i do zachowywania przykazań. W ten sposób chrześcijanie ci tłoczą się w swojego rodzaju igloo, kompletnie oddzielając wiarę od czynu. Inne ekstremum polega na tym, że stają się oni ludźmi tak światowymi, że zupełnie nie potrafią tego pogodzić z wiarą. W efekcie tego oddzielenia religii od świata kultura „wyzwoliła” się od Chrystusa i stała się kulturą szatańską. Aby laikat zachował swoją skuteczność, niezbędne są trzy rzeczy. Po pierwsze, świeccy muszą pamiętać, że są członkami ludu Bożego, że są społecznością. Po drugie, muszą mieć podstawy wykształcenia teologicznego. Święty Piotr powiedział, że powinni oni umieć uzasadnić wiarę, którą jest w nich. Po trzecie zaś, muszą komunikować się ze światem jako chrześcijanie. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Obie strony tematu

Kościół jest bardzo mądry, ponieważ zawsze uczy nas obu stron danego tematu. Przez dwadzieścia pięć lat uczyłem filozofii na uniwersytecie i zauważyłem, że każdy, kto uczy na uniwersytecie, zawsze zna obie strony danego zagadnienia. Na przykład wszyscy na katolickim uniwersytecie, na którym wykładałem, znali stanowisko świata współczesnego. W dziedzinie filozofii, na przykład, znaliśmy Marksa, Sartre’a, Heideggera, Jaspersa, Freuda i innym podobnych. Lecz czy myślicie, że na świeckich uczelniach wykładowcy wiedzieli coś o myśli chrześcijańskiej? Znali oni tylko jedną stronę zagadnienia, a nie obie. Weźmy na przykład papieską encyklikę o komunizmie. Pewien komunista powiedział mi kiedyś, że najbardziej klarowne i najdoskonalsze objaśnienie zagadnienia komunizmu znalazł on właśnie w encyklice Ojca Świętego na ten temat. Ojciec Święty poruszył obie strony tematu. Spójrzmy na największe dzieło teologii i filozofii, Summa Theologica świętego Tomasza z Akwinu. Każde zagadnienie, o którym naucza ów wielki umysł, rozpoczyna się od wątpliwości i trudności. A następnie odpowiada on na nie. Znamy obie strony danego zagadnienia. Ci, którzy pozostają poza Kościołem, znają tylko jedną stronę. I często jest to ta niewłaściwa strona. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Miłość, a nie strach

Prawdą jest, że w każdym autorytarnym systemie podstawą posłuszeństwa jest strach. Lecz ponieważ my rozpoczynamy od Osoby Chrystusa, podstawą naszego posłuszeństwa nie jest strach, a miłość. Nie możesz kochać materializmu dialektycznego, lecz możesz kochać osobę. Między naszym Zbawicielem a nami istnieją więzy miłości. Chrystus i papież są nierozłączni. Dlatego nasz Pan nie przekazał Piotrowi władzy nad swoim Kościołem, dopóki ten trzy razy nie powiedział Mu, że Go kocha. Władza w Kościele pochodzi wyłącznie z posłuszeństwa Chrystusowi. Dlatego posłuszeństwo, z jakim my jako katolicy poddajemy się Kościołowi przypomina posłuszeństwo, z jakim poddajemy się najwierniejszemu przyjacielowi. Jest to posłuszeństwo syna wobec kochającego ojca. Nie odczuwamy dystansu między Zbawicielem a nami. I podobnie jak uczeń coraz bardziej przywiązuje się do nauczyciela w miarę chłonięcia prawd, które ów nauczyciel przekazuje, tak i my, im bardziej kochamy Chrystusa i chłoniemy Jego Prawdę, tym bardziej jednoczymy się z Nim. Im bardziej znamy naszego Pana, tym bardziej posłuszni jesteśmy Prawdzie objawianej przez Jego Kościół i tym mniejszy strach odczuwamy. Dlatego Pismo święte mówi: Doskonała Miłość usuwa lęk. Im bardziej rozlewa się Jego Prawda, tym bardziej Go kochamy. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Nie dogmat, a Osoba

Bycie katolikiem nie jest równoznaczne z prenumeratą systemu dogmatów. Rozpoczynamy od Osoby, Osoby naszego Pana, który trwa w mistycznym ciele Kościoła. Czym jest wiara? Wiara jest spotkaniem dwóch osób. Ciebie i Zbawiciela. Nie chodzi o przywiązanie do abstrakcyjnego dogmatu, lecz o Komunię z Osobą, która nie może oszukać i której nie można oszukać. Dyktatorzy rozpoczynają od dyscypliny partyjnej. My rozpoczynamy od naszego Pana, Syna Boga Żywego, który powiedział „Ja jestem Prawdą”. Innymi słowami, prawda została utożsamiona z Jego Osobą. Przypomnij sobie własne dzieciństwo. Czym był dla ciebie dom rodzinny? Czy był on jedynie sumą przykazań głoszonych przez twojego ojca i twoją matkę? Nie, był czymś więcej, nieprawdaż? Był on ich tożsamy z ich miłością. Nasza wiara jest zatem pokładana przede wszystkim w Chrystusie, który żyje w mistycznym ciele Kościoła. Poszczególne dogmaty są kwestią wtórną. Gdyby Chrystus nam ich nie objawił, nie wierzylibyśmy w nie. Gdybyśmy Go utracili, utracilibyśmy nasze dogmaty. To On jest na pierwszym miejscu.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Kościół jest Chrystusem

Dla katolika nic w Kościele nie jest godne wiary poza Chrystusem, który w nim mieszka. Gdybyśmy nie wierzyli, że nasz Pan był Bogiem, gdybyśmy twierdzili, że był tylko dobrym człowiekiem, nigdy nie wierzylibyśmy w Eucharystię ani w Trójcę Świętą. Gdybyśmy wierzyli, że Jezus był po prostu istotą ludzką, która obróciła się w proch, nie moglibyśmy wierzyć w odpuszczenie grzechów. Lecz wiemy, że nasz Pan nauczał, rządził i uświęcał poprzez fizyczne ciało, które otrzymał z łona Swej Matki, a teraz wiemy, że w dalszym ciągu naucza On, rządzi i uświęca w mistycznym ciele, które wziął z łona ludzkości. Jego pierwsze ciało pozostawało w cieniu Ducha Świętego; Duch Święty ogarnął Swoim cieniem Jego mistyczne ciało w dniu Pięćdziesiątnicy. Dlatego przyjmujemy każde Jego słowo – nie tylko to, co zapisali Jego sekretarze; otrzymujemy jego żywe słowa, słowa, które żyją poprzez stulecia. Często słyszałeś, jak ludzie mówią: „Nie chcę, aby między mną a Chrystusem stał Kościół” – Kościół nie stoi między tobą a Chrystusem. Kościół jest Chrystusem, albowiem mówić o Kościele, że stoi między Zbawicielem a nami to tak, jakby mówić, że moje ciało stoi między mną a moim niewidzialnym umysłem. Kościół jest tym, co święty Augustyn nazywał Totus Christus – całym Chrystusem – i dlatego Jego prawda żyje przez wieki. Dziękuję Bogu za twoją wiarę, twoją wiarę w osobę Chrystusa, który jest wiecznie współczesny.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Łańcuch, który prowadzi do Piotra

Historia świętego Piotra to historia człowieka podźwigniętego z upadku: nasz wzór, przykład dla nas. Od Szymona dzieli nas ponad 250 papieży. Są oni ogniwami w wielkim łańcuchu pontyfikalnym. Żaden łańcuch nie jest mocniejszy niż jego najsłabsze ogniwo, a najsłabszym ogniwem w łańcuchu papieży było jego pierwsze ogniwo. Lecz to słabe ogniwo dzierżył w Swoich dłoniach Chrystus. Dlatego papiestwo nigdy nie upadnie.

Gdy pewnego razu nasz Zbawiciel zgromadził wokół Siebie Swoich apostołów, powiedział: szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę (…) Nasz Pan powiedział: Szatan chciał przesiać was dwunastu jak pszenicę. Modliłem się za ciebie. Czy Chrystus powiedział, że modlił się za dwunastu? Nie: modliłem się za ciebie za Piotra – abyś, gdy podźwigniesz się z upadku, utwierdzał w wierze swoich braci. Każdy z nas pragnie być obiektem tej modlitwy Chrystusa. Mamy udział w Jego modlitwie tylko w takim stopniu, w jakim jednoczymy się z Piotrem. Nasz Pan modlił się za niego ścierając się z szatanem. I w ten modlitwie za Piotra został umocniony Kościół. Bardzo ważne jest, abyśmy w dzisiejszych czasach pokładali nadzieję w modlitwie Chrystusa za Piotra.
Arcybiskup Fulton J. Sheen

Kiedy Bóg powiedział "my"

Inny przykład tego, w jaki sposób Chrystus łączył świętego Piotra ze Sobą, dotyczył płacenia podatku na świątynię. Jest to jedyny moment w Piśmie świętym, w którym Bóg kojarzy istotę ludzką ze Sobą Samym w postaci zaimka osobowego my. Pomyśl tylko, jak dumny byłeś jako dziecko, gdy ojciec być może objął cię ramieniem i powiedział do ciebie: „zrobimy to razem”. Gdy przyszło do płacenia podatku na świątynię, nasz Zbawiciel powiedział do Piotra, żeby go uiścił „za Mnie i za siebie„. Następnie dodał: „żebyśmy nie dali im powodu do zgorszenia„. W ten sposób zjednoczył się z Piotrem. Piotr połączył się z Panem w sposób, w jaki nikt inny nigdy nie może się z Nim połączyć. My – Chrystus i Piotr. Dlatego właśnie papieskie encykliki rozpoczynają się od słowa my

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Św. Augustyn z Hippony

Jeśli kiedykolwiek żył człowiek, który mógł powiedzieć, że ubóstwiał seks, był nim święty Augustyn. Powiedział on, że nigdy nie mógł on dostrzec różnicy między “pogodnym afektem a czarną pożądliwością”. Opisał on swoją młodość jako „piekielną lubieżność wieku dojrzewania”.

Niewierny ojciec nie dał mu dobrego przykładu, choć dawała mu go świątobliwa matka, Monika. 

W obliczu konfliktu między ciałem a duchem, Augustyn całkowicie poddał się ciału. W roku 371 wziął sobie nałożnicę. Owa nieznana z imienia kobieta dała mu syna o imieniu Adeodat, co oznacza „dany przez Boga”.

Augustyn był słynnym studentem wielkiego uniwersytetu kartagińskiego. Łączył w sobie całkowite oddanie się występkom i nałogom z tak nieprzeciętnymi zdolnościami intelektualnymi, że został prymusem w swojej klasie.

Większość ludzi usprawiedliwia swój tryb życia; zamiast dostosować swe życie do konkretnej filozofii, wymyślają oni filozofię, która ma pasować do ich życia. Augustyn nie był wierny kobiecie, z którą żył i ponieważ musiał usprawiedliwić swój występek, przyjął filozofię manichejczyków, którzy głosili dualną zasadę dobra i zła. 

Konflikt, jaki toczył się w nim między ciałem a duszą, został rozwiązany przez herezję manicheizmu, gdyż pozwalała mu ona wieść rozwiązłe życie bez wzięcia za nie odpowiedzialności. Twierdził on, że zła zasada była w nim tak silna, tak głęboka i intensywna, że dobra zasada nie miała szansy zadziałać.

Przez cały ten czas jego matka, Monika, dniami i nocami roniła łzy nad intelektualnymi i moralnymi błędami swojego syna. Poszła ona do Ambrożego, biskupa Mediolanu, który jej powiedział: „niemożliwe jest, aby syn, za którego wylane zostało tak wiele łez, mógł pójść na zatracenie”.

Monika modliła się, aby jej syn nigdy nie wybrał się do Italii, ponieważ obawiała się, że tam wpadnie on w towarzystwo jeszcze bardziej diabelskie niż to z Afryki Północnej. Zdawało się, że jej modlitwy nie zostały wysłuchane, lecz zarazem zostały one wysłuchane w tajemniczy sposób. 

W roku 384 Augustyn powiedział matce, aby poszła do kościoła p.w. św. Cypriana Męczennika, podczas gdy on pójdzie odwiedzić przyjaciół. Owej nocy wykradł się z Afryki i wbrew woli matki udał się do Rzymu. Jego sława jako mówcy i retoryka wyprzedzała go i został on uznany za jednego z najbardziej uczonych mężów swojej epoki.

Gdy Augustyn pojechał do Mediolanu, aby wstawiać się za odnową pogaństwa w tym mieście, usłyszał o wiedzy i zdolnościach oratorskich Ambrożego, biskupa. Wiele dni przesiedział pod amboną, pełen szacunku dla Ambrożego. Póżniej spędził w jego towarzystwie wiele godzin, dyskutując na tematy filozoficzne. Wypożyczył też z biblioteki Ambrożego wiele manuskryptów, aby je przestudiować. 

Przez cały ten czas okowy nałogu były wciąż bardzo silne w Augustynie, a jego cielesna natura stawiała opór jego duchowemu odrodzeniu. W 386r. spotkał Pontycjana, który opowiedział mu historię Świętego Antoniego Pustelnika. Święty Antoni spędził ponad 70 lat na pustyni.

Usłyszawszy tę historię, Augustyn powiedział: Manicheusz jest oszustem. Wszechmogący mnie wzywa. Chrystus jest jedyną Drogą, a święty Paweł jest mym przewodnikiem. 

Jeśli Antoni mógł odnieść zwycięstwo nad libido i seksem, dlaczego ja bym nie mógł – spytał Augustyn samego siebie.

Augustyn pragnął zostać sam i poszedł do ogrodu. Tam został poddany sporowi między jego dawnym ego i nowym, które właśnie się rodziło. Rzucając się do stóp rozłożystego drzewa figowego i zapłakał gorącymi i gorzkimi łzami, które obmyły jego duszę. Wykrzyknął:

„Kiedyż osiągnę zbawienie, kiedyż zrzucę me kajdany? Może jutro lub pojutrze? Dlaczegóżby nie w tej chwili?”

 Nagle zdał sobie sprawę, że słyszy głos dziecka, dziewczynki lub chłopca, które przemawiało z sąsiedniego domu. „Podnieś i czytaj” – rzekł słodki głos. 

Augustyn pospieszył do pokoju. Znalazł tam kopię listów świętego Pawła, o których wspominał Pontycjan. Chwytając je i otwierając na chybił-trafił, zatrzymał wzrok na słowach św. Pawła do Rzymian (13:13):

„Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”

W tamtej chwili wszystkie namiętności ciała, które zdawały mu się nie do przezwyciężenia przez ostatnie szesnaście lat, zostały unicestwione.

Augustyn wykrzyknął z głębokim żalem:

“Zbyt późno Cię pokochałem, Piękno Odwieczne.”

W Wielki Czwartek, który przypadł na dzień 22 kwietnia roku Pańskiego 387, Augustyn głośno wyrecytował Credo wobec zgromadzonych wiernych. Pościł aż do Wielkiej Soboty,a  wieczorem poszedł do bazyliki, w której Biskup Ambroży odprawił nad nim ostatni egzorcyzm, uczynił znak Krzyża na jego czole i piersi i wylał nań wody Chrztu św. 

Następnie, zgodnie ze zwyczajem przyjętym tylko w mediolańskim kościele, Ambroży upadł na kolana i umył stopy Augustynowi. Ci dwaj święci złączyli się być może po raz ostatni na ziemi. Starszy ukorzył się przed młodszym, słynniejszy przed bardziej nieznanym. 

Adeodat, syn zrodzony z jego grzechu, otrzymał chrzest w tym samym czasie. Bezimienna kobieta, z którą żył Augustyn, matka Adeodata, powróciła do Kartaginy i spędziła pozostały jej czas na pokucie.

Jednym ze skutków nawrócenia Augustyna był powrót do jowialności i głęboki sens wewnętrznego pokoju. Miał ponadto miejsce wielki wzrost jego płodności literackiej. W latach 380-386, przed jego nawróceniem, nie napisał ani jednej strony. Obecnie, w krótkim czasie powstały kolejno cztery krótkie książki.

W 397r., 12 lat po jego nawróceniu, Augustyn napisał swoje Wyznania, największą duchową autobiografię, jaka kiedykolwiek powstała. Jest to dzieło nauczyciela, który wyjaśnia, filozofa, który myśli i teologa, który naucza. Jest to dzieło poety, który w swojej twórczości osiąga czyste piękno i mistyk, który czyni dziękczynienie za to, że znalazł pokój.

“Późno Cię pokochałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię pokochałem! A oto Ty byłaś wewnątrz, a ja byłem na zewnątrz; tam Cię szukałem i lgnąłem w mojej brzydocie ku pięknym rzeczom stworzonym przez Ciebie. Byłaś ze mną, a ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie te rzeczy, które nie istniałyby, gdyby nie były w Tobie. Zawołałaś, wezwałaś i przerwałaś moją głuchotę. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś i usunęłaś moją ślepotę. Rozlałaś woń, odetchnąłem i oto wzdycham ku Tobie. Skosztowałem i oto łaknę i pragnę. Dotknęłaś mnie i zapłonąłem tęsknotą za Twoim pokojem.”(Wyznania 10,27).

Żaden z Freudów, Jungów lub Adlerów naszego dwudziestego stulecia nie przeszył świadomego i nieświadomego umysłu rapierem tak ostrym jak rapier Augustyna. Żaden człowiek nie może powiedzieć, że zrozumiał samego siebie, nie przeczytawszy Wyznań świętego Augustyna.

Arcybiskup Fulton J. Sheen