Kościół oskarżony o nietolerancję

Świat może oskarżać Kościół o nietolerancję i świat ma słuszność. Kościół jest nietolerancyjny – nietolerancyjny w kwestii Prawdy, nietolerancyjny w kwestii zasad, nietolerancyjny w kwestii Boskości, podobnie jak nasz Zbawiciel był nietolerancyjny w kwestii Swojej Boskości. Inne religie mogą zmieniać swoje zasady i zmieniają je, ponieważ ich zasady ustalane są przez ludzi. Kościół nie może się zmieniać, ponieważ jego zasady ustanowione zostały przez Boga. Religia nie jest sumą wierzeń, które mogłyby nam się podobać, jest ona sumą wierzeń danych nam przez Boga. Świat może nie zgadzać się z Kościołem, lecz świat wie doskonale, z czym się nie zgadza. W przyszłości, podobnie jak w przeszłości, Kościół będzie nietolerancyjny w kwestii świętości małżeństwa, albowiem co Bóg złączył, tego człowiek nie może rozdzielać; będzie nietolerancyjny w kwestii swojego Credo i będzie gotowy oddać zań życie, gdyż boi się on nie tych, którzy zabijają ciało, lecz tych, którzy mają moc wrzucić ciało i duszę do piekła. Kościół będzie nietolerancyjny w kwestii swojej nieomylności, gdyż Chrystus mówi: „Jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”. Lecz trwając w swojej nietolerancyjności aż do przelania krwi, trwając w przylgnięciu do prawd danych mu przez jego Boskiego Założyciela, Kościół zawsze będzie tolerancyjny wobec tych, którzy oskarżają go o nietolerancję, gdyż ten sam Boski Założyciel nauczył go mówić: „Ojcze, przebacz im, albowiem nie wiedzą, co czynią.”

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „The Curse of Broadmindedness”, fragment książki: „Moods and Truths”, 1932r., strona nieznana.

Fundamentalne posłuszeństwo

Jakże piękna lekcja posłuszeństwa dana jest nam w Boskim Dziecięciu z Nazaretu. Nie ma dowodu na to, że Chrystus dał Maryi i Józefowi jedynie symboliczne prawo do kierowania [Nim], przeciwnie – Pismo Święte mówi, że był On im poddany. Wyobraźcie to sobie: Bóg poddany człowiekowi – Bóg, przed którym drżą aniołowie i zwierzchności, poddany jest Maryi i Józefowi. Obserwujemy przy tym wielki, podwójny cud pokory i wywyższenia: Bóg-człowiek okazuje posłuszeństwo niewieście i niewiasta panująca nad Bogiem-człowiekiem; to posłuszeństwo trwało przez trzydzieści lat. Dzięki temu długiemu okresowi dobrowolnego posłuszeństwa, Chrystus objawił, że Czwarte Przykazanie jest fundamentem życia rodzinnego. Mówiąc bardziej ogólnie, w jakiż inny sposób pierwotny grzech nieposłuszeństwa wobec Boga mógłby zostać zniweczony, jeśli nie poprzez posłuszeństwo okazane w ciele przez tego samego Boga, któremu niegdyś się sprzeciwiono? To Lucyfer powiedział: „Nie będę posłuszny” i echo tych słów rozległo się w rajskim ogrodzie. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „The Bishop Sheen Catechism. A Catholic Encyclopaedia”,  1986r., strona nieznana.

Patriotyzm świętego Mateusza


Zanik patriotyzmu w Ameryce spowodowany jest zanikiem religii. Gdy ludzie przestają kochać Boga, przestają oni również kochać swojego bliźniego. Najlepiej dowodzi tego przykład świętego Mateusza, autora pierwszej Ewangelii. W swoim czasie był on najbardziej niepatriotycznym obywatelem, jaki kiedykolwiek istniał; jego kraj znajdował się pod okupacją obcego mocarstwa, jego współobywatele utracili wiele spośród swoich cywilnych i politycznych praw, a mimo to współpracował on z okupantem dla najpodlejszego z powodów – chęci wzbogacenia się. Został on celnikiem; poborcą ceł i podatków dla Rzymian. W ten sposób nie tylko zaprzedawał on swoich rodaków, lecz również okradał ich, aby wzbogacić się i zostać poddanym najeźdźców.


Pewnego dnia, gdy Mateusz zbierał podatki i liczył swoje dochody, przechodził koło niego nasz Boski Zbawiciel. „Pójdź za mną” – powiedział do Mateusza, a Mateusz, nie usłyszawszy żadnej innej obietnicy oprócz zapewnienia o pokoju w Królestwie Niebieskim, został apostołem, ewangelistą i męczennikiem. Stał się kimś więcej – największym patriotą we wszystkich Ewangeliach. Jego Ewangelia może być nazwana Ewangelią Patriotyzmu. Niezmordowanie opisuje on chwałę swojego narodu, tradycje swego kraju i proroctwa jego duchowego triumfu. Co rusz wraca do przeszłości, wspominając Izajasza, Jeremiasza, Micheasza, Dawida i Królów; dokładnie dziewięćdziesiąt dziewięć razy cytuje on najbardziej chwalebne strony Starego Testamentu i wieńczy je przejmującym przesłaniem: Jesteście wielkim narodem. Z Izraela pochodzi Zbawiciel; z naszych chmur przychodzi Mesjasz, z naszej ziemi – Zbawiciel. Chwała! Chrystus pochodzi z waszego rodu!

Mateusz został patriotą, ponieważ znalazł swojego Boga.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „The Decline of Patriotism. Democracy Has in Itself No Inherent Guarantee of Freedom”, Vital Speeches of the Day, 1941r., tom VII, str. 623-625.

Alleluja: Zostaliśmy odkupieni!

„Dziecię się narodziło!” Do niektórych przychodzi Ono w dzień Bożego Narodzenia nawet w wyrzutach sumienia, które następują po „nie ma miejsca w gospodzie”; do niektórych przychodzi On, gdy ich serca zasmucone są tym, że czyjeś życie zostało odebrane i mogą być pocieszeni tylko dzięki Życiu, które zostaje dane; do niektórych przychodzi On, gdy ich serca łkają: „Panie, nie jestem godzien”, do jeszcze innych przychodzi On, gdy ich własne badania naukowe przypominają im, że jedyna gwiazda, jaką warto jest badać, to Gwiazda, która wiedzie do Stwórcy Gwiazd; do innych przychodzi On, gdy ich serca są złamane, aby mógł On wejść w nie i uleczyć je skrzydłami, które są szersze niż świat; do innych przychodzi On wśród radosnego Venite Adoremus aniołów; do innych przychodzi On, gdyż są tak młodzi, iż nie mogą pamiętać żadnego innego Bożego Narodzenia – lecz do wszystkich i do każdego z osobna przychodzi On w swój własny słodki sposób, jak gdyby nigdy przedtem nie przyszedł – On, Dziecię, które się narodziło, On…Jezus Zbawiciel, On – Emmanuel, On – Chrystus w Chrystusowej Mszy na Boże Narodzenie – Wesołych Świąt!

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „The Fullness of Christ”, strona nieznana.

Jak Izraelici na pustyni

Niebo zaczyna się tutaj, lecz tu się nie kończy. Od czasu do czasu doświadczamy jedynie jego wątłych przebłysków. Jeśli będziemy odwlekać myślenie o Niebie aż do momentu śmierci, będziemy niczym Izraelici na pustyni. W pewnym momencie od Ziemi Obiecanej dzieliło ich jedynie 11 dni wędrówki. Podróż z Egiptu do Ziemi Obiecanej powinna im była zająć trzy tygodnie, lecz z powodu ich nieposłuszeństwa, ich grzechów, ich sprzeniewierzeń i ich buntu przeciwko Mojżeszowi, powrót do Izraela zajął im 40 lat. Owe 40 lat symbolizują pielgrzymkę, jaka jest treścią życia większości z nas. Posuwamy się do przodu, a później znów wracamy na złą drogę. Dzięki Bogu mamy miłosiernego Zbawiciela, który nas cierpliwie znosi i który wybacza nam siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego czas jest potrzebny, aby zyskać Niebo, ale sam upływ czasu nie pomoże mi się tam dostać. Tym, co pomoże mi się tam dostać, jest sposób, w jaki żyję i w jaki umieram.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r.

Chaos dzisiejszych czasów

Zobacz, jak słaby jest umysł dzisiejszych ludzi – ich dezorientacja, ich niemożność rozpoznania tego, co jest prawdą i co jest dobre. W poniedziałek przeczytają oni jakąś książkę i powiedzą: „Och, jestem materialistą!”. We wtorek przeczytają inną książkę i staną się komunistami. Przeczytają jeszcze inną książkę później w ciągu tygodnia i odrzucą oba powyższe systemy. Wytyczają oni tory jednego dnia i niszczą je dnia następnego. Sieją oni ziarna w jednym tygodniu i plewią je w następnym. Nigdy nie pracują oni, aby osiągnąć jeden, konkretny cel. Nic dziwnego, że w świecie mamy tylu psychotyków i neurotyków. Odgrzewają one stare błędy i nadają im nowe etykietki, nazywając niektóre ze dawnych błędów bardzo nowatorskimi, ponieważ nie wiedzą, że są one bardzo stare.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., str. 141.

Nawracanie bez jednego słowa

Zapytałem pewnego razu Matkę Teresę, w jaki sposób nawróciła 15 tysięcy ludzi pochodzących z rynsztoków Kalkuty. „Po tym, jak Matka zaciągnęła tych biednych śmiertelników do hospicjum, w jaki sposób udało się Matce ewangelizować ich i głosić im Dobrą Nowinę?”.


„Wcale tego nie robiłam” – odrzekła. „Gdy troszczyłam się o nich i okazywałam im miłość, mówiłam do nich: ‚Czy chcielibyście usłyszeć o Chrystusie?‚ A oni pytali: ‚Czy Chrystus jest taki, jak ty? Czy Chrystus jest podobny do ciebie?’ ‚Nie‚ – odpowiadałam – ‚ale ja próbuję być podobna do Niego‚. ‚Zatem i ja pragnę być chrześcijaninem‚ – mówili.” To było tak proste. To właśnie jest sposób, w jaki powinniśmy postępować. Postępować tak, aby świat, nie słysząc od nas żadnego słowa, wiedział o nas i o tym, Kogo reprezentujemy. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., str. 163.

Po czym poznać, że jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami?

Jeśli będziemy trwać przy Dobrym Panu w Najświętszym Sakramencie, zaczniemy postrzegać ciała wszystkich ubogich ludzi, których spotykamy, jako rozszerzenie Ciała Chrystusa. I oni sami zaczną myśleć w ten sposób. I wtedy będziemy chrześcijanami. Wówczas nastąpi Boże Narodzenie. Nie będziemy wspinać się na szczyty ekstazy, nie wpadniemy też w dolinę, bezsilni i bezskuteczni. Będziemy takimi chrześcijanami, jakich szuka świat.

Nie tak dawno temu grupa sowieckich żołnierzy wdarła się do stodoły na terenie Związku Radzieckiego i znalazła tam setki ludzi zgromadzonych na modlitwie. Powiedzieli do nich: „Pogwałciliście sowieckie prawo. Modlitwa jest zakazana. Macie pięć minut, aby opuścić stodołę. Pozostałe osoby zostaną zastrzelone.” Stodołę opuściły dwie osoby. Sowieccy żołnierze odrzucili broń i powiedzieli: „My też chcemy być chrześcijanami. Chcieliśmy tylko mieć pewność, że naprawdę jesteście chrześcijanami.”

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., str. 164.

Najgorsza rzecz na świecie

Grzech nie jest najgorszą rzeczą na świecie. Najgorszą rzeczą na świecie jest zaprzeczenie istnieniu grzechu. Jeśli jestem ślepy i zaprzeczam, że istnieje taka rzecz, jak światło, czy kiedykolwiek będę widział? Jeśli jestem głuchy i zaprzeczam, że istnieje taka rzecz, jak harmonia dźwięków, czy kiedykolwiek będę słyszał? Jeśli zaprzeczam, że istnieje taka rzecz, jak grzech, czy kiedykolwiek uzyskam przebaczenie? 

Wyparcie grzechu jest grzechem niewybaczalnym, gdyż uniemożliwia ono odkupienie. Zatem nawet nasze grzechy, gdy przynosimy je do krwi Chrystusa, mają swoją dobrą stronę. Jesteśmy obmywani w tej krwi, radujemy się i dziękujemy Panu; albowiem gdybyśmy nigdy nie zgrzeszyli, nigdy nie moglibyśmy nazwać Jezusa Zbawicielem.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton J. Sheen”, 1985r., str. 172-173.

Skutki drobnego incydentu

Kilka lat temu w Jugosławii pewien chłopiec służył do Mszy świętej i upuścił ampułkę. Ksiądz uderzył go i powiedział: „wynoś się i nigdy nie wracaj”. Chłopiec ów już nigdy nie powrócił. Został komunistycznym przywódcą Jugosławii, Tito. Gdyby ów kapłan kiedykolwiek przyszedł do dobrego Pana, aby powtórnie przemyśleć to, co zrobił, być może istniałaby szansa na złagodzenie skutków, jakie miał ten incydent.

Pamiętam, że jako chłopiec byłem ministrantem w katedrze [w Peorii, w stanie Illinois] i służyłem do Mszy świętej biskupowi Johnowi L. Spaldingowi. Miałem wówczas siedem lat i upuściłem ampułkę z winem podczas offertorium. Uwierzcie mi, że żadna eksplozja atomowa nie może równać się co do natężenia hałasu z upadkiem ampułki na marmurową posadzkę. Byłem śmiertelnie przerażony, ponieważ my, ministranci, zawsze myśleliśmy, że biskup Spalding był bardzo surowym człowiekiem. Po Mszy świętej powiedział do mnie: „Podejdź tu, młody człowieku. Do której szkoły pójdziesz, gdy dorośniesz?” Siedmiolatkowi szkoła dla dorosłych kojarzyła się z liceum. Odpowiedziałem mu: „Do Instytutu Spaldinga”. Było to liceum nazwane imieniem Biskupa i była to bardziej dyplomatyczna odpowiedź niż mogłem wówczas przypuszczać. 

Powiedział: „Mam na myśli szkołę, do której pójdziesz, gdy będziesz dorosły. Czy słyszałeś kiedyś o Louvain?”

Odrzekłem: „Nie”.

„Idź do domu i powiedz swojej matce, że powiedziałem, że gdy dorośniesz, masz jechać na Uniwersytet w Louvain [w Belgii], a pewnego dnia zostaniesz tym, kim ja jestem”.

Poszedłem zatem do domu i powtórzyłem matce słowa biskupa Spaldinga, a ona odpowiedziała: „Tak, to jest wielki uniwersytet w Europie”. Nie wracałem myślami do tamtego incydentu aż do chwili, gdy dwa lata po święceniach kapłańskich wysiadałem z pociągu w Louvain. Pomyślałem wówczas: „Ach, więc to jest miejsce, do którego biskup Spalding polecił mi pojechać”. Było to wydarzenie, które w pewien sposób zmieniło moje życie, tak jak zmieniło ono życie Tity w zupełnie przeciwny sposób.

Pierwszy od lewej: ks. Fulton J. Sheen na Uniwersytecie w Louvain (1920r.)

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., str. 176.