Droga do szczęścia – kolejna książka abpa Sheena w polskim przekładzie

Nakładem Edycji św. Pawła ukazała się niedawno książka „Droga do szczęścia” autorstwa arcybiskupa Sheena.

Z opisu redakcyjnego:

Książka ta to antidotum na współczesne czasy. Arcybiskup Fulton J. Sheen, niezrównany mistrz duchowy i głosiciel prawd Kościoła katolickiego, przypomina nam, że „żyjemy w czasach, kiedy ludzie są raczej kontrolowani, niż sami sprawują kontrolę. Tak bardzo skupiliśmy się na rządzeniu tym, co poza nami, że zupełnie przestaliśmy zarządzać sobą”.

Dzięki tej książce możemy to zmienić. Jest ona inspirującym przewodnikiem, ukazującym drogę do pokoju, nadziei i zadowolenia z życia. Przekazuje Ewangelię miłości w prosty i praktyczny sposób. Pomaga uporządkować swoje życie, przywrócić godność, szacunek, wskazuje najlepszą drogę do osiągnięcia celu życia, które kończy się zbawieniem.

Każdego człowieka tworzą jego myśli, decyzje i wybory. To od nas zależy, czy będziemy szczęśliwi.

Staurofobia

Nasze czasy są czasami wielkiego rozwodu Chrystusa od Jego Krzyża, co jest innym sposobem na określenie rozwodu kapłana od żertwy. Brzydkie wyrazy zwykle składają się z czterech liter, ale wyrazem, przed którym najbardziej wzdraga się kulturalne społeczeństwo, jest słowo pięcioliterowe: KRZYŻ. Nowy rodzaj schizofrenii w religii może być nazywany staurofobią lub „strachem przed krzyżem”. Chrystus został oderwany od swego Krzyża. Chrystus jest po jednej stronie, Krzyż jest pod drugiej. W ten sposób mamy Chrystusa bez Krzyża i Krzyż bez Chrystusa.

Chrystus bez Krzyża nie może zbawiać, gdyż jest tożsamy ze zniewieścieniem, permisywizmem i Jezusem Superstar, który wykorzystuje muzykę na osłodzenie porażki. Krzyż bez Chrystusa nie może zbawiać, albowiem oznacza Dachau, Auschwitz, obozy koncentracyjne oraz miażdżenie jednostek niczym winogron, by przerobić je na zbiorowe wino państwowe.

Polityczne i religijne pytanie przyszłości brzmi: „Czy Chrystus odnajdzie Krzyż, zanim Krzyż odnajdzie Chrystusa?” Czy kapłaństwo odnajdzie żertwę obciążoną brzemieniem grzechu, zanim żertwa świata odnajdzie kapłaństwo?” Jest to duchowy i polityczny problem naszych czasów.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1970 r., str. 33-34.

Miłość, która czeka na ciebie – kolejna książka abpa Sheena w polskim przekładzie

Wydawnictwo W drodze wydało właśnie kolejną książkę arcybiskupa Sheena.

Z opisu redakcyjnego:

Abp. Sheen o prawdach wiary mówił prosto i obrazowo, łącząc je z zagadnieniami z zakresu psychologii i psychiatrii, filozofii i nauk społecznych. Śledził bieżące wydarzenia (Wielki Kryzys, II wojna światowa, zimna wojna, żelazna kurtyna)  i niezwykle umiejętnie komentował rzeczywistość w świetle Ewangelii. Dążył do rozbudzenia w każdej duszy miłości do Pana, uświadamiając zagubionemu człowiekowi, że ta miłość czeka – wystarczy się otworzyć i ją przyjąć. Wówczas gotowi będziemy stawić czoła największym zagrożeniom, bez trwogi, bo przecież: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).  

Książka powstała na bazie cyklu szesnastu pionierskich konferencji radiowych wygłoszonych przez abp. F. Sheena w 1949 roku. Autor prezentuje uniwersalny program, którego adresatem może być każdy, kto poszukuje Boga – również ci, którzy nie otrzymali jeszcze łaski wiary. Arcybiskup opiera się na gruntownej znajomości psychologii grzechu i psychologii świętości, co sprawia, że każdy może odkryć zarówno przyczyny własnej nędzy duchowej, jak i skuteczne sposoby na uporanie się z nią.

Książkę można zamówić pod następującym linkiem: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

Siedem zagadek życia – nowa książka abpa Sheena w polskim przekładzie

Niedawno ujrzał światło dzienne polski przekład kolejnej książki arcybiskupa Sheena.

Z opisu wydawniczego:

Siedmiu zagadkach życia arcybiskup Fulton J. Sheen zaprasza nas do wybrania się w duchową podróż, która przemienia życie człowieka. Ze swoją słynną wnikliwością i w przekonujący sposób odpowiada na najważniejsze pytania, które nękają ludzkość, i rozwiązuje siedem zagadek trapiących nasze przyziemne umysły. Są to: Boża dobroć, ból, cierpienie niewinnych, samotność, nieszczęście, porażka, wartość i sens życia. To nauka prawdziwych, zdrowych zasad i wartości biblijnych, które umacniają i wzbogacają każdego dnia życie człowieka. To szkoła zaufania Bogu, opierająca się na Piśmie Świętym, twórczych przykładach i historiach, pomagająca każdemu wzrastać ku błogosławionemu, pełnemu sensu życiu w naśladowaniu naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa.

Książkę tę można nabyć klikając na następujący link: KUP KSIĄŻKĘ

Celibat a samotność

Jaki Bóg może współczuć ofierze obozu koncentracyjnego, otoczonej przez elektryczny drut kolczasty, którego nie śmie dotknąć i przez okrutnych strażników uważających ją za przedmiot tak zbędny jak stara puszka po konserwach? Z pewnością nie jest to Bóg, który rzuciłby się na ratunek w szalejące wody i przepadłby w ich odmętach. Musiałby być to taki Bóg, który przyjąłby na siebie całe to zniewolenie, to niewolnictwo, a następnie pokonałby je poprzez zmartwychwstanie w chwili, która zdawała się być godziną klęski.

Jaki kapłan może zanieść pocieszenie ludziom samotnym, sfrustrowanym i rozbitym domom, jeśli nie kapłan według Serca Bożego, który wchodzi w całą tę winę i egocentryzm, lecz wciąż wierzy w miłość? Tylko ci, którzy cierpią samotność w celibacie ze względu na Miłość, mogą pocieszyć samotnych w małżeństwie i tych, którzy w samotności tęsknią za małżeństwem.  

Celibat jest samotnością narzuconą po to, by móc pocieszać samotnych, podobnie jak biczowanie, którego doznał Chrystus, nie było dla Niego, ale po to, by biczowani nigdy nie stracili nadziei. Samotność jest czymś specyficznym; ma ona dwa oblicza – samotność w pojedynkę i samotność w małżeństwie – coś, co Francuzi nazywają „egoisme â deux”. Kapłan doświadcza pierwszej samotności, małżonkowie czasem doświadczają tej drugiej. Arthur Koestler w swojej autobiografii pt. „The Invisible Writings” pisze: „Czasami czuję się dosłownie stłamszony i zdławiony przez samotność. Na przykład, siedzę sam w pokoju i czytam książkę. Inni bawią się w ogrodzie. Nagle przestaję czytać. Cały pokój aż drży od samotności. Pragnę dołączyć do innych (…). Lecz gdy spędzę z nimi zaledwie dwie minuty, wszystko to mija. Oni mnie nudzą, są prymitywni. Odczuwam jeszcze większą samotność w ogrodzie niż przedtem w pokoju. Spieszę więc do pokoju i wszystko zaczyna się od nowa”.

Samotność kapłana jest czasem używana jako argument przeciwko celibatowi, lecz może być ona jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za celibatem. Być może my, kapłani, jesteśmy odkupicielami zapomnianych, podobnie jak Chrystus „stał się grzechem”, by być odkupicielem grzeszników. Zadaniem celibatu nie jest uczynić kapłana widzem sfrustrowanej miłości, lecz uczestnikiem frustracji. Nie odgrywa on roli śledczego, lecz bierze udział w dramacie. Nie stoi na chodniku Alei Złamanych Serc; jest jednym z maszerujących. Różnica jest następująca: „stał się samotnością” ze względu na osoby pozbawione przyjaciół. Kapłan również wygląda na samotnego, tyle że jego samotność nie wzięła się z wyczerpania, śmierci lub monotonii, ale z pasji niesienia współczucia ludziom odrzuconym i samotnym.

Pamięć Boga o człowieka zawiera się w bólu, który z nim dzieli. W mocnych słowach proroka: „wyrył [nas] na obu dłoniach” (por. Iz 49, 16). Błagał człowieka i współcierpiał z nim, by mógł stać się kimś innym niż jest. Oddzielenie i uczestnictwo nie wykluczają się wzajemnie. Kapłan może być oddzielony od małżeństwa i jednak uczestniczyć w jego tragediach. W istocie widzi je lepiej, podobnie jak morze często lepiej widoczne z brzegu.

Zamiast umniejszać rzeczywistość samotności kapłana, należy ją uznać w całej jaskrawej istocie jako udział w opuszczeniu na Krzyżu: „Boże Mój, Boże, czemuś Mnie opuścił” (Mt 27, 46). Była to chwila, w której Bóg niemal stał się ateistą, gdy ziemia Go nie chciała, gdyż zawiesiła Go na Krzyżu i gdy niebiosa były głuche jak mosiądz na Jego wołanie. A jednak była to chwila, w której Chrystus podzielił ateizm Nietschego, zwątpienie Camusa, egoizm Sartre’a i ateizm komunisty. Gdyby Chrystus nie spił resztek z kielicha ludzkiej rebelii, człowiek mógłby podnieść zaciśniętą pięść ku niebu i zakrzyknąć: „co Bóg wie o mojej tęsknocie?”

W swoich najmroczniejszych chwilach celibat jest echem tamtego krzyku opuszczenia. Kapłan staje się żertwą; gdy człowiek popada w rozpacz, kapłan schodzi w tę bezkresną otchłań, w której nie ma żadnego oparcia. Uczestnictwo w opuszczeniu człowieka jest dla niego udziałem w opuszczeniu Ukrzyżowanego. Celibat jest ową świadomością niewytłumaczalności, głupstwa, absurdu i rozpaczy, które nie znajdują odpowiedzi poza unicestwieniem ukoronowanego cyprysem Chrystusa. Ponieważ kapłan ma udział w samotności Chrystusa, może on dawać nie tylko przykład, lecz także nadzieję, albowiem ma on już udział w chwale Zmartwychwstania, gdzie nie będzie małżeństwa, gdyż będziemy niczym aniołowie w niebie.

Przyczyną, dla której niektórzy są samotni, jest to, że pragną być kochani, zamiast kochać. Chrystus uczy, że najlepszym pocieszycielem jest ten, kto sam doświadczył samotności. Warunkiem bycia uzdrowicielem nie jest utożsamianie się ze światem, lecz z Chrystusem. Celibat sprawia, że samotność nie jest powodem do ucieczki od wiążących się z nim zobowiązań, lecz kluczem do udziału w nieustannej męce Chrystusa.

W dzisiejszych czasach celibat został postawiony na głowie. Wybraliśmy Chrystusa z zastrzeżeniami; daliśmy samych siebie jako kapłanów, lecz w kontrakcie zamieściliśmy sporo drobnego druku w nadziei, że On tego nie przeczyta, a my będziemy mogli uciec od bycia żertwą. Postawiliśmy warunki: caveat emptor, niech Boski nabywca ma się na baczności. W naszych święceniach skrywamy wiele machlojek. Być może któregoś dnia pojawi się ktoś „ładniejszy” od Chrystusa obleczonego w purpurę. Skąd mam wiedzieć, co zrobię w obliczu tej samotności (choć trzeba powiedzieć, że wybory tych, którzy łamią swe śluby, w niektórych przypadkach są marnymi remedia concupiscientiae[1]).

Sceptycyzm zdławił życie duchowe, podobnie jak dawno temu Filistyni zdławili studnie Abrahama w dolinie Geraru, ale my, niczym Izaak, odkrywamy, że podziemne studnie nadal tam są – zakopane, ale niezniszczone. Jak napisał Julian Huxley: „Puste miejsce we współczesnym sercu jest pustką w kształcie Boga”.

Celibat nie jest wyrzeczeniem się jakiejś osoby poza nami; jest skoncentrowaniem się na Osobie w naszym wnętrzu. Celibat nie jest wyrzeczeniem się miłości; jest postanowieniem, by miłować tak, jak miłuje Chrystus. Jeśli celibat jest samotnością, a w istocie nią jest, jest to samotność dziewiczego łona, w którym poczęło się Słowo. Milczenie nie jest nieobecnością słów, lecz obecnością zaproszenia i spotkania. Zarówno małżeństwo, jak i celibat są znakami Boga; małżeństwo jest przedostatnim znakiem, ponieważ zmierza do miłości Boga poprzez ludzką miłość; celibat jest ostatecznym znakiem.

W Starym Testamencie celibat nakazywany był przy dwóch okazjach: za każdym razem gdy dochodziło do teofanii, czyli aktu objawienia się Boga (Wj 19, 9; 15) i gdy mężczyźni szykowali się do walki (1 Sam 21, 4, Pwt 20, 17). W Nowym Testamencie sugeruje się celibat, ponieważ kapłan doświadcza teofanii w swych nawiedzeniach Najświętszego Sakramentu, a w szczególności podczas Mszy Świętej, lecz zarazem jest on w stanie wojny – nie przeciw ciału i krwi, lecz przeciw księstwom i okowom zła.

Pan opłakuje tych kapłanów, którzy rezygnują z walki. Często okazują się oni kiepskimi kochankami, ponieważ kiedyś dostąpili doskonałej miłości. Przekonują się ponadto, że nawet w stanie małżeńskim muszą praktykować niektóre z cnót, których nie chcieli praktykować w kapłaństwie. Ciekawostką w tym pokręconym świecie jest fakt, że tak wielu z tych, którzy chcą zmieniać świat, okazało się niezdolnymi do przemiany samych siebie.

W porządku łaski to, co często jest „marnowane”, okazuje się cenniejsze od tego, co jest używane. Maryja „zmarnowała” swoje dziewictwo i stała się Matką. Chrystus „roztrwonił” swą substancję niczym syn marnotrawny i wszedł do Domu Ojca. To, co zyskujemy poprzez wyrzeczenia życiowe, uzdalnia nas do uczestnictwa w świętościach życia.


[1] Lat. Lekarstwa na pożądliwość. Przyp. tłum.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1974 r., str. 326-329.

Rozważania pasyjne arcybiskupa Sheena

Na Wielki Tydzień polecamy Państwu lekturę artykułu ks. Dawida Surmiaka pt. Tematy rozważań pasyjnych „Siedmiu ostatnich słów Jezusa” Fultona Johna Sheena w audycjach radiowych „The Catholic Hour”, który niedawno ukazał się w czasopismie Polonia Sacra (Tom 24, Nr 4 (2020)).

W streszczeniu artykułu czytamy:

Szczególnym kontekstem głoszenia krzyża Chrystusowego są kazania pasyjne na temat ostatnich siedmiu słów Jezusa wypowiedzianych na krzyżu. Tego zadania wielokrotnie podejmował się Fulton J. Sheen na łamach audycji „The Catholic Hour”, w których przemawiał do swoich słuchaczy przez ponad 20 lat. Kapłan, poza interpretacją samych słów Jezusa, omawiał m.in. życie Matki Bożej, wyjaśniał słuchaczom Mszę Świętą, rozważał prośby z modlitwy „Ojcze Nasz”, omawiał cnoty, grzechy główne, błogosławieństwa Jezusa oraz kierował rozważania, do konkretnych grup osób, które wyrzuciły Boga z życia. W artykule zostało przedstawione jego nauczanie w kontekście wyjaśniania prawd Bożych i nauczania o wierze, oraz poznawania, kim jest człowiek ze wskazaniem na zagadnienia moralne.

Całość artykułu dostępna jest na stronie czasopisma Polonia Sacra (należy kliknąć na kwadratową niebieską ikonę z napisem PDF)

Historia pewnej piuski

(opowiedziana przez dziewczynkę z załączonego zdjęcia):

Widzimy tu piuskę biskupa Fultona Sheena, którą nosił w swoich programach telewizyjnych. W 1953 r., gdy byłam małą dziewczynką, należałam do żeńskiej drużyny skautów – krasnali (Brownie Scouts). Przeprowadziliśmy się z Chicago i moja mama zapakowała gdzieś mój strój skauta. Po przeprowadzce znalazłyśmy mundurek, ale nigdzie nie było czapeczki. Każdego dnia, gdy wracałam ze szkoły do domu, pytałam: „Mamo, czy znalazłaś już moją czapeczkę?” Powtarzałam to pytanie przez kilka miesięcy i za każdym razem mama odpowiadała: „Nie, nie znalazłam”. Pewnego wieczora oglądałam biskupa Sheena w programie „Life is Worth Living”, w czarno-białej telewizji, i zobaczyłam jego nakrycie głowy. Pobiegłam do kuchni i powiedziałam: „Mamo, znalazłam moją czapeczkę!” Mama spytała z ulgą: „A gdzie była?” Odrzekłam: „Biskup Sheen ją ukradł!” Moją mamę tak rozbawiły te słowa, że napisała list do biskupa Sheena i opowiedziała w nim całą historię. Nieznacznie ją zmieniła i nie napisała, iż według mnie ukradł on moją czapeczkę, ale że ją zabrał. Na Boże Narodzenie opatrzył on swoją piuskę napisem: „Dla Frances, niech Boża miłość będzie z tobą (God Love You) – Fulton J. Sheen” i przysłał mi ją w prezencie. W styczniu opowiedział tę historię w jednym ze swoich kolejnych programów. Nie widzieliśmy tego odcinka, ale powiedział w nim do dzieci: „Wysłałem moją czapeczkę małej dziewczynce w stanie Iowa. Nie proście mnie o kolejne. Nie będę wysyłać następnych!”

Źródło: http://vivechristusrex2000.blogspot.com/2010/09/archbishop-sheen-on-antique-road-show.html

Objawienie Pańskie

Mędrcy przybyli ze Wschodu. Skąd wiedzieli o Chrystusie? Prawdopodobnie z proroctwa Daniela dotyczącego siedemdziesięciu tygodni lat; liczyli obroty gwiazd. W każdym razie wiedzieli o Nim i przynieśli Mu złoto, ponieważ był królem, kadzidło – ponieważ był kapłanem, lecz również mirrę. W ten sposób został On pochowany – namaszczony setką funtów wonności i mirry. Co pomyślałyby nasze matki, gdyby nasi sąsiedzi przynieśli nam płyn do balsamowania zwłok z okazji naszych narodzin?

Arcybiskup Fulton J. Sheen 

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985 r.

Obraz: Henry Siddons Mowbray, „Mędrcy”, 1915 r.

Droga do pokoju serca – kolejna książka abpa Sheena

Nakładem Edycji Świętego Pawła ukazała się kolejna książka arcybiskupa Sheena, pt. „Droga do pokoju serca”.

Z redakcyjnego opisu:

„Zaiste wielka jest pustka, która pozostaje w sercu, gdy wypędzimy z niego Chrystusa”.

Abp Fulton J. Sheen, mistrz życia duchowego w praktyce, tym razem w rozważaniach, które przyniosą ukojenie naszemu rozbitemu, pełnemu chaosu wnętrzu. „Droga do pokoju serca” to książka, w której z precyzją wytrawnego chirurga mądry arcybiskup pomaga odciąć i odrzucić to, co nas zatruwa: egoizm, koncentrację na sobie, zazdrość i inne duchowe narośla.

Jak zwykle konkretnie i praktycznie, a zarazem z duchową finezją graniczącą z mistyką prowadzi nas w podróż przez nas samych – do Boga.
Gorąco polecamy Państwu tę znakomitą książkę – wspaniałe treści do pracy nad sobą, do refleksji, do medytacji i modlitwy.

Książkę można zamówić pod następującym linkiem: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

Nasze krzyże

Kapłan, który oddany jest Duchowi, posiada odpowiedź, gdy dopadają go próby, niesprawiedliwość, zdrady, rozczarowania, problemy ze zdrowiem lub pokusy; wie, że przygotował je Duch. Natychmiast przypomina sobie, że „Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła” (Łk 4, 1).

Zrzędliwy stary proboszcz, któremu przydzielono wikariusza, gnuśny, całymi dniami oglądający telewizję wierny, którego musi zaakceptować gorliwy proboszcz – te i inne jawnie diaboliczne próby są dopuszczane przez Ducha, podobnie jak Duch powiódł naszego Pana ku diabłu. Pod przewodnictwem Ducha każda próba wzbogaca duszę kapłana. Najlepiej leczy rany ten, kto sam doznał podobnego zranienia.

Kapłan nigdy nie będzie narzekał na swojego biskupa, swych braci w kapłaństwie i swoich wiernych, jeśli rozumie, że Duch jest autorem wszystkich jego prób. Spójrzcie na biednego Jonasza i zobaczcie, jak wiele Bóg miał wspólnego z jego misją głoszenia pokuty! Jego próby zdawały się wynikać z czysto naturalnych przyczyn, a jednak Pan zarządził każdą z nich: „Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr” (Jon 1, 4); „Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza” (Jon 2, 1); „Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd” (Jon 2, 11); „Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł” (Jon 4, 7); „zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr” (Jon 4, 8).

Gdy zrozumiemy, że wszystkie próby pochodzą od Pana, tracą one swą gorycz, a nasze serce napełnia się pokojem. Gdy nadchodzą takie próby, musimy błagać wiernych, aby walczyli u naszego boku za pomocą swych modlitw. Miarą wartości, jaką przykładamy do modlitwy, jest uporczywość, z jaką prosimy wiernych powierzonych naszej pieczy o modlitwę za nas. Święty Paweł pisał z więzienia do Filipian, że nie będzie musiał martwić się o zdrowie swojej duszy, jeśli będzie mógł liczyć na ich „modlitw[ę] i pomoc, udzielan[ą] przez Ducha Jezusa Chrystusa” (Flp 1, 19). Wiedział, że nie mógłby działać bez orędownictwa osób, które nawrócił. Cenił modlitwy Lidii i osób z jej domu; cenił modlitwy strażnika więziennego; pragnął modlitw Ewdokii, Syntychy i Klemensa, a do Efezjan pisał:

 [Proście] i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień.

(Ef 6, 19-20)

Kapłan ma prawo domagać się modlitw od swego ludu, ponieważ to przez ich modlitwy otrzymuje od Ducha wszystko, czego potrzebuje. Jednakże jak niewiele jest parafii, które kładą główny nacisk na modlitwę, gdy trwa budowa liceum lub gdy głoszone są misje święte! Organizujemy zbiórki pieniędzy i ogłaszamy nabór na telefonicznych akwizytorów, lecz czy traktujemy modlitwę jako priorytetowy środek mający zapewnić błogosławieństwo od Boga? Kapłan może zbawiać dusze bez elokwencji, ale nie może ich poruszyć bez modlitwy i Ducha Świętego. Aby zbudować kościół, potrzebujemy „żywych kamieni” (1 P 2, 5), lecz czym są „żywe kamienie zespolone miłością”, jeśli nie wspólnotą chrześcijańską zjednoczoną na modlitwie? Aby zbudować kościół, potrzebujemy świętości, lecz skąd pochodzi świętość, jeśli nie od Ducha? Jak wielu parafian kiedykolwiek modli się za proboszcza lub jego wikariuszy? Jeśli niektórzy tego nie robią, czyż przyczyną nie jest to, że my, kapłani, nie nalegaliśmy na nich z więziennych cel naszych potrzeb duchowych, aby się za nas modlili, podobnie jak Paweł nalegał na Filipian?

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Kapłan nie należy do siebie, 2018 r., str. 207-209.