Celibat a samotność

Jaki Bóg może współczuć ofierze obozu koncentracyjnego, otoczonej przez elektryczny drut kolczasty, którego nie śmie dotknąć i przez okrutnych strażników uważających ją za przedmiot tak zbędny jak stara puszka po konserwach? Z pewnością nie jest to Bóg, który rzuciłby się na ratunek w szalejące wody i przepadłby w ich odmętach. Musiałby być to taki Bóg, który przyjąłby na siebie całe to zniewolenie, to niewolnictwo, a następnie pokonałby je poprzez zmartwychwstanie w chwili, która zdawała się być godziną klęski.

Jaki kapłan może zanieść pocieszenie ludziom samotnym, sfrustrowanym i rozbitym domom, jeśli nie kapłan według Serca Bożego, który wchodzi w całą tę winę i egocentryzm, lecz wciąż wierzy w miłość? Tylko ci, którzy cierpią samotność w celibacie ze względu na Miłość, mogą pocieszyć samotnych w małżeństwie i tych, którzy w samotności tęsknią za małżeństwem.  

Celibat jest samotnością narzuconą po to, by móc pocieszać samotnych, podobnie jak biczowanie, którego doznał Chrystus, nie było dla Niego, ale po to, by biczowani nigdy nie stracili nadziei. Samotność jest czymś specyficznym; ma ona dwa oblicza – samotność w pojedynkę i samotność w małżeństwie – coś, co Francuzi nazywają „egoisme â deux”. Kapłan doświadcza pierwszej samotności, małżonkowie czasem doświadczają tej drugiej. Arthur Koestler w swojej autobiografii pt. „The Invisible Writings” pisze: „Czasami czuję się dosłownie stłamszony i zdławiony przez samotność. Na przykład, siedzę sam w pokoju i czytam książkę. Inni bawią się w ogrodzie. Nagle przestaję czytać. Cały pokój aż drży od samotności. Pragnę dołączyć do innych (…). Lecz gdy spędzę z nimi zaledwie dwie minuty, wszystko to mija. Oni mnie nudzą, są prymitywni. Odczuwam jeszcze większą samotność w ogrodzie niż przedtem w pokoju. Spieszę więc do pokoju i wszystko zaczyna się od nowa”.

Samotność kapłana jest czasem używana jako argument przeciwko celibatowi, lecz może być ona jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za celibatem. Być może my, kapłani, jesteśmy odkupicielami zapomnianych, podobnie jak Chrystus „stał się grzechem”, by być odkupicielem grzeszników. Zadaniem celibatu nie jest uczynić kapłana widzem sfrustrowanej miłości, lecz uczestnikiem frustracji. Nie odgrywa on roli śledczego, lecz bierze udział w dramacie. Nie stoi na chodniku Alei Złamanych Serc; jest jednym z maszerujących. Różnica jest następująca: „stał się samotnością” ze względu na osoby pozbawione przyjaciół. Kapłan również wygląda na samotnego, tyle że jego samotność nie wzięła się z wyczerpania, śmierci lub monotonii, ale z pasji niesienia współczucia ludziom odrzuconym i samotnym.

Pamięć Boga o człowieka zawiera się w bólu, który z nim dzieli. W mocnych słowach proroka: „wyrył [nas] na obu dłoniach” (por. Iz 49, 16). Błagał człowieka i współcierpiał z nim, by mógł stać się kimś innym niż jest. Oddzielenie i uczestnictwo nie wykluczają się wzajemnie. Kapłan może być oddzielony od małżeństwa i jednak uczestniczyć w jego tragediach. W istocie widzi je lepiej, podobnie jak morze często lepiej widoczne z brzegu.

Zamiast umniejszać rzeczywistość samotności kapłana, należy ją uznać w całej jaskrawej istocie jako udział w opuszczeniu na Krzyżu: „Boże Mój, Boże, czemuś Mnie opuścił” (Mt 27, 46). Była to chwila, w której Bóg niemal stał się ateistą, gdy ziemia Go nie chciała, gdyż zawiesiła Go na Krzyżu i gdy niebiosa były głuche jak mosiądz na Jego wołanie. A jednak była to chwila, w której Chrystus podzielił ateizm Nietschego, zwątpienie Camusa, egoizm Sartre’a i ateizm komunisty. Gdyby Chrystus nie spił resztek z kielicha ludzkiej rebelii, człowiek mógłby podnieść zaciśniętą pięść ku niebu i zakrzyknąć: „co Bóg wie o mojej tęsknocie?”

W swoich najmroczniejszych chwilach celibat jest echem tamtego krzyku opuszczenia. Kapłan staje się żertwą; gdy człowiek popada w rozpacz, kapłan schodzi w tę bezkresną otchłań, w której nie ma żadnego oparcia. Uczestnictwo w opuszczeniu człowieka jest dla niego udziałem w opuszczeniu Ukrzyżowanego. Celibat jest ową świadomością niewytłumaczalności, głupstwa, absurdu i rozpaczy, które nie znajdują odpowiedzi poza unicestwieniem ukoronowanego cyprysem Chrystusa. Ponieważ kapłan ma udział w samotności Chrystusa, może on dawać nie tylko przykład, lecz także nadzieję, albowiem ma on już udział w chwale Zmartwychwstania, gdzie nie będzie małżeństwa, gdyż będziemy niczym aniołowie w niebie.

Przyczyną, dla której niektórzy są samotni, jest to, że pragną być kochani, zamiast kochać. Chrystus uczy, że najlepszym pocieszycielem jest ten, kto sam doświadczył samotności. Warunkiem bycia uzdrowicielem nie jest utożsamianie się ze światem, lecz z Chrystusem. Celibat sprawia, że samotność nie jest powodem do ucieczki od wiążących się z nim zobowiązań, lecz kluczem do udziału w nieustannej męce Chrystusa.

W dzisiejszych czasach celibat został postawiony na głowie. Wybraliśmy Chrystusa z zastrzeżeniami; daliśmy samych siebie jako kapłanów, lecz w kontrakcie zamieściliśmy sporo drobnego druku w nadziei, że On tego nie przeczyta, a my będziemy mogli uciec od bycia żertwą. Postawiliśmy warunki: caveat emptor, niech Boski nabywca ma się na baczności. W naszych święceniach skrywamy wiele machlojek. Być może któregoś dnia pojawi się ktoś „ładniejszy” od Chrystusa obleczonego w purpurę. Skąd mam wiedzieć, co zrobię w obliczu tej samotności (choć trzeba powiedzieć, że wybory tych, którzy łamią swe śluby, w niektórych przypadkach są marnymi remedia concupiscientiae[1]).

Sceptycyzm zdławił życie duchowe, podobnie jak dawno temu Filistyni zdławili studnie Abrahama w dolinie Geraru, ale my, niczym Izaak, odkrywamy, że podziemne studnie nadal tam są – zakopane, ale niezniszczone. Jak napisał Julian Huxley: „Puste miejsce we współczesnym sercu jest pustką w kształcie Boga”.

Celibat nie jest wyrzeczeniem się jakiejś osoby poza nami; jest skoncentrowaniem się na Osobie w naszym wnętrzu. Celibat nie jest wyrzeczeniem się miłości; jest postanowieniem, by miłować tak, jak miłuje Chrystus. Jeśli celibat jest samotnością, a w istocie nią jest, jest to samotność dziewiczego łona, w którym poczęło się Słowo. Milczenie nie jest nieobecnością słów, lecz obecnością zaproszenia i spotkania. Zarówno małżeństwo, jak i celibat są znakami Boga; małżeństwo jest przedostatnim znakiem, ponieważ zmierza do miłości Boga poprzez ludzką miłość; celibat jest ostatecznym znakiem.

W Starym Testamencie celibat nakazywany był przy dwóch okazjach: za każdym razem gdy dochodziło do teofanii, czyli aktu objawienia się Boga (Wj 19, 9; 15) i gdy mężczyźni szykowali się do walki (1 Sam 21, 4, Pwt 20, 17). W Nowym Testamencie sugeruje się celibat, ponieważ kapłan doświadcza teofanii w swych nawiedzeniach Najświętszego Sakramentu, a w szczególności podczas Mszy Świętej, lecz zarazem jest on w stanie wojny – nie przeciw ciału i krwi, lecz przeciw księstwom i okowom zła.

Pan opłakuje tych kapłanów, którzy rezygnują z walki. Często okazują się oni kiepskimi kochankami, ponieważ kiedyś dostąpili doskonałej miłości. Przekonują się ponadto, że nawet w stanie małżeńskim muszą praktykować niektóre z cnót, których nie chcieli praktykować w kapłaństwie. Ciekawostką w tym pokręconym świecie jest fakt, że tak wielu z tych, którzy chcą zmieniać świat, okazało się niezdolnymi do przemiany samych siebie.

W porządku łaski to, co często jest „marnowane”, okazuje się cenniejsze od tego, co jest używane. Maryja „zmarnowała” swoje dziewictwo i stała się Matką. Chrystus „roztrwonił” swą substancję niczym syn marnotrawny i wszedł do Domu Ojca. To, co zyskujemy poprzez wyrzeczenia życiowe, uzdalnia nas do uczestnictwa w świętościach życia.


[1] Lat. Lekarstwa na pożądliwość. Przyp. tłum.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1974 r., str. 326-329.

Rozważania pasyjne arcybiskupa Sheena

Na Wielki Tydzień polecamy Państwu lekturę artykułu ks. Dawida Surmiaka pt. Tematy rozważań pasyjnych „Siedmiu ostatnich słów Jezusa” Fultona Johna Sheena w audycjach radiowych „The Catholic Hour”, który niedawno ukazał się w czasopismie Polonia Sacra (Tom 24, Nr 4 (2020)).

W streszczeniu artykułu czytamy:

Szczególnym kontekstem głoszenia krzyża Chrystusowego są kazania pasyjne na temat ostatnich siedmiu słów Jezusa wypowiedzianych na krzyżu. Tego zadania wielokrotnie podejmował się Fulton J. Sheen na łamach audycji „The Catholic Hour”, w których przemawiał do swoich słuchaczy przez ponad 20 lat. Kapłan, poza interpretacją samych słów Jezusa, omawiał m.in. życie Matki Bożej, wyjaśniał słuchaczom Mszę Świętą, rozważał prośby z modlitwy „Ojcze Nasz”, omawiał cnoty, grzechy główne, błogosławieństwa Jezusa oraz kierował rozważania, do konkretnych grup osób, które wyrzuciły Boga z życia. W artykule zostało przedstawione jego nauczanie w kontekście wyjaśniania prawd Bożych i nauczania o wierze, oraz poznawania, kim jest człowiek ze wskazaniem na zagadnienia moralne.

Całość artykułu dostępna jest na stronie czasopisma Polonia Sacra (należy kliknąć na kwadratową niebieską ikonę z napisem PDF)

Historia pewnej piuski

(opowiedziana przez dziewczynkę z załączonego zdjęcia):

Widzimy tu piuskę biskupa Fultona Sheena, którą nosił w swoich programach telewizyjnych. W 1953 r., gdy byłam małą dziewczynką, należałam do żeńskiej drużyny skautów – krasnali (Brownie Scouts). Przeprowadziliśmy się z Chicago i moja mama zapakowała gdzieś mój strój skauta. Po przeprowadzce znalazłyśmy mundurek, ale nigdzie nie było czapeczki. Każdego dnia, gdy wracałam ze szkoły do domu, pytałam: „Mamo, czy znalazłaś już moją czapeczkę?” Powtarzałam to pytanie przez kilka miesięcy i za każdym razem mama odpowiadała: „Nie, nie znalazłam”. Pewnego wieczora oglądałam biskupa Sheena w programie „Life is Worth Living”, w czarno-białej telewizji, i zobaczyłam jego nakrycie głowy. Pobiegłam do kuchni i powiedziałam: „Mamo, znalazłam moją czapeczkę!” Mama spytała z ulgą: „A gdzie była?” Odrzekłam: „Biskup Sheen ją ukradł!” Moją mamę tak rozbawiły te słowa, że napisała list do biskupa Sheena i opowiedziała w nim całą historię. Nieznacznie ją zmieniła i nie napisała, iż według mnie ukradł on moją czapeczkę, ale że ją zabrał. Na Boże Narodzenie opatrzył on swoją piuskę napisem: „Dla Frances, niech Boża miłość będzie z tobą (God Love You) – Fulton J. Sheen” i przysłał mi ją w prezencie. W styczniu opowiedział tę historię w jednym ze swoich kolejnych programów. Nie widzieliśmy tego odcinka, ale powiedział w nim do dzieci: „Wysłałem moją czapeczkę małej dziewczynce w stanie Iowa. Nie proście mnie o kolejne. Nie będę wysyłać następnych!”

Źródło: http://vivechristusrex2000.blogspot.com/2010/09/archbishop-sheen-on-antique-road-show.html

Objawienie Pańskie

Mędrcy przybyli ze Wschodu. Skąd wiedzieli o Chrystusie? Prawdopodobnie z proroctwa Daniela dotyczącego siedemdziesięciu tygodni lat; liczyli obroty gwiazd. W każdym razie wiedzieli o Nim i przynieśli Mu złoto, ponieważ był królem, kadzidło – ponieważ był kapłanem, lecz również mirrę. W ten sposób został On pochowany – namaszczony setką funtów wonności i mirry. Co pomyślałyby nasze matki, gdyby nasi sąsiedzi przynieśli nam płyn do balsamowania zwłok z okazji naszych narodzin?

Arcybiskup Fulton J. Sheen 

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985 r.

Obraz: Henry Siddons Mowbray, „Mędrcy”, 1915 r.

Droga do pokoju serca – kolejna książka abpa Sheena

Nakładem Edycji Świętego Pawła ukazała się kolejna książka arcybiskupa Sheena, pt. „Droga do pokoju serca”.

Z redakcyjnego opisu:

„Zaiste wielka jest pustka, która pozostaje w sercu, gdy wypędzimy z niego Chrystusa”.

Abp Fulton J. Sheen, mistrz życia duchowego w praktyce, tym razem w rozważaniach, które przyniosą ukojenie naszemu rozbitemu, pełnemu chaosu wnętrzu. „Droga do pokoju serca” to książka, w której z precyzją wytrawnego chirurga mądry arcybiskup pomaga odciąć i odrzucić to, co nas zatruwa: egoizm, koncentrację na sobie, zazdrość i inne duchowe narośla.

Jak zwykle konkretnie i praktycznie, a zarazem z duchową finezją graniczącą z mistyką prowadzi nas w podróż przez nas samych – do Boga.
Gorąco polecamy Państwu tę znakomitą książkę – wspaniałe treści do pracy nad sobą, do refleksji, do medytacji i modlitwy.

Książkę można zamówić pod następującym linkiem: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

Nasze krzyże

Kapłan, który oddany jest Duchowi, posiada odpowiedź, gdy dopadają go próby, niesprawiedliwość, zdrady, rozczarowania, problemy ze zdrowiem lub pokusy; wie, że przygotował je Duch. Natychmiast przypomina sobie, że „Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła” (Łk 4, 1).

Zrzędliwy stary proboszcz, któremu przydzielono wikariusza, gnuśny, całymi dniami oglądający telewizję wierny, którego musi zaakceptować gorliwy proboszcz – te i inne jawnie diaboliczne próby są dopuszczane przez Ducha, podobnie jak Duch powiódł naszego Pana ku diabłu. Pod przewodnictwem Ducha każda próba wzbogaca duszę kapłana. Najlepiej leczy rany ten, kto sam doznał podobnego zranienia.

Kapłan nigdy nie będzie narzekał na swojego biskupa, swych braci w kapłaństwie i swoich wiernych, jeśli rozumie, że Duch jest autorem wszystkich jego prób. Spójrzcie na biednego Jonasza i zobaczcie, jak wiele Bóg miał wspólnego z jego misją głoszenia pokuty! Jego próby zdawały się wynikać z czysto naturalnych przyczyn, a jednak Pan zarządził każdą z nich: „Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr” (Jon 1, 4); „Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza” (Jon 2, 1); „Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd” (Jon 2, 11); „Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł” (Jon 4, 7); „zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr” (Jon 4, 8).

Gdy zrozumiemy, że wszystkie próby pochodzą od Pana, tracą one swą gorycz, a nasze serce napełnia się pokojem. Gdy nadchodzą takie próby, musimy błagać wiernych, aby walczyli u naszego boku za pomocą swych modlitw. Miarą wartości, jaką przykładamy do modlitwy, jest uporczywość, z jaką prosimy wiernych powierzonych naszej pieczy o modlitwę za nas. Święty Paweł pisał z więzienia do Filipian, że nie będzie musiał martwić się o zdrowie swojej duszy, jeśli będzie mógł liczyć na ich „modlitw[ę] i pomoc, udzielan[ą] przez Ducha Jezusa Chrystusa” (Flp 1, 19). Wiedział, że nie mógłby działać bez orędownictwa osób, które nawrócił. Cenił modlitwy Lidii i osób z jej domu; cenił modlitwy strażnika więziennego; pragnął modlitw Ewdokii, Syntychy i Klemensa, a do Efezjan pisał:

 [Proście] i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień.

(Ef 6, 19-20)

Kapłan ma prawo domagać się modlitw od swego ludu, ponieważ to przez ich modlitwy otrzymuje od Ducha wszystko, czego potrzebuje. Jednakże jak niewiele jest parafii, które kładą główny nacisk na modlitwę, gdy trwa budowa liceum lub gdy głoszone są misje święte! Organizujemy zbiórki pieniędzy i ogłaszamy nabór na telefonicznych akwizytorów, lecz czy traktujemy modlitwę jako priorytetowy środek mający zapewnić błogosławieństwo od Boga? Kapłan może zbawiać dusze bez elokwencji, ale nie może ich poruszyć bez modlitwy i Ducha Świętego. Aby zbudować kościół, potrzebujemy „żywych kamieni” (1 P 2, 5), lecz czym są „żywe kamienie zespolone miłością”, jeśli nie wspólnotą chrześcijańską zjednoczoną na modlitwie? Aby zbudować kościół, potrzebujemy świętości, lecz skąd pochodzi świętość, jeśli nie od Ducha? Jak wielu parafian kiedykolwiek modli się za proboszcza lub jego wikariuszy? Jeśli niektórzy tego nie robią, czyż przyczyną nie jest to, że my, kapłani, nie nalegaliśmy na nich z więziennych cel naszych potrzeb duchowych, aby się za nas modlili, podobnie jak Paweł nalegał na Filipian?

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Kapłan nie należy do siebie, 2018 r., str. 207-209.

Wybór kandydatów do kapłaństwa

Ponieważ, według Bożego planu, świętość kapłana uświęca Kościół, stąd dążący do kapłaństwa, jeśli brak im świętości, muszą zostać oczyszczeni.

Wcale nie macie się czym chlubić! Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza? Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, jako że przaśni jesteście. Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha.

(1 Kor 5, 6-7)

Gdy do promowania powołań używane są metody public relations, wraz z reklamami w czasopismach religijnych i marketingiem bezpośrednim zaprojektowanym tak, by zachęcać młodzieńców do wstąpienia do danego zgromadzenia lub wspólnoty, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że nacisk położony będzie na liczby, przy zaniedbaniu jakości. Święty Tomasz podkreślał, że wyeliminowanie niezdatnych jest obowiązkiem tych, do których należy wybór kandydatów.

Deus numquam ita deserit Ecclesiam suam quin inveniantur idonei ministri sufficienter ad necessitatem plebis, si digni promoverentur et indigni repellerentur. Et sic non posset tot ministros inveniri, quot modo sunt, melius est habere paucos ministros bonos quam multos malos (ST III, Supp. q. 36, art.3 ad 1).

Uderzające jest symboliczne znaczenie wskazówek, jakie Bóg dał Gedeonowi, by zidentyfikował grupy szturmowe w ramach swojej armii.

Wszystkich, którzy będą wodę chłeptać językiem, podobnie jak pies, pozostawisz po jednej stronie, a tych wszystkich, którzy przy piciu uklękną, pozostawisz po drugiej stronie.

(Sdz 7, 5)

Kto miał zostać odrzucony? Ci, którzy przyjęli wygodną pozycję, leżąc na ziemi i pijąc niespiesznie. A kto został wybrany?

Przy pomocy tych trzystu mężów, którzy chłeptali wodę językiem, wybawię was.

(Sdz 7, 7)

Wielkie prawdy objawiane są i powierzane tym niewielu, którzy oddani są walce o wiarę. Imponujące liczby kandydatów mogą czynić nas ślepym na fakt, że potrzebujemy pomocy Bożej, mogą sprawić, że przeoczymy konieczność szkolenia seminarzystów, by stali się kapłanami-żertwami. Dlatego święty Paweł radzi Tymoteuszowi:

Na nikogo rąk pospiesznie nie wkładaj ani nie bierz udziału w grzechach cudzych.

(1 Tm 5, 22)

Jeśli przedstawiamy kandydatów do święceń, nie dokonawszy ich należytej oceny, ryzykujemy zaciągnięciem odpowiedzialności za późniejsze zaniedbania tych, którzy zawiodą Najwyższego Kapłana. Dlatego kapłan musi unikać metod tego świata przy promowaniu powołań. W biznesie można pozyskać klientów uciekając się do technik marketingowych, ale powołania wymagają innego podejścia. Być może nigdy nie będzie nas wielu, być może nigdy nie będziemy mądrzy w oczach tego świata, lecz cokolwiek czynimy, musi dokonywać się poprzez głupotę Krzyża.

Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych (…) by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.

(1 Kor 1, 26, 29)

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Kapłan nie należy do siebie, 2018 r., str. 127-130.

Wpływ świętości lub grzeszności na wspólnotę

Każdy najmniejszy upadek z naszej strony stawia wspólnotę pod osąd Boga. Każde najdrobniejszy wzrost w kapłańskiej cnocie przynosi jej błogosławieństwo.

Gdy Izraelici zajęli Jerycho (Joz 6, 1-21), Bóg nakazał, aby miasto zostało zniszczone, a jego bogactwa miały Mu zostać oddane jako owoc zwycięstwa. Lecz jeden z Izraelitów okazał nieposłuszeństwo. Ulegając pokusie, Akan przywłaszczył sobie szatę i cenne ozdoby, gwałcąc nakaz Boży (Joz 7, 1). Później, gdy Jozue został rozgromiony w walce, Pan wyjawił, że przyczyną jego porażki był ukryty grzech Akana. Zło wyrządzone przez jednego człowieka przyniosło zagładę i śmierć na całą jego wspólnotę.

Osobiste grzechy, nawet najbardziej skrywane, mają reperkusje dla całego Kościoła. Przecięty palec boli całego człowieka. Fala wywołana przez kamień wrzucony do stawu rozchodzi się do wszystkich punktów brzegu. Ukryte naruszenie prawa Chrystusowego przez któregoś z członków Kościoła rozbrzmiewa w nim i zakłóca równowagę całego Mistycznego Ciała.

Z Bożego natchnienia Jozue nakazał zabicie Akana i zniszczenie zagrabionych przez niego dóbr.

Jozue powiedział: Jak nas wprowadziłeś w nieszczęście, tak niech dziś Pan ciebie w nieszczęście wprowadzi. 

(Joz 7, 25)

Jeśli na skutek grzechu jednego świeckiego tak bardzo ucierpiała ecclesia Izraela, o ile bardziej cierpi ecclesia Dei wskutek upadków jednego kapłana! Lecz wpływ jednej dobrej duszy, jednego świętego, przynosi korzyść całej wspólnocie. Bóg gotowy był oszczędzić Sodomę i Gomorę ze względu na kilku sprawiedliwych ludzi. Abraham poprzestał na dziesięciu i miasta zostały zniszczone (Rdz 18, 16 – 19, 28). Lecz Bóg niekoniecznie poprzestaje na dziesięciu. Błogosławieństwa, powołania i nawrócenia mnożą się, a sąd zostaje odsunięty z powodu kilku, którzy są dobrzy. Ze względu na Jakuba Bóg błogosławił Labanowi (Rdz 30, 27). Z szacunku wobec Józefa, Bóg darzył błogosławieństwem Potifara (Rdz 39, 5). Nikczemne miasto Soar zostało ocalone dzięki modlitwie Lota. 

Odpowiedział mu: Przychylam się i do tej twojej prośby; nie zniszczę więc miasta, o którym mówisz.

(Rdz 19, 21)

Ze względu na Pawła, 276 dusz zostało ocalonych podczas gwałtownej burzy na morzu (Dz 27, 24, 34).

Zanim Bóg za karę zniewolił Jerozolimę, powiedział Jeremiaszowi, że jeden dobry człowiek mógł ją ocalić.

Przebiegnijcie ulice Jerozolimy, zobaczcie, zbadajcie i przeszukajcie jej place, czy znajdziecie kogoś, czy będzie tam ktokolwiek, kto by postępował sprawiedliwie, szukał prawdy, a przebaczę jej. 

(Jr 5, 1)

Osądziwszy Jerozolimę, Bóg ujawnił powód:

I szukałem wśród nich męża, który by wystawił mur i stanął w wyłomie przede Mną, by bronił tej ziemi i przeszkodził Mi w jej niszczeniu, a nie znalazłem takiego. Wobec tego wyleję na nią mój gniew, w ogniu mojej zapalczywości wyniszczę ich. Na głowy ich składam odpowiedzialność za ich postępowanie – wyrocznia Pana Boga.

(Ez 22, 30-31)

Wreszcie, gdy nadejdzie czas Sądu Ostatecznego, czas pomsty, „[g]dyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony” (Mt 24, 22).

Możliwe, że gniew Boga – a nie zapominajmy, że Apokalipsa (6, 16) mówi o ira Agni– powstrzymywany jest w miastach ze względu na świątobliwe dusze duchownych, zakonnic i świeckich. Bóg nie mógł uderzyć, dopóki Mojżesz stał między Nim a ludźmi.

Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

(Wj 32, 14)

Jakież nawrócenia mogłaby zdziałać modlitwa w krajach misyjnych! Materializm Japonii rozpadłby się jak skorupka jajka, aby ukazać tętniące pod nim życie, gdybyśmy tylko modlili się za Japonię. Jakże niewielka byłaby to ofiara, lecz ileż znaczyłaby dla Wikariusza Chrystusowego, gdyby każdy kapłan, który żyje w dostatku, przekazał Ojcu Świętemu kilka swoich stypendiów mszalnych za pośrednictwem jego Towarzystwa Rozkrzewiania Wiary!

Jakże błogosławionymi jesteśmy orędownikami! Solą ziemi! Światłem świata! Bez dobrych ludzi świat byłby zepsuty i pogrążony w ciemności. Uświęcamy siebie nie dla nas samych, ale dla wszystkich – dla ludu Bożego. Nie zbawiamy jedynie własnej duszy; albo zbawiamy ją wraz z naszymi bliźnimi i razem z Mistycznym Ciałem, albo zatracamy ją. Żadna komórka mojego ciała nie może żyć normalnie poza nim, lecz moje ciało może żyć bez dowolnej, pojedynczej komórki. In toto Christo żyjemy i pracujemy. Zaniechanie orędownictwa jest grzechem przeciwko Bogu.

Jeśli o mnie chodzi, niech to będzie ode mnie dalekie, bym zgrzeszył przeciw Panu, przestając się za was modlić: będę wam pokazywał drogę dobrą i prostą.

(1 Sm 12, 23)

Jeśli nam, kapłanom, brakuje serca, by wzdychać i płakać nad odrazą i nędzą innych, mamy poważny powód, by bać się o nas samych. Nie możemy mówić o nierozerwalnej więzi z naszym Panem, jeśli nie łączy nas nierozerwalna więź z Kościołem i światem.

Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.

(1 J 3, 16)

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 123-127.

Nowe kubki Sheenowe

Kubki z cytatami arcybiskupa Sheena oferowane przez Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnię w Sandomierzu są tak ładne i tak wygodnie leżą w dłoni, że bez wątpienia sam arcybiskup najchętniej piłby kawę właśnie z nich! Obecnie dostępne są w następujących wersjach (oraz w zestawach, które pokazujemy poniżej):

Kubek „Idź do nieba za 29,99 zł.

Kubek „Diabeł może mieć swoje pięć minut, ale Bóg będzie miał swój dzień! za 29,99 zł.

Cieszący się wielką popularnością kubek „Niech przed modlitwą napiją się kawy” – w nowej, złotej wersji kolorystycznej za 29,99 zł.

Ponadto kubek „Idź do nieba” dostępny jest w następujących zestawach:

Zestaw 1 obejmujący książkę „Idź do nieba! Duchowy drogowskaz ku wieczności”, kubek „Idź do nieba” oraz światowy różaniec misyjny zaprojektowany przez arcybiskupa Sheena

Zestaw 2 obejmujący książkę „Idź do nieba! Duchowy drogowskaz ku wieczności” oraz kubek „Idź do nieba”

Autobiografia arcybiskupa Sheena

Na tę wiadomość polscy czytelnicy czekali szczególnie długo. Autobiografia Fultona J. Sheena, pt. „Skarb w glinianym naczyniu”, ukończona przez niego pod koniec życia i wydana drukiem już po jego śmierci, wreszcie ukazuje się w polskim przekładzie, nakładem Wydawnictwa Esprit.

Z opisu redakcyjnego:

Skarb w glinianym naczyniu to autobiograficzna opo­wieść, w której znajdziemy zabawne i poruszające anegdo­ty z długiego życia abp. Sheena: z dzieciństwa spędzone­ go na farmie, powołania do kapłaństwa oraz wieloletniej posługi duszpasterskiej. Wszystkie wspomnienia opatrzo­ne są osobistymi refleksjami ukazującymi prawdę o by­ciu prawdziwym świadkiem Chrystusa. Nie jest to jednak tylko opowieść o życiowej drodze współczesnego aposto­ła, lecz także ważna interpretacja historii Kościoła kato­lickiego w XX wieku.

Książkę tę można już zamówić w przedsprzedaży: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ