Zanik ojcostwa w kapłaństwie

W jedności z Kościołem kapłan płodzi dzieci w Chrystusie, nie tylko dzieci przyniesione do chrzcielnicy i uczynione dziećmi Bożymi, ale także dorosłych, których nawrócił, podobnie jak Paweł nawrócił Onezyma i innych. Dziś jednak obserwuje się zanik „ojcostwa” w kapłaństwie. Tytuł ten bywa nawet odrzucany słowami: „Nie mów do mnie ‚ojcze’, mów do mnie ‚Józek'”. Być może nie należy mówić „ojcze”, ponieważ kapłan ma świadomość, że nie ma duchowego potomstwa. Czy możliwe jest, że aborcja ciała zaowocowała w kapłaństwie aborcją ducha? Samo odrzucenie faktu, że Ojciec Święty potępił zerwanie związku między miłością a życiem, ma swój odpowiednik w spadku liczby nawróconych we wszystkich diecezjach Kościoła. Czy niektórzy kapłani zażywają „pigułkę” w sensie niepłodzenia dzieci w Chrystusie? W Dniu Sądu Ostatecznego, kiedy stawimy się przed Tronem Chrystusa, zapyta nas On „Gdzie są twoje dzieci?”. Bóg nienawidzi bezpłodności u tych, których uczynił płodnymi w Duchu. Niezadowolenie z celibatu w Kościele jest wprost proporcjonalne do niepowodzenia w nawracaniu dusz do Chrystusa. Celibat nie znajduje ujścia dla namiętności, jeśli nie dojdzie do duchowej regeneracji. Jak powiedział Carl Jung, stłumiona energia libido wznosi się w górę ku miłości do Boga. Kiedy pojawia się jałowość i sterylność w miłości do Kościoła i jego wzrostu, coraz bardziej naglące stają się potrzeby cielesnego wyładowania. My, kapłani, jesteśmy strażnikami Jego Kościoła i Pan nie chce, abyśmy dali Mu wytchnienie od zbierania żniwa w Jego imieniu. „Na twoich murach, Jeruzalem, postawiłem straże: cały dzień i całą noc nigdy milczeć nie będą. Wy, co przypominacie [wszystko] Panu, sami nie miejcie wytchnienia i Jemu nie dajcie spokoju, dopóki nie odnowi i nie uczyni Jeruzalem przedmiotem chwały na ziemi” (Iz 62,6-7).

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1970 r., str. 309.

O tym, jak Fulton J. Sheen nie został wpuszczony do Polski

W gazecie „The Catholic Advocate” z 14 kwietnia 1966 r. pojawiła się informacja o tym, że władze PRL nie zgodziły się na przyjazd ówczesnego biskupa Fultona J. Sheena na obchody tysiąclecia chrztu Polski:

Odmówiono wjazdu do Polski dostojnikom Kościoła

Polski konflikt na linii Kościół-państwo stał się w tym tygodniu przedmiotem międzynarodowej kontrowersji, gdy polskie ambasady na całym świecie niechętnie ujawniły, że odmówiły wiz setkom przedstawicieli Kościoła, którzy planowali wziąć udział w obchodach milenijnych w ciągu najbliższego miesiąca.

Akcja przeciwko cudzoziemcom została połączona z zapowiedzią podjęcia przez państwo środków mających na celu odciągnięcie Polaków od religijnych obrzędów.

Ograniczenia w podróżowaniu dotarły do USA i New Jersey.

Co najmniej 15 amerykańskim prałatom, w tym biskupowi Fultonowi J. Sheenowi z Nowego Jorku, arcybiskupowi Johnowi J. Krollowi z Filadelfii i arcybiskupowi Celestine J. Damiano z Camden, odmówiono wydania wiz.

Matce Virginette, C.S.S.F., przełożonej prowincjalnej Sióstr Felicjanek w Lodi, również odmówiono prawa do podróży. A ks. Franciszek Knutowicz i 40 członków parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Jersey City do dziś pozostaje w niepewności co do ich pielgrzymki zaplanowanej na 26 kwietnia.

Inne podróże zaplanowane na lipiec przez Felicjanów i parafię Najświętszego Serca w Wallington pozostają pod znakiem zapytania.

Prałaci w całych Stanach Zjednoczonych otrzymali wiadomość, że nie otrzymają wiz. Polska ambasada w Waszyngtonie wydała sprzeczne oświadczenia na temat sytuacji; najpierw powiedziano, że nie będzie wiz, ale później podano, że zakazem objęci są tylko biskupi.

Adolph Kita, polski konsul generalny w Chicago, który odrzucił prośbę arcybiskupa Johna P. Cody’ego, wyjaśnił:

„Nasi ludzie w Polsce uważają, że nie byłoby dobrze gdyby w Warszawie przebywało jednocześnie tak wielu dostojników kościelnych”.

Arcybiskup Cody i biskup pomocniczy Aloysius J. Wycisło mieli zabrać ze sobą kilkuset pielgrzymów z okolic Chicago.

Podobne działania podjęto wobec niedoszłych pielgrzymów w całej Europie. Nie przedstawiono żadnych wyjaśnień, a polscy konsulowie zasugerowali jedynie, aby przełożyć wizyty na późniejszy okres roku, kiedy nie będzie żadnych trudności.

Doniesienia zdawały się wskazywać na embargo na wszystkie wizy turystyczne od 15 kwietnia do 15 maja, czyli w czasie największych obchodów milenijnych. Wyparcie cudzoziemców z Polski zdawało się być tylko jedną z części planu komunistycznego rządu, mającego na celu osłabienie obchodów milenijnych.

Na 16 kwietnia, kiedy obrzędy religijne zostaną zainaugurowane w Gnieźnie, i 17 kwietnia, kiedy będą się odbywać w Poznaniu, reżim zaplanował w obu miastach uroczystości upamiętniające aliancką przeprawę przez Odrę w 1945 roku.

3 maja nastąpi kulminacja uroczystości religijnych w sanktuarium na Jasnej Górze w Częstochowie. Na ten sam dzień rząd zaplanował wielkie mecze piłkarskie w Katowicach koło Częstochowy i w każdym mieście, gdzie są one planowane. Rząd planuje również organizowanie specjalnych wycieczek kolejowych z udziałem zespołów rock-and-rollowych do miejscowości położonych nad jeziorami i kurortów górskich, gdzie planowane są również inne huczne atrakcje.

Doniesiono, że ambasador USA John A. Gronouski rozmawiał o ograniczeniach w podróżowaniu z polskimi władzami i wskazywał na „możliwe negatywne skutki wobec amerykańskiej opinii publicznej.”

Zakaz podróżowania najwyraźniej dotknął nawet mieszkańców innych krajów leżących za Żelazną Kurtyną. W Bonn donoszono, że odmówiono wiz jugosłowiańskim katolikom. Niemieccy prałaci, wśród których zaproszenie polskiego kardynała Wyszyńskiego wywołało furorę w grudniu ubiegłego roku, ogłosili, że ich wnioski o wizy zostały odrzucone.

Okazało się również, że planowana na lato podróż kardynała Wyszyńskiego do Stanów Zjednoczonych prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. Aleksander Skarżyński, dyrektor polskiego Urzędu do Spraw Wyznań, powiedział: „Jest więcej powodów, by sądzić, że nie pojedzie, niż że pojedzie. Rząd musi mieć jakieś zapewnienie, że kardynał będzie ograniczał się do kwestii religijnych, jeśli wyjedzie za granicę.”

O odmowie wydania wiz amerykańskim prałatom poinformował 6 kwietnia wicekonsul RP Edward Kocemba w liście do firmy Ameropa Travel z Brooklynu, która na początku roku zorganizowała wyjazd dla pielgrzymów. Podróżni nadal będą jeździć do Europy na uroczystości milenijne w Paryżu i Rzymie. Ale Polska znalazła się poza ich planem podróży.

Źródło: https://thecatholicnewsarchive.org/?a=d&d=ca19660414-01.2.6&e=——-en-20–1–txt-txIN——–

Kapłan nie ma problemu z tożsamością

Kapłan nie należy do siebie, należy do Chrystusa. Nigdy nie musi się martwić, kim jest; nie należy do siebie. Jest własnością Chrystusa. Ambasador oddaje swoją ludzką naturę Chrystusowi jako narzędzie służące do kontynuacji aż do końca czasów nauczania, rządzenia i uświęcania misji Chrystusa dla dobra ludzkości. „Dar duchowy, otrzymany przez prezbiterów w święceniach, przygotowuje ich nie do jakiejś ograniczonej i zacieśnionej misji, lecz do najszerszej i powszechnej misji zbawienia „aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8)[1]„.

Również biskup nie jest posłany najpierw do diecezji a przypadkowo do świata. Przede wszystkim jest posłany, aby pojednać całą ludzkość i tylko ze względów jurysdykcyjnych powierzony mu zostaje mały kawałek ziemi. Chrystus, który go posyła, nie był osobą ludzką. Tym „Kimś”, kto poprzedzał Jego ludzką i Boską naturę, było Słowo Boże. Podobnie jak ludzka natura Chrystusa nie miała osoby ludzkiej, która ograniczałaby działania tej natury, tak też, gdy kapłan oddaje się Chrystusowi jako Jego narzędzie pojednania, traci on i porzuca swoje ego. W idealnym przypadku Osoba Chrystusa zaczyna brać górę. „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).

Ekstaza życia ambasadora polega na takim pomniejszeniu własnego ego, aby Osoba Chrystusa przewodniczyła całej jego istocie. Nie należy mylić ról Chrystusa i Jego ambasadorów, ale istnieje wzajemne przenikanie się i to jest warunek owocności. „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15, 5).

Zachowując pełną świadomość tego faktu, kapłan ma ogromną moc czynienia dobra. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. ” (Flp 4,13). Podczas gdy ludzie światowi mogą się chwalić pośród przyjemności i rosnących zysków: „To jest życie”, nieświatowy kapłan nie może myśleć w tych kategoriach: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus” (Flp 1,21).

Gdy ten świat coraz bardziej dochodzi do wniosku, że życie nie ma sensu i debatuje nad tym, czy „być albo nie być”, kapłan trzyma w ręku sekret życia. Nie tkwi ono w filozofii, ale w Osobie, a motywacją do przetrwania życia jest „Jestem zakochany w Chrystusie”. Owa duchowa dyktatura dotyczy umysłu: „To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie” (Flp 2,5); woli: „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp 2,13-14); i ciała: „Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwościom. Nie oddawajcie też członków waszych jako broń nieprawości na służbę grzechowi, ale oddajcie się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia, i członki wasze oddajcie jako broń sprawiedliwości na służbę Bogu. Albowiem grzech nie powinien nad wami panować, skoro nie jesteście poddani Prawu, lecz łasce” (Rz 6,12-14).

Jest to przeciwieństwo opętania diabelskiego, w którym zły duch opanowuje człowieka, mówi za niego, działa za niego i daje mu siłę, której inaczej by nie miał. Wolność jest naszą własnością, którą możemy oddać. Każdy mężczyzna zakochany w kobiecie oddaje swoją wolność: „Twoja wola jest moim pokojem”. W szerszej przestrzeni życia wolność oddaje się anonimowej władzy czasu: „W tym roku ubierają się na zielono”. ” Oni mówią.” Nikt nie wie, kim są „oni”. Kapłan też oddaje swoją wolność, ale oddaje ją Nieskończonej Mocy i Miłości i w ten sposób cieszy się „wolnością i chwałą dzieci Bożych” (por Rz 8, 21).

Jeśli istnieje jakiś problem, którego kapłan nigdy nie powinien mieć, jest nim problem tożsamości. On wie, kim jest i gdzie się znajduje. Jeśli pytanie to pojawia się u kogoś, kto jest skądinąd normalny, może być ono spowodowane konfliktem osobowości; życie Chrystusa i życie jego własnego ego znajdują się w stanie wojny domowej. Problem tożsamości pojawia się z powodu zanegowania granic, limitów i praw. Po czym poznajemy tożsamość stanu Nowy Jork? Po jego granicach. Jak możemy poznać tożsamość boiska do baseballu? Po liniach faulu. Gdy tylko porzuca się granice lub „tak daleko – nie dalej”, brakuje tej zewnętrznej rzeczywistości, która zapewnia mu stałą tożsamość. Odmowa przyjęcia norm i praw niszczy świadomość tożsamości, podobnie jak wybuch kotła niszczy jego tożsamość jako zbiornika pary pod stałym ciśnieniem.

W obecnych czasach konformizmu, gdy ideałem niektórych zakonników i duchownych jest utożsamianie się ze światem, wzrasta liczba zaburzeń psychicznych. Niektórzy oddają się Chrystusowi, mówiąc: „Nie należę do siebie, jestem Twój”, a później rozwodzą się z Chrystusem, aby uczynić ducha świata wyznacznikiem wartości. Powstaje straszliwe napięcie, które zostaje pogrzebane w podświadomości za pomocą ataków na Kościół lub celibat. Człowiek, który w świecie nigdy nie został podniesiony do ambasadorstwa i intymności z Chrystusem, nie jest w stanie odgadnąć straszliwej męki tych, którzy zrezygnowali z tej intymności z Królem. Sekretem pokoju jest zanegowanie ego, tak aby Chrystus mógł królować. Jak napisała Simone Weil: „Uczestniczymy w tworzeniu świata poprzez dekreację samych siebie”. Zostaliśmy stworzeni z niczego, a wracając do niczego, dotykamy Boga, albowiem stworzenie nastąpiło ex nihilo. „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3, 30). Żaden kapłan, który pojmuje swoją misję, nie powiedziałby nigdy: „Muszę być sobą”. Raczej: „Muszę należeć do Niego”. To ostatnie sformułowanie nie tylko jest poprawniejszą formą gramatyczną; stanowi ono bardziej solidną teologię.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1970 r., str. 210-213.


[1] Dekret o posłudze i życiu kapłanów „Presbyterorum ordinis”, nr 10.

Jak odprawiać Godzinę Świętą?

Nie ma żadnych zasad – wystarczy spędzić nieprzerwaną godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Gdyby jednak część Godziny została odprawiona przed Mszą Świętą, a reszta po Mszy Świętej, nadal byłaby zachowana jej ciągłość.

Czasami jest to trudne, szczególnie w wakacje, kiedy nie mamy nic do zrobienia. Pamiętam, że w Paryżu miałem dwie godziny przerwy między pociągami. Poszedłem do kościoła Świętego Rocha, aby odprawić swoją Godzinę Świętą. W ciągu roku nie zdarza mi się więcej niż dziesięć razy, że zasypiam za dnia. To był jeden z tych dni. Byłem tak zmęczony, że o 14:00 usiadłem – zbyt zmęczony, by uklęknąć – i zasnąłem. Spałem doskonale do godziny 15.00. Zapytałem Dobrego Boga: „Czy odprawiłem Godzinę Świętą?”. Przyszła odpowiedź: „Tak! W ten sposób Apostołowie odprawili swoją pierwszą Godzinę Świętą”. Najlepszym czasem na jej odprawienie jest poranek, wcześnie, zanim dzień zastawi na nas swoje pułapki. Dochowując jej wierności i nie pozwalając, by cokolwiek ją zakłóciło, używamy jej jako znaku i symbolu naszej ofiarności. Nie jesteśmy powołani do wielkich pokut, a wiele z nich przeszkadzałoby nam w wypełnianiu obowiązków, ale Godzina jest naszą codzienną ofiarą w zjednoczeniu z Chrystusem. Wielu księży i sióstr zakonnych na całym świecie obecnie ją odprawia, a ich dzieła duszpasterskie dowodzą, że „byli z Jezusem”. Znam kapłana, który przez pięćdziesiąt cztery lata nie opuścił żadnej codziennej Godziny Świętej. Codziennie modli się o to, by umrzeć w obecności Najświętszego Sakramentu w sobotę lub w święto Matki Bożej. Mimo tak długich modlitw zanoszonych w tej intencji nie ma on żadnej pewności, że Pan go wysłucha, ale zawsze mówi z uśmiechem: „Jeśli tego nie zrobi, będzie potężnie zakłopotany, gdy Go spotkam”.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1978 r., str. 185-186.

Dlaczego kapłani mają odprawiać Godzinę Świętą?

Ponieważ nasz Pan o to prosił. Chrystus stawiał niewiele żądań. Chociaż jest Panem Wszechświata, nigdy nie żądał niczego na swojej ziemi, z wyjątkiem oślicy i jej źrebięcia, a i tych chciał nie na zawsze, ale po to, by ich użyć. „[I] rzekł im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie! A gdyby wam kto co mówił, powiecie: „Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści”»” (Mt 21, 2-3). Podobnie jak w Niedzielę Palmową pożyczył osiołka, tak samo pożyczył barkę Piotra na ambonę, a nawet chleby i ryby, gdyż zwrócił dwanaście koszów.

Tylko przy jednej okazji poprosił swoich kapłanów, aby coś dla Niego zrobili, a było to podczas Jego samotnej nocy w Ogrójcu: „[P]oczął się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!»” (Mt 26,37). Aby znaleźć towarzystwo, zwrócił się do Piotra, Jakuba i Jana, których pozostawił w zewnętrznym ogrodzie: „Czuwajcie i módlcie się” (Mt 26,41). Możemy się tylko domyślać, co działo się w tym ogrodzie. Ból znamy, możemy w pewnym stopniu odczuwać agonię innych, gdy krzyczą. Ale grzechu nie pojmujemy tak dobrze. Tylko niewinni mogą dokładnie pojąć winę. Jesteśmy nią zarażeni i nie możemy jej zrozumieć, podobnie jak pacjent z wysoką gorączką i delirium nie rozumie swojej choroby tak dobrze jak lekarz. Jezus jako niewinny, podczas „Godziny” pozwolił, aby wszystkie bluźnierstwa świata splamiły Jego usta, tak jakby to On je wypowiedział; wszystkie kradzieże świata zostały wrzucone w Jego ręce, jak gdyby to On je popełnił. Na wzór Samsona, wyciąga On ręce, aby ściągnąć na siebie wszystkie grzechy świata: Był tam Kain, purpurowy na prześcieradle krwi swego brata; były tam obrzydliwości Sodomy i Gomory; obecne były także grzechy popełnione na prowincji, które przyprawiały o rumieniec całą naturę; grzechy popełnione w mieście, w miejskiej atmosferze grzechu; grzechy młodych, dla których Serce Chrystusa zostało tak czule przebite; grzechy starych, którzy powinni już byli przekroczyć wiek, w którym się grzeszy. Grzech! Grzech! Grzech! Grzech! A potem z porów Jego Ciała wylewały się paciorki krwi, pokrywając purpurą oliwne korzenie Getsemani w pierwszym różańcu odkupienia.

Trzykrotnie wracał, by stwierdzić, że Jego uczniowie śpią. Z samotności i udręki serca zapytał: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26, 41).

Warto zastanowić się, kim oni byli? Jego kapłanami. „Nic dziwnego, że inni mnie zaniedbują, ale ja liczyłem na was”. Kim jest On? Panem, który spłacał ich długi. Jam Tua Res Agitur (cierpię w twojej sprawie). O co prosił? O Godzinę czuwania, czyli zwracania uwagi na środowisko zewnętrzne i o spędzenie Godziny na modlitwie – zachowując jedność z Ojcem. Często spędzał całą noc na modlitwie, ale teraz poprosił tylko o Godzinę – była to jedyna prośba, jaką kiedykolwiek do nich skierował i to wtedy, gdy najbardziej ich potrzebował.

Oni spali, ale wróg nie spał. We wszystkich wielkich kryzysach Kościoła siły zła są aktywne, ale wybrani śpią. Judasz schodzi teraz zza wzgórz, zarzuca ramiona na naszego Najświętszego Pana i pali Jego usta pocałunkiem. W tym momencie Pismo Święte ukazuje olbrzymią głębię „Godziny”. Po raz ostatni słowo to jest użyte w Piśmie Świętym, gdy Jezus mówi do Judasza: „[T]o jest wasza godzina i panowanie ciemności” (Łk 22, 53). „Książę tego świata” jest „władcą ciemności” i wolno mu teraz czynić to, co najgorsze. Zło ma swoją godzinę i wszystko, co może zrobić, polega na zgaszeniu światła świata. Ta godzina w Ogrodzie powtarza się w różnych momentach historii Kościoła i często dzieje się to za pośrednictwem tych, którzy zostali powołani przez Chrystusa, a później opętani przez Szatana, jak to miało miejsce w przypadku Judasza (J 13,27). Władzę antychrysta w literaturze apokaliptycznej zawsze przedstawia się jako kierowaną przez upadłego kapłana. To właśnie ksiądz, a nawet kardynał przygotował rebelię przeciwko Kościołowi na końcu świata we Władcy świata Bensona, w Trzech rozmowach Sołowjowa i w Wielkim Inkwizytorze Dostojewskiego.

Zauważmy jednak dwa różne zastosowania słowa „Godzina” wobec Judasza i wobec uczniów, zwłaszcza Piotra. W pierwszym przypadku „Godzina” oznacza to samo, co w siedmiu odniesieniach Jana: moment agonii, nienawiści i przemocy wobec Boga-Człowieka. Ale kiedy zwraca się do swoich wiernych kapłanów, Chrystus używa słowa „Godzina” na określenie uczestnictwa, współudziału, współczucia i jedności z Jego złamanym Sercem; chwili, w której mogli dopełnić w swoim ciele Jego cierpienia (Kol 1,24).

Godzina spotyka godzinę. Zło ma swoją godzinę i przez ten czas wierny kapłan musi czuwać i modlić się. W Piśmie Świętym często można zauważyć, że Bóg używa narzędzi porażki jako instrumentów zwycięstwa. Po dumnej kobiecie, Ewie, pokorna dziewica, Maryja; po nieposłusznym mężczyźnie, Adamie, pokorny mężczyzna, Chrystus; po drzewie, krzyż, a nawet po wężu zła, ten, który został wywyższony na Kalwarii, jak Mojżesz wywyższył węża. Można znaleźć tutaj analogiczne zastosowanie: Jezus pragnie, aby „Godzina” walczyła z „Godziną”. Godzina przeciwko Godzinie: „Ze mną” przeciwko: „Witaj Rabbi”; czuwanie przeciwko spaniu; modlitwa zamiast knowań. Te dwa przeciwieństwa znajdują się w Najświętszym Sercu objawionym Świętej Małgorzacie Marii. Jego Serce ma na szczycie krzyż, a wokół niego koronę cierniową, co oznacza Godzinę Ciemności. Ale z Serca buchają płomienie miłości, co oznacza Godzinę Czuwania. W Godzinie Świętej miłość spotyka się z antymiłością.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1978 r., str. 175-177.

Wycofanie się i powrót

Ponieważ Kościół wkracza w nową erę, będzie to czas wyzwań dla kapłanów. Dwie skrajności, których należy się wystrzegać, to z jednej strony stanie się dinozaurami, które nie potrafią przystosować się do zmian środowiska lodowcowego, a z drugiej strony stanie się fauną, która utożsamia się z lodem i ulega roztopieniu. Trwała siła Kościoła w warunkach „szoku przyszłości” będzie polegać na zastosowaniu zasady „wycofania się i powrotu”. Najpierw trzeba się odciąć od znanych wspólnot, a następnie wkroczyć na nowe terytorium.

Wycofanie ma na celu chrystianizację naszych dusz przez pokutę i medytację. Mojżesz wycofał się na szczyt góry, aby obcować z Bogiem; następnie powrócił, aby ogłosić nowe prawo i dać początek odnowionemu ludowi. Platon – w swojej analogii do jaskini – pokazał, że nikt nie może służyć potrzebom ludzkości bez wielkiej odmowy – zaparcia się własnego ego. Każdy mistyk przeżywa „ciemną noc duszy”, zanim zostanie dopuszczony do zażyłości z Bogiem; Święty Paweł wycofał się do Arabii i oddalił od obozu żydowskiego i greckiego, aby powrócić z nową Ewangelią wspólnoty, w której nie ma ani Żyda, ani Greka; Święty Benedykt wycofał się ze swego umbryjskiego miejsca urodzenia do jaskini w dolinie Subiaco, zanim zreformował rolnictwo swoim monastycyzmem. Cezar wycofał się z Rzymu do Galii w 58 r. przed Chrystusem, a dziewięć lat później przekroczył Rubikon i stał się zbawcą swojego społeczeństwa; Mahomet wycofał się do rodzinnej oazy w Mekce, aby stać się bezpośrednim przywódcą połowy Arabii. Jednak najwspanialszym przykładem jest wycofanie się i porażka w Wielki Piątek oraz powrót i zwycięstwo w Niedzielę Wielkanocną. Pozostać w miejscu lub Go opuścić – oznacza umrzeć.

Gdy znajdą się święci kapłani, którzy wycofali się do Tabernakulum, aby otrzymać moc, wtedy zapanuje powszechne poczucie ofiary w sensie przyjęcia misji wobec świata. Zbyt długo byliśmy zamknięci w sobie, z naszymi domami rekolekcyjnymi dla uświęcenia uświęconych, zamiast otworzyć je dla wszystkich, aby usłyszeli Słowo Boże i zostali przyciągnięci bliżej Jego Miłości. Światowa polityka i ekonomia będą budzić nasze zainteresowanie nie tylko dlatego, że prasa akcentuje jeden z ich aspektów, ale po to, byśmy mogli wnieść do nich moralny osąd etyki ewangelicznej. Zbyt długo byliśmy niczym Piotr, który „grzał się [przy ogniu]” (J 18,18). Kościół pod żadnym pozorem nie może utożsamiać się z umierającą kulturą; nazistowscy chrześcijanie w końcu przestają być zarówno nazistami, jak i chrześcijanami. Przywódcom Kościoła nie wolno obawiać się, że przestaną być kochani. „Jeśli jednakże stróż widzi, że przychodzi miecz, a nie dmie w trąbę, i lud nie jest ostrzeżony, i przychodzi miecz, i zabija kogoś z nich, to ten ostatni porwany jest wprawdzie z własnej winy, ale winą za jego śmierć obarczę stróża” (Ez 33, 6).

Jednym z celów wycofania się jest naładowanie naszych akumulatorów do działania. Każdy, kto kontaktuje się ze źródłami Boskiej mocy, wykazuje entuzjazm i aktywność zupełnie inne niż wtedy, gdy był cielesny i światowy. W jego piersi płonie nowa żarliwość, która pochłania to, co erotyczne, i otwiera go na wielkoduszność, która wcześniej zdawała się niemożliwa. Święty kapłan to ten, który poprzez wycofanie się otrzymuje nowe impulsy Boskości, rozlewające się później w działaniu. Bóg jest Duchem, z którym duch ludzki utrzymuje kontakt, a im głębszy jest ów kontakt, tym większa jest energia apostolska.

Wycofanie się przynajmniej na godzinę z całego dnia, aby spędzić ją na medytacji i modlitwie wstawienniczej przed Najświętszym Sakramentem, staje się powrotem z nową mocą do pracy w Kościele i do misji w świecie. Oderwanie się od ducha świata i powrót do świata przenikają się. Simone Weil, francuska żydówka, często spędzała wiele godzin przed Najświętszym Sakramentem. Napisała wtedy: „Czułam się wówczas na styku chrześcijaństwa i wszystkiego, co chrześcijańskie nie jest. Wycofanie się, zamiast prowadzić do ekskluzywności, w rzeczywistości zmierza do inkluzywności wszechświata. Życie duchowe i aktywne współgrają ze sobą. Ludzkie działanie zaczyna być wówczas postrzegane sub specie aeternitatis[1]”.

Nasze dni nie są spokojne; są to ciężkie dni próby.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1978 r., str. 144-145.


[1]Łac. z perspektywy wieczności. Przyp. tłum.

Wszyscy to robią

Współczesne poddawanie Kościoła próbom jest ściśle związane z „opinią większości”. Na przykład: „Wszyscy to robią”; „Nikt w to nie wierzy od czasu Soboru Watykańskiego”; „Jesteście zacofani”; „Dajcie sobie z tym spokój”; „Cały świat zmierza w innym kierunku”. Ciężko jest na plebanii, gdy jeden kapłan chce służyć ludziom o każdej porze, a reszta księży mówi: „Wszyscy pracują tylko osiem godzin”. Upominanie się o prymat Chrystusa w wychowaniu jest dla niektórych nauczycieli czymś bliskim ukrzyżowania, gdy większość z nich mówi: „Trochę cudzołóstwa czy marihuany im nie zaszkodzi. Dziś wszystkie dzieci to robią”.

Próba „większości” może sprawiać wrażenie, że ten, kto się jej sprzeciwia, jest umysłowym kaleką. Przyjrzyjmy się jednak dwóm przykładom opinii „większości”: jednemu z Nowego Testamentu i jednemu ze Starego. Podczas procesu naszego Najświętszego Pana przed Piłatem w Jego obronie padł tylko jeden głos – głos kobiety, Klaudii Prokuli. Tłum prawie zawsze popiera ukrzyżowanie Chrystusa. Różnica między demokracją a ruchami masowymi jest następująca: w demokracji jednostki decydują same o sobie; w ruchu masowym determinacja przychodzi nie od jednostek, lecz od przywódców z byczymi rogami, jakimi byli faryzeusze, którzy w tłumie przed Twierdzą Antonia wznosili okrzyki nawołujące do śmierci Chrystusa. Mimo że „wszyscy” byli za wyeliminowaniem Chrystusa, większość nie miała racji.

W Starym Testamencie większość opowiadała się za oddawaniem czci „złotemu cielcowi”, a nawet ofiarowała swoje złoto na jego wykonanie. Kiedy Mojżesz sam się im sprzeciwił, Aaron, ich rzecznik, użył najgłupszej wymówki, jaka kiedykolwiek wyszła z ust człowieka: „I złożyli mi [złoto], i wrzuciłem je w ogień, i tak powstał cielec” (Wj 32, 24). Mojżesz miał rację, większość się myliła. Tak samo będzie na koniec: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8).

Inny przykład dotyczy dwunastu szpiegów, którzy zostali wysłani przez Mojżesza, aby zbadać Ziemię Obiecaną. Było to bardzo krótko po wyjściu z Egiptu. Po powrocie szpiedzy złożyli dwa raporty: Raport Większości i Raport Mniejszości. Raport Większości stwierdzał, że kraina ta nie może być zdobyta. „[Ten k]raj (…) jest krajem, który pożera swoich mieszkańców. Wszyscy zaś ludzie, których tam widzieliśmy, są wysokiego wzrostu.  Widzieliśmy tam nawet olbrzymów (…) a w porównaniu z nimi wydaliśmy się sobie jak szarańcza i takimi byliśmy w ich oczach” (Lb 13, 32-33). Raport Mniejszości, który przekazali Kaleb i Jozue, zawierał stwierdzenie, że Pan obiecał im ziemię: „Trzeba ruszyć i zdobyć kraj – na pewno zdołamy go zająć” (Lb 13, 30). Lud stanął po stronie większości i – jak to często bywa, gdy w grę wchodzi wiara – „Izraelici szemrali przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. Całe zgromadzenie mówiło do nich: «Obyśmy byli pomarli w Egipcie albo tu na pustyni».  I rzekł Pan do Mojżesza: «Dokądże jeszcze ten lud będzie Mi uwłaczał? Dokądże wierzyć Mi nie będzie mimo znaków, jakie pośród nich zdziałałem? » (Lb 14, 2,11).

Pan Bóg ukarał ich za to, że Mu nie ufali; za każdy dzień pobytu szpiegów w Jerychu Izraelici musieli spędzić jeden rok wędrując przez pustynię, czyli w sumie czterdzieści lat. Co więcej, żaden z nich, z wyjątkiem Jakuba i Kaleba, nie wszedł po upływie tego czasu do Ziemi Obiecanej; całe pokolenie wymarło na pustyni. Za każdym razem gdy niezbędne jest podjęcie wysiłku, walki i ofiary, większość ludzi narzeka i nawołuje do powrotu do Egiptu lub do duchowego niewolnictwa.

Od czasu do czasu pojawiają się statystyki mówiące, że większość kobiet katolickich dokonuje aborcji; niezależnie od tego, czy jest to prawda, czy nie, faktem pozostaje, że wiele z nich to czyni. Z takich statystyk, ze zgromadzonych nazwisk księży czy zakonnic, które sprzeciwiają się moralnej prawdzie Kościoła, wypływa założenie, że sama siła liczb dowodzi, iż mają oni rację. Zarówno wtedy, w Kadesz , jak i w naszych czasach, ufność w Kościół i jego zwierzchnika może okazać się męką. Ale Bóg nie porzucił swojego ludu wtedy, tak samo jak nie porzuca go teraz. Ci, którzy „nie popierają tego” muszą wstawiać się za tymi, którzy „popierają to”. „Odpuść więc winy tego ludu według wielkości Twego miłosierdzia” – wołał Mojżesz – „tak jak znosiłeś ten lud od Egiptu aż dotąd” (Lb 14, 19).

Wierzę, że Humanae Vitae jest jednym z największych sprawdzianów Kościoła naszych czasów. Żyjemy w czasach rozwiązłości moralnej, które cechuje uchylanie się od odpowiedzialności za wychowywanie dzieci i oddzielanie miłości doświadczeń cielesnych od miłości osoby. W tym świecie, który zrywa więź między miłością a życiem, Paweł VI potwierdza głęboki związek między nimi. Nie była to decyzja nieomylna; zbyt wyraźnie oddzieliłaby ona owce od kozłów; była to tylko moralna decyzja Głównego Pasterza, której – jak powiedział Sobór Watykański – wierni powinni się podporządkować.

To, co się stało, można porównać do rozłamu w narodzie izraelskim, gdy szpiedzy złożyli swoje raporty. Jednostki, pojedynczo lub w porozumieniu z innymi, natychmiast zbuntowały się przeciwko decyzji Kościoła. Gra toczyła się o to, czy moralny Pasterz Kościoła, który podjął decyzję po długich studiach i modlitwach, zostanie przyjęty czy odtrącony.

Prasa i niektórzy teologowie powiedzieli, że Ojciec Święty nie powinien nigdy ogłosić encykliki Humanae Vitae, ponieważ PODZIELIŁA ONA KOŚCIÓŁ. Oczywiście, że podzieliła, podobnie jak Eliasz podzielił tych, którzy musieli wybierać między Baalem a Bogiem; podzieliła ona Kościół, podobnie jak podzielił go nasz Zbawiciel: „Kto nie zbiera ze Mną, rozprasza” (Mt 12:30). Z pewnością przerzedziło to szeregi Kościoła, tak jak rozkaz Boży dla Gedeona, który zmniejszył liczebność swych wojsk armii z trzydziestu do dziesięciu tysięcy i z dziesięciu tysięcy do trzystu żołnierzy, aby stoczyć bitwę z armią liczącą około pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Humanae Vitae, abstrahując od swojej nauki, jest być może najważniejszym dokumentem kościelnym w czasach nowożytnych. Dzięki niemu Kościół dowiedział się, jak wielu podąży za ciałem zamiast za duchem.

Być może Pan przerzedzi swoje szeregi w przygotowaniu na wielkie starcie z demonicznymi siłami zła. Ludzki charakter nie tyle wykuwany jest w codziennych, drobnych wyborach, lecz w kilku kryzysach życiowych, gdy gra toczy się o wielką stawkę. Prawdziwe katolickie życie nie składa się z rutynowych aktów pobożności; kształtuje się ono w kryzysie, gdy trzeba dokonać wielkiego wyboru; możemy albo zjednoczyć się z Pasterzem, albo przeciwko Niemu. To właśnie dlatego dni, w których żyjemy, są wielkie. Możemy podejmować decyzje, których następstwa odczujemy w wieczności.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1978 r., str. 140-143.

Wystawianie na próbę

Duch świata sprzeciwia się egzaminom, dlatego w szkolnictwie dąży się do ich zniesienia. Bóg, przeciwnie, jest za wystawianiem na próbę. Już na początku Adam i Ewa nie mieli być utwierdzeni w swoich darach, dopóki nie przeszli próby, czy wolą owoc od ogrodu. Aniołowie przed nimi byli poddawani próbom. Nie wiemy, na czym polegała ta próba, ale ja podzielam przekonanie, że pozwolono im spojrzeć w przyszłość i zobaczyć Boga w uniżonej postaci człowieka. Prośba o adorowanie Tego, który tak „ogołocił samego siebie”, była poniżej ich godności, dlatego się zbuntowali. Czterdzieści lat na pustyni nazywane jest w Piśmie Świętym próbą. Nasz Pan rozpoczął swoją publiczną działalność od poddania się próbie z samym szatanem. W naszych czasach Kościół w Niemczech został poddany próbie nazizmu, Kościół w Rosji został poddany próbie komunizmu, a Kościół w innych krajach został poddany próbie światowości. Tym, co sprawia, że jest to tak trudne, jest nakaz, abyśmy wchodzili w to, co świeckie, nie stając się świeckimi, abyśmy bardziej interesowali się wszystkimi problemami świata, niezależnie od tego, czy są one kościelne, czy nie, a jednocześnie abyśmy nie stali się światowi. W dniach prześladowań strony były nakreślone bardziej wyraźnie. Kościół jest „tutaj”, prześladowcy byli „tam”. Ale trzymanie się tej cienkiej linii, trwanie w Kościele jako „znaku i zbawienia świata”, a jednocześnie nieporzucanie Kościoła, jest prawdziwą próbą.

Dzisiaj sprawdzianem jest to, czy Kościół będzie się utożsamiał z jakąś kulturą. Jedno jest pewne: jeśli Kościół poślubi ducha tej epoki, w następnej będzie już wdową. Ci, którzy pragną uczynić z Kościoła instytucję „dobrych uczynków i służby społecznej”, powinni przypomnieć sobie, że Chrystus w Apokalipsie, w Liście do siedmiu Kościołów, mówi: „Znam twoje czyny” (Ap 2, 19). Uczynki są ważne, ale nie mogą zbawić dusz, ani wybawić nas od gniewu Bożego. Kościół jest powołany przez Boga do zbawienia świata zarówno pod względem społecznym, jak i duchowym, poprzez wierność Jezusowi Chrystusowi, który jest „obcą” władzą względem tego świata. Jeśli Kościół nie jest elementem wzbudzającym niepokój, fermentem dla świata, ośrodkiem burzy dla grzechu, ognistą kulą dla jego powszechnych wygód, nie jest już Ciałem Chrystusa. Im bardziej Kościół jest wierny Ofierze Chrystusa, tym większą wrogość wzbudzają w świecie jego kapłani i wierni, i tym większy będzie jego ucisk. To dlatego Duch tak bardzo gniewa się na Kościół w Laodycei, Kościół wygodny, który unikał konfliktu. Kościół, który płonie, rozsiewa ogień. Ale by mógł płonąć, potrzebuje paliwa, które pozwoli mu dotrzeć na krańce ziemi jako Chrystusowi na swej Misji. Nawet u siebie, zamiast naśladować język, komunały, czy techniki rodem z Madison Avenue, Kościół musi rozpaczliwie naciskać, wzywając ludzi do podjęcia ostatecznej decyzji. Ogień, który Chrystus przyszedł rozpalić na ziemi, stał się dziś migotliwą świecą. Jak zauważył Malcolm Muggeridge: „Nigdy nie natknąłem się na szpital czy sierociniec prowadzony przez Towarzystwo Fabiańskie[1] albo na humanistyczną kolonię trędowatych”. Nawrócenia ustają, gdy zarówno urzędnicy, jak i duchowni przestają wierzyć w swoje produkty. Wicher wieje, a w nim pobrzmiewa narastający dźwięk liczby 666 – tak zwana cywilizacja chrześcijańska bez Chrystusa; Zmartwychwstanie bez Ukrzyżowania; Zesłanie Ducha Świętego bez trzydziestu lat posłuszeństwa i Kalwarii; Eucharystia, która jest ucztą, a nie jest także ofiarą; kapłaństwo, które jest świeckie, ale nie ofiarnicze; Jezus Superstar bez Jezusa Superblizny; świat, który zdaje się być cudownie chrześcijański, w którym ludzie mówią: „Jezus jest tutaj”. „Jezus jest tam. „Królestwo Boże jest tutaj”. Ale nie wierzcie im; Królestwo Boże przyjdzie niedostrzegalnie: „A wiedz o tym, że…[b]ędą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy” (2 Tm 3, 1,5).

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1978 r. , str. 139-141.


[1] Założone w 1884 r. angielskie towarzystwo reformistyczne, mające na celu przekształcenie ustroju kapitalistycznego w ustrój socjalistyczny. Przyp. tłum.

Po powrocie z audiencji papieskiej

Pewnego wilgotnego, zimowego dnia w 1973 roku, gdy byłem jeszcze seminarzystą w [Pontyfikalnym] College’u Ameryki Północnej, podszedłem do małego, podekscytowanego tłumu gromadzącego się nieopodal obelisku na Placu św. Piotra. Ujrzałem tam samego Arcybiskupa Sheena otoczonego tuzinami ludzi. Wśród licznych uścisków dłoni, błysków flesza i autografów, ktoś wykrzyknął:

– Księże Arcybiskupie, co Ekscelencja robi w Rzymie?

– Właśnie wracam z audiencji u papieża Pawła VI – odpowiedział.

– Co papież powiedział Księdzu Arcybiskupowi? – padło z tłumu kolejne pytanie.

Arcybiskup Sheen lekko się zarumienił i odrzekł:

– Ojciec Święty spojrzał na mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział: „Fultonie Sheenie, będziesz zajmował poczesne miejsce w Niebie”.

– A co Ksiądz Arcybiskup odpowiedział? – nagabywał inny ciekawski.

Fulton Sheen odparł z tak typowym dla niego błyskiem w oku:

– Odpowiedziałem: „Ojcze Święty, czy Wasza Świątobliwość zechciałby nadać nieomylność temu stwierdzeniu?”

Jest to, według mnie, główne przesłanie Fultona J. Sheena. Chciał pójść do Nieba; chciał zabrać tam ze sobą świat.

Źródło: Homilia kardynała Timothy Dolana wygłoszona 9 grudnia 2009 r., w 30. rocznicę śmierci abpa Sheena.

Modlitewnik na czas wojny (nowa książka)

Nakładem Wydawnictwa Esprit ukazał się właśnie „Modlitewnik na czas wojny” autorstwa arcybiskupa Fultona J. Sheena:

Z opisu redakcyjnego:

Duchowa zbroja na czasy niepokoju

Arcybiskup Fulton Sheen w czasie II wojny światowej przygotował dla słuchaczy swoich audycji wyjątkowy modlitewnik. Wiedział, że w walce potrzebujemy nie tylko broni, ale przede wszystkim duchowej zbroi, którą dla każdego z nas jest modlitwa.

Ten modlitewnik został przygotowany z myślą nie tylko o żołnierzach, ale też o wszystkich, którzy choć zostali w domu, żyją w niepewności i strachu z powodu toczącej się tuż za naszymi granicami wojny. W niebezpiecznych i niepewnych czasach, w jakich przyszło nam żyć, najgroźniejszy wróg, z jakim mamy do czynienia, to szatan, który oferuje nam tylko gniew, nienawiść i rozpacz. Ten modlitewnik każdemu z nas pomoże w wewnętrznej walce tak, byśmy mogli założyć duchową zbroję i pokonać zło, które nas doświadcza.

Książkę można zamówić pod następującym linkiem: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

Jednocześnie informujemy, że nakładem Wydawnictwa Promic ukazała się ta sama książka (w wersji skróconej) pod tytułem „Modlitwy i rozważania”.