100-lecie święceń kapłańskich arcybiskupa Sheena

Dokładnie 100 lat temu, 20 września 1919 r., w katedrze pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny w Peorii, w stanie Illinois, Fulton John Sheen został wyświęcony na kapłana. Obiecał tego dnia, że codziennie będzie spędzał godzinę na adoracji Najświętszego Sakramentu i że co sobotę odprawi Mszę Świętą ku czci Matki Bożej. Obu obietnic wiernie dochował do końca swojego długiego życia.

Oto obrazek prymicyjny księdza Fultona Sheena, do którego zostało dodane polskie tłumaczenie.

 

Czcigodny Sługo Boży Fultonie J. Sheenie, módl się za nami, a w szczególności za kapłanami w Polsce i na całym świecie!

 

 

Medialny fenomen arcybiskupa Sheena

W 53. Światowym Dniu Środków Społecznego Przekazu z radością informujemy Państwa o książce autorstwa księdza doktora Marka Piedziewicza pt. „Fulton Sheen. Fenomen programu Life is Worth Living„, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Św. Wojciecha.

Fulton_Sheen

Na czym polega fenomen arcybiskupa Fultona Sheena?

Zmarł ćwierć wieku temu, a w Internecie wciąż można znaleźć mnóstwo jego wypowiedzi. Fenomen arcybiskupa Fultona Sheena, jednego z największych ewangelizatorów swoich – i jak się okazuje, nie tylko swoich – czasów wciąż trwa. W sieci krążą nagrania jego programów telewizyjnych. Wiele wypowiedzi Sheena ukazuje się w formie książek. Media społecznościowe zaczynają skupiać osoby zainspirowane jego myślą i dziedzictwem. Fulton Sheen przemawia już nie tylko z ekranów telewizorów. Znalazł swoje miejsce także w nowych mediach, pojawia się na monitorach komputerów, tabletów i smartfonów. Co jest siłą tego fenomenu? Sposób, w jaki Sheen przemawiał? Głębia wypowiedzi? Trafność diagnoz? Marek Piedziewicz proponuje nam rzetelną analizę działalności i wypowiedzi arcybiskupa Fultona Sheena, a przede wszystkim wskazuje na przyczyny nieustającej popularności jego myśli.

Judasz i kapłaństwo

Rozmyślając nad Judaszem możemy się wiele nauczyć.

  1. Ci, którzy wychowali się w świętej wspólnocie kapłaństwa, wiedzą najlepiej, jak zdradzić naszego Pana. Judasz wiedział, gdzie znaleźć Jezusa po zmierzchu.

Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili.

(J 18, 1-2)

  1. Boskość jest tak święta, że wszelka zdrada musi być poprzedzona jakąś oznaką szacunku lub uczucia.

Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!

(Mt 26, 48)

  1. Żaden biskup ani kapłan nie zazna ostatecznej głębi duchowego bólu i żalu, dopóki nie odczuje gorącego, palącego pocałunku brata w Chrystusie, który jest zdrajcą.
  2. Kapłan zawsze może zdradzić naszego Pana, ale żaden kapłan nie może Go kupić.

A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników.

(Mt 26, 15)

  1. Wszelkie przyjemności, korzyści lub zyski wynikające z odrzucenia Eucharystycznego Pana są tak odrażające, że beneficjent, niczym Judasz, odczuwa potrzebę ciśnięcia nimi w twarz tych, który je dali.

Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”.

(Mt 27, 3-4)

42204636050_3095a2e66b_z

Czyż pieniądze te nie mogły zostać dane ubogim? W tamtej chwili Judasz ani przez chwilę o tym nie pomyślał.

  1. Wiele przypadków psychozy i neurozy wynika z poczucia winy, za którą nie zadośćuczyniono. Chrystus wybaczyłby Judaszowi tak, jak przebaczył Piotrowi, ale Judasz nigdy nie poprosił o przebaczenie.

Gdy człowiek nienawidzi samego siebie za to, co zrobił i nie okazuje skruchy przed Bogiem, czasem uderzy się w piersi, jak gdyby chciał wybić zeń grzech. Istnieje wielka różnica między biciem się w pierś w samowstręcie i uderzaniem w nią z mea culpa osoby proszącej o wybaczenie. Nienawiść do samego siebie może się stać tak ogromna, że wybije życie z człowieka, prowadząc go do samobójstwa. Choć śmierć jest karą za grzech pierworodny i każdy normalny człowiek obawia się jej, niektórzy pędzą w jej ramiona.

Sumienie Judasza ostrzegało go, zanim zgrzeszył. A później targało nim i jego rozdarcie było tak wielkie, że nie mógł go znieść. Zszedł do doliny Cedronu, doliny tak wielu upiornych skojarzeń. Wybrał wyszczerbione skały i sękate, skarłowaciałe drzewa jako właściwe miejsce, aby skończyć ze sobą. Wszystko wokół głosiło jego przeznaczenie i jego koniec. Nic nie było bardziej odrażające dla jego oczu niż pozłocony dach świątyni, gdyż przypominał mu o Świątyni Boga, którą właśnie zaprzedał. Każde drzewo zdawało się być szubienicą, na którą skazał niewinną Krew. Każda gałąź była oskarżycielskim palcem. Ze wzniesienia, na którym stał, widać było Kalwarię. Na niej Ten, którego Judasz wydał na śmierć, pojednał niebo i ziemię. Judasz po raz ostatni spróbował zapobiec temu pojednaniu. Przerzucił linę nad konarem drzewa i powiesił się (Mt 27, 5).

Płynie z tego jasna lekcja. Jesteśmy eucharystycznymi kapłanami. Obserwuj kapłana odprawiającego Mszę Świętą, a będziesz mógł powiedzieć, jak traktuje on dusze w konfesjonale, jak posługuje chorym i ubogim, czy jest, czy też nie jest zainteresowany nawracaniem ludzi, czy bardziej chce zadowolić Pana Biskupa, czy raczej Pana Boga, jak skutecznie zaszczepia cierpliwość i pogodzenie się u tych, którzy cierpią, czy jest zarządcą, czy raczej pasterzem, czy kocha bogatych, czy raczej bogatych i biednych, czy wygłasza koniunkturalne kazania, czy raczej głosi słowa Chrystusa. Moralny rozkład kapłaństwa rozpoczyna się od braku żywej wiary w Boską Obecność i od tej samej wiary bierze też początek świętość kapłaństwa.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 334-337.

Miłość Chrystusa do Jego kapłanów

A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra…

(Łk 22, 61)

To wydarzenie prawdopodobnie miało miejsce wtedy, gdy nasz Pan, po przesłuchaniu przez Kajfasza, wiedziony był przed Sanhedryn. Być może nasz Boski Pan nawet słyszał dobrze Mu znany, podniesiony głos Piotra, być może słyszał jego zaklinania i przekleństwa, mające zapewnić przypadkowych świadków, że nie zna Jezusa z Nazaretu. Nasz Pan nie powiedział: „A nie mówiłem!” Z Jego ust nie wydobyły się żadne palące słowa potępienia. Po prostu jeden rzut oka, jedno spojrzenie zranionej miłości. Takie jest miłosierdzie naszego Pana, gdy okazujemy Mu niewierność i nielojalność! Pragnie On nas odzyskać przez dodatkowe przywileje i pomnożone miłosierdzie! Nie tylko pogrążeni w gorączce, sparaliżowani i trędowaci znają delikatne współczucie w oczach wcielonego Syna; znają je przede wszystkim kapłani i grzesznicy. Skruchę przynosi nie tylko spojrzenie Chrystusa, lecz także nasza odpowiedź. Pod wpływem ciepłych promieni słonecznych mięknie wosk, ale twardnieje też błoto. Boże Miłosierdzie, które woła grzeszników, sprawia że albo twardnieją oni w drodze do piekła, albo miękną, by dostać się do nieba.

W synagodze w Kafarnaum nasz Pan zwraca swój płonący gniewem wzrok na swoich wrogów wzburzonych tym, że dokonał cudu. W swojej Boskiej mądrości wiedział, że nie nie chcieli uwierzyć, że nie przekonałoby ich nawet Jego tysiąckrotne powstanie z martwych. Lecz postawa świętego Piotra była inna. Jedno spojrzenie pełne bolesnego wyrzutu sprawiło ból jego duszy. Bogaty młodzieniec, który przyszedł do Jezusa, nie był gotowy poświęcić wszystkiego, mimo że szczerze szukał Boga. Ewangelia mówi nam:

Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego.

(Mk 10, 21)

Setnik uznał Boży Majestat na Krzyżu i powiedział:

Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym.

(Mk 15, 39)

Jest to ta sama Boskość, która została przypomniana Piotrowi, gdy Jezus obrócił się i spojrzał na niego. Święty Jan, który miał przywilej tak częstego spoglądania na to słodkie oblicze, był przez nie niepokojony na wyspie Patmos pół wieku później. Mówił o tym, jak cała ziemia miała obrócić się wniwecz, gdy Chrystus przyjdzie w dniu sądu.

Potem ujrzałem wielki biały tron i na nim Zasiadającego, od którego oblicza uciekła ziemia i niebo, a miejsca dla nich nie znaleziono.

(Ap 20, 11)

 

To samo oblicze miało być nagrodą dla tych wszystkich, którzy Go kochali i powrócili do Niego tak jak powrócił Piotr:

I będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy Jego będą Mu cześć oddawali. I będą oglądać Jego oblicze.”

(Ap 22, 3-4)

Przychodzi moment, że każdy kapłan, podobnie jak święty Piotr, przestaje dotrzymywać kroku Chrystusowi, zostaje w tyle, zaczyna spoufalać się z towarzystwem i z ogniem tego świata. Jednakże Chrystus traktuje go tak, jak potraktował Piotra. Nieustannie odwraca się, aby na niego spojrzeć. To nie święty Piotr pomyślał o tym, aby się odwrócić, lecz Pan. Piotr, ponieważ był winny, najchętniej spojrzałby w innym kierunku, lecz Pan spojrzał na niego. Jest to zasadnicza kwestia, o której powinien myśleć każdy wyznawca Chrystusa, gdy zgrzeszy – Pan odwraca się pierwszy.

Żaden człowiek nie pojmie w pełni zła, jeśli nie spojrzy na to w świetle oblicza Chrystusa. Może czuć się zawstydzony z powodu tego, że zrobił z siebie głupca, lecz pożałuje tylko wtedy, gdy ujrzy Umiłowanego ukrzyżowanego. Człowiek, który mówi: „Jestem takim głupcem”, zamiast: „Panie, bądź miłościw mnie grzesznemu”, wciąż jest daleki od narodzenia się na nowo.

Cóż za lekcja delikatności ukazana jest w niezgodzie naszego Pana na to, by zgromić świętego Piotra. W takiej chwili, gdy ktoś balansuje na linie, wszystko zależy od oddechu lub spojrzenia. Daje ono początek powrotowi do Boga zamiast wpadnięcia w otchłań zła. Jak napisała Christina G. Rosetti:

O Jezu tak daleki, jedynie moje serce może iść za Tobą,

Spojrzenie, które przeszyło serce świętego Piotra, zwraca się teraz ku mnie.

Ty, który wciąż mnie szukasz na moich krętych ścieżkach,

Spójrz na mnie, o Panie, i uczyń mnie swym pokutnikiem[1].

Jedno spojrzenie na Boskość przekonuje nas o grzechu. Zaprzaniec Piotr pod spojrzeniem Syna Bożego natychmiast przeistoczył się w Piotra – pokutnika. To jedno spojrzenie, przy pomocy którego Boskość penetruje duszę, daje początek osobistej odpowiedzialności przed Bogiem. Nie grzeszymy przeciw abstrakcjom, ani nawet wyłącznie przeciw Przykazaniom; jako osoby grzeszymy przeciw Osobie. Okropieństwo grzechu nie zawiera się jedynie w złamaniu jakiegoś przykazania; obejmuje ono ponowne ukrzyżowanie Chrystusa. To dlatego szczery żal wiąże się z Krucyfiksem, w którym każdy z nas może przeczytać swą autobiografię. Widzimy naszą pychę w koronie cierniowej, naszą pożądliwość i zmysłowość – w gwoździach, nasze zapominanie o Bogu – w przebitych stopach i nasze łotrostwo – w przebitych dłoniach. Zadaniem skruchy jest podnieść nas ku nieskończonej i przeczystej światłości Boga i pozwolić Mu na rozproszenie naszej ciemności.

Różnica między grzesznikiem a świętym polega na tym, że pierwszy trwa w grzechu, a drugi gorzko łka. Greckie słowo przetłumaczone w Ewangelii jako „łkanie” oznacza długi i ustawiczny żal. Ci, którzy nie mogą znaleźć czasu, by zapłakać nad swymi grzechami, nie mają również czasu na to, by za nie zadośćuczynić. Człowiek tkwiący w kleszczach wyrzutów sumienia często sięga po kieliszek, by zagłuszyć swoje sumienie. Pijak często staje się pijakiem nie z powodu miłości do trunków, ale z powodu nienawiści do czegoś innego. Wyrzuty sumienia Judasza nie doprowadziły do tego, że uderzył się w piersi mówiąc mea culpa, lecz do samobójstwa. Nie miał serca do modlitwy. Nie szukał też oblicza Pana, by błagać o miłosierdzie. Tymczasem Piotr żałował. Ukorzył się, a nie stwardniał.

Gdy łzy zwilżą oczy, duchowy wzrok staje się ostrzejszy; to dlatego łzy często kojarzone są z prawdziwym zrozumieniem grzechu. Łzy w oczach Piotra były tęczą nadziei, która nastąpiła po czarnej burzy. Świeciło w nich całe spektrum promiennego przebaczenia Chrystusowego spojrzenia. Wspomnienie owego przywracającego życie spojrzenia niewątpliwie wciąż było świeże w umyśle świętego Piotra, gdy napisał w swym pierwszym liście.

Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.

(1 P 2, 25)

Chrystus spogląda na nas kapłanów smutnymi, lecz pełnymi nadziei oczami. Gdy dominuje w nas Szymon, prosi każdego z nas, abyśmy ożywili nasze Piotrowe powołanie. Żaden kapłan nigdy nie osiąga etapu, w którym „wszystko jest skończone”. Dawid zawołał w swej niedoli i został wysłuchany. Piotr, który – postąpiwszy pochopnie – zaczął tonąć, został ocalony. Gdy Tomasz zwątpił, ukazane mu zostało przebite Serce, aby przywrócić mu wiarę. Syn marnotrawny wydźwignął się spośród świń i plew do uczty w domu Ojca.

800px-Rembrandt_Harmensz_van_Rijn_-_Return_of_the_Prodigal_Son_-_Google_Art_Project

Rembrandt van Rijn, „Powrót syna marnotrawnego”, ok. 1661-1669

Gdyby tylko kapłani zdali sobie sprawę z tego, że Nieskończona Miłość odczuwa potrzebę głoszenia samej siebie. Zdarzyło się, że pewna święta dusza klęcząca przed Jezusem w tabernakulum zapytała: „Jak, według Twego życzenia, powinienem Cię nazywać”? A On odpowiedział: „Miłosierdzie”. Gdybyśmy nigdy nie zgrzeszyli, nie moglibyśmy nazywać Jezusa naszym Zbawicielem.

Pewna zakonnica, która doznała szczególnego objawienia Najświętszego Serca, wyznała, że Chrystus przemówił tymi słowy: „A teraz pragnę zwrócić się do poswięconych Mi dusz w tym celu, by mogły Mnie dać poznać grzesznikom i całemu światu. Wielu sposród nich nie umie jeszcze rozpoznać moich uczuć. Traktuje Mnie jak kogoś żyjącego z dala od nich…, jak kogoś, którego znają i w którym nie pokładają należytej ufności. Pragnę, by ożywiły swoją wiarę i swoją miłość i by żyły w ufności i w zażyłości z Tym, którego kochają i który je kocha.[2]

[1]Christina G. Rosetti (1830-1894, „Vigil of St. Peter”, tłum. Izabella Parowicz

[2]Apel Miłości czyli Orędzie Boskiego Serca Jezusowego do świata. Słowa Pana Jezusa przekazane siostrze Józefie Menendez, koadiutorce Zgromadzenia Sacre Coeur (1890-1932).

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie”, 2018 r., str. 272-278.

Powrót do Bożych łask

Upadek kapłana, mimo swojej okropności, niekoniecznie jest ostateczny. Gdy wiedli naszego Pana z sądu, Jego Oblicze było pokryte plwocinami.  „[O]brócił się i spojrzał na Piotra” (Łk 22, 61). Mistrz jest związany, znieważany, porzucony, odrzucony. Lecz nie rezygnuje. Odwraca się i spogląda na Piotra. Zdjęty bezgraniczną litością wypatruje tego, który właśnie Go zawiódł. Nie wypowiedział ani słowa. Po prostu spojrzał! Lecz dla Piotra jakież to było odświeżenie pamięci, jakież przebudzenie miłości! Piotr mógł zaprzeć się „człowieka”, lecz Bóg wciąż kochał człowieka, Piotra! Sam fakt, że Pan obrócił się, aby spojrzeć na Piotra, oznaczał, że Piotr odwrócony był do Pana plecami. Zraniony jeleń szukał gęstwiny, by wykrwawić się w samotności, lecz Pan przyszedł do zranionego serca Piotra, aby wyciągnąć zeń strzałę.

 [Piotr w]yszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

Łk 22, 62

Agostino Melissi 1675

Agostino Melissi, „Łkający św. Piotr”, 1675 r.

Piotr przepełniony był skruchą, podobnie jak Judasza kilka godzin później ogarnęły wyrzuty sumienia. Ból Piotra spowodowany był samą myślą o grzechu lub o zranieniu Osoby Boga. Skrucha nie dba o konsekwencje. Tym właśnie różni się od wyrzutów sumienia, które inspirowane są głównie strachem przed niemiłymi konsekwencjami. To samo miłosierdzie rozciągnięte nad tym, który się Go wyparł, miało być rozciągnięte nad tymi, którzy przybili Go do Krzyża i nad skruszonym łotrem, który poprosił o przebaczenie. Piotr właściwie nie zaprzeczył, że Chrystus był Synem Boga. Zaprzeczył, jakoby „znał tego człowieka”, jakoby był jednym z Jego uczniów. Nie wyrzekł się swojej wiary. Jednakże zgrzeszył. Zawiódł Nauczyciela. A mimo to Syn Boży wybrał na skałę, na której zbudował swój Kościół, znającego grzech Piotra zamiast umiłowanego Jana. Uczynił to po to, aby grzesznicy i ludzie słabi nigdy nie mieli wymówki ku temu, by popaść w rozpacz.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 271-272.

Przyczyny kapłańskiego upadku (4)

Zaspokajanie potrzeb, emocji i pociech stworzenia

Piotr najpierw zarzucił modlitwę, później działał, a następnie porzucił umartwienie. Gdy nadchodzi chwila kryzysu, zajmuje wygodną pozycję przy ogniu: najpierw stojącą, a potem siedzącą.

Piotr zaś szedł za Nim z daleka aż na dziedziniec pałacu najwyższego kapłana. Tam siedział między służbą i grzał się przy ogniu.

(Mk 14, 54)

Cóż za duchowa biografia! Święty Piotr był ostatnim człowiekiem, który powinien podążać za Panem w dużej odległości od Niego. Zarówno jego starszeństwo, jak i pozycja lidera nakładały na niego dodatkowe obowiązki. Lecz gdy człowiek jest wewnętrznie niezbyt zaspokojony duchowo, gdy rozpoczyna się odpływ jego pobożności, musi znaleźć jakąś rekompensatę swojej wewnętrznej samotności. U Piotra przyjęła ona formę ogrzewania się przy ogniu i pogawędki ze służącymi. Aby zrekompensować swe wewnętrzne ubóstwo, człowiek pragnie zewnętrznych bogactw. Dopiero po tym, jak Adam i Ewa na skutek grzechu utracili rozświetlającą ich wnętrza łaskę, zauważyli, że są nadzy. Odczuli potrzebę posiadania ubrań, aby nakryć swój nowo odkryty wstyd; uprzednio ich ciała jaśniały płaszczem miłości utkanym palcami Boga. Jest niemal powszechną prawdą, że nadmierna dbałość o wygląd zewnętrzny zdradza wewnętrzne ubóstwo i nagość duszy.

Wróćmy do Szymona Piotra. Była to chwila kryzysu, a on rozgaszczał się w swej niejednoznacznej postawie. Relacja Ewangelii podkreśla ironiczne kontrasty tej sytuacji. Święty Jan (18, 18) zauważa, że było zimno, że Piotr odczuł potrzebę ogrzania się przy ogniu. Trzymając się na odległość od Słońca Sprawiedliwości, Piotr poczuł chłód. Jego zachowanie było tym, które charakteryzuje materialistycznego kapłana: wygodnickiego, gdy inni cierpią; kanapowego stratega prac misyjnych, który nie czyni na ich rzecz żadnego osobistego wysiłku. Święty Piotr przypominał owego proboszcza, który w sobotę zasiada przy ogniu, podczas gdy jego wikariusze słuchają spowiedzi, nauczają katechumenów i odwiedzają chorych. Ciepły blask ognia na tym dziedzińcu był „o wiele lepszą parafią” dla Szymona niż Ogród Oliwny.

Carl_Bloch_001

Carl Heinrich Bloch, „Zdrada św. Piotra”

Jego umiłowanie luksusu przysporzyło mu złego towarzystwa. Ciepłe płomienie dobrobytu przyczyniły się do upadku wielu, którzy pośród niedostatku i problemów stali wyprostowani w łasce. Skutek jest taki, że – będąc z dala od Pana – Szymon napotyka na okazję do grzechu. Brakuje mu czasu na modlitwę, lecz znajduje czas na rozmowę. Choć Jezus był daleko, dziewczyna była blisko. Usta Piotra, które dopiero co skosztowały Eucharystycznej Uczty Życia, wypowiadają teraz kłamstwo. Jeszcze przed chwilą gotowy był umrzeć z Chrystusem. Teraz, bez Niego, brakuje mu odwagi, by oprzeć się kobiecej ciekawości. Wcześniej zapewniał:

Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego.

(Mt 16, 16)

Teraz, żonglując swą teologią, protestuje jak tchórz:

Nie znam tego Człowieka.

(Mt 26, 72)

Gdyby Piotr został z Chrystusem, nikt nie byłby w stanie wycisnąć z niego tej żałośnie pokrętnej wypowiedzi. Subtelność Szatana wkrada się w przyjaźń tych, którym brakuje duchowości, powodując, że ranią oni swych przyjaciół bardziej, niż mógłby to uczynić jakikolwiek wróg. Siedzenie przy ogniu ludzi bezbożnych może pocieszyć ciało, lecz rujnuje Chrystusowy fundament w ludzkiej duszy. Szatan nie przyszedł do Piotra „jak lew ryczący” (1 P 5, 8), lecz jako frywolna dziewczyna, dająca upust swej ciekawości. Była to chwila, w której w życiu Piotra objawił się automatyczny związek między czuwaniem a modlitwą; ten niespodziewany moment przychodzi w życiu każdego człowieka. Ten, kto nie czuwa, nie może spodziewać się odpowiedzi na swą modlitwę. Wprawdzie Bóg ma moc uchronienia przed połamaniem kości każdego, kto upada, ale jeśli ktoś prosi o bezpieczeństwo, a nie czuwa, „wystawia na próbę Pana, Boga swego” (Mt 4, 7). Nie możemy oczekiwać od Boga specjalnej opieki, jaką zarezerwował dla swoich przyjaciół, jeśli obojętniejemy na Jego przyjaźń. Jonasz zirytował się słowem Boga, gdy otrzymał nakaz udania się do Niniwy i głoszenia pokuty. Zwrócił swe serce ku Tarszisz i znalazł okręt gotowy zabrać go daleko od jego misji (Jon 1, 3). Gdy duch kapłana ziębnie, wrogowie Chrystusa  – świat, ciało i diabeł – szybko znajdują sposób, aby dostarczyć mu „ogień” – wygodę i towarzystwo.

Dla każdego księdza płynie z Ewangelii nauka, że kapłan, który idzie w dużej odległości za Chrystusem, nazywa Go „człowiekiem”, jak gdyby mówił: „Nie byłem przeznaczony do takiego życia; nigdy nie miałem powołania”. Taki kapłan gniewa się, gdy ktokolwiek mówi mu, że nie przypomina Chrystusa. W takim kapłanie, podobnie jak w Piotrze, istnieje silna tendencja do powrotu do dawnej natury Adama. Na widok takiego kapłana nasz umysł zaczyna sobie wyobrażać Szymona w jego dawnych dniach, gdy był rybakiem. Niemal słyszymy jego soczyste przekleństwa wypowiadane na widok poplątanych sieci. Gdy żył w bliskim towarzystwie naszego Pana, takie słowa nie przyszłyby mu do głowy, lecz zaledwie kilka godzin później wracają dawne przyzwyczajenia. Przekleństwa cisną się mu na usta i to w obecności młodej kobiety. Inni lepiej niż on sam rozumieją, co powinien czynić kapłan. Służąca mogła powiedzieć Piotrowi, że powinien być z Galilejczykiem. Nawet ci, których praca polega na zajmowaniu się przyziemnymi sprawami (na przykład Marta), często gorszą się na widok kapłana, który nie rozumie, że jego zadaniem jest trwanie przy Chrystusie.

Powołanie do tego, by być ambasadorem Boga, nie jest gwarancją zapobiegającą słabości. Mojżesz nabrał arogancji, gdy Bóg wybrał go jako przewodnika swojego ludu; uderzył w skałę, aby wypłynęła z niej woda (Lb 20, 7-12). Dawid o najłagodniejszym ze wszystkich serc, na skutek zdrady dopuścił się morderstwa (2 Sm 11, 14-27). Salomon, najmądrzejszy z mędrców, popadł w szaleństwo bałwochwalstwa (1 Krl 11, 4). Wreszcie, gdy Piotr potrójnie zaparł się Pana, nawet natura zaprotestowała. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił nasz Pan, było przebudzenie pamięci Piotra; uczynił to poprzez pianie koguta. W owej ciemnej godzinie, gdy Piotr zapomniał wyznać boskość swojego Mistrza, gdy zapomniał o swej lojalności i długu wdzięczności wobec Tego, który nazwał go Skałą, można było się spodziewać, że potworność jego upadku zostanie obwieszczona przez błyskawicę i grzmot. Tymczasem Chrystus zadowolił się dźwiękiem, który Piotr słyszał tysiące razy. Był to znajomy dźwięk, któremu zostało nadane nowe znaczenie, ponieważ wypełniło się w nim Chrystusowe ostrzeżenie.

Przyroda jest po stronie Boga, nie po naszej.  „W swej niestałości dla mnie….jemu byli stokiem…zdradą była ich wierność…ich zwodzenie wierne”

(Francis Thompson, „Chart gończy niebios”, [*]).

Upadek kapłana dokonuje się w następujących krokach: zaniedbanie modlitwy, oddalenie się od Eucharystycznego Pana, oddanie się wygodnej egzystencji, lekkomyślne traktowanie okazji do grzechu i wreszcie przedkładanie stworzenia nad Chrystusa.

[*]Tłum. Stanisław Helsztyński

 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 265-270

Przyczyny kapłańskiego upadku (3)

Rezygnacja z umartwień: letniość

Po tym, jak kapłan zarzuci rozmyślania i wypełni swe dni „aktywizmem”, jego następnym krokiem w dół jest rezygnacja z umartwień i wynikająca z niej letniość: „A Piotr szedł za Nim z daleka” (Mt 26, 58).

Podczas Ostatniej Wieczerzy święty Piotr obiecał wszystko; a później szybko zaczął ze wszystkiego rezygnować. Gdy nasz Pan skierował się ku Jerozolimie, Piotr i inni „szli za Nim [i] byli strwożeni” (Mk 10, 32), wzdragając się przed perspektywą Krzyża. Prawdą jest, że święty Piotr poczuł szarpnięcie przez Mękę Chrystusa, lecz niechęć do tego, aby zaangażować się nieodwołalnie, sprawiła, że pozostał daleko w tyle. Jak napisał pewien komentator w dziewiątym wieku: “Piotr nie mógłby wyprzeć się Zbawiciela, gdyby pozostał u Jego boku”. Pozostałby u Jego boku, gdyby nie wyciągnął miecza bez rozkazu i, przede wszystkim, gdyby wiedział, jak czuwać i modlić się wraz ze Zbawicielem. Każdy kapłan przechodzi przez to samo doświadczenie. Zaniedbanie czuwania, modlitwy i umartwienia rodzi wewnętrzny dyskomfort przebywania w zbyt bliskiej obecności Pana.

Gdy to się stanie, serce kapłana przestaje służyć Panu. Sprawuje Mszę Świętą i odmawia brewiarz, lecz rzadko nawiedza Najświętszy Sakrament. Trzyma Pana na dystans. Wspina się na ambonę, aby wzywać do złożenia ofiary na misje, ale nie daje ani grosza z własnej kieszeni. Nie asystuje do Mszy Świętej innym kapłanom po tym, jak odprawi swą własną[*]. Traci smak spraw duchowych. Święci kapłani irytują go. Przestrzega postu i wstrzemięźliwości w nakazane dni, lecz często idzie na skróty. Szepce do swego sumienia: „Nawet jeśli nie uczyniłem całego dobra, które mogłem uczynić, przynajmniej nie wyrządziłem żadnej krzywdy”.

Zamiast rozmyślać nad złem, którego jest winny, chełpi się grzechami, których unika; porównuje siebie nie z tymi, którzy są lepsi, lecz z tymi, którzy są gorsi od niego. Rezygnuje z duchowej lektury i zastępuje Księgę Apokalipsy „książką miesiąca”. Jego kazania są nieprzygotowane. Składają się w dużej mierze z krytyki i narzekania. Wszystkim, co jest w stanie osiągnąć, jest przypisywanie innym własnej przeciętności. Jego dusza jest pusta. W najlepszym przypadku ma niejasną świadomość wciąż rosnącego dystansu, jaki oddziela go od naszego Pana. W nocy, gdy się budzi, w jego uszach brzmią słowa Mistrza:

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

(Mt 16, 24)

Mimo że Piotr podąża za Panem, tak naprawdę kroczy w kierunku dziury, w którą wpadnie. Ten, kto nie wzrasta w doskonałości, popada w niedoskonałość. Niepielęgnowany ogród zarasta chwastami. Rzeczy pozostawione same sobie nie pozostają takie same. Białe płoty nie pozostają białe; stopniowo szarzeją, a potem czernieją. W życiu duchowym nie ma równin. Wspinamy się, a następnie kroczymy ku dołowi. Gdy tylko przestajemy wiosłować pod prąd, zaczyna on nas unosić w dół rzeki.

To, co Bóg powiedział Izajaszowi o swoim ludzie, może również powiedzieć o kapłanach, którzy podążają za nim z ociąganiem:

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody (…) [R]ozsądźcie, proszę, między Mną a między winnicą moją. Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody? Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. Zamienię ją w pustynię, nie będzie przycinana ni plewiona, tak iż wzejdą osty i ciernie. Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz. Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym. Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy.

(Iz 5, 1-7)

Botrytis_riesling

Ta przypowieść symbolizuje tych, którzy poświęcili się na służbę Bogu. Są oni chronieni kapłańskimi łaskami, ale nie są ani gorący, ani zimni, przez co Bóg chce ich wyrzucić ze swoich ust (Ap 3, 16). Bóg odbiera talent gnuśnemu słudze i daje go słudze pilnemu (Mt 25, 29).

cdn.

[*]Przepisy liturgiczne przed 1966 rokiem poza kilkoma przypadkami nie przewidywały koncelebry, dlatego też częstą praktyką, zwłaszcza w kościołach, przy których mieszkała większa liczba duchownych, było służenie sobie nawzajem do Mszy Świętej (przyp. konsultant teologiczny).

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 261-265.

 

 

Przyczyny kapłańskiego upadku (2)

Zastępowanie modlitwy działaniem

Następnym etapem w duchowym upadku kapłana jest zastępowanie modlitwy pracą. Jest on zbyt zajęty, by się modlić; nie ma czasu na rozmyślania. Staje się tak aktywny, że zaczyna lubować się w tym, co niepospolite. Oddaje się niekończącym się wizytom, spotkaniom i konferencjom. Jest zbyt zajęty, by upaść na kolana, lecz starcza mu czasu na to, by wymachiwać mieczem i grzmieć przeciw urzędnikom państwowym oraz złym politykom. Robi dokładnie to, co uczynił święty Piotr w Ogrójcu, gdy Judasz i żołnierze przyszli, aby pojmać naszego Pana. 

Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?”

(J 18, 10-11)

522px-José_Joaquim_da_Rocha_-_O_beijo_de_Judas

José Joaquim da Rocha, „Pocałunek Judasza”, 1786 r.

Jako szermierz, Piotr był doskonałym rybakiem. Jedynym, czego mógł dokonać, szaleńczo posługując się świeckim narzędziem, było odcięcie prawego ucha sługi arcykapłana. W Piotrze wciąż było wiele z natury Szymona. Prawdopodobnie zamierzał zabić Malchosa, ale powstrzymała go Boża Moc. Ostatnim zapisanym cudem naszego Pana dokonanym przed Jego Zmartwychwstaniem było uzdrowienie tego ucha (Łk 22, 51). Być może uleczenie tej rany sprawiło, że Piotr nie został aresztowany.

Postępek świętego Piotra tamtej nocy symbolizuje wszystkich kapłanów, którzy unikają obowiązków swego stanu poprzez nieustanną aktywność. Niektórzy zatracają się w pasji budowania, inni – w organizowaniu, jeszcze inni – w niekończących się bankietach, przemowach, spotkaniach komitetów i zbiórkach pieniędzy. Takie są miecze, które zajmują miejsce modlitwy. Administrowanie, długie godziny spędzane w biurze, przedstawienia teatralne, wieczory towarzyskie, święta parafialne – te wszystkie oznaki sukcesu mogą zabić Ducha.

W okresach pomyślności Kościół administruje, lecz w czasie niedoli Kościół pasterzuje. Kościół, który kosztował dwa miliony dolarów, nie jest znakiem wiary wartej dwa miliony, a marna plebania nie jest oznaką marnego kapłaństwa. Często tym, co przyczynia się do sięgnięcia po miecz działania, nie jest gorliwość dla Chrystusa, a pusta i uboga dusza. Nuda może zrodzić nieustanną, bezrefleksyjną aktywność.

Arystoteles mówi, że wrogiem duchowości jest jedna wada: wada nadmiernej aktywności. Gdy opuszcza nas duch Chrystusowy, duch ciała rodzi „praktycznego kapłana”, „kapłana aktywnego”. A wtedy jest labora, ale nie ma ora.

Pius XI bardzo adekwatnie skomentował tego ducha:

Zwrócić uwagę na ogromne niebezpieczeństwo, na które naraża się kapłan, jeśli – porwany fałszywą gorliwością – zaniedbuje swoje własne, osobiste uświęcenie, aby bezgranicznie poświęcić się zewnętrznym uczynkom swojej posługi, niezależnie od tego, jak bardzo byłyby one godne podziwu…Narazi go to na utratę jeśli nie samej Bożej łaski, to przynajmniej natchnienia i namaszczenia Ducha Świętego, które nadaje tak wspaniałą moc i skuteczność zewnętrznym dziełom apostolatu.

Pius XII podkreślał niebezpieczeństwo wymachiwania mieczem w zastępstwie modlitwy:

Nie możemy powstrzymać się od wyrażenia naszego zmartwienia i obawy o tych, którzy zbyt często do tego stopnia dają złapać się w wir zewnętrznej aktywności, że zaniedbują nadrzędny obowiązek kapłana: uświęcanie samego siebie. Ci, którzy pochopnie twierdzą, że można zanieść ludziom zbawienie poprzez coś, co słusznie i należycie nazywane jest „herezją działania”, muszą zostać wezwani do podjęcia bardziej poprawnego osądu.

Cdn.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 259-261.

Przyczyny kapłańskiego upadku (1)

Podczas rekolekcji i często w czasie cichych godzin spędzonych na modlitwie wzrasta niezadowolenie kapłana z jego własnej przeciętności; zastanawia się on, dlaczego popadł w obojętność duchową. Analiza historii świętego Piotra pokazuje, że upadek może mieć wiele przyczyn.

Zaniedbywanie modlitwy

Pierwszym i najważniejszym czynnikiem upadku Piotra, podobnie jak upadku każdego kapłana, jest bez wątpienia zaniedbanie modlitwy. Wchodząc do Ogrodu Oliwnego, nasz Pan powiedział: „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Łk 22, 40). Gdy Chrystus doświadczał agonii w Ogrójcu, Ten, który był bez grzechu, zaczął odczuwać jego konsekwencje, jak gdyby był to Jego własny grzech. Widział zdradę przyszłych Judaszów, grzechy herezji, które miały rozerwać Jego Mistyczne Ciało, widział wojujący ateizm komunistów, którzy (mimo iż nie mogli Go usunąć z nieba) usuwali Jego ambasadorów z powierzchni ziemi. Widział złamane słowa przysięgi małżeńskiej, przypadki oszczerstwa, cudzołóstwa, apostazji, i wszystkie zbrodnie, które zostały wepchnięte Mu do rąk, jak gdyby sam je popełnił. Gdy wszystkie te okropności drenowały Krew z Jego Ciała, Apostołowie spali w Ogrójcu. Ludzi nie śpią wtedy, gdy się martwią, ale ci spali.

Każda dusza może zrozumieć, przynajmniej mgliście, naturę walki, jaka rozegrała się owej księżycowej nocy w Ogrodzie Oliwnym. Każde serce wie coś o tym. Nikt, kto skończył dwadzieścia lat – a co dopiero czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt– nie osiągnął tego wieku nie zastanawiając się nad sobą i otaczającym go światem, nie poznawszy napięcia, jakie grzech wywołuje w duszy. Winy i głupie czyny nie mogą same się wymazać z pamięci; tabletki nasenne nie uciszają ich, a psychoanalitycy nie mogą ich usprawiedliwić. Dopóki słońce młodości świeci jasnym światłem, może na chwilę oślepić oczy, przez co kontur grzechu wydaje się niewyraźny. Lecz później przychodzi czas klarowności – łoże boleści, bezzsenna noc, otwarte morze, chwila ciszy, niewinność na twarzy dziecka – a wtedy nasze grzechy, niczym upiory lub zjawy, wypalają swe rozżarzone nazwy na naszym sumieniu. Być może wcześniej, w chwili zapamiętania, nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi grzechu, lecz sumienie wyczekuje sposobnej chwili. Pewnego dnia, w jakiejś sytuacji, gorzko i bezkompromisowo zaświadczy o naszym grzechu. Wymusi na duszy lęk, i to lęk tak zaprojektowany, aby przypominać o Bogu. Taka dusza doświadcza nieopisanej agonii i tortur, a wszak jest to tylko kropla w oceanie win ludzkości, które przytłaczały Zbawiciela w Ogrójcu, jak gdyby były Jego własnymi winami.

Modlitwa w Ogrójcu

Andrea Mantegna, „Agonia w Ogrójcu”, ok. 1455-56

 

Gdy Apostołowie spali, wrogowie knuli.

Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?

(Mk 14, 37)

Nasz Pan podszedł do tego, którego nazwał Skałą, lecz nie zwrócił się do niego jako do Piotra. Przemówił do jego ludzkiego charakteru, do słabości jego ciała. „Szymonie” – powiedział. Szymon pogrążony był w głębokim śnie i był to pierwszy krok w upadku świętego Piotra. Nie czuwał ani się nie modlił. Lecz to nie tej nocy Piotr przegrał walkę. Jego porażka zaczęła się kilka tygodni wcześniej. To, o czym myśli się dzisiaj, dokonuje się jutro. To, jacy jesteśmy w wieku dwudziestu lat, wpływa na nasze postępowanie, gdy osiągniemy czterdziesty rok życia. Jedyna różnica jest taka, że prawdziwe cechy stają się bardziej widoczne. Duchowa ospałość toruje drogę do ruiny.

Nasz Pan wybrał swoje słowa skierowane do Piotra i Kościoła, aby podkreślić podwójny charakter kapłana – duch kapłana jest Chrystusowy, a jego ciało jest ludzkie.

 [D]uch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.

(Mt 26, 41)

Święty Piotr oraz inni kapłani zostali umiejscowieni w świecie i przeszkoleni ku temu, by stawiać opór siłom zła. Gdyby zostali uchronieni od zła, nie musieliby mieć się na baczności. Jeśli człowiek często i w pełni wykorzystuje swe zdolności, nabiera w danej dziedzinie kunsztu pianisty. Takie jest prawo natury. W równym stopniu odnosi się ono do świata duchowego. Czujność wobec sił zła ćwiczy ducha do tego, by stawiać opór. Gdyby zbawienie dokonało się poprzez pojedynczy akt, nieustanna modlitwa nie byłaby potrzebna. Lecz niebezpieczeństwo trwa tak długo jak życie, a Apostołowie i ich następcy znajdują siłę, by trwać blisko naszego Pana. Można się zastanawiać, czy Piotr nie przypomniał sobie dokładnych słów Chrystusa, gdy wiele lat później napisał: „Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić” (1 P 4, 7).

Podobnie święty Paweł twierdził, że czujność jest warunkiem zachowywania Ducha Chrystusa w obliczu pożądań ciała:

Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie (…) A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami.  

(Ga 5, 16-24)

Kapłańskie życie, spędzane w tak dużej mierze wśród ludzi, musi być umacniane modlitwą i czuwaniem.

 [B]eze Mnie nic nie możecie uczynić.

(J 15, 5)

Aby móc nieustannie dawać samego siebie, potrzeba uzupełniania z góry. Będąc kanałem, przez który woda życia płynie do ludzi, kapłan musi nieustannie dbać i modlić się o to, by pozostać czystym i świętym. Jak mówiła święta Teresa z Avila: ten, który pomija modlitwę, nie potrzebuje diabła, by wrzucił go do piekła; sam się do niego wrzuca. Święty Piotr spał, gdy został wezwany do tego, by się modlić. Jest to pierwszy krok w upadku kapłana.

cdn.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 254-258.