Utrudzeni wypatrują świętych kapłanów

confessional scotland

Najlepszymi doradcami duchowymi nie są ludzie mądrzy ziemską mądrością i uzbrojeni w dyktafon, ani ci, którzy znają wszystkie psychologiczne sztuczki związane z przeprowadzaniem wywiadów, ani też ci, którzy bardziej troszczą się o komfort otoczenia niż o obecność Ducha. Najlepszymi przewodnikami dusz są święci kapłani i kapłani, którzy cierpią w zjednoczeniu z Chrystusem. Przez takich kapłanów Duch Święty wylewa siedem swoich darów. Ci, którzy żyją blisko Chrystusa, dzielą się Chrystusem. Ja powiedział święty Augustyn: „Dzielę się tym, czym żyję”. Cierpienie daje mądrość, a książki dają jedynie naturalne rozumienie. Kapłan, który został ukrzyżowany i cierpliwie znosił swą mękę, zawsze będzie postrzegany jako kapłan miłosierny. Jeśli w sobotę przed jednym konfesjonałem ciągnie się długa kolejka, a przed drugim stoi jedynie jeden lub dwóch penitentów, nadszedł czas, aby kapłan zadał sobie kilka pytań. Świętość przyciąga penitentów do świętych kapłanów. Magnetyzm takich kapłanów jest magnetyzmem samego Chrystusa.

A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.

(J 12, 32)

Żaden z kapłanów nie ogarnia z taką empatią problemów ludzkich jak ten, który stoi na wieży strażniczej Kalwarii. Przypomina on słońce, którego nie można zobaczyć, a przecież oświetla wszystko inne.

Jakże wiele dusz powie o wielkiej armii świętych kapłanów: „Pokazał mi moje serce” lub „Ukazał mi piękno Chrystusa”, albo: „Rozmowa z nim była jak rozmowa z Panem”. Kapłan nie może jednocześnie być mądry ziemską mądrością i głosić zbawczą moc naszego Pana. Święty Paweł nie mniej niż trzydzieści trzy razy wzniośle powtarza wyrażenie „w Chrystusie”. Jest to według niego sekret „moc[y] przekonując[ej] Miłości, (…) udział[u] w Duchu, (…) serdeczne[go] współczuci[a]” (Flp 2, 1). Kapłan napełniony tą ideą, ukrzyżowa[wszy] ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5, 24), zawsze prowadzi innych w cień Krzyża i ku światłu Ducha.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 223-224.

Ubóstwo czasu i talentu

440681335_82eaf2f1ee_c

Lecz ubóstwa ducha nie należy rozumieć jedynie w kategoriach rzeczy materialnych. Duch skłania nas, abyśmy szukali innych, nie mniej ważnych celów. Kapłan musi w szczególności szukać ducha ubóstwa w odniesieniu do czasu i samozadowolenia.

Czas może się stać obiektem gromadzenia, podobnie jak akcje i papiery wartościowe. Kapłan może planować swój czas pod kątem odpoczynku, sjesty, snu i rekreacji, a rutyna staje się nawykiem do tego stopnia, że każdy, kto ją narusza, naraża się na osądzanie. Lecz bliźni ma swoje prawa; głód ma swoje prawa; żałoba ma swoje prawa. Odpoczynek naszego Pana był zakłócany, ponieważ nie mógł się ukryć. Dwa spośród Jego najbardziej niezwykłych nawróceń dokonały się wtedy, gdy był zmęczony; inne nawrócenie wynikło z tego, że Mu przerwano. Czas sjesty nie jest święty; dzień wolny nie jest święty. Warto spisać na straty czas należytego odpoczynku, jeśli można ocalić czyjąś duszę. Jak powiedział święty Paweł, mamy odzyskiwać czas: „[w]yzyskuj[ąc] chwilę sposobną, bo dni są złe” (Ef 5, 16).

Wielu kapłanów czyni postanowienie, aby nigdy nie marnować choćby minuty czasu, szczególnie, gdy chodzi o dobro dusz. Przytrzymywanie interesentów w korytarzu, opóźnianie wizyty u chorego, narzekanie z powodu spóźnienia penitenta – to wszystko są formy chciwości.

A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze.

(Ga 6, 10)

Proboszcz, który sądzi, że jego stanowisko zwalnia go od słuchania spowiedzi lub bycia szafarzem sakramentu chorych, pokazuję tę chciwość czasu, która, według świętego Pawła, przychodzi z wiekiem i przed którą ostrzegał.

[W] bojaźni spędzajcie czas swojego pobytu na obczyźnie.

(1 P 1, 17)

Bóg nalega na „dziś” (Hbr 3, 13). Diabeł mówi: „gdy znajdę czas” (Dz 24, 25), jak Feliks, który odwlekał słuchanie świętego Pawła.

Leniwy ksiądz zawsze ma mniej czasu niż gorliwy kapłan; ten pierwszy myśli w kategoriach zakłócania mu czasu wolnego, a drugi szuka okazji, by być drugim Chrystusem. Czas kapłana nie należy do niego; należy do naszego Pana. Im bardziej wzbogacamy się o czas, tym bardziej zubażamy Królestwo Boga.

Cnota ubóstwa jest pojęciem zbyt obszernym, by ograniczać ją do pieniędzy. Powiedzenie „czas to pieniądz” nabiera nowego znaczenia, gdy pojmiemy, co oznacza ubóstwo czasu. Żaden kapłan nie został wyświęcony dla ośmiogodzinnego dnia ani pięciodniowego tygodnia pracy. Został wyświęcony dla Królestwa Boga, które „doznaje gwałtu” (Mt 11, 12). Czas jest dla przebaczania.

Nie dając nikomu sposobności do zgorszenia, aby nie wyszydzono <naszej> posługi, okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez [objawy] Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny.

(2 Kor 6, 3-7)

 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 187-189.

Duch i przepowiadanie

10SHEEN1-articleLarge

Przepowiadanie nie jest tożsame ze spieraniem się. Można wygrać spór i stracić duszę. Kapłan musi zachować cierpliwość wobec ludzi zakłamanych. Gdybyśmy wierzyli w kłamstwa o Kościele, w które wierzą oni, nienawidzilibyśmy go tysiąc razy bardziej niż oni go nienawidzą.

Kapłan musi próbować odkryć, czy obiekcje danej osoby wobec wiary mają w istocie podłoże intelektualne, czy są raczej natury moralnej, czyli zakorzenione w pewnym niewłaściwym zachowaniu. Tak zwane powody są czasem racjonalizacją stylu czyjegoś życia. Ważne jest, żeby dowiedzieć się nie tylko tego, co ludzie mówią o Chrystusie i Jego Kościele, ale dlaczego to mówią. Taką metodą posłużył się nasz Pan w rozmowie z kobietą przy studni. Przedstawiła problem teologiczny, podczas gdy jej prawdziwy problem był natury moralnej – chodziło o jej pięciu mężów. Jednakże Chrystus nie odrzucił jej, mimo iż dostrzegł jej podstęp. Ukazał jej, na czym polegał jej problem i została nawrócona.

Najlepsze podejście kapłana wobec poszukujących dusz nie polega na udowadnianiu, że się mylą lub na dowodzeniu, że on sam ma rację; polega po prostu na oferowaniu chleba łaknącym i napoju pragnącym. Nasza wiara jest zaspokojeniem pragnienia duszy, a nie dydaktyczną prezentacją jakiegoś sylogizmu. Kapłan musi starannie przygotowywać się do każdej rozmowy z kandydatem do nawrócenia. Zanim zacznie go nauczać, powinien spędzić godzinę na rozmyślaniu o analogiach, przykładach i odpowiedziach na możliwe zarzuty.

Aby ratować dusze, musimy być święci. Pan nie używa brudnych narzędzi. Jakże mamy iść do grzeszników, jeśli mówią: „Lekarzu, ulecz samego siebie” (Łk 4, 23)? Jakże też mamy wzywać niepraktykujących katolików, by znów zaczęli okazywać należne Kościołowi posłuszeństwo, jeśli są oni w stanie poddawać w wątpliwość nasz własny styl życia i nasze czyny?

Nie posłałem tych proroków, lecz oni biegają; nie mówiłem do nich, lecz oni prorokują. Gdyby stali w mojej radzie, głosiliby moje słowa mojemu narodowi i nawróciliby ich ze złej drogi oraz z przewrotnego postępowania.

(Jr 23, 21-22)

Katechezy dla katechumenów powinny być tak przygotowane, by dowodziły, że kochamy to, w co wierzymy. Jeśli okazujemy niewiele entuzjazmu dla doniosłej prawdy, której nauczamy, w jaki sposób dusze mają się nauczyć kochać tę prawdę?

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 162-164.

Duch i miłość dusz

sheenchildren

Każdy kapłan, gdy stanie na sądzie przed Panem, zostanie spytany: „Gdzie są twoje dzieci?” Powołaniem kapłana jest przede wszystkim rodzenie dusz w Chrystusie. Czy powinniśmy wchodzić na ambonę i potępiać sztuczną kontrolę narodzin w ciele, jeśli praktujemy ją w naszym duchu? Czyż należy winić matki za nieposiadanie większej liczby dzieci, jeśli nasze rejestry chrzcielne od lat nie wykazują dusz zrodzonych w Chrystusie? Granice naszej parafii i naszego obowiązku wyznaczają nie sami wierni, lecz „także inne owce, które nie są z tej owczarni” (J 10, 16). Jesteśmy odpowiedzialni za każdą duszę i wiele z nich dołączyłoby do Kościoła, gdybyśmy tylko je o to poprosili. Błędem wielu kapłanów jest to, że bardziej zajmuje ich działalność administracyjna niż ewangelizacyjna.

Czy ratowanie dusz organizujemy z taką samą gorliwością, z jaką organizujemy zbiórki pieniędzy? Gdy potrzeba pieniędzy, kapłan z ochotą organizuje zbiórkę od domu do domu, lecz jak często idzie od domu do domu, by nawracać dusze? Czy nasza parafia nieustannie wypełnia się nowymi duszami, które przychodzą, aby opowiedzieć, co Bóg dla nich uczynił? Tam, gdzie jest Duch Święty, są też nawrócenia.

Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.

(Dz 2, 47)

Liczba nawróceń przypadająca rocznie na kapłana w Stanach Zjednoczonych nie przekracza trzech. Lecz któż pośród nas nie zna wielu, którzy opuścili jedyną owczarnię i jedynego Pasterza z powodu złamanych ślubów, żądzy drugiego lub trzeciego małżeństwa, naiwnej pychy lub jednego z siedmiu grabarzy duszy, nazywanych potocznie siedmioma grzechami głównymi? Czy posiadamy centra katechetyczne i czy wykorzystujemy je, aby ćwiczyć świeckich do tego, by byli apostołami i w pełni wypełniali obowiązki wynikające z sakramentu bierzmowania? Każda parafia powinna być żłobkiem dusz, które nie należą do owczarni; każdy kapłan – pasterzem szukającym zaginionej owcy, a każda Msza Święta – głoszeniem tego, że odkupienie musi rozprzestrzeniać się na świat.

Czyż miałby być przeklęty dom Jakuba?  Czyż skory do gniewu jest Duch Pański?

(Mi 2, 7)

Czy Duch Święty jest dzisiaj mniej szczodry i mniej zdolny zbawiać dusze niż w dniu Pięćdziesiątnicy?  Czy tryb naszego kapłańskiego życia tłumi ten ogień i mocarny wiatr nawrócenia? Dlaczego ogień Ducha Świętego żarzy się tak jasnym płomieniem w krajach misyjnych i ledwi tli się w naszej parafii? Czy fale Ducha nie docierają do naszych portów? Wina leży nie w Duchu, ponieważ „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29). Moc wiatru nie zelżała ani nie obróciła się w stagnację ani w jałowość. Duch Święty wciąż gotowy jest ocieniać nasze kapłaństwo, abyśmy mogli wydawać na świat świętych.

Kapłan działa na zewnątrz, Duch Święty działa wewnątrz. Życzymy sobie wzajemnie łask; Duch daje łaski. Tylko On, Boski siewca, może zaszczepić w sercu ziarno, które rozwinie się w nowe stworzenie w Chrystusie (2 Kor 5, 17). Egoizm i lenistwo, które powstrzymują nas przed poszukiwaniem dusz, mogą być pochłonięte przez Jego Ducha. Wszędzie wokół nas, w naszych parafiach, w naszych codziennych kontaktach z ludźmi, znajduje się mnóstwo dusz, które są niczym sztaby złota pokryte popiołem. I gdybyśmy tylko mieli ogień Ducha, nadalibyśmy im połysk klejnotów Królestwa Bożego!

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 152-154.

Czego domaga się świętość

sheep

Nasz Pan poświęcił siebie samego przez wzgląd na nas, a to – jak już powiedziano – wymagało ofiary. Sam złożył siebie w ofierze, podobnie jak składane w ofierze było wszystko, co miało być oddane Bogu w Starym Testamencie.

Jaki pasterz, takie owce; jaki kapłan, taki lud. Przewodnictwo kapłana-żertwy rodzi święty Kościół. Jacy księża w parafii, diecezji czy w kraju, tacy będą wierni. Podobnie jak tłumy w Kafarnaum otrzymały chleb z rąk uczniów, tak i wierni otrzymują Chrystusowe uświęcenie poprzez nasze kapłańskie uświęcenie. Widząc, że został osiągnięty cel uświęcenia, kapłańska dusza naszego Pana wydała ostatni okrzyk: „Wykonało się!” (J 19, 30). Dziesiątki tysięcy baranków, których krew została przelana jako zapowiedź Jego ofiary, nie były już potrzebne. Baranek Boży złożył w ofierze samego siebie. Każdy kapłan musi dokonywać podobnego aktu samoofiarowania i przekazywać jego owoce całemu ludowi: „[T]o czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22, 19). Czytaj dalej

Nawracanie jest ofiarnością

Meirelles-primeiramissa2

Victor Meirelles: „Pierwsza Msza Święta w Brazylii” (1861 r.)

Czy to możliwe, że komuniści prześcignęli nas w gorliwości szerzenia swoich przekonań? Niestety, gorliwość nie zawsze jest wprost proporcjonalna do prawdy. Ogień ma dwie cechy: światło i żar. Światło to prawda. Żar to miłość. Mamy prawdę, ale czasem brakuje nam gorliwości lub miłości; mamy światło, lecz czasem brak nam żaru. Natomiast komuniści mają żar bez światła; mają gorliwość, ale brakuje im prawdy.

W dzisiejszych czasach wielu ludzi mieniących się chrześcijanami cechuje niebezpieczna tendencja do oddzielania Chrystusa od Krzyża.

Kim byłby Chrystus bez Krzyża? Kolejnym nauczycielem takim jak Budda lub Lao-Tse, socjologiem zamazującym bitą śmietaną zachowania nieakceptowalne społecznie, psychoanalitykiem redukującym winę do kompleksu i umniejszającym grzech jako rodzaj „kaca” po zezwierzęceniu, kaznodzieją zbyt uprzejmym, by wspomnieć o piekle lub rozwodzie, reformatorem, dla którego wszelka dyscyplina jest masochizmem i który twierdzi, że wstrzemięźliwość i umiarkowanie są nienaturalne i sprzeczne z biologiczną potrzebą samowyrażenia się.

A kto podniósł Krzyż bez Chrystusa? Komuniści! Do chorego i fałszywie liberalnego świata wprowadzili porządek, prawo, posłuszeństwo, dyscyplinę, naukę i uległość wobec najświętszej woli Partii, oddzielenie od zbytków Zachodu i, przede wszystkim, zmiażdżenie własnego ego dla dobra królestwa ziemskiego. Lecz podobnie jak Chrystus bez Krzyża byłby słabym, zniewieściałym Chrystusem niezdolnym do tego, by zbawić nas od grzechu, tak Krzyż bez Chrystusa jest tyranią, dyktaturą, obozami koncentracyjnymi i niewolnictwem.

Czyż nie żyjemy w świecie wyróżniającym się obfitym wylaniem ducha antypięćdziesiątnicy? Czyż część ziemi nie zajęła się ogiem piekielnym, podczas gdy płomienie Pięćdziesiątnicy ledwo tlą się w naszych dłoniach niczym małe świeczki, niezdolne do tego, by rozświetlić świat?

Sugerowanie, że ogień Pięćdziesiątnicy obumiera, byłoby nie tylko bluźnierstwem, ale zaprzeczeniem dumnych faktów, albowiem nadziei i chwały naszych czasów należy szukać w wytrwałości Milczącego Kościoła i w rozpalaniu nowego ognia przez naszych misjonarzy. A mimo to, czyż wielu kapłanów nie powinno ze smutkiem przeciwstawić własnego samozadowolenia gorliwości komunistów i spytać samych siebie, dlaczego komuś, kto pragnie być dobry i kto wyznaje prawdę, brakuje żarliwości w głoszeniu Chrystusa? Pan powiedział do Mojżesza:

Ogień nieustanny będzie płonąć na ołtarzu – nigdy nie będzie wygasać!

(Kpł 6, 5-6)

Zgodnie z Prawem Mojżeszowym, kapłan ma podsycać ogień świeżymi drwami każdego poranka i wynosić popiół poza obóz (Kpł 6, 4-5). Poranny płomień rozważań, samozaparcie, które usuwa z serca martwe rzeczy tego świata – oto warunki wiecznego ognia, który płonął w świętym Pawle dla nawrócenia całego rodzaju ludzkiego.

Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam (…) Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych.

(1 Kor 9, 19, 22)

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 97-99.

Dwie furtki

Secret Door

Nie możesz nie wpuścić Boga; ma On swój własny sposób na przedostanie się do wnętrza duszy. Istnieją dwa wyłomy w naszych murach, dwie szczeliny w naszej zbroi, dwa ukryte wejścia do duszy, przez które może przedostać się Bóg. Są one tak dalece częścią naszej natury, że nie możemy ich zmienić: gdy Bóg nas stworzył, utworzył w naszej naturze również te szczeliny, niczym furtki. Nawet gdy nasz intelekt blokuje drogę Bogu, stawiając wierze fałszywe bariery poprzez niezdrowe myślenie, On zdolny jest przeniknąć nasze dusze przez tajemne drzwi, których nie potrafimy zaryglować. Czytaj dalej

Nowe stare błędy

Z radością prezentujemy kolejną książkę arcybiskupa Sheena pt. Nowe stare błędy (ang. Old Errors and New Labels), która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa W Drodze:

 

Nowestare

 

Z opisu zamieszczonego na stronie wydawnictwa W Drodze:

Mistrzowska ocena rzeczywistej wartości idei, które współcześnie pojawiają się w kontekście moralności, religii, nauki, socjologii, psychologii i humanizmu. Brak tu wyrozumiałości dla tych, którzy uważają, że to, co nowoczesne, jest zawsze najlepsze, a także dla tych, którzy uważają, że to, co nowoczesne, jest zawsze złe. Autor krytykuje kult użyteczności, którą współczesność utożsamiła z prawdą. Z pełną lekkości przenikliwością tłumaczy, że metoda naukowa nie jest jedynym źródłem poznania, a nadprzyrodzone nie jest synonimem niewytłumaczalnego. Uświadamia, że prawda jest niezmienna.

Zachęcamy ponadto do zapoznania się z recenzją powyższej książki, opublikowaną na portalu Adeste.

 

 

 

Dwie piłki

Chrześcijanin ma ustalony cel – czynić swoje życie coraz bardziej na wzór życia Chrystusa. Jego własna natura przypomina blok marmuru, a jego wola jest dłutem. Spogląda na swój model – Chrystusa – i ostrymi ruchami umartwiającego dłuta odłupuje od swej natury wielkie kawałki zimnego egoizmu, a następnie, przy pomocy bardziej precyzyjnych, delikatniejszych ruchów, sprawia, że rzeźba zaczyna przypominać model, aż potrzeba będzie jedynie muśnięcia, by dodać jej perfekcji. Nie istnieje człowiek, który dążyłby do tego chrześcijańskiego ideału, a zarazem wierzył, że powtarzalność aktów wiary, nadziei, miłosierdzia, roztropności, sprawiedliwości, męstwa oraz miłości skażona jest tym, co współczesny umysł nazwałby monotonią. Każde zwycięstwo nad własnym ego jest nowym dreszczem emocji, ponieważ każdy potwórzony akt coraz bardziej przybliża tę Miłość, której brakuje nam we wszelkiej miłości – wieczną jedność z naszym Panem i Zbawicielem.

Oczywiście czasami niełatwo jest dostrzec postęp, jaki czynimy w dążeniu do naszego celu, lecz choć nie widzimy postępu, nigdy nie tracimy z oczu celu. Bardzo przypominamy wówczas tkaczy, którzy nie widzą frontu gobelinu, lecz zawsze jego tył, spoglądając wciąż na wzór, który mają odtworzyć. Przeciągają osnowę, nić po nici, w monotonny, lecz emocjonujący sposób, nie widząc całego swego dzieła, dopóki nie przeciągną ostatniej nici; wtedy gobelin zostaje odwrócony, by mogli zobaczyć, jak dobrze i uczciwie pracowali.

football-3537372_1280

Wyobraź sobie dziecko z piłką; przypuśćmy, że ktoś mu powiedział, iż jest to jedyna piłka, jaką kiedykolwiek będzie się bawić. Naturalną, psychologiczną reakcją dziecka będzie obawa, że jeśli będzie się nią bawiło zbyt intensywnie lub odbijało ją zbyt często, lub jeśli ją przedziurawi, nigdy nie będzie miało innej piłki. Lecz przypuśćmy, iż ktoś powie dziecku, że być może w przyszłym miesiącu, być może w przyszłym tygodniu, a może już za pięć minut dostanie inną piłkę, która nigdy się nie zniszczy, która zawsze będzie sprawiała mu przyjemność i którą nigdy się nie znudzi. Naturalną reakcją dziecka byłoby trochę mniej poważne traktowanie pierwszej piłki; zacznie ono bawić się nią z prawdziwą radością i nie przejmie się nawet wtedy, gdyby ktoś ją przedziurawił, ponieważ już wkrótce otrzymała nową piłkę, która nigdy się nie zniszczy.

Dzieckiem z jedną piłką jest współczesny poganin, który posiada tylko jedną piłkę w tym sensie, że ma tylko jedną sferę, jeden świat, jedno życie, jedną ziemię. Nie może cieszyć się ziemią tak bardzo, jak by tego pragnął, ponieważ musi wciąż się bać tego, iż ziemia zostanie mu zabrana. Nie może nawet znieść tego, że jego małą piłkę, ziemię, mogłoby dotknąć jakieś cierpienie lub ból, ponieważ jest to jedyna piłka, którą kiedykolwiek będzie się bawił. Tymczasem chrześcijanin, przeciwnie, jest tym, który wierzy, że pewnego dnia, być może już jutro, będzie miał inną piłkę, inny świat, inną sferę, inne życie. Dlatego może zacząć bawić się tą ziemią, cieszyć się jej monotonią i nawet zaakceptuje jej zadraśnięcia, ponieważ wie, że już niedługo będzie miał inną piłkę – inne życie, które nigdy się nie skończy ani nie znuży, ponieważ tym życiem jest życie wiecznego Boga, początek i koniec wszystkiego, co istnieje.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Go to Heaven”, 1961 r., str. 22-24.