Droga do pokoju serca – kolejna książka abpa Sheena

Nakładem Edycji Świętego Pawła ukazała się kolejna książka arcybiskupa Sheena, pt. „Droga do pokoju serca”.

Z redakcyjnego opisu:

„Zaiste wielka jest pustka, która pozostaje w sercu, gdy wypędzimy z niego Chrystusa”.

Abp Fulton J. Sheen, mistrz życia duchowego w praktyce, tym razem w rozważaniach, które przyniosą ukojenie naszemu rozbitemu, pełnemu chaosu wnętrzu. „Droga do pokoju serca” to książka, w której z precyzją wytrawnego chirurga mądry arcybiskup pomaga odciąć i odrzucić to, co nas zatruwa: egoizm, koncentrację na sobie, zazdrość i inne duchowe narośla.

Jak zwykle konkretnie i praktycznie, a zarazem z duchową finezją graniczącą z mistyką prowadzi nas w podróż przez nas samych – do Boga.
Gorąco polecamy Państwu tę znakomitą książkę – wspaniałe treści do pracy nad sobą, do refleksji, do medytacji i modlitwy.

Książkę można zamówić pod następującym linkiem: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

Nasze krzyże

Kapłan, który oddany jest Duchowi, posiada odpowiedź, gdy dopadają go próby, niesprawiedliwość, zdrady, rozczarowania, problemy ze zdrowiem lub pokusy; wie, że przygotował je Duch. Natychmiast przypomina sobie, że „Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła” (Łk 4, 1).

Zrzędliwy stary proboszcz, któremu przydzielono wikariusza, gnuśny, całymi dniami oglądający telewizję wierny, którego musi zaakceptować gorliwy proboszcz – te i inne jawnie diaboliczne próby są dopuszczane przez Ducha, podobnie jak Duch powiódł naszego Pana ku diabłu. Pod przewodnictwem Ducha każda próba wzbogaca duszę kapłana. Najlepiej leczy rany ten, kto sam doznał podobnego zranienia.

Kapłan nigdy nie będzie narzekał na swojego biskupa, swych braci w kapłaństwie i swoich wiernych, jeśli rozumie, że Duch jest autorem wszystkich jego prób. Spójrzcie na biednego Jonasza i zobaczcie, jak wiele Bóg miał wspólnego z jego misją głoszenia pokuty! Jego próby zdawały się wynikać z czysto naturalnych przyczyn, a jednak Pan zarządził każdą z nich: „Ale Pan zesłał na morze gwałtowny wiatr” (Jon 1, 4); „Pan zesłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza” (Jon 2, 1); „Pan nakazał rybie i wyrzuciła Jonasza na ląd” (Jon 2, 11); „Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł” (Jon 4, 7); „zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr” (Jon 4, 8).

Gdy zrozumiemy, że wszystkie próby pochodzą od Pana, tracą one swą gorycz, a nasze serce napełnia się pokojem. Gdy nadchodzą takie próby, musimy błagać wiernych, aby walczyli u naszego boku za pomocą swych modlitw. Miarą wartości, jaką przykładamy do modlitwy, jest uporczywość, z jaką prosimy wiernych powierzonych naszej pieczy o modlitwę za nas. Święty Paweł pisał z więzienia do Filipian, że nie będzie musiał martwić się o zdrowie swojej duszy, jeśli będzie mógł liczyć na ich „modlitw[ę] i pomoc, udzielan[ą] przez Ducha Jezusa Chrystusa” (Flp 1, 19). Wiedział, że nie mógłby działać bez orędownictwa osób, które nawrócił. Cenił modlitwy Lidii i osób z jej domu; cenił modlitwy strażnika więziennego; pragnął modlitw Ewdokii, Syntychy i Klemensa, a do Efezjan pisał:

 [Proście] i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień.

(Ef 6, 19-20)

Kapłan ma prawo domagać się modlitw od swego ludu, ponieważ to przez ich modlitwy otrzymuje od Ducha wszystko, czego potrzebuje. Jednakże jak niewiele jest parafii, które kładą główny nacisk na modlitwę, gdy trwa budowa liceum lub gdy głoszone są misje święte! Organizujemy zbiórki pieniędzy i ogłaszamy nabór na telefonicznych akwizytorów, lecz czy traktujemy modlitwę jako priorytetowy środek mający zapewnić błogosławieństwo od Boga? Kapłan może zbawiać dusze bez elokwencji, ale nie może ich poruszyć bez modlitwy i Ducha Świętego. Aby zbudować kościół, potrzebujemy „żywych kamieni” (1 P 2, 5), lecz czym są „żywe kamienie zespolone miłością”, jeśli nie wspólnotą chrześcijańską zjednoczoną na modlitwie? Aby zbudować kościół, potrzebujemy świętości, lecz skąd pochodzi świętość, jeśli nie od Ducha? Jak wielu parafian kiedykolwiek modli się za proboszcza lub jego wikariuszy? Jeśli niektórzy tego nie robią, czyż przyczyną nie jest to, że my, kapłani, nie nalegaliśmy na nich z więziennych cel naszych potrzeb duchowych, aby się za nas modlili, podobnie jak Paweł nalegał na Filipian?

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Kapłan nie należy do siebie, 2018 r., str. 207-209.

Wybór kandydatów do kapłaństwa

Ponieważ, według Bożego planu, świętość kapłana uświęca Kościół, stąd dążący do kapłaństwa, jeśli brak im świętości, muszą zostać oczyszczeni.

Wcale nie macie się czym chlubić! Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza? Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, jako że przaśni jesteście. Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha.

(1 Kor 5, 6-7)

Gdy do promowania powołań używane są metody public relations, wraz z reklamami w czasopismach religijnych i marketingiem bezpośrednim zaprojektowanym tak, by zachęcać młodzieńców do wstąpienia do danego zgromadzenia lub wspólnoty, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że nacisk położony będzie na liczby, przy zaniedbaniu jakości. Święty Tomasz podkreślał, że wyeliminowanie niezdatnych jest obowiązkiem tych, do których należy wybór kandydatów.

Deus numquam ita deserit Ecclesiam suam quin inveniantur idonei ministri sufficienter ad necessitatem plebis, si digni promoverentur et indigni repellerentur. Et sic non posset tot ministros inveniri, quot modo sunt, melius est habere paucos ministros bonos quam multos malos (ST III, Supp. q. 36, art.3 ad 1).

Uderzające jest symboliczne znaczenie wskazówek, jakie Bóg dał Gedeonowi, by zidentyfikował grupy szturmowe w ramach swojej armii.

Wszystkich, którzy będą wodę chłeptać językiem, podobnie jak pies, pozostawisz po jednej stronie, a tych wszystkich, którzy przy piciu uklękną, pozostawisz po drugiej stronie.

(Sdz 7, 5)

Kto miał zostać odrzucony? Ci, którzy przyjęli wygodną pozycję, leżąc na ziemi i pijąc niespiesznie. A kto został wybrany?

Przy pomocy tych trzystu mężów, którzy chłeptali wodę językiem, wybawię was.

(Sdz 7, 7)

Wielkie prawdy objawiane są i powierzane tym niewielu, którzy oddani są walce o wiarę. Imponujące liczby kandydatów mogą czynić nas ślepym na fakt, że potrzebujemy pomocy Bożej, mogą sprawić, że przeoczymy konieczność szkolenia seminarzystów, by stali się kapłanami-żertwami. Dlatego święty Paweł radzi Tymoteuszowi:

Na nikogo rąk pospiesznie nie wkładaj ani nie bierz udziału w grzechach cudzych.

(1 Tm 5, 22)

Jeśli przedstawiamy kandydatów do święceń, nie dokonawszy ich należytej oceny, ryzykujemy zaciągnięciem odpowiedzialności za późniejsze zaniedbania tych, którzy zawiodą Najwyższego Kapłana. Dlatego kapłan musi unikać metod tego świata przy promowaniu powołań. W biznesie można pozyskać klientów uciekając się do technik marketingowych, ale powołania wymagają innego podejścia. Być może nigdy nie będzie nas wielu, być może nigdy nie będziemy mądrzy w oczach tego świata, lecz cokolwiek czynimy, musi dokonywać się poprzez głupotę Krzyża.

Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych (…) by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.

(1 Kor 1, 26, 29)

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Kapłan nie należy do siebie, 2018 r., str. 127-130.

Wpływ świętości lub grzeszności na wspólnotę

Każdy najmniejszy upadek z naszej strony stawia wspólnotę pod osąd Boga. Każde najdrobniejszy wzrost w kapłańskiej cnocie przynosi jej błogosławieństwo.

Gdy Izraelici zajęli Jerycho (Joz 6, 1-21), Bóg nakazał, aby miasto zostało zniszczone, a jego bogactwa miały Mu zostać oddane jako owoc zwycięstwa. Lecz jeden z Izraelitów okazał nieposłuszeństwo. Ulegając pokusie, Akan przywłaszczył sobie szatę i cenne ozdoby, gwałcąc nakaz Boży (Joz 7, 1). Później, gdy Jozue został rozgromiony w walce, Pan wyjawił, że przyczyną jego porażki był ukryty grzech Akana. Zło wyrządzone przez jednego człowieka przyniosło zagładę i śmierć na całą jego wspólnotę.

Osobiste grzechy, nawet najbardziej skrywane, mają reperkusje dla całego Kościoła. Przecięty palec boli całego człowieka. Fala wywołana przez kamień wrzucony do stawu rozchodzi się do wszystkich punktów brzegu. Ukryte naruszenie prawa Chrystusowego przez któregoś z członków Kościoła rozbrzmiewa w nim i zakłóca równowagę całego Mistycznego Ciała.

Z Bożego natchnienia Jozue nakazał zabicie Akana i zniszczenie zagrabionych przez niego dóbr.

Jozue powiedział: Jak nas wprowadziłeś w nieszczęście, tak niech dziś Pan ciebie w nieszczęście wprowadzi. 

(Joz 7, 25)

Jeśli na skutek grzechu jednego świeckiego tak bardzo ucierpiała ecclesia Izraela, o ile bardziej cierpi ecclesia Dei wskutek upadków jednego kapłana! Lecz wpływ jednej dobrej duszy, jednego świętego, przynosi korzyść całej wspólnocie. Bóg gotowy był oszczędzić Sodomę i Gomorę ze względu na kilku sprawiedliwych ludzi. Abraham poprzestał na dziesięciu i miasta zostały zniszczone (Rdz 18, 16 – 19, 28). Lecz Bóg niekoniecznie poprzestaje na dziesięciu. Błogosławieństwa, powołania i nawrócenia mnożą się, a sąd zostaje odsunięty z powodu kilku, którzy są dobrzy. Ze względu na Jakuba Bóg błogosławił Labanowi (Rdz 30, 27). Z szacunku wobec Józefa, Bóg darzył błogosławieństwem Potifara (Rdz 39, 5). Nikczemne miasto Soar zostało ocalone dzięki modlitwie Lota. 

Odpowiedział mu: Przychylam się i do tej twojej prośby; nie zniszczę więc miasta, o którym mówisz.

(Rdz 19, 21)

Ze względu na Pawła, 276 dusz zostało ocalonych podczas gwałtownej burzy na morzu (Dz 27, 24, 34).

Zanim Bóg za karę zniewolił Jerozolimę, powiedział Jeremiaszowi, że jeden dobry człowiek mógł ją ocalić.

Przebiegnijcie ulice Jerozolimy, zobaczcie, zbadajcie i przeszukajcie jej place, czy znajdziecie kogoś, czy będzie tam ktokolwiek, kto by postępował sprawiedliwie, szukał prawdy, a przebaczę jej. 

(Jr 5, 1)

Osądziwszy Jerozolimę, Bóg ujawnił powód:

I szukałem wśród nich męża, który by wystawił mur i stanął w wyłomie przede Mną, by bronił tej ziemi i przeszkodził Mi w jej niszczeniu, a nie znalazłem takiego. Wobec tego wyleję na nią mój gniew, w ogniu mojej zapalczywości wyniszczę ich. Na głowy ich składam odpowiedzialność za ich postępowanie – wyrocznia Pana Boga.

(Ez 22, 30-31)

Wreszcie, gdy nadejdzie czas Sądu Ostatecznego, czas pomsty, „[g]dyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony” (Mt 24, 22).

Możliwe, że gniew Boga – a nie zapominajmy, że Apokalipsa (6, 16) mówi o ira Agni– powstrzymywany jest w miastach ze względu na świątobliwe dusze duchownych, zakonnic i świeckich. Bóg nie mógł uderzyć, dopóki Mojżesz stał między Nim a ludźmi.

Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

(Wj 32, 14)

Jakież nawrócenia mogłaby zdziałać modlitwa w krajach misyjnych! Materializm Japonii rozpadłby się jak skorupka jajka, aby ukazać tętniące pod nim życie, gdybyśmy tylko modlili się za Japonię. Jakże niewielka byłaby to ofiara, lecz ileż znaczyłaby dla Wikariusza Chrystusowego, gdyby każdy kapłan, który żyje w dostatku, przekazał Ojcu Świętemu kilka swoich stypendiów mszalnych za pośrednictwem jego Towarzystwa Rozkrzewiania Wiary!

Jakże błogosławionymi jesteśmy orędownikami! Solą ziemi! Światłem świata! Bez dobrych ludzi świat byłby zepsuty i pogrążony w ciemności. Uświęcamy siebie nie dla nas samych, ale dla wszystkich – dla ludu Bożego. Nie zbawiamy jedynie własnej duszy; albo zbawiamy ją wraz z naszymi bliźnimi i razem z Mistycznym Ciałem, albo zatracamy ją. Żadna komórka mojego ciała nie może żyć normalnie poza nim, lecz moje ciało może żyć bez dowolnej, pojedynczej komórki. In toto Christo żyjemy i pracujemy. Zaniechanie orędownictwa jest grzechem przeciwko Bogu.

Jeśli o mnie chodzi, niech to będzie ode mnie dalekie, bym zgrzeszył przeciw Panu, przestając się za was modlić: będę wam pokazywał drogę dobrą i prostą.

(1 Sm 12, 23)

Jeśli nam, kapłanom, brakuje serca, by wzdychać i płakać nad odrazą i nędzą innych, mamy poważny powód, by bać się o nas samych. Nie możemy mówić o nierozerwalnej więzi z naszym Panem, jeśli nie łączy nas nierozerwalna więź z Kościołem i światem.

Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.

(1 J 3, 16)

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 123-127.

Nowe kubki Sheenowe

Kubki z cytatami arcybiskupa Sheena oferowane przez Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnię w Sandomierzu są tak ładne i tak wygodnie leżą w dłoni, że bez wątpienia sam arcybiskup najchętniej piłby kawę właśnie z nich! Obecnie dostępne są w następujących wersjach (oraz w zestawach, które pokazujemy poniżej):

Kubek „Idź do nieba za 29,99 zł.

Kubek „Diabeł może mieć swoje pięć minut, ale Bóg będzie miał swój dzień! za 29,99 zł.

Cieszący się wielką popularnością kubek „Niech przed modlitwą napiją się kawy” – w nowej, złotej wersji kolorystycznej za 29,99 zł.

Ponadto kubek „Idź do nieba” dostępny jest w następujących zestawach:

Zestaw 1 obejmujący książkę „Idź do nieba! Duchowy drogowskaz ku wieczności”, kubek „Idź do nieba” oraz światowy różaniec misyjny zaprojektowany przez arcybiskupa Sheena

Zestaw 2 obejmujący książkę „Idź do nieba! Duchowy drogowskaz ku wieczności” oraz kubek „Idź do nieba”

Autobiografia arcybiskupa Sheena

Na tę wiadomość polscy czytelnicy czekali szczególnie długo. Autobiografia Fultona J. Sheena, pt. „Skarb w glinianym naczyniu”, ukończona przez niego pod koniec życia i wydana drukiem już po jego śmierci, wreszcie ukazuje się w polskim przekładzie, nakładem Wydawnictwa Esprit.

Z opisu redakcyjnego:

Skarb w glinianym naczyniu to autobiograficzna opo­wieść, w której znajdziemy zabawne i poruszające anegdo­ty z długiego życia abp. Sheena: z dzieciństwa spędzone­ go na farmie, powołania do kapłaństwa oraz wieloletniej posługi duszpasterskiej. Wszystkie wspomnienia opatrzo­ne są osobistymi refleksjami ukazującymi prawdę o by­ciu prawdziwym świadkiem Chrystusa. Nie jest to jednak tylko opowieść o życiowej drodze współczesnego aposto­ła, lecz także ważna interpretacja historii Kościoła kato­lickiego w XX wieku.

Książkę tę można już zamówić w przedsprzedaży: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

„Wstęp do religii” powraca

„Wstęp do religii” to pierwsza książka arcybiskupa Sheena, która ukazała się w polskim przekładzie w XXI wieku. Teraz powraca, opatrzona przedmową nieodżałowanego księdza biskupa Józefa Zawitkowskiego. Odpowiadając na zapytania wielu czytelników, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu postanowiło umieścić tę bardzo cenną pozycję w swojej ofercie wydawniczej.

Z przedmowy księdza biskupa Zawitkowskiego:

„Abp F. J. Sheen to nie narcyz ani celebryta. To człowiek, który sprawy Boże, ma poukładane w głowie i sercu. Pod fioletem biskupich szat kryją się Jego przemyślenia, jego asceza i modlitwa. On jest w trzecim zakonie dominikanów. On będzie ogłoszony świętym. Modli się o to Ameryka.

Tę książkę trzeba przeczytać!

Życzę głębokich przeżyć podczas lektury”.

Powyższa książka dostępna jest już w cenie promocyjnej w przedsprzedaży: ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ

Czyściec

Istnieje jedno słowo, które dla współczesnego ucha brzmi nierealnie, fikcyjnie, a nawet traktowane jest jako absurdalny element chrześcijańskiej wizji świata – tym słowem jest „czyściec”. Choć chrześcijański świat wierzył weń przez szesnaście stuleci, w ostatnich trzech wiekach przestał był postrzegany jako wierzenie poza Kościołem i był uważane jedynie za wytwór wyobraźni a nie jako owoc zdrowego rozsądku i inspiracji. Prawdziwe jest stwierdzenie, że wiara w czyściec zmniejszyła się wprost proporcjonalnie do stopnia, w jakim współczesny umysł zapomniał o dwóch najważniejszych rzeczach w świecie: o czystości Boga i ohydzie grzechu. Gdy przyjmie się obie te podstawowe prawdy, nie da się uciec od doktryny o czyśćcu. Albowiem czymże jest czyściec, jeśli nie miejscem lub stanem tymczasowej kary dla tych, którzy zakończyli to życie w Bożej łasce, lecz nie są całkowicie wolni od win powszednich lub nie w pełni wynagrodzili za swoje grzechy? Czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą Sprawiedliwość i zarazem miejscem, w którym ludzka miłość łagodzi ludzką niesprawiedliwość.

(Wyobrażenie czyśćca w kościele św. Idziego w Klagenfurcie)

Po pierwsze, czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą Sprawiedliwość. Potrzeba istnienia czyśćca zasadza się na absolutnej czystości Boga. W księdze Apokalipsy czytamy o nieskończonym pięknie Bożego Miasta, o czystym złocie, o jego ścianach z jaspisu i o jego świetle bez skazy, które nie pochodzi od słońca ani od księżyca, ale jest światłem Baranka zabitego na początku świata. Dowiadujemy się także o warunku, jaki należy spełnić, by wejść do bram owego Niebieskiego Jeruzalem: „A nic nieczystego do niego nie wejdzie, ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka” (Ap 21, 27).Sprawiedliwość wymaga, aby nic nieczystego, a jedynie osoby czystego serca mogły stanąć przed obliczem czystego Boga. Gdyby nie było czyśćca, wówczas Sprawiedliwość Boża byłaby niewymownie straszna, gdyż któż odważyłby się twierdzić, że jest wystarczająco czysty i dostatecznie bez skazy, by stanąć przed Niepokalanym Barankiem Bożym? Męczennicy, którzy zrosili piaski Koloseum swoją krwią, dając świadectwo swej wiary? Z całą pewnością! Misjonarze tacy jak św. Paweł, którzy poświęcali się i złożyli z siebie ofiarę dla szerzenia Ewangelii? Bez wątpienia! Święci klauzurowi, którzy w ciszy dobrowolnej Kalwarii stają się męczennikami pozbawionymi uznania? Zdecydowanie tak!Lecz są to chwalebne wyjątki. Ileż milionów ludzi umarło z duszami zbrukanymi grzechem powszednim, duszami, które poznały zło i poprzez swe silne postanowienie odwróciły się od niego, by dźwigać ze sobą, niczym ołowiany ciężar, słabość swojej przeszłości.

W dniu, w którym zostaliśmy ochrzczeni, Kościół nałożył na nas białą szatę, nakazując nam: „Weźmij białą szatę i donieś ją nieskalaną przed trybunał Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyś miał życie wieczne”. Ilu z nas zachowało tę szatę nieskalaną w trakcie swojego życia i niezbrukaną przez grzech, abyśmy natychmiast po śmierci mogli wstąpić w szeregi odzianej w białe szaty armii Króla?Jak wiele dusz odchodzących z tego świata ma odwagę powiedzieć, że opuszczają go bez nadmiernego przywiązania do stworzeń i że nigdy nie były winne zmarnowanego talentu, drobnej chciwości, niemiłosiernego czynu, zaniedbania świętego natchnienia lub choćby próżnego słowa, z którego każdy z nas będzie musiał złożyć rachunek? Jak wiele dusz zbieranych jest, niczym jesienne kwiaty, na łożu śmierci, z odpuszczonymi grzechami, lecz z długiem zaciągniętym za te grzechy, którego nie zdążyli spłacić?
Weźmy na przykład któregokolwiek z naszych narodowych bohaterów, których imiona czcimy i których czyny naśladujemy. Czy jakikolwiek Anglik lub Amerykanin, który wie coś o czystości Boga, niezależnie od tego jak bardzo kocha i podziwia cnoty Lorda Nelsona lub Waszyngtona, naprawdę wierzy, że któryś z nich był w chwili śmierci wolny od drobnych win, by móc natychmiast stanąć przed obliczem Boga? Czyż ten sam nacjonalizm, który uczynił ich obu bohaterami wojennymi, nie mógł w pewien sposób sprawić, że w sekundzie po śmierci okazało się, iż nie pasują do owego prawdziwego internacjonalizmu niebios, w których nie ma ani Anglika, ani Amerykanina, Żyda ani Greka, barbarzyńcy ani wyzwoleńca, lecz wszyscy są jednym w Chrystusie Jezusie naszym Panu?

Wszystkie te dusze, które umarły ogarnięte Bożą Miłością, są pięknymi duszami, lecz gdyby nie było czyśćca, wówczas – z powodu swoich drobnych niedoskonałości – musiałaby one zostać bezlitośnie odrzucone przez Bożą Sprawiedliwość. Gdyby nie było czyśćca, wówczas Bóg nie mógłby tak łatwo wybaczać, albowiem jakże akt żalu nad grobem mógłby wynagrodzić trzydzieści lat grzesznego życia? Gdyby nie było czyśćca, nieskończona Sprawiedliwość Boga musiałaby zamknąć niebo przed tymi, którzy postanowili spłacić swe długi, lecz nie oddali jeszcze ostatniego grosza.
Czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą Sprawiedliwość; Bóg tam przebacza, gdyż ma On czas, by dokonać retuszu tych dusz za pomocą swego Krzyża, by ociosać je dłutem cierpienia, tak aby pasowały do wielkiej duchowej budowli Niebieskiego Jeruzalem; by zanurzyć je w owo oczyszczające miejsce, gdzie mogą uprać swe poplamione szaty chrzcielne, aby mogły wejść w niebiańską czystość bez skazy; by wskrzesić je niczym feniksa z popiołów ich własnych cierpień, aby, niczym zranione orły uzdrowione przez magiczny dotyk oczyszczających płomieni Boga, mogły wzbić się ku niebu, do miasta czystości, gdzie Chrystus jest Królem, a Maryja Królową, ponieważ – niezależnie od tego, jak banalne było ich przewinienie – Bóg nie przebacza bez łez, a w niebie nie ma łez.

Większość mężczyzn i kobiet nie zdaje sobie sprawy z niesprawiedliwości i niewdzięczności swojego życia, dopóki śmierć nie położy swej dłoni na tych, których kochają. To wtedy i tylko wtedy uświadamiają oni sobie (i to z jakże wielkim żalem!), jak nędzna była ich miłość i uprzejmość.Jednym z powodów, dla których najbardziej gorzkie łzy wylewane są nad grobami, są słowa niewypowiedziane i czyny niedokonane. „To dziecko nigdy nie wiedziało, jak bardzo je kochałem”. „Nigdy nie wiedział, ile dla mnie znaczył”. „Nigdy nie wiedziałem, jak bardzo był mi drogi, dopóki go nie zabrakło”. Takie słowa są niczym zatrute strzały, które okrutna śmierć celuje w nasze serca u progu każdego grobu. Ach, wtedy zdajemy sobie sprawę, jak dalece inaczej byśmy postępowali, gdyby zmarły mógł powrócić. Łzy na próżno wylewane są przed oczami, które już nie widzą, pieszczoty pozostają bez odpowiedzi ramion, które nie mogą już objąć, a westchnięcia nie wzruszą serc tych, których uszy już ogłuchły. Ach, te katusze, które cierpimy przez niepodarowanie kwiatów, zanim nadeszła śmierć, przez niepalenie kadzideł, gdy ukochana osoba wciąż żyła i przez niewypowiedzenie miłych słów, które teraz muszą obumrzeć w powietrzu. Ach, ten żal na samą myśl, że nie możemy nadrobić skąpych dowodów uczuć, jakie im dawaliśmy, lekceważących reakcji na ich prośby i braku szacunku wobec tego, który był być może najdroższą osobą, jaką Bóg nam dał. Niestety, za późno! Na nic podlewanie zeszłorocznych zbiorów, na nic zastawianie sideł na ptaka, który odleciał; na nic zrywanie róż, które zeschły i obumarły.

Czyściec jest miejscem, w którym Boża Miłość łagodzi Bożą Sprawiedliwość, lecz jest także miejscem, w którym ludzka miłość łagodzi ludzką niesprawiedliwość, gdyż pozwala ono pozostającym na ziemi sercom przełamać barierę czasu i śmierci, przekształcić niewypowiedziane słowa w modlitwy, niewypalone kadzidło w ofiarę, niepodarowane kwiaty w jałmużnę i niedokonane uczynki miłosierdzia w pomoc do życia wiecznego.Gdyby nie było czyśćca, jakże gorzki byłby nasz smutek z powodu naszej nieżyczliwości i jakże przeszywający byłby żal za nasze roztargnienie. Gdyby nie było czyśćca, jakże bez znaczenia byłyby nasze narodowe święta, w których czcimy pamięć naszych zmarłych. Gdyby nie było czyśćca, jakże pozbawione znaczenia byłyby nasze wieńce, nasze skłonione głowy i minuty pamięci. Lecz jeśli istnieje czyściec, wówczas skłoniona głowa natychmiast ustępuje miejsca zgiętemu kolanu, chwila ciszy – chwili modlitwy, a blaknący wieniec – ciągłemu składaniu Ofiary Bohatera nad bohatery, Chrystusa. 

Czyściec pozwala nam zatem wynagradzać za naszą niewdzięczność, ponieważ przez nasze modlitwy, umartwienia i ofiarypozwala on nieść radość i pocieszenie tym, których kochamy. Miłość jest silniejsza niż śmierć i dlatego powinniśmy miłować tych, którzy odeszli przed nami. Jesteśmy potomkami ich życia, zebranym owocem ich pracy, troską ich serc.
Czyż śmierć powinna przerwać naszą wdzięczność, czyż grób powinien uciąć naszą miłość i czyż chłodna bryła ziemi powinna powstrzymać nas przed wynagrodzeniem naszej niewdzięczności? Kościół zapewnia nas, że mimo iż nie jesteśmy w stanie dać im więcej w tym świecie, gdyż już z niego nie są, możemy wciąż wypatrywać ich w rękach Bożej Sprawiedliwości, zapewniać ich o naszej miłości i wypraszać im odkupienie.



Podobnie jak człowiek, który – choć umarł pogrążony w długach i ściągnął na siebie towarzyszące mu do grobu złorzeczenia swych wierzycieli – może odzyskać swoje dobre imię i szacunek dzięki pracy swego syna, który spłaci ostatni grosz, tak również dusza przyjaciela, który zmarł winny Bogu pokutę, może uzyskać jej darowanie dzięki nam, którzy przekuwamy złoto codziennego czynu w duchową monetę, którą opłacić można odkupienie.
Dusze, które odeszły, trafiają do tygli Boga niczym zanieczyszczone złoto, którego skaza wypalana jest w płomieniach miłości. Dusze, które nie umarły w nieprzyjaźni z Bogiem, lecz upadły zranione na polu walki życia walcząc o zwycięstwo w Jego sprawie, nie mają siły, by opatrzyć swe rany i zaleczyć swe blizny; to my, którzy wciąż jesteśmy silni i zdrowi, przyoblekłszy zbroję wiary i wziąwszy tarczę zbawienia, mamy opatrzyć ich rany i zaleczyć ich blizny, by mogli oni wstąpić w szeregi zwycięzców i maszerować w procesji zdobywców. Możemy być pewni, że jeśli grosz, który daje chleb głodnemu ciału, wyzwoli czyjąś duszę ku stołowi naszego Pana, nigdy nie zapomni ona o nas, gdy wejdzie do ojczyzny zwycięstwa.

Tkwiąc wciąż w więzieniu oczyszczających płomieni, dusze te słyszą głosy aniołów i świętych, którzy wzywają ich do ich prawdziwej ojczyzny, lecz nie są one zdolne zerwać łańcuchów, gdyż ich czas gromadzenia zasług już przeminął. Z pewnością Bóg nie może pozostać niepomny błagań żony, która oferuje swoje zasługi za uwięzioną duszę męża, czekając na jej wyzwolenie. Z pewnością miłosierdzie Boga nie pozwoli Mu być głuchym na dobre uczynki matki, która oferuje je w intencji uwolnienia jej potomstwa splamionego grzechami tego świata. Z pewnością Bóg nie zakaże owego obcowania żywych z umarłymi, gdyż akt Odkupienia zagwarantował takie przenoszenie zasług przez Chrystusa. Zechciejmy więc odpowiadać na błagania nie tylko naszych krewnych i przyjaciół, lecz również tej wielkiej masy nieuzbrojonych wojowników Kościoła Cierpiącego, wciąż noszących poszarpane szczątki grzechu, którzy – pragnąc przyodziać swą duszę w królewskie szaty, stosowne, by wejść do Pałacu Króla – zanoszą do naszych czułych serc to żałosne i rzewne błaganie: „Zlitujcie się, przyjaciele, zlitujcie, gdyż Bóg mnie dotknął swą ręką” (Hi 19, 21).

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Idź do nieba. Duchowy drogowskaz ku wieczności„, 2020 r., str. 405-415.

Misje święte

W zamożnych cywilizacjach bardzo łatwo jest uwierzyć w to, że wszelka działalność misyjna zależy od jałmużny. Jest wielce prawdopodobne, że Judasz posiadał w swej sakiewce o wiele więcej pieniędzy niż którykolwiek inny apostoł, ponieważ pełnił rolę skarbnika, jednakże jego apostolska skuteczność na przestrzeni dziejów była zerowa. Tym, o czym często zapomina się w Kościele, jest wartość modlitwy wstawienniczej w intencji misji świętych (…) Misjonarze pracują bezpośrednio w Indiach, Japonii i w innych krajach misyjnych; orędownicy pracują w sposób niebezpośredni; wycofując się ze świata, zwracają się oni ku Bogu i w ten sposób przyczyniają się do tego, by Jego łaski na nowo rozgościły w duszach, które Kościół ma nadzieję nawrócić. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

„Missions and the World Crisis”, 1963 r., str. 247.

Turystyka na Soborze Watykańskim II

Oficjalnym językiem Soboru Watykańskiego II była łacina. Wszystkie dokumenty opracowywane były w tym języku, w nim też wygłaszane były wszystkie przemówienia mimo różnorodności wymowy i akcentu, za którą według mnie obwiniać należy murarzy wieży Babel. (…) Materiały, które miały być dyskutowane na obradach, przygotowywane były przez specjalne komisje jeszcze przed Soborem. Miałem ten honor, że zostałem mianowany do przedsoborowej Komisji Akcji Katolickiej. Pamiętam, że niektórzy z członków tej komisji bardzo pragnęli poddać pod dyskusję Soboru dokument o turystyce. Byłem prawdopodobnie jedynym członkiem komisji, który nie mógł dostrzec wartości w takim dokumencie, chyba, że miałby on przypominać wiernym o uczestnictwie we Mszy Świętej w każdą niedzielę i w święta nakazane.

Aby mnie przekonać, kardynał kierujący komisją przyniósł listę przemówień, które Pius XI wygłosił podczas swojego pontyfikatu. Kardynał zauważył, że skoro Pius XI uważał ten temat za istotny i cztery razy zwrócił się do grup turystycznych, dziwne jest, dlaczego ja tak nie myślę. Tamtej nocy wziąłem do domu listę przemówień, które Pius XI wygłosił do innych grup i odkryłem, że pięć razy przemawiał on do urologów. Następnego dnia przekonywałem innych członków komisji, że skoro Ojciec Święty przemawiał częściej do urologów niż czynił to na temat turystyki, powinniśmy przygotować dokument o urologii. Jestem pewien, że był to jedyny przypadek obrony urologów podjętej w języku łacińskim na Soborze. 

Ostatecznie wśród dokumentów soborowych nie znalazł się rozdział o turystyce.


Arcybiskup Fulton J. Sheen


Źródło: „Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen”, 2008 r., str. 297-298.