Droga Krzyżowa: Stacja VIII

Droga Krzyżowa

Stacja VIII: Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty


Jezus przemawia do niewiast nad Nim płaczących, Józef Mehoffer, 1933-1946



Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.

Ze wszystkich rzeczy na świecie najmniej znamy samych siebie. Grzechy i ułomności innych znamy tysiąc razy lepiej niż nasze własne i zawsze dostrzegamy pyłek w oku innych, nie widząc nigdy belki w naszym własnym oku.

Zdaje się, że ta wielka prawda została zlekceważona w drodze na Kalwarię. Pobożne niewiasty jerozolimskie, mimo że nie obawiały się zbytnio ujawnić swej wierności przed niepobożnymi mężczyznami, widziały jedynie cierpiącego Chrystusa, którego kochały; nie dostrzegały kochającego Chrystusa, który cierpiał za nie. Łączyły się z Nim w bólu, lecz nie postrzegały siebie jako przyczyny bólu. Tymczasem On wziął na siebie ich własne grzechy, a także moje grzechy i, w celu uświadomienia tej prawdy nam wszystkim, z głębi Najświętszego Serca wydobył się bolesny jęk: „Nie płaczcie nade Mną, płaczcie nad sobą”.

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.

Modlitwa:

Panie Jezu, pozwól mi dostrzec osobistą zależność między moimi grzechami a Kalwarią. Pozwól, abym łkał nad Tobą jedynie z mojego własnego powodu. Pozwól mi zrozumieć, że gdybym był mniej pyszny, korona cierniowa mniej by Cię raniła; gdybym był mniej uparty, Twój Krzyż byłby lżejszy; gdybym mniej grzeszył, droga na Kalwarię byłaby dużo krótsza, a ponieważ ból i radość mają to samo źródło, którym jest fontanna łez, pozwól mi również zrozumieć, że mój ból, dzięki Twojej miłości, może pewnego dnia przemienić się w wieczną radość.

Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała,
Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

c.d.n.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja VII

Droga Krzyżowa
 
Stacja VII: Pan Jezus upada po raz drugi
 
Pan Jezus upada pod Krzyżem, Jean-Jacques Tissot, 1836-1902
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
W drugim kuszeniu na górze diabeł poprosił naszego Pana, by zdał się całkowicie na Boga i nie dbał lub nie myślał o sobie: „rzuć się w dół, gdyż Aniołowie na rękach nosić cię będą”. Lecz Zbawiciel odparł: “Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”, przypominając szatanowi, że Bóg nigdy nie zbawia nas przeciw naszej woli, lecz jedynie wtedy, gdy współpracujemy z Jego łaską.
To kuszenie pochodziło nie z ciała, lecz ze świata, który tak wiele razy mówi mi: „Rzuć się w dół na skały grzechu, zdaj się na Boga; Bóg jest miłosierny, On cię wydźwignie, jest mnóstwo czasu na pokutę – Bóg się tobą zaopiekuje“. I wiele razy, w przeciwieństwie do naszego Pana, uległem takim podszeptom i grzeszyłem zuchwale, a później bez przekonania uczyniłem postanowienie poprawy i znów upadłem.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Drogi Zbawicielu, przez Twój drugi upadek odpokutowałeś za moją nadmierną miłość świata i za wiele przypadków, w których nadużyłem Twojego miłosierdzia i dobroci jako wymówki dla popełnienia kolejnego grzechu. Podnosząc się z ziemi, wysłużyłeś łaskę podźwignięcia mnie raz jeszcze, abym mógł podążać z Tobą na Kalwarię. Uwolnij mnie od ducha tego świata. Pozwól mi zrozumieć, że nic mi nie da, jeśli zyskam cały świat, a stracę moją duszę nieśmiertelną. Powiedziałeś mi, że świat będzie zawsze mnie nienawidził, jeśli będę Cię kochać, proszę Cię zatem, aby w najbardziej gorzkich chwilach pogardy pocieszała mnie pamięć o tym, że Ciebie najpierw znienawidził.
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała,
Matko Bolesna, przyczyń się za nami.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 

“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja VI

Droga Krzyżowa
 
Stacja VI: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi
 
Św. Weronika, Hans Memling, 1475 r.
 
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
Szymon Cyrenejczyk, który pomógł Jezusowi z Jego ciężarem, był delikatnym przypomnieniem, że człowiek powołany jest do wzniosłego zadania dźwigania Krzyża. Lecz kobieta ma również swą rolę do odegrania, a owego strasznego dnia Weronika, z typowym dla kobiet przenikliwym wzrokiem, wpatrując się w posiniaczoną i pomazaną kurzem i krwią twarz, dojrzała w niej oblicze Boskości.
Z pełnym odwagi szacunkiem przyłożyła ręcznik do Jego oblicza i, jakby w przypomnieniu, że podobieństwo między Chrystusem a nami jest najdoskonalsze w cierpieniu i bólu, Zbawiciel, podążając nie na górę Tabor lecz na Kalwarię, pozostawił na nim odcisk swojej przepełnionej Boskim bólem twarzy.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Panie Jezu, w dniu, w którym odrodziłem się na nowo z wody i Ducha Świętego, znak Twego Krzyża został odciśnięty na mojej duszy, a napis Twojego cierpienia został wyryty w mojej duszy. Tego dnia zapytałeś mnie “Czyj napis widnieje na niej?” Skoro jest on Twój, pozwól mi oddać Bogu rzeczy, które do Niego należą. Pozwól, abym, niczym Weronika, z pełnym odwagi szacunkiem zawsze nosił Twój wizerunek, odbity nie na tkaninie, lecz na żywej tablicy mojego serca. Daj mi również łaskę bycia tak bardzo podobnym do Ciebie, żeby, gdy będę przebywał wśród ludzi, mogli oni rozpoznać coś z Ciebie we mnie, podobnie jak służąca rozpoznała coś z Ciebie w Piotrze, i jeśli nie będą to ślady Twej Męki, niech będą to iskry Twojej miłości!
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała,
Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

c.d.n.
 
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja V

Droga Krzyżowa

Stacja V: Szymon Cyrenejczyk pomaga Panu Jezusowi nieść Krzyż
 
Jezus na Golgocie, Teofanes Kreteńczyk, VI wiek
 
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
Grzeszni ludzie nie życzyli naszemu Zbawicielowi jedynie śmierci; chcieli, żeby był to szczególny rodzaj śmierci na znaku sprzeciwu. Aby wyczerpanie i osłabienie Chrystusa nie pozbawiło ich możliwości rozpostarcia naszego Pana, sztandaru zbawienia, na Krzyżu Kalwarii, zmusili Szymona z Cyreny, aby Mu pomógł. Szymon widział w krzyżu jedynie ciężar drewna; nie widział ciężaru grzechów tego świata i dlatego początkowo był jedynie niechętną pomocą, wymuszonym pomocnikiem. Kilka minut spędzonych w słodkim towarzystwie Jezusa zmieniło jednakże jego postrzeganie sprawy. Niewola przemieniła się w wolność, przymus – w miłość, a niechęć – w słodką rezygnację.
Ja również jestem taki jak Szymon w jego pierwszych chwilach: wiem o Jezusie, ale Go nie znam. Obawiałem się udziału w Jego Krzyżu i dlatego kochałem za mało, ponieważ niewiele wiedziałem. Zby często nalegałem, by rozpoczynać daną rzecz od przyjemności, podczas gdy przyjemność powinna być uwieńczeniem danej rzeczy.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Daj mi, o Jezu, zrozumieć tę wielką tajemnicę, że Krzyż przeraża jedynie na odległość, że jego cień jest straszniejszy niż jego rzeczywistość, że jego odłamki są okropniejsze od jego belek, że łatwiej dźwigać cały Krzyż niż jego część. Powiedziałeś nam, najdroższy Zbawicielu, że musimy wziąć nasz krzyż codzienny i naśladować Cię. Pozwól zatem, gdy Krzyż stanie między Tobą a mną tak jak stanął między Tobą a Szymonem, abym radował się widokiem śladu Twoich stóp i podążał za nim, tak jak Szymon, dopóki nie stanę się nieschwytanym jeńcem Twojej słodkiej miłości.
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała,
Matko Bolesna, przyczyń się za nami.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja IV

Droga Krzyżowa
 
Stacja IV: Pan Jezus spotyka Matkę swoją
 
„Pasja” w reżyserii Mela Gibsona, 2004 r.
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
Podczas uczty weselnej w Kanie, gdy Maryja zauważyła zakłopotanie gospodarzy i poprosiła swojego Boskiego Syna, aby zdziałał pierwszy cud, odpowiedział: “Nie nadeszła jeszcze Moja godzina”, lecz, pod wpływem Jej nalegania, uprzedził swą godzinę i przemienił wodę w wino.
Powiedział, że “Jego godzina jeszcze nie nastąpiła”. Lecz Jego godzina była również Jej godziną, która nadeszła teraz. W Kanie przemienił wodę w wino. W drodze na Kalwarię wino przemieniło się w krew. Jest to podniosła godzina konsekracji, dzięki której Maryja jednoczy się z cierpieniami swojego Boskiego Syna, aby ocalić świat od straszliwego zakłopotania grzechu i od braku odkupieńczego wina miłości Boga. Była to godzina, w której wyobrażenie świata o miłości zostało odwrócone, gdyż Syn wezwał swą Matkę do tego, by cierpiała. Miłość nie jest zatem tożsama z posiadaniem; oznacza ona bycie posiadanym; jest ona oddawaniem samego siebie za bliźniego. Nikt nigdy nie kochał Jezusa tak jak Maryja; dlatego nikt nigdy nie cierpiał za Jezusa tak jak Maryja.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Maryjo, najdroższa Matko, w Twej godzinie boleści drogo płacisz za przywilej Twojego Niepokalanego Poczęcia! Czynisz nawet więcej, albowiem Twój obecny ból jest bólem porodowym, poprzez który stajesz się Matką rodzaju ludzkiego, podobnie jak w Betlejem stałaś się Matką Jezusa, Twojego Pierworodnego. Zatem naprawdę jesteś moją Matką, nie ze względu na kurtuazyjny tytuł, ale ze względu na bóle porodowe. Naucz mnie, Matko, rozumieć, że Jezus powołuje do cierpienia tych, których kocha. Pan Jezus zachowuje najlepsze wino swojej miłości na godzinę, w której najbardziej jej potrzebujemy; pozwól, aby i Ciebie trzymał blisko nas, kiedy potrzebujemy Cię najbardziej – we wszystkich próbach i pokusach, a w szczególności w godzinie naszej śmierci.
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała,
Matko Bolesna, przyczyń się za nami.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja III

Droga Krzyżowa

Stacja III: Pan Jezus upada po raz pierwszy
 
Chrystus Boleściwy, Geertgen tot Sint Jans, 1495 r.
 
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
Trzy razy nasz Zbawiciel był kuszony na górze i trzy razy upadł na swej drodze na wzgórze Kalwarii. W ten sposób odpokutował za nasze trzy upadki wobec pokus ciała, świata i szatana.
Odbywszy czterdziestodniowy post, nasz Pan odczuwał głód. Szatan kusił go najpierw w sferze ciała, prosząc Go, aby uczynił naturalną rzecz w sytuacji głodu, a mianowicie, by użył swej mocy i rozkazał, aby kamienie przemieniły się w chleb. Lecz nasz Pan odparł, że pokarm, który zaspokaja pragnienia naszego serca, pochodzi nie z ciała, lecz z Ducha Bożego.
Wiele razy ja również byłem kuszony do tego, by ulec żądzom mojej niższej natury, podczas gdy powinienem był służyć duchowi. Lecz, inaczej niż mój Pan, upadałem zgadzając się na podszepty ciała, miast odpowiedzieć na przynaglenia Łaski, i czyniąc to, co naturalne, miast czynić to, co naprzyrodzone. I, niestety, zawsze przekonywałem się, że uleganie niższym impulsom zawsze pozostawia niedosyt tam, gdzie zdawało się najbardziej zaspokajać i że żaden człowiek nie może żyć chlebem niższych żądz.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Boże, gdy moim ciałem targają moce szatana i gdy kusiciel trzęsie nim z całej siły, pomóż mi trzymać w ryzach moje zmysły i pamiętać, że jest ono świątynią Ducha Świętego i że jedynie osoby czystego serca będą Cię oglądać. I pozwól, abym, poprzez zasługi tego upadku pod Krzyżem, został ocalony od upadków ciała nie dzięki chlebowi zrobionemu z kamieni, lecz dzięki Ciału, które jest Chlebem Życia i dzięki Krwi, która jest Winem rodzącym dziewice.
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja II

Droga Krzyżowa

Stacja II: Pan Jezus bierze Krzyż na swe ramiona

 

Chrystus niosący Krzyż, El Greco, 1580 r.
 
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
Nasz Pan gościł na ziemi zaledwie od czterdziestu dni, gdy Symeon w swej proroczej wizji obwieścił, że stanie się On znakiem sprzeciwu. Ten dzień właśnie nadszedł, albowiem: “Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. Jako symbol sprzeciwu świata wobec Jego życiodajnego posłania, dali Mu Krzyż, w którym jedna belka umieszczona jest w sprzeczności lub w sprzeciwie wobec drugiej belki.
Lecz w Boskim akcie Chrystus przemienił znak sprzeciwu w znak Odkupienia. Okrąg jest symbolem samolubstwa, ponieważ nieustannie oddziela się od świata i nie jest w stanie wyrwać się poza swoje granice, lecz krzyż jest symbolem odkupienia, ponieważ jego ramiona są rozpostarte aż do nieskończoności, aby objąć w uścisku całą ludzkość.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Wiem, drogi Jezu, jak powstają krzyże. Twoja wola jest belką pionową; moja wola jest poprzeczną belką. Gdy kładę moją wolę w poprzek Twojej woli, konstruuję krzyż. Aż do tej pory, Panie Jezu, zajmowałem się jedynie formowaniem krzyży, okazując nieposłuszeństwo Twemu świętemu prawu i broniąc moich własnych, samolubnych pragnień. Pozwól, abym nie budował Ci już więcej krzyży, lecz abym odtąd kładł belkę mojej woli wzdłuż belki Twojej woli, tworząc jarzmo, które zawsze będzie słodkie i ciężar, którzy zawsze będzie lekki.
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Droga Krzyżowa: Stacja I

Droga Krzyżowa
Rozważania księdza doktora Fultona J. Sheena wygłoszone 20 marca 1932 roku w programie radiowym “Godzina Katolicka”
Wstęp
Wkrótce zapadnie kurtyna nad straszliwym i nieprzemijającym dramatem Twojej Odkupieńczej Miłości. A gdy słyszę Twe słowa: “Weź swój krzyż codzienny i naśladuj Mnie”, drżę z obawy, aby jego ciężar nie okazał się zbyt wielki, a jego wstyd – zbyt gorzki. Gdybym tylko mógł zrozumieć, że Twoje przykazanie, aby podążać za Tobą na Kalwarię, nie było po prostu żelaznym prawem okrutnego losu, ale warunkiem szczęścia wiecznego, być może wybrałbym się w tę drogę, lecz boję się, drogi Jezu, że – aby mieć Ciebie – muszę porzucić wszystko inne. Niech ta obawa ulegnie rozproszeniu; pozwól, abym pojął, że śmierć jest warunkiem życia, albowiem przez usta Twojego apostoła Pawła powiedziałeś nam, że radość, jaka czeka nas na koniec, pozwala nam wytrzymać Krzyż. W swej przepełnionej miłością dobroci poprosiłeś nas nawet, aby wszyscy obciążeni i utrudzeni przychodzili do Ciebie, gdzie znajdą spoczynek dla swoich dusz. Zatem wezmę mój krzyż, Panie Jezu! Ach, jak bardzo musimy Cię kochać!
Stacja I: Pan Jezus skazany na śmierć
 
Chrystus przed Poncjuszem Piłatem, Duccio di Buoninsegna (zm. 1319 r.)

 
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie
Boś przez Krzyż swój święty
świat odkupić raczył.
Piłat, oportunistyczny polityk, wystąpił do przodu na swoim skąpanym w promieniach słońca portyku. Po jego prawicy stał Chrystus, Człowiek Sprawiedliwy, który przyszedł, aby oddać swe życie dla odkupienia wielu; po lewicy Piłata stał Barabasz, człowiek nikczemny, który wszczął bunt i odebrał komuś życie. Piłat poprosił tłum o dokonanie wyboru między nimi dwoma: „Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił, Chrystusa czy Barabasza?”
Jak odpowiedziałbym na to pytanie, gdybym tamtego poranka, w Wielki Piątek, znalazł się na dziedzińcu Piłata? Nie mogę uciec od odpowiedzi twierdząc, że pytanie to należy do przeszłości, gdyż dziś jest ono równie aktualne. Moje sumienie jest trybunałem Piłata. Co dzień, co godzinę i w każdej minucie dnia Chrystus staje przed tym trybunałem jako cnota, uczciwość i czystość. Barabasz przychodzi jako występek, nieuczciwość i nieczystość. Za każdym razem, gdy wypowiadam niemiłe słowo, gdy popełniam nieszczery uczynek lub gdy zezwalam na złą myśl, mówię w tak wielu słowach: “Uwolnij mi Barabasza”. A wybranie Barabasza tożsame jest z ukrzyżowaniem Chrystusa.
Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko
Abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych.
Modlitwa:
Panie Jezu, wiele razy w moim życiem przedłożyłem nad Ciebie Barabasza. Nie mogę odmienić tego wyboru, chyba że upadnę do Twoich stóp, aby błagać o Twoje przebaczenie. Lecz jest to tak bardzo upokarzające, albowiem nosisz szaty głupca i dzierżysz w dłoni trzcinowe berło wydrwiwanego króla. Jakże trudno jest czynić pokutę i przyznać, że jestem winny! Jakże trudno jest być widywanym w Twoim towarzystwie, gdy nosisz swą koronę z cierni!
Jest to trudne! Lecz pozwól mi zrozumieć, Panie Jezu, że jeszcze trudniej jest nosić koronę cierniową!
Któryś za nas cierpiał rany.
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
“The Way of the Cross”, National Council of Catholic Men, 1932r.

Nazaret

A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego,
wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością,
a łaska Boża spoczywała na Nim.
(Łk 2,39)
Pojęcie “Nazarejczyk” oznaczało pogardę. Ta mała wioska położona była z dala od głównych dróg, u podnóża gór. Zagubiona gdzieś pośród wzgórz, była omijana przez greckich kupców, legionów rzymskich i wyrafinowanych podróżników. Nie wspominali o niej starożytni geografowie. Była godna swej nazwy, ponieważ hebrajskie “netzer” oznacza pęd lub latorośl wyrastającą z kikuta drzewa. Kilka wieków przedtem Izajasz zapowiedział, że “gałąź” albo “pęd”, albo “netzer” wyrośnie z korzeni narodu; miał mieć niewielką wartość i wielu miało go nienawidzić, ale miał ostatecznie zapanować nad ziemią. To, że Chrystus wybrał znienawidzoną wioskę na swoje miejsce zamieszkania, miało symbolizować niezrozumienie i upokorzenie, które już zawsze miały nękać Jego samego i Jego wyznawców. Imię “Nazarejczyk” miało zostać przybite nad Jego głową na “znaku sprzeciwu” jako pełne pogardy odrzucenie Jego roszczeń. Przedtem, gdy Filip powiedział Natanaelowi:
Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy
– Jezusa, syna Józefa z Nazaretu.
(J 1,45)
Natanael odpowiedział:
Czyż może być co dobrego z Nazaretu?
(J 1,46)
Wielkie miasta czasem postrzegane są jako te, w których skupiła się wszelka mądrość, podczas gdy małe miasteczka uważane są za zacofane i niepostępowe. Chrystus wybrał mało znaczące Betlejem dla chwały swoich narodzin i wyśmiewany Nazaret, aby w nim spędzić młodość, lecz wybrał wspaniałą, kosmopolityczną Jerozolimę dla hańby swojej śmierci. „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” jest jedynie preludium do “Czy coś odkupieńczego może być w człowieku, który umiera na krzyżu?”
Nazaret miał być dla Niego miejscem upokorzenia, placem treningowym dla Golgoty. Nazaret był w Galilei, a cała Galilea była znienawidzonym regionem w oczach bardziej cywilizowanego narodu Judei. Mowa galilejska uważana była za szorstką i prymitywną, do tego stopnia, że gdy Piotr zaparł się naszego Pana, służąca przypomniała mu, że zdradza go jego mowa; był z tamtym Galilejczykiem. Dlatego nikt nigdy nie szukałby w Galilei nauczyciela, a mimo to Światłość Świata była Galilejczykiem. Bóg wybiera niepozorne rzeczy z tego świata, by wprawić w zakłopotanie mędrków i ludzi pysznych. Natanael jedynie wyraził uprzedzenie, które było pewnie tak stare jak ludzkość: ludzie i ich zdolność nauczania osądzane są według miejsc, z których pochodzą. Światową mądrość znaleźć można tam, gdzie się tego spodziewamy: w bestsellerach, w “standardowych markach”, na uniwersytetach. Boża Mądrość pochodzi z niepodejrzewanych o to dzielnic, wyszydzanych przez świat. Hańba Nazaretu miała być Mu później wypominana. Jego słuchacze drwili z Niego:
W jaki sposób zna On Pisma, skoro się nie uczył?
(J 7,15)
Był to niechętny hołd oddany Jego uczoności, lecz było to również szyderstwo z Jego “prowincjonalnej” wioski…Skąd On to wiedział? Nie podejrzewali prawdziwej odpowiedzi, a mianowicie tego, że oprócz wiedzy Jego ludzkiego intelektu posiadał On także Mądrość, której nie uczą w szkołach, której sam nie posiadł, a nawet której nie nauczył Go Bóg w tym sensie, w jakim prorocy byli uczeni przez Boga. Pobierał nauki od Matki i w wiejskiej synagodze, lecz sekretu Jego wiedzy należy upatrywać w Jego jedności z Ojcem Niebieskim.
Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: “Life of Christ”, 1958 r., str. 48-49.

Moralność kichnięcia

Wielu płytkich, współczesnych myślicieli głosi ideę, zgodnie z którą każdy ludzki czyn jest odruchem, którego nie jesteśmy w stanie kontrolować. Owi myśliciele nie uznaliby dobrego uczynku za godnego większej pochwały niż mrugnięcie, a przestępstwa za czyn bardziej dobrowolny od kichnięcia. Tacy fałszywi myśliciele każą ludziom uwierzyć w to, że są „uwarunkowani”, aby tak postępować lub że nie ponoszą odpowiedzialności za swoje dobre lub złe czyny, ponieważ brak im wolności wyboru. Wmawiają nam, że zbrodnia i grzech są spowodowane niewystarczającą liczbą placów zabaw lub przez dziecięcą traumę, która zmieniła dziecko w „trudne dziecko” i sprawiła, że nie może ono nigdy „dostosować się” do rzeczywistości i jej wymogów.

Taka filozofia uderza w podstawy ludzkiej godności. Myli ona postępowanie (conduct), które jest rzeczą ludzką, z zachowaniem (behavior), będącym rzeczą zwierzęcą. Ignoruje ona duchowe zdolności człowieka, które pozwalają mu postępować wbrew odruchom i które nie pozwalają mu iść na łatwiznę z powodu wierności ideałom. Taki fałszywy koncept ludzkiej natury jest sprzeczny z naszym zdroworozsądkowym doświadczeniem: nie musisz doczytać tego eseju do końca, ani nie musisz przerwać jego lektury. Jesteś świadomy tego, że w ciągu najbliższych trzech minut będziesz mógł swobodnie podjąć każdą z tych decyzji. Wszyscy mamy władzę dokonywania wyboru w każdej chwili naszego życia.

„Nie miałem innego wyjścia” jest najsłabszą i najmniej wiarygodną wymówką. Jest ona szczególnie preferowana przez kłamców; mówią oni: „Spytała mnie o moją opinię na temat jej nowego kapelusza i nie mogłem powiedzieć jej prawdy.” Dlaczego nie? Prawda nigdy nie musi obrażać, jeśli mówiona jest z miłością i życzliwością. „Po prostu musiałem” nie jest przekonywującym usprawiedliwieniem żadnego grzechu, a kłamstwo jest grzechem.

Twierdzenie, że ludzkie czyny wywołane są przez „siły” silniejsze od ich woli, generuje wielkie niebezpieczeństwa w sferze społecznej. Niektórzy, którzy twierdzą, że wojny są nieuniknione z przyczyn ekonomicznych, usprawiedliwiają nawet zabijanie. Wojny rozpętywane są przez ludzi, a nie gospodarkę, a o ludziach – w czasach zdrowszych niż nasze – wiadomo było, że mają wolną wolę i sami decydują o swoim przeznaczeniu.

Św. Jakub powiedział nam: „Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć.” 

Wojna atomowa nie nastąpi „z pewnością”; to ludzie zdecydują w swych sercach, czy nastąpi, czy nie.  Bomba – przedmiot martwy – nie stworzy problemu naszych czasów; stworzy go ludzkie okrucieństwo. Stos bomb w rękach św. Franciszka byłby równie nieszkodliwy jak kwiat. Lecz jedna bomba w rękach sowieckiego dyktatora (lub prezydenta chcącego ją aktywować) może zagrozić Nowemu Jorkowi lub spowodować skandaliczną zagładę Hiroszimy.

Chrześcijańska tradycja przypisuje zło osobistemu wyborowi, aktowi woli, który nadużywa wolności danej człowiekowi przez Boga. Wolność jest dziś powszechnie wysławiana przez polityków, lecz sławią oni jedynie polityczną wolność; nikt nie sięga po mikrofon, by przypomnieć każdemu słuchaczowi z osobna, że jest on wolny moralnie, że to on sam, osobiście popełnia własne grzechy. Ten rodzaj wolności jest wykpiwany: czasami musimy kichnąć. Analogicznie, zgodnie z opinią tych pogubionych myślicieli, musimy grzeszyć i nic nie może temu zapobiec. Ten wysiłek, zmierzający do zanegowania ludzkiej wolności – gdyby tylko odniósł sukces – zamieniłby tak wielu ludzi w zwierzęta.

Owa „moralność kichnięcia” przemawia szczególnie do tych, którzy chcą uciec przed własnym sumieniem. Pragną oni wierzyć w filozofię, która pozwala im być ludźmi okrutnymi i kłamliwymi oraz pysznymi, pozbawionymi poczucia winy. Ich własne sumienie, ich niezepsuty rozum, mówi im, że to, co robią, jest złe i że poniosą za to odpowiedzialność. Aby uciec przed tą niewygodną wiedzą, niektórzy z nich próbują przekupić swe własne sumienie, wystawiając sobie bardziej korzystne świadectwo. Ustanawiają nową moralność, skrojoną tak, aby pasowała do ich czynów i uznawała je za dobre. Ponieważ ich prawdziwe sumienie wywołało dyskomfort, wymyślają fałszywe sumienie, które ich uspokaja i pochlebia im.

Człowiek, który wykreował sobie takie nowe sumienie, mianował się rywalem Boga, zdolnym do decydowania o tym, co jest dobre, a co złe. Gdy robi coś dobrego (np. ofiarując datki na cele dobroczynne i otrzymując w zamian odpowiednią wzmiankę w gazecie), przypisuje sobie za to całą zasługę. Gdy zrobi coś złego, mówi: „To dlatego, że tak jestem skonstruowany” albo „Moje dzieciństwo było nieszczęśliwe, dlatego nie wolno oczekiwać ode mnie, abym dobrze się zachowywał”. 

Fałszywe sumienia zdają się odnosić sukces – lecz tylko w świetle dziennym. W ciągnących się godzinach nocnych nawet eksperci od „moralności kichania” wiedzą, czym są wyrzuty sumienia – a ich niepokój jest głosem Boga, wzywającym ich do tego, by przestali być niewolnikami własnej produkcji i dostąpili chwalebnej wolności dzieci Bożych.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Way to Happiness”, 1954 r., str. 158-160.