Przyczyny kapłańskiego upadku (4)

Zaspokajanie potrzeb, emocji i pociech stworzenia

Piotr najpierw zarzucił modlitwę, później działał, a następnie porzucił umartwienie. Gdy nadchodzi chwila kryzysu, zajmuje wygodną pozycję przy ogniu: najpierw stojącą, a potem siedzącą.

Piotr zaś szedł za Nim z daleka aż na dziedziniec pałacu najwyższego kapłana. Tam siedział między służbą i grzał się przy ogniu.

(Mk 14, 54)

Cóż za duchowa biografia! Święty Piotr był ostatnim człowiekiem, który powinien podążać za Panem w dużej odległości od Niego. Zarówno jego starszeństwo, jak i pozycja lidera nakładały na niego dodatkowe obowiązki. Lecz gdy człowiek jest wewnętrznie niezbyt zaspokojony duchowo, gdy rozpoczyna się odpływ jego pobożności, musi znaleźć jakąś rekompensatę swojej wewnętrznej samotności. U Piotra przyjęła ona formę ogrzewania się przy ogniu i pogawędki ze służącymi. Aby zrekompensować swe wewnętrzne ubóstwo, człowiek pragnie zewnętrznych bogactw. Dopiero po tym, jak Adam i Ewa na skutek grzechu utracili rozświetlającą ich wnętrza łaskę, zauważyli, że są nadzy. Odczuli potrzebę posiadania ubrań, aby nakryć swój nowo odkryty wstyd; uprzednio ich ciała jaśniały płaszczem miłości utkanym palcami Boga. Jest niemal powszechną prawdą, że nadmierna dbałość o wygląd zewnętrzny zdradza wewnętrzne ubóstwo i nagość duszy.

Wróćmy do Szymona Piotra. Była to chwila kryzysu, a on rozgaszczał się w swej niejednoznacznej postawie. Relacja Ewangelii podkreśla ironiczne kontrasty tej sytuacji. Święty Jan (18, 18) zauważa, że było zimno, że Piotr odczuł potrzebę ogrzania się przy ogniu. Trzymając się na odległość od Słońca Sprawiedliwości, Piotr poczuł chłód. Jego zachowanie było tym, które charakteryzuje materialistycznego kapłana: wygodnickiego, gdy inni cierpią; kanapowego stratega prac misyjnych, który nie czyni na ich rzecz żadnego osobistego wysiłku. Święty Piotr przypominał owego proboszcza, który w sobotę zasiada przy ogniu, podczas gdy jego wikariusze słuchają spowiedzi, nauczają katechumenów i odwiedzają chorych. Ciepły blask ognia na tym dziedzińcu był „o wiele lepszą parafią” dla Szymona niż Ogród Oliwny.

Carl_Bloch_001

Carl Heinrich Bloch, „Zdrada św. Piotra”

Jego umiłowanie luksusu przysporzyło mu złego towarzystwa. Ciepłe płomienie dobrobytu przyczyniły się do upadku wielu, którzy pośród niedostatku i problemów stali wyprostowani w łasce. Skutek jest taki, że – będąc z dala od Pana – Szymon napotyka na okazję do grzechu. Brakuje mu czasu na modlitwę, lecz znajduje czas na rozmowę. Choć Jezus był daleko, dziewczyna była blisko. Usta Piotra, które dopiero co skosztowały Eucharystycznej Uczty Życia, wypowiadają teraz kłamstwo. Jeszcze przed chwilą gotowy był umrzeć z Chrystusem. Teraz, bez Niego, brakuje mu odwagi, by oprzeć się kobiecej ciekawości. Wcześniej zapewniał:

Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego.

(Mt 16, 16)

Teraz, żonglując swą teologią, protestuje jak tchórz:

Nie znam tego Człowieka.

(Mt 26, 72)

Gdyby Piotr został z Chrystusem, nikt nie byłby w stanie wycisnąć z niego tej żałośnie pokrętnej wypowiedzi. Subtelność Szatana wkrada się w przyjaźń tych, którym brakuje duchowości, powodując, że ranią oni swych przyjaciół bardziej, niż mógłby to uczynić jakikolwiek wróg. Siedzenie przy ogniu ludzi bezbożnych może pocieszyć ciało, lecz rujnuje Chrystusowy fundament w ludzkiej duszy. Szatan nie przyszedł do Piotra „jak lew ryczący” (1 P 5, 8), lecz jako frywolna dziewczyna, dająca upust swej ciekawości. Była to chwila, w której w życiu Piotra objawił się automatyczny związek między czuwaniem a modlitwą; ten niespodziewany moment przychodzi w życiu każdego człowieka. Ten, kto nie czuwa, nie może spodziewać się odpowiedzi na swą modlitwę. Wprawdzie Bóg ma moc uchronienia przed połamaniem kości każdego, kto upada, ale jeśli ktoś prosi o bezpieczeństwo, a nie czuwa, „wystawia na próbę Pana, Boga swego” (Mt 4, 7). Nie możemy oczekiwać od Boga specjalnej opieki, jaką zarezerwował dla swoich przyjaciół, jeśli obojętniejemy na Jego przyjaźń. Jonasz zirytował się słowem Boga, gdy otrzymał nakaz udania się do Niniwy i głoszenia pokuty. Zwrócił swe serce ku Tarszisz i znalazł okręt gotowy zabrać go daleko od jego misji (Jon 1, 3). Gdy duch kapłana ziębnie, wrogowie Chrystusa  – świat, ciało i diabeł – szybko znajdują sposób, aby dostarczyć mu „ogień” – wygodę i towarzystwo.

Dla każdego księdza płynie z Ewangelii nauka, że kapłan, który idzie w dużej odległości za Chrystusem, nazywa Go „człowiekiem”, jak gdyby mówił: „Nie byłem przeznaczony do takiego życia; nigdy nie miałem powołania”. Taki kapłan gniewa się, gdy ktokolwiek mówi mu, że nie przypomina Chrystusa. W takim kapłanie, podobnie jak w Piotrze, istnieje silna tendencja do powrotu do dawnej natury Adama. Na widok takiego kapłana nasz umysł zaczyna sobie wyobrażać Szymona w jego dawnych dniach, gdy był rybakiem. Niemal słyszymy jego soczyste przekleństwa wypowiadane na widok poplątanych sieci. Gdy żył w bliskim towarzystwie naszego Pana, takie słowa nie przyszłyby mu do głowy, lecz zaledwie kilka godzin później wracają dawne przyzwyczajenia. Przekleństwa cisną się mu na usta i to w obecności młodej kobiety. Inni lepiej niż on sam rozumieją, co powinien czynić kapłan. Służąca mogła powiedzieć Piotrowi, że powinien być z Galilejczykiem. Nawet ci, których praca polega na zajmowaniu się przyziemnymi sprawami (na przykład Marta), często gorszą się na widok kapłana, który nie rozumie, że jego zadaniem jest trwanie przy Chrystusie.

Powołanie do tego, by być ambasadorem Boga, nie jest gwarancją zapobiegającą słabości. Mojżesz nabrał arogancji, gdy Bóg wybrał go jako przewodnika swojego ludu; uderzył w skałę, aby wypłynęła z niej woda (Lb 20, 7-12). Dawid o najłagodniejszym ze wszystkich serc, na skutek zdrady dopuścił się morderstwa (2 Sm 11, 14-27). Salomon, najmądrzejszy z mędrców, popadł w szaleństwo bałwochwalstwa (1 Krl 11, 4). Wreszcie, gdy Piotr potrójnie zaparł się Pana, nawet natura zaprotestowała. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił nasz Pan, było przebudzenie pamięci Piotra; uczynił to poprzez pianie koguta. W owej ciemnej godzinie, gdy Piotr zapomniał wyznać boskość swojego Mistrza, gdy zapomniał o swej lojalności i długu wdzięczności wobec Tego, który nazwał go Skałą, można było się spodziewać, że potworność jego upadku zostanie obwieszczona przez błyskawicę i grzmot. Tymczasem Chrystus zadowolił się dźwiękiem, który Piotr słyszał tysiące razy. Był to znajomy dźwięk, któremu zostało nadane nowe znaczenie, ponieważ wypełniło się w nim Chrystusowe ostrzeżenie.

Przyroda jest po stronie Boga, nie po naszej.  „W swej niestałości dla mnie….jemu byli stokiem…zdradą była ich wierność…ich zwodzenie wierne”

(Francis Thompson, „Chart gończy niebios”, [*]).

Upadek kapłana dokonuje się w następujących krokach: zaniedbanie modlitwy, oddalenie się od Eucharystycznego Pana, oddanie się wygodnej egzystencji, lekkomyślne traktowanie okazji do grzechu i wreszcie przedkładanie stworzenia nad Chrystusa.

[*]Tłum. Stanisław Helsztyński

 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Kapłan nie należy do siebie„, 2018 r., str. 265-270

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s