Ustawcie pretendentów w szeregu

Jeśli ktokolwiek przychodzi od Boga z objawieniem dla naszego umysłu i siłą dla naszej woli, umysł każe poddać go pewnym testom, które znajdują potwierdzenie w historii i rozumie. Po pierwsze, ktokolwiek przychodzi, powinien zostać zapowiedziany. Po drugie, powinien on czynić cuda, aby pokazać, że jest Boskim posłańcem. Po trzecie, nic, czego naucza lub co objawia, nie powinno być sprzeczne z ludzkim rozumem, choć może wykraczać poza rozum. Te trzy kryteria są probierzem prawdy.

Ustawcie w szeregu wszystkich pretendentów, którzy twierdzą, że pochodzą od Boga. Powiedzcie im: „Zamierzamy was osądzić. Budda, Konfucjusz, Lao-Tse, Mahomet, Marks, bramini, czarownicy, hinduistyczni filozofowie, profesorowie uniwersyteccy, Heidegger oraz założyciele najnowszych grup kultu w Nowym Jorku i Los Angeles! Stańcie w szeregu, zamierzamy zadać wam kilka pytań. Użyjemy tylko jednego testu. Czy wasze przyjście zostało zapowiedziane? Odpowiedzcie!”

–          „Buddo, czy ktokolwiek wiedział, że przyjdziesz na tę ziemię?”
–          „Konfucjuszu, czy miejsce twoich narodzin zostało przepowiedziane przez proroków?”
–          „Sokratesie, czy ktokolwiek wyprorokował, że umrzesz po wypiciu soku z cykuty?”
–          „Mahomecie, czy istniała jakakolwiek starożytna tradycja głosząca, że przyjdziesz na świat wśród danego ludu? Czy zapisano gdzieś, jak umrzesz?”
–          „Czy wasze matki wiedziały, że się narodzicie?”
–          „Czy którykolwiek z was może wskazać na historyczny zapis, w którym zostało zapowiedziane, gdzie będziecie żyli, gdzie i jak umrzecie, jaki będzie wasz charakter, w jaki sposób będziecie nauczać, jakich wrogów przysporzy wam wasze nauczanie”

Widzicie, aż do tego momentu nie postrzegaliśmy Chrystusa jako kogoś, kto różni się od innych Boskich posłańców. Tymczasem ktoś jeszcze występuje z szeregu.
– „Jak się nazywasz?”
– „Jezus Chrystus”
– „Czy Twoje przyjście zostało zapowiedziane? Czy istnieją jakiekolwiek historyczne zapisy poprzedzające Twe przyjście i opisujące szczegóły Twojego życia? Czy istnieją dokumenty poświadczające dzieło, jakie masz wykonać i cel Twojego przyjścia?”

Tylko On jeden może odpowiedzieć „tak”. Mówimy pozostałym: „cofnijcie się do szeregu, być może jesteście interesujący, lecz nie zdaliście pierwszego testu. Wasze przyjście nie zostało zapowiedziane, a jest to najmniejsza rzecz, jaką Bóg mógł uczynić. Macie tylko swoje słowo na waszą obronę”. Jesteśmy jednak zainteresowani osobą Chrystusa. On bowiem mówi, że Jego przyjście zostało zapowiedziane.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Your Life is Worth Living”, 1965r., str. 38-39.

"Gdybym był Bogiem…"

school-work-gfe19fe9ad_1280

Powiadasz czasami: „Gdybym był Bogiem, zniszczyłbym zło!” Gdybyś to zrobił, zniszczyłbyś ludzką wolność. Jeśli nie chcemy mieć dyktatorów na tej ziemi, z pewnością nie pragniemy mieć ich również w Królestwie Niebieskim. Ci, którzy obwiniają Boga za to, że zezwolił człowiekowi na psucie i niszczenie Jego dzieła, są niczym ci, którzy widzą plamy i błędy w uczniowskim zeszycie. Byliby oni gotowi potępić nauczyciela za to, że nie wyrwał uczniowi zeszytu i nie przepisał go na nowo. Podobnie jak celem nauczyciela jest rozsądna edukacja, a nie produkowanie czystych i porządnie prowadzonych zeszytów, tak celem Boga jest rozwój dusz, a nie produkcja jednostek biologicznych. Pytasz: „Skoro Bóg wiedział, że będę grzeszył, dlaczego mnie stworzył?” Bóg nie stworzył żadnego z nas grzesznikiem, stworzył nas ludźmi. W tym sensie to my jesteśmy stwórcami. Największym darem Boga dla człowieka, który odczuwa niedostatek łask, jest dar ludzkiej wolności i zdolność pokochania Go w zamian. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Your Life is Worth Living”, 1965 r., str. 19.

Dlaczego świat przestał wierzyć w piekło?

Istnieje wiele powodów, dla których współczesny świat przestał wierzyć w piekło; przede wszystkim należy wymienić powód psychologiczny. Jeśli człowiek wiódł nikczemne życie, nie chce on, aby jego niewłaściwe postępowanie zakłócane było przez ostre słowa o sprawiedliwości. Jego pragnienie, aby nie istniała ostateczna kara za jego przestępstwa, staje się ojcem dla przekonania, że nie istnieje takie miejsce jak piekło. Dlatego właśnie nikczemny człowiek zaprzecza istnieniu piekła, podczas gdy święty nigdy nie kwestionuje jego istnienia, lecz jedynie się go boi. 

L0030887 An angel leading a soul into hell. Oil painting by a followe

Anioł wiodący duszę do piekła. Szkoła Hieronima Boscha

Innym powodem jest to, że niektórzy ludzie mylą prymitywną wizję poetów i artystów z rzeczywistością moralnego porządku, jaka kryje się w w doktrynie. Wieczysta rzeczywistość nie zawsze daje się łatwo zobrazować za pomocą symboli czasu i przestrzeni, lecz nie ma powodu, dla którego powinno się ją kwestionować, podobnie jak nie powinno się zaprzeczać istnieniu Ameryki tylko dlatego, że czasem symbolizowana jest ona przez kobietę dzierżącą czerwono-biało-niebieski sztandar. 

Ostatecznym powodem zaprzeczania istnieniu piekła jest to, że próbuje się oddzielić doktrynę piekła od organicznego całokształtu prawd chrześcijańskich. Gdy oddzieli się ją od doktryn grzechu, wolności, cnoty, zbawienia i sprawiedliwości, staje się ona tak absurdalna jak oko oddzielone od ciała. Dowodem na to jest fakt, że ludzie zaczynają gorszyć się wspomnieniem piekła, gdy tylko przestaje ich gorszyć grzech. Kościół nigdy, nawet o jotę nie zmienił wiary w wieczne odmęty piekielne, której nauczał jego założyciel, nasz Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus. Zachowując wierność Jego Boskiemu świadectwu, Kościół naucza, że piekło jest po pierwsze wymogiem sprawiedliwości, a po drugie – jest ono wymogiem miłości.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Idź do nieba. Duchowy drogowskaz ku wieczności„, 2020 r., str. 416-417.

 

Oskarżyciel i obrońca

Przed popełnieniem grzechu, Szatan jest zawsze naszym obrońcą, a Chrystus – oskarżycielem.  Szatan jest obrońcą: „Oczywiście, Sobór Watykański II wszystko to zmienił. Już w to nie wierzymy! W końcu trzeba iść z duchem czasu!”. Chrystus zdaje się natomiast mówić: „Wybierz albo Mnie, albo świat. Nie proszę za światem”.  A później, po grzechu, jak nazywany jest Szatan w Księdze Objawienia? Zwany jest oskarżycielem. Jest nim również w Księdze Hioba i w Księdze Zachariasza: „Zobacz, co zrobiłeś. Nie ma dla ciebie nadziei, równie dobrze możesz iść na całość”. Tymczasem Chrystus staje się obrońcą: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją”.

800px-Christ_and_the_sinner

A.N. Mironow, „Chrystus i jawnogrzesznica”, 2011 r.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 2003 r., str. 194.

Dwie twarze

Każdy z nas, gdy podróż jego życia dobiegnie końca, nieuchronnie stanie przed jedną z dwóch twarzy: przed miłosiernym obliczem Chrystusa lub przed nędzną twarzą Szatana. Możemy podróżować tysiącami i dziesiątkami tysięcy różnych dróg, lecz na koniec i tak staniemy przed jedną z tych dwu twarzy. I jedna z nich, albo miłosierna twarz Chrystusa, albo nędzna twarz Szatana wyrzeknie wtedy słowa: „mój, mój”. Obyśmy należeli do Chrystusa. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Piękno poszczenia

Kiedykolwiek mamy pościć od pokarmów, bardzo łatwo wymyślamy argumenty i tworzymy wymówki, aby się od tego wykręcić. Proponujemy posty alternatywne, takie jak powstrzymywanie się od gniewu, zazdrości, pychy, od plotkowania itd. Nie chciałbym podkopywać idei takich „postów”, lecz pozwoliłbym sobie określić je mianem „cudownych diet”, o których czytamy każdego dnia. A post od pokarmów nie jest tylko i wyłącznie ćwiczeniem fizycznym.
 
great-post-g17e115b10_1280
Kościół zarządza post od pokarmów m.in. po to, abyśmy mogli w przybliżeniu doświadczyć tego, czego doświadczył Chrystus, gdy przez 40 dni pościł na pustyni. Post jest też środkiem, który przypomina nam o naszym głodzie Boga. Modlitwa, spowiedź i post są ze sobą powiązane, gdyż razem składają się na zadośćuczynienie za nasze grzechy.  W ten sposób przygotowują nas do przyjęcia najważniejszego, ostatecznego Pokarmu: Ciała i Krwi Chrystusa. 
 
Powstrzymywanie się od zazdrości, pychy i plotkowania powinno być naszą dożywotnią dietą, a nie taką, którą stosuje się tylko w Wielkim Poście. 
 
Arcybiskup Fulton J. Sheen

Agent 006, czyli Arcybiskup Fulton J. Sheen o pokusie

Kim jest agent 006? Jakim metamorfozom podlega? Jak z nim walczyć? O tym wszystkim opowiada Arcybiskup Fulton J. Sheen w filmie pt. „Psychologia pokusy”:
—-

Aby włączyć polskie napisy, należy kliknąć na ikonkę CC na panelu odtwarzacza.Inne telewizyjne katechezy z polskimi napisami znajdą Państwo pod linkiem:

https://abpsheen.pl/youtube/

 

Nie wypieraj się swojej winy

man-g91821e6dc_1280

Nigdy nie wypieraj się swojej winy; wypieranie się jej ma pięć poważnych skutków dla twojej duszy: 

  1. Niszczy ono charakter, gdyż eliminuje odpowiedzialność i – co za tym idzie – wolność.
  2. Sprawia, że wybaczenie jest niemożliwe, gdyż zaprzeczasz, że istnieje grzech, który musi zostać wybaczony.
  3. Wypieranie się własnej winy zmienia ludzi w łowców sensacji, plotkarzy i gwałtownych rewolucjonistów, gdyż sprawia, iż przenoszą oni swoją winę na innych, aby uciec od własnych wyrzutów sumienia. 
  4. Wypieranie się własnej winy prowadzi do większego grzechu, gdyż twoje sumienie staje się coraz bardziej obojętne, a cnota – coraz bardziej odpychająca.
  5. Wreszcie, wypieranie się własnej winy prowadzi do rozpaczy, która przekształca się w fanatyzm skierowany przeciw religii i moralności, nienawiść wobec których jest pewnym dowodem winy.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
Źródło: kazanie pt. Morbidity and the Denial of Guilt, 1948r.

List od Czytelnika

Z poczty redakcyjnej – publikujemy list jednego z Czytelników naszego bloga, w którym opisuje on wpływ słów Arcybiskupa Sheena na jego życie:

Jednym z warunków każdej beatyfikacji jest, między innymi, cud dokonany za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Cud za wstawiennictwem Arcybiskupa Sheena dokonał się, a jego proces beatyfikacyjny trwa. Cud zapewne dokonał się nie jeden, a wiem o tym także ja, gdyż, może nie dokładnie za wstawiennictwem, ale na pewno za sprawą słów Arcybiskupa przeczytanych jakiś czas temu na jego fejsbukowym blogu, wydarzył się w moim życiu pewien mały cud uleczenia z paraliżującego lęku, który długo kierował moim życiem.

Kiedyś mieszkałem z rodziną w Polsce, gdzie od dziecka dużo od nas wymagano i gdzie nauczono nas właściwej kolei rzeczy. Polskość i umiłowanie prawdy mieliśmy wryte w serca, choć wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Pewnego dnia krytyczna sytuacja materialna wygnała nas za granicę. Wyjechaliśmy do dalekiego kraju, w którym od wielu już lat rugowano Boga z życia publicznego, aby w końcu niemal w ogóle przestać o nim mówić, i gdzie wszelkie próby upominania się o Niego są systemowo pacyfikowane. Wyjechaliśmy, bo musieliśmy. W cichości miałem nadzieję, że po pięciu latach uda nam się spłacić to, do spłaty czego się zobowiązaliśmy i wrócić do Ojczyzny. Im dalej w las, tym mniej kolorowo to wszystko wyglądało, a moja tęsknota za Polską coraz bardziej mnie rozrywała. Robiłem się coraz bardziej ponury, nie mogłem spać, odwiedziny Polski nie cieszyły, a w pracy często targał mną płacz i ściśnięte z bólu gardło – oba skrywane, aby nikt nie zauważył. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że możliwe jest, iż jeszcze przez długie lata nie będziemy mogli wrócić do Polski. Nie chcę Wam opisywać co dla mnie oznaczał taki wniosek. I wtedy przeczytałem następującą opowieść Arcybiskupa Sheena.

„Po święceniach kapłańskich spędziłem dwa lata w Waszyngtonie na studiach, a następnie 5 lat za granicą. Gdy zakończyłem naukę, wysłałem mojemu biskupowi dwa listy. Jeden z nich zapraszał mnie do utworzenia szkoły filozofii scholastycznej na Uniwersytecie Columbia. Drugi z listów zawierał zaproszenie do Oksfordu, gdzie, wraz z ks. Ronaldem Knoxem miałem współtworzyć pierwszy katolicki wydział od czasów reformacji. Wysłałem oba listy biskupowi i zapytałem: „Które zaproszenie mam przyjąć?”. Jego odpowiedź brzmiała: „Wracaj do domu”. Wysłał mnie do najgorszej parafii w naszej diecezji i mianował mnie wikarym. Był to prawdziwy dopust Boży. Tylko 20% parafian władało językiem angielskim. Żadna z ulic nie była wyłożona chodnikiem. Powiedziałem: „W porządku. To jest to. Tego chce ode mnie Chrystus”. Byłem całkowicie zadowolony. Po roku zadzwonił do mnie biskup i powiedział: „Pojedziesz do Waszyngtonu i obejmiesz profesurę na tamtejszym Uniwersytecie Katolickim. Obiecałem im trzy lata temu, że im ciebie przyślę”. Spytałem: „Dlaczego zatem Ekscelencja nie wysłał mnie tam, gdy wróciłem do domu?”. Odpowiedział: „Chciałem tylko sprawdzić, czy będziesz posłuszny. A teraz już biegnij” – i od tego czasu wciąż biegnę.”

W jednej chwili zrozumiałem, że taka jest Wola Boża, żebyśmy teraz byli tutaj, a nie gdzie indziej. To On wysłał nas tutaj – do jednej ze swoich najgorszych parafii – abyśmy tutaj, a nie gdzie indziej, świadczyli o Nim. Może kiedyś (a może nie) na powrót odwoła nas tam, gdzie my sami wolelibyśmy być, ale teraz swoją wolę i tęsknotę trzeba schować do kieszeni. Dlatego, że On tak chce. Możliwe, że pewnego dnia będzie trzeba dać świadectwo – o wiele wyraźniejsze niż trzeba dawać na co dzień. Możliwe, że pewnego dnia my – katolicy będziemy tutaj bardzo potrzebni – o wiele bardziej niż jesteśmy potrzebni teraz. Kto da to świadectwo jeśli nas tutaj wtedy nie będzie?

Jestem malutkim człowieczkiem i przytaczając tę opowieść Arcybiskupa w żadnym stopniu nie próbuję się do niego porównywać. Nie ma w jego i moim wysłaniu do najgorszej parafii żadnej analogii poza tą, która odnosi się do każdego z nas – każdy z nas powołany jest do czegoś, w życiu każdego z nas na to coś przychodzi czas i – przede wszystkim – każdy z nas jest winien posłuszeństwo Woli Bożej.

Od czasu przeczytania opowieści o wysłaniu do najgorszej parafii nie było ani jednego dnia bez nadziei, ani jednej nocy bez snu, a w pracy nie targa mną ściśnięte gardło. I nie ma znaczenia, że od tego czasu minęło dopiero pięć tygodni, gdyż, podobnie jak wierzący nie czują potrzeby udowadniania prawdziwości Chrześcijaństwa długością czasu, który upłynął od jego założenia, tak obdarowany łaskami nie czuje potrzeby sprawdzania realności tychże łask licząc czas, który upłynął od ich otrzymania.

Dlaczego powinniśmy chrzcić dzieci w niemowlęctwie?

Niektórzy pytają, dlaczego powinno się chrzcić dzieci, zanim będą w stanie same o tym zdecydować. A dlaczego powinno się je karmić? Czy pytamy je o zdanie, zanim przekażemy im nasze nazwisko? Jeśli otrzymuje ono nazwisko rodzinne, rodzinną fortunę, pozycję rodziny w hierarchii społecznej czy rodzinne dziedzictwo, dlaczego nie powinno również otrzymać religii, którą wyznaje jego rodzina? W naszym kraju nie czekamy, aż dziecko skończy 21 lat, aby mogło wówczas samo zadecydować, czy chce zostać obywatelem amerykańskim i czy pragnie posługiwać się językiem angielskim. Rodzi się ono Amerykaninem; podobnie we Chrzcie św. rodzimy się jako członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa. Jeśli ktoś będzie czekał aż do pełnoletności, aby dopiero wtedy nauczyć się czegoś o swoich relacjach z Panem, który go zbawił, w międzyczasie nauczy się innego katechizmu, katechizmu swoich namiętności, swoich żądzy i swojej zmysłowości. 

 Arcybiskup Fulton J. Sheen 

 Źródło: „These are the Sacraments”, 1962r., strona nieznana.