Wjazd do Jerozolimy

Sięgając po wersety z wielkiego Hallelu, który odnosił się do Mesjasza, tłumy podążały za Nim, wołając:

„Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie.
Pokój w niebie i chwała na wysokościach.” (Łk 19,38)

Uznając, że Chrystus jest tym, którego zesłał Bóg, tłumy praktycznie powtórzyły pieśń aniołów z Betlejem, gdyż pokój, który przyniósł, był pojednaniem nieba z ziemią. Powtórzyli również pozdrowienie, które przynieśli Mu do żłóbka trzej Mędrcy: „Król Izraela”.

I tak zaczęli wyśpiewywać nową pieśń:

„Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach!” (Mt 21, 9)

„Król izraelski.” (J 12, 13)

Był On przyobiecanym Księciem z rodu Dawida; tym, który przyszedł z Boską misją. Hosanna, która pierwotnie oznaczała modlitwę, stała się teraz triumfalnym powitaniem Króla-Zbawiciela. Nie pojmując w pełni, dlaczego został posłany, ani jakiego rodzaju pokój miał zaprowadzić, tłumy wyznawały, że Jezus jest Bogiem. Jedynymi, który nie brali udziału w aplauzie, byli faryzeusze:

„Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: ‚Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!'” (Łk 19, 39)

Było czymś niezwyczajnym, że zwrócili się z tą prośbą do naszego Pana, ponieważ byli oburzeni tym, iż przyjmował hołd odtłumów. Chrystus odpowiedział im z olbrzymim majestatem:

„Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą.” (Łk 19, 40)

Gdyby ludzie zamilkli, natura zawołałaby i ogłosiła Jego Boskość. Kamienie są twarde, lecz skoro one by zawołały, o ile twardsze są serca ludzi, które nie rozpoznają Bożego miłosierdzia. Gdyby uczniowie zamilkli, wrogowie nic by nie zyskali, ponieważ odezwałyby się góry i morza.

Wjazd do Jerozolimy został nazwany tryumfalnym, lecz Chrystus dobrze wiedział, że „Hosanna” zmieni się w „Ukrzyżuj Go”, a palmy zamienią się w włócznie. Wśród okrzyków tłumów Jezus potrafił dosłyszeć szept Judasza i gniewne głosy przed pałacem Piłata. Tronem, na którym mieli Go posadzić, był Krzyż, a Jego prawdziwą koronacją miało się stać Ukrzyżowanie. Pod Jego stopami rozpościerało się teraz mnóstwo szat, lecz w Piątek odebrano Mu nawet Jego własne odzienie. Od samego początku wiedział, co kryje się w ludzkim sercu i ani razu nie dał do zrozumienia, że Odkupienie ludzkich dusz może dokonać się dzięki wokalnym fajerwerkom. Choć był Królem i choć witali Go teraz jak swojego Króla i Pana, wiedział, że czeka Go królewskie przyjęcie na Kalwarii.

Jego oczy wypełniły się łzami – nie z powodu Krzyża, który Go czekał, lecz z powodu niedoli, jaka nieuchronnie nadciągała nad tych, których przyszedł zbawić, lecz którzy mieli Go odrzucić. Spoglądając na miasto

„zapłakał nad nim i rzekł: ‚O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.”” (Łk 19, 41-42)

Ujrzał z historyczną dokładnością upadek sił Tytusa, a jednak oczy, które tak jasno widziały przyszłość, były niemal zaślepione łzami. Mówił o sobie, że jest gotowy i zdolny odwrócić zagładę, gromadząc winnych pod swoimi skrzydłami, podobnie jak kwoka zagarnia pisklęta, lecz oni tego nie chcieli. Jako wielki patriota wszech czasów, spoglądał dalej niż na swoje cierpienie; utkwił swój wzrok na mieście, które odrzuciło Miłość. Widzieć zło i nie być w stanie mu zaradzić z powodu ludzkiej przewrotności – oto męka największa ze wszystkich. Widok nikczemności i bezradność wobec samowoli złoczyńców wystarczą, aby złamać serce. Ojciec przeżywa męki, gdy widzi złe czyny swojego syna. Przyczyną łez Chrystusa były oczy, które nie chciały widzieć i uszy, które nie chciały słyszeć.

W życiu każdego człowieka i w życiu każdego narodu istnieją trzy chwile: czas nawiedzenia lub przywileju w formie Bożego błogosławieństwa; czas odrzucenia, w którym Bóg zostaje zapomniany oraz czas biady lub katastrofy. Sąd (lub katastrofa) jest konsekwencją ludzkich decyzji i dowodzi, że światem kieruje obecność Boga. Jego łzy uronione nad miastem ukazały Go jako Pana Historii, który obdarza ludzi łaską, lecz nigdy nie niszczy ich swobody odrzucenia jej. Lecz poprzez nieposłuszeństwo wobec Jego woli ludzie niszczą samych siebie; uderzając w Niego, uśmiercają swe własne serca; wypierając się Go, doprowadzają do ruiny swoje własne miasta i narody. Takie jest przesłanie łez Króla, który poszedł na Krzyż.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Life of Christ”, 1958 r., str. 315-317.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s