Kilku nieprawdopodobnych świętych

hagar

Gdy ogarnia nas pokusa popadnięcia w rozpacz, warto zajrzeć do 11. rozdziału Listu do Hebrajczyków, który jest katalogiem starotestamentowych świętych. Warto od czasu do czasu przejrzeć ów katalog. A potem poczytajmy o życiu tych starotestamentowych mężczyzn i kobiet. Wszyscy oni byli niczym głownie wyciągnięte z pożogi. Noe: upił się po potopie. Abraham: Bóg kazał mu opuścić kraj wraz z jego żoną Sarą, a on zabrał swojego bratanka i jego żonę, o których zabraniu Bóg nie wspominał, i narobili mu kłopotów. Następnie udał się do Egiptu w czasie głodu, zamiast zaufać Bogu, potem zgrzeszył z Hagar i z tego związku narodził się Izmael. Mimo to Abraham w samym tylko jednym rozdziale listu do Hebrajczyków aż jedenaście razy chwalony jest za swą wiarę. Mojżesz zabił człowieka. Samson, cudzołożnik, złamał swoje śluby nazirejczyka. Barak, generał, nie chciał iść na wojnę, chyba że dołączyłaby do niego kobieta, Debora, tak aby mógł oprzeć się na jej wojskowym osądzie. I tak dalej, i tak dalej. W Starym Testamencie wydawali się oni zupełnie innymi ludźmi. Bóg wybrał ich nie kierując się tym, jacy byli, lecz tym, jacy mogli się stać. To dlatego wybrał nas: jesteśmy Jego narzędziami. Moc Boża objawia się w tym, co może On zrobić z kruchą trzciną. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., str. 43.

Gdybym nie był katolikiem

Gdybym nie był katolikiem i chciałbym znaleźć prawdziwy Kościół w dzisiejszym świecie, szukałbym takiego Kościoła, który nie żyje w zgodzie ze światem; innymi słowy, szukałbym Kościoła, którego świat nienawidzi. Powodem, dla którego postępowałbym właśnie w ten sposób, byłoby to, że jeśli Chrystus jest w którymkolwiek z dzisiejszych kościołów na świecie, musi być wciąż tak samo nienawidzony, jak nienawidzono Go, gdy przebywał na ziemi w swoim Ciele.
 
Jeśli chcesz znaleźć dziś Chrystusa, szukaj Kościoła, który nie ma dobrych układów ze światem. Szukaj Kościoła, który jest znienawidzony przez świat, podobnie jak Chrystus był nienawidzony przez świat. Szukaj Kościoła, który oskarżany jest o zacofanie, tak jak naszego Zbawiciela oskarżano o ignorancję i nieuctwo. Szukaj Kościoła, z którego ludzie szydzą i na który spoglądają jak na coś gorszego, podobnie jak szydzili z naszego Pana, ponieważ pochodził z Nazaretu. Szukaj Kościoła, który oskarżany jest o to, że jest w nim szatan, podobnie jak nasz Zbawiciel oskarżany o to, iż opętał Go Belzebub, książę ciemności. Szukaj Kościoła, którego zniszczenia w imię Boga domagają się ludzie w każdej epoce fanatyzmu, podobnie jak ukrzyżowali oni Chrystusa myśląc, że służą w ten sposób Bogu. Szukaj Kościoła odrzuconego przez świat ze względu na to, że obstaje on przy swojej nieomylności, podobnie jak Piłat odrzucił Chrystusa za to, iż nazwał On samego siebie Prawdą. Szukaj Kościoła, który odrzucony jest przez świat, podobnie jak nasz Zbawiciel został odrzucony przez ludzi. Szukaj Kościoła, który pośród zamętu sprzecznych opinii miłowany jest przez swoich członków tak, jak miłują oni Chrystusa, szanując głos Kościoła jako głos jego Założyciela, aż zaczniesz coraz lepiej rozumieć, że jeśli Kościół nie cieszy się popularnością tego świata i jeśli nie jest z tego świata, to musi być z innego świata. A ponieważ jest z innego świata, jest on nieskończenie miłowany i nieskończenie nienawidzony, tak jak nasz Pan Jezus Chrystus. Tylko Boskość może być nieskończenie nienawidzona i nieskończenie miłowana. I dlatego Kościół jest Boży.
 
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 

Źródło: Przedmowa do „Radio Replies Vol. 1”, 1938r.

Przez Maryję do Jezusa

Nienawiść krajów muzułmańskich wobec Zachodu staje się obecnie nienawiścią wobec chrześcijaństwa. Mimo że politycy nie biorą tego jeszcze pod uwagę, wciąż istnieje poważne zagrożenie, że doczesna siła islamu powróci, a wraz z nim powróci niebezpieczeństwo, iż pokona on Zachód, który przestał być chrześcijański, aby utwierdzić się jako wielka antychrześcijańska siła w świecie. Muzułmańscy pisarze mówią: Gdy szarańcza obsiądzie czarną chmarą niezmierzone kraje, będzie ona niosła na skrzydłach te oto arabskie słowa: jesteśmy tłumem Boga, każdy z nas ma dziewięćdziesiąt dziewięć jaj, a gdybyśmy mieli ich sto, spustoszylibyśmy świat wraz ze wszystkim, co się na nim znajduje.

Pytanie brzmi: W jaki sposób powinniśmy zapobiec wykluciu z setnego jaja? Jestem mocno przekonany, że obawy dotyczące muzułmanów nie ziszczą się, lecz że wyznawcy islamu nawrócą się w końcu na chrześcijaństwo i stanie się to w sposób, którego nie spodziewają się nawet nasi misjonarze. Wierzę, że stanie się to nie poprzez bezpośrednie głoszenie nauki chrześcijańskiej, lecz przez wezwanie muzułmanów do oddawania czci Matce Boga. Oto moja linia argumentacji:

Koran, który jest świętą księgą muzułmanów, zawiera wiele ustępów dotyczących Najświętszej Dziewicy. Przede wszystkim Koran wierzy w Jej Niepokalane Poczęcie i w dziewicze narodzenie Jezusa. Trzecia sura Koranu sytuuje historię rodu Maryi w genealogii, która sięga do czasów Abrahama, Noego i Adama. Gdy porównamy opis narodzin Maryi w Koranie z apokryficzną ewangelią narodzin Maryi, można pokusić się o wniosek, że Mahomet bardzo mocno opierał się o to ostatnie źródło. Obie księgi opisują zaawansowany wiek i niewątpliwą bezpłodność matki Maryi. Gdy Anna zachodzi w ciążę, mówi ona według Koranu: O, Panie, ślubuję i poświęcam Ci to, co już jest we mnie. Przyjmij to ode mnie*.

Gdy Maryja przychodzi na świat, jej matka mówi: Oddaję ją z całym jej potomstwem pod Twoją opiekę, o Panie, przeciw szatanowi!

Koran nie wspomina o Józefie w życiu Maryi, lecz tradycja muzułmańska zna jego imię i zawiera pewną wiedzę na jego temat. Zgodnie z tą tradycją Józef miał rozmawiać z Maryją, która była dziewicą. Gdy spytał ją, w jaki sposób poczęła Ona Jezusa bez męża, Maryja odpowiedziała: Czy nie wiesz, że gdy Bóg stworzył pszenicę, nie potrzebował ziarna i że Bóg dzięki swojej mocy stworzył drzewa bez pomocy deszczu? Wystarczyło, że Bóg powiedział ‚niech tak się stanie’ i tak się stało.

Koran zawiera również wersety poświęcone Zwiastowaniu, Nawiedzeniu i Narodzeniu. Aniołowie przedstawieni są jako towarzysze Matki Najświętszej, którzy mówią do Niej: O, Maryjo, Bóg Cię wybrał i oczyścił i wywyższył Cię ponad wszystkie niewiasty na ziemi. W dziewiętnastej surze Koranu znaleźć można czterdzieści jeden wersetów poświęconych Jezusowi i Maryi. Obrona dziewictwa Maryi zawarta w Koranie jest tak silna, że w czwartej księdze potępia on żydów za ich potworne oszczerstwa przeciwko Dziewicy Maryi.

Maryja jest zatem dla muzułmanów prawdziwą Sayyidą, czyli Panią. Jej jedyną ewentualną poważną rywalką w ich wyznaniu wiary mogłaby być Fatima, córka samego Mahometa. Lecz po śmierci Fatimy Mahomet napisał: Będziesz w raju najbardziej błogosławioną spośród niewiast, zaraz po Maryi. W innej wersji tego tekstu w usta Fatimy włożone są słowa: Przewyższam wszystkie kobiety, z wyjątkiem Maryi.

W ten sposób dochodzimy do drugiej kwestii, a mianowicie pytania, dlaczego Najświętsza Maryja Panna objawiła się w niepozornej wiosce Fatima, aby przyszłe pokolenia znały Ją jako Matkę Boską z Fatimy. Ponieważ wszystko, co przychodzi z Nieba, cechuje się niesłychanym dopracowaniem szczegółów, wierzę, że Maryja wybrała imię Matki Boskiej z Fatimy, jako dowód i znak nadziei dla muzułmanów i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują Jej tak wiele szacunku, pewnego dnia uznają również Jej Boskiego Syna.

Dowody na poparcie tej tezy znaleźć można w faktach historycznych; muzułmanie przez stulecia okupowali Portugalię. W czasie, gdy wreszcie zostali oni wypędzeni, ostatni dowódca muzułmański miał piękną córkę o imieniu Fatima. Zakochał się w niej katolicki chłopak, i dla niego nie tylko została ona w Portugalii, ale przyjęła też wiarę. Młody mąż był w niej tak zakochany, że zmienił nazwę miasteczka, w którym żył i nazwał je Fatima. I tak oto miejsce, w którym Maryja objawiła się w 1917r., jest historycznie powiązane z Fatimą, córką Mahometa.


Ostateczny dowód związków Fatimy z muzułmanami przejawia się w entuzjastycznym przyjęciu statuy Matki Bożej Fatimskiej przez wyznawców islamu podczas jej peregrynacji po krajach Afryki i w Indiach. Muzułmanie brali udział w nabożeństwach katolickich, aby uczcić Najświętszą Maryję Pannę, zezwolili na procesje religijne i nawet na to, aby modlitwy odmawiane były przed meczetami; w Mozambiku muzułmanie zaczęli nawracać się na chrześcijaństwo, gdy tylko wzniesiono tam pomnik Matki Bożej Fatimskiej.

Misjonarze w przyszłości będą coraz lepiej rozumieć, że sukces ich apostolatu wśród muzułmanów będzie uzależniony od stopnia, w jakim będą oni nauczali o Matce Boskiej Fatimskiej. Maryja jest adwentem Chrystusa, ponieważ przyniosła Ona ludziom Chrystusa, zanim się narodził. W każdym wysiłku apologetycznym zawsze najlepiej jest zacząć od tego, co ludzie już akceptują. Ponieważ muzułmanie mają nabożeństwo do Maryi, nasi misjonarze powinni zadowolić się szerzeniem i rozwijaniem tego nabożeństwa, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że Maryja sama dalej poprowadzi muzułmanów do swego Boskiego Syna. Jest Ona odwieczną zdrajczynią w tym sensie, że nigdy nie zatrzymuje dla siebie skierowanego do Niej nabożeństwa, lecz zawsze doprowadza tych, którzy mają do Niej nabożeństwo, do swojego Boskiego Syna. Podobnie jak Ci, którzy tracą nabożeństwo do Niej, tracą wiarę w boskość Chrystusa, tak i ci, którzy wzmacniają nabożeństwo do Maryi, stopniowo umacniają się w tej wierze.

Wielu spośród naszych wielkich misjonarzy udało się dzięki czynom miłosierdzia, dzięki szkołom i szpitalom, przełamać gorzką nienawiść i uprzedzenia żywione przez muzułmanów wobec chrześcijan. Pozostaje zatem zastosować inny sposób, a mianowicie wziąć czterdziestą pierwszą surę Koranu i pokazać muzułmanom, że została ona zapożyczona z Ewangelii św. Łukasza, że nawet w ich oczach Maryja nie mogłaby być najbardziej błogosławioną spośród wszystkich niewiast w niebie, gdyby nie zrodziła Ona tego, który był Zbawicielem świata. Skoro Judyta i Estera ze Starego Testamentu były prefiguracją Maryi, jest też możliwe, że Fatima miała być Jej postfiguracją. Powinno się zatem przygotowywać muzułmanów do uznania faktu, że skoro Fatima – pod względem oddawanej jej czci – musi ustąpić miejsca Matce Bożej, jest tak, ponieważ Maryja różni się od wszystkich innych matek na świecie i ponieważ bez Chrystusa byłaby Ona nikim.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: The World’s First Love, 1953r., str.205-209.

Błogosławieństwa

Kazanie na Górze tak bardzo się różni od wszystkiego, co wielbi nasz świat, że świat ten gotów jest ukrzyżować każdego, kto spróbuje żyć zgodnie z zawartymi w nim wartościami. Ponieważ Chrystus je głosił, musiał umrzeć. Ceną, jaką zapłacił za Kazanie na Górze była Kalwaria. Przeżyć może jedynie mierność. Tych, którzy czarne nazywają czarnym, a białe białym, skazuje się za nietolerancję. Żyć mogą tylko szarzy.


Niech tylko Ten, Który mówi: Błogosławieni ubodzy w duchu pojawi się w świecie wierzącym w prymat ekonomii; niechaj stanie pośrodku rynku, gdzie niektórzy żyją dla wspólnego zysku lub gdzie, jak mówią inni, ludzie żyją dla własnego zysku, a zobaczy, co się wydarzy. Stanie tam tak ubogi, że w Swym życiu nie znajdzie miejsca, gdzie mógłby złożyć głowę; przyjdzie dzień, gdy umrze pozbawiony wszystkiego, co by miało jakąś wartość materialną. W Swej ostatniej godzinie będzie tak zubożały, że zedrą z Niego Jego szaty, a nawet złożą Go w grobie obcego człowieka, tak jak na narodziny dano Mu stajnię obcego człowieka.

Niech pojawi się w świecie, który głosi pochwałę silnych, który twierdzi, że winniśmy nienawidzić naszych nieprzyjaciół, w świecie, który potępia wartości chrześcijańskie jako miękkie, niech  powie temu światu: Błogosławieni cierpliwi, a pewnego dnia poczuje na plecach razy biczów, jakimi będą Go smagać krzepcy barbarzyńcy; w czasie długiej męki prześmiewcza pięść wymierzy Mu cios w policzek; ujrzy mężczyzn, którzy sierpami będą żąć trawę na Wzgórzu Kalwaryjskim, potem zaś ciosami młota przybiją Go do Krzyża i wystawią na próbę cierpliwość Tego, Który wytrzyma to najgorsze, co może wydać z siebie zło, które wreszcie, wyczerpawszy się, obróci się w Miłość.

Niech pojawi się w naszym świecie, który drwi z pojmowania grzechu jako patologii, który zadośćuczynienie za dawne winy uważa za przejaw kompleksu winy i niechaj głosi temu światu: Błogosławieni, którzy się smucą z powodu swoich grzechów; przewiążą Mu oczy i będą z Niego szydzić jak z głupca. Ubiczują Jego ciało tak, że będzie można Mu porachować kości; ukoronują Jego głowę cierniami, aż zacznie ronić nie słone łzy lecz szkarłatne perły krwi, gdy oni będą się naśmiewać ze słabości Tego, Który nie chce zejść z Krzyża.

Niech pojawi się w świecie, który zaprzecza istnieniu Prawdy Absolutnej, który głosi, że dobro i zło to tylko kwestia punktu widzenia, że musimy być bardziej tolerancyjni w ocenie występku i cnoty; niechaj On im powie: Błogosławieni którzy łakną i pragną sprawiedliwości, czyli Absolutu, Prawdy, którą Ja jestem; a oni, tak rzekomo tolerancyjni, każą tłuszczy wybierać pomiędzy Nim a Barabaszem; ukrzyżują Go wraz ze złoczyńcami i będą usiłowali przekonać świat, że Bóg niczym się nie różni od rabusiów, towarzyszy Jego śmierci.

Niech pojawi się w świecie, który głosi, że mój bliźni to kawał drania, że wszystko, co mi się sprzeciwia nie ma prawa istnieć, że liczy się tylko moje ja, że moja wola jest najwyższym prawem, że to, co ja postanowię jest dobre, że muszę zapomnieć o innych i myśleć jedynie o sobie – i niech im powie: Błogosławieni miłosierni. Przekona się, że nie doświadczy miłosierdzia; w Jego Ciele otworzą pięć strumieni krwi; w Jego spragnione usta wleją ocet i żółć; i nawet po Jego śmierci bezlitośnie przebiją włócznią Jego Święte Serce.

Niech pojawi się w świecie, który usiłuje definiować człowieka w kategoriach seksu; który czystość nazywa zimnem, dziewictwo uważa za seksualne wynaturzenie, panowanie nad sobą za anormalność, a dozgonny związek między mężem i żoną za coś nudnego; który głosi, że małżeństwo trwa tylko dopóty, dopóki pozwalają na to hormony, że człowiek może rozwiązać to, co związał Bóg i odpieczętować to, co Bóg zapieczętował. I powie im: Błogosławieni czystego serca – a znajdzie się nagi, zawieszony na Krzyżu, jako widowisko przed ludźmi i aniołami, przy wtórze dzikiej, szaleńczej afirmacji tego, że czystość jest czymś anormalnym, że dziewice to neurotyczki i że zmysłowość jest czymś dobrym.

Niech pojawi się w świecie, w którym uważa się, że aby świat podbić, trzeba się uciekać do wszelkiego rodzaju podstępów i obłudy, do obnoszenia gołąbków pokoju nafaszerowanych bombami i niech im powie: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, lub Błogosławieni ci, którzy wykorzeniają  grzech, aby móc zaprowadzić pokój – a otoczą Go ludzie prowadzący najgłupszą z wojen – wojnę przeciw Synowi Boga; dopuszczą się przemocy używając stali i drewna, powrozów i żółci, a potem postawią straż przy Jego grobie, aby Ten, który przegrał bitwę nie odniósł ostatecznego zwycięstwa.

Niech pojawi się w świecie, w którym uważa się, że całe nasze życie powinno być nastawione na schlebianie ludziom i wywieranie na nich wpływu tak, byśmy mogli osiągnąć praktyczne korzyści i zyskać popularność i niechaj im powie: Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, a pozostanie bez przyjaciół, jako wyrzutek na wzgórzu, gdzie tłuszcza będzie wrzaskiem żądać Jego śmierci, a ciało zacznie z Niego zwisać szkarłatnymi strzępami.

Błogosławieństw nie należy postrzegać z osobna; to nie są ideały; to są twarde fakty i realia nieodłączne od Krzyża na Kalwarii. Chrystus nauczał samo-ukrzyżowania: winniśmy kochać tych, którzy nas nienawidzą; wyłupić sobie oczy i odciąć ręce, gdyby miały być powodem do grzechu; zachować czystość w naszym wnętrzu, gdy namiętności atakują nas z zewnątrz domagając się zaspokojenia; przebaczać tym, którzy chcą nas uśmiercić; zło dobrem zwyciężać; błogosławić tym, którzy nas przeklinają; nie rozprawiać o wolności aż do czasu, gdy nie będziemy mieli w sercach sprawiedliwości, prawdy i miłości do Boga, które stanowią warunek wolności; winniśmy żyć w świecie, a zarazem nie pozwolić mu się zbrukać; odmówić sobie czasami uprawnionych przyjemności po to, by skuteczniej ukrzyżować nasz egotyzm – a wszystko to oznacza skazanie na śmierć starego człowieka, który w nas mieszka.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Beatitudes, tłumaczenie: Monika Beyer

Arcybiskup Fulton J. Sheen mówi "o marnowaniu życia"

Oto jedna z tych nauk Arcybiskupa Sheena, które najbardziej motywują do prawdziwie chrześcijańskiego życia. Prosimy o pokazanie tego filmu wszystkim, szczególnie tym, którzy właśnie rozpoczynają rok szkolny.

Bardzo dziękujemy Panu Maksymilianowi Sielickiemu za przetłumaczenie katechezy.

Aby wyświetlić polskie napisy, należy włączyć opcję subtitles/CC w prawym dolnym rogu filmu.

Oświadczenie Josepha Zwillinga w imieniu Archidiecezji Nowojorskiej

4.09.2014r.

Joseph Zwilling, Dyrektor Działu Komunikacji Archidiecezji Nowojorskiej, wydał dziś następujące oświadczenie w imieniu archidiecezji, które ma być próbą wyjaśnienia pewnych kwestii dotyczących procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Arcybiskupa Fultona J. Sheena.
Archidiecezja Nowojorska łączy się z biskupem Danielem Jenky z Diecezji Peoria w jego zaproszeniu do modlitwy, aby “objawiła się wola Boża” w odniesieniu do procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Arcybiskupa Fultona J. Sheena. Wiele osób zwróciło się do nas z prośbą o przybliżenie tej sprawy i mamy nadzieję, że [oświadczenie to] okaże się pomocne w związku z wczorajszym listem Diecezji Peoria informującym o zawieszeniu procesu beatyfikacyjnego.
Arcybiskup Fulton J. Sheen jasno wyraził swoje pragnienie, aby jego szczątki zostały pochowane w Nowym Jorku; prośbę tę spełnił kardynał Terence Cooke, który zgodził się na pochowanie [abpa Sheena] w krypcie pod ołtarzem głównym katedry św. Patryka w Nowym Jorku, w której chowani są nowojorscy metropolici. Jedyną oficjalną instrukcją, jaką otrzymała w tej kwestii Archidiecezja Nowojorska od Stolicy Apostolskiej, było zalecenie wydane dekadę temu, aby ciało [abpa Sheena] NIE zostało przeniesione do Peorii. Po dziś dzień nie otrzymaliśmy żadnych innych wytycznych ani prośby z Kongregacji do spraw Kanonizacji. Ponadto żyjący członkowie najbliższej rodziny arcybiskupa Sheena również wyrazili pragnienie, aby życzenie ich wujka zostało uszanowane i aby jego ciało pozostało w Nowym Jorku.
Kongregacja do spraw Kanonizacji zwróciła się ostatnio do Archidiecezji Nowojorskiej i do Diecezji Peoria z prośbą o podjęcie dialogu w celu podjęcia kroków pozwalających osiągnąć postęp w procesie beatyfikacyjnym. Dyskusje z Diecezją Peoria dotyczyły dwóch kwestii: ewentualnej ekshumacji i zbadania ciała oraz ewentualnego pobrania “relikwii pierwszej klasy” arcybiskupa Sheena. Kardynał Timothy Dolan wyraził swe zastrzeżenia odnośnie do ekshumacji ciała, CHYBA ŻE Kongregacja do spraw Kanonizacji nakazałaby jej przeprowadzenie i CHYBA ŻE process ten zostałby zaaprobowany przez rodzinę, że zostałby przeprowadzony w sposób dyskretny i pełen szacunku i że ekshumacja zostałaby przeprowadzona zgodnie z przepisami prawa stanu Nowy Jork. [Kardynał] skonsultował tę sprawę z rodziną [arcybiskupa Sheena], która wyraziła zgodę pod warunkiem, że ekshumacja pozwoli osiągnąć postęp w sprawie. 
Odnośnie do pobrania relikwii pierwszej klasy, kardynał Dolan sprzeciwia się rozczłonkowaniu ciała Arcybiskupa Sheena. Jeśli jednak ciało zostanie ekshumowane, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w trumnie zostaną odnalezione jakieś szczątki, które mogłyby zostać pobrane z czcią bez naruszania ciała, a następnie można by się było z nimi szczodrze podzielić z Diecezją Peoria. Rodzina nie ma nic przeciwko temu i oczekujemy stosownych instrukcji z Rzymu.

Diecezji Peoria oraz biskupowi Jenky należy się ogromna wdzięczność za doprowadzenie procesu beatyfikacyjnego arcybiskupa Sheena do obecnego etapu. Jeśli, jednakże, decyzja Diecezji Peoria w kwestii zawieszenia procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Arcybiskupa Fultona J. Sheena i w kwestii przekazania akt tej sprawy do archiwów historycznych Kongregacji do spraw Kanonizacji jest ostateczna, Archidiecezja Nowojorska z chęcią podejmie się dalszego prowadzenia procesu beatyfikacyjnego, jeśli zgodne by to było z intencjami Diecezji Peoria oraz Kongregacji do spraw Kanonizacji, w nadziei że wspaniała działalność biskupa Jenky będzie kontynuowana, a jego sugestywne modlitwy – wysłuchane.

Szokujące wieści: starania o beatyfikację i kanonizację Fultona J. Sheena zostają zawieszone na czas nieokreślony

W środę po południu ukazało się oświadczenie diecezji Peoria informujące o tym, iż starania o kanonizację arcybiskupa Fultona Sheena zostały zawieszone na czas nieokreślony.

W oświadczeniu tym władze diecezjalne podają, że proces prowadzący do beatyfikacji i kanonizacji został wstrzymany, mimo iż do tej pory toczył się bez przeszkód.

W istocie, po 12-letnich staraniach Fundacji Arcybiskupa Fultona J. Sheena kierowanej przez biskupa Daniela Jenky, spodziewano się, że uroczystość beatyfikacji będzie miała miejsce już w przyszłym roku, tuż po głosowaniu Kolegium Kardynalskiego i  po uzyskaniu aprobaty papieża Franciszka.

Tymczasem okazuje się, że nowojorska archidiecezja odmówiła biskupowi Jenky zgody na przeniesienie szczątków Sheena do Peorii w celu przeprowadzenia oficjalnych badań i pobrania relikwii pierwszej klasy.

„Po konsultacjach z Rzymem podjęta została decyzja, że akta procesu beatyfikacyjnego Sheena zostaną przeniesione do archiwum historycznego Kongregacji [Spraw Kanonizacyjnych]” – poinformowała diecezja w swoim oświadczeniu, dziękując osobom wspierającym proces beatyfikacyjny za poświęcony czas i ofiary pieniężne.


Poniżej zamieszczamy treść oświadczenia:

Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy do wiadomości, iż Jego Ekscelencja biskup Daniel R. Jenky CSC, biskup Peorii i prezes Fundacji Arcybiskupa Fultona J. Sheena, ogłosił, że proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny abpa Sheena został zawieszony na czas nieokreślony. Proces weryfikacji cudu przypisywanego Fultonowi Sheenowi przebiegał niezwykle sprawnie i oczekiwał jedynie na głosowanie Kardynałów oraz aprobatę Ojca Świętego. Wszystko wskazywało na to, iż data beatyfikacji w Peorii zostanie wyznaczona na nadchodzący rok. Stolica Apostolska oczekiwała, że doczesne szczątki Sługi Bożego zostaną przeniesione do Peorii, gdzie zostanie przeprowadzona oficjalna inspekcja oraz pobrane relikwii pierwszej klasy. Następnie Archidiecezja Nowego Jorku odmówiła, gdy biskup Jenky poprosił o przeniesienie ciała do Peorii. Po dalszych rozmowach z Rzymem, zdecydowano, że proces beatyfikacyjny abpa Sheena zostanie przeniesiony do historycznego archiwum Kongregacji [Spraw Kanonizacyjnych].

Niezliczone osoby wspierające proces beatyfikacyjny, szczególnie wierni z lokalnego Kościoła w centralnym Illinois, poświęcili swój czas, środki i talenty dla tego szlachetnego celu, w przekonaniu, że ciało Czcigodnego Sługi Bożego Fultona Sheena powróci do diecezji. Biskup Jenky był osobiście niejednokrotnie zapewniany przez Archidiecezję Nowego Jorku, że przeniesienie ciała odbędzie się w odpowiednim czasie. Nowy Jork zmienił zdanie w momencie, kiedy proces beatyfikacyjny znalazł się w bardzo znaczącej fazie.

Biskup Jenky jest osobą, która bardzo technicznie może być nazwana „sprawcą” procesu beatyfikacyjnego abpa Sheena. Diecezja w Peorii oraz Fundacja Arcybiskupa Fultona J. Sheena modliły się oraz działały na rzecz tego dzieła przez dwanaście lat. Biskup jest załamany, nie tylko z powodu straty, jaką odnoszą wierni w Peorii, ale także z powodu tej samej straty, którą na całym świecie odczuwa wielu wiernych, którzy tak szczodrze wspierali wysiłki Peorii. Pamiętajmy jednakże, iż zawsze to Bóg czyni świętymi, a nie ludzie. Wysiłki mające na celu ogłoszenie kogoś świętym trwały czasem kilkadziesiąt lub nawet kilkaset lat. Biskup Jenky nalega, aby ci, którzy wspomagają proces beatyfikacyjny, kontynuowali swoje modlitwy o to, aby wola Boga została objawiona.

Na tę chwilę żaden dodatkowy komentarz nie zostanie ogłoszony.

Źródło: http://www.patheos.com/blogs/deaconsbench/2014/09/shock-effort-to-canonize-fulton-sheen-suspended-indefinitely/

Nie odwracaj oczu od Chrystusa

 

1024px-Po_vodam

„Jezus idący po wodzie”, Iwan Ajwazowski, 1888 r.

Była trzecia nad ranem, a apostołowie wiosłowali pod wiatr i byli przerażeni. Nasz Pan obserwował ich przez cały czas. Wreszcie przyszedł do nich po wodzie. Oni Go nie poznali.

Myśleli, że była to zjawa, duch. Św. Marek tłumaczy nam, dlaczego: nie zrozumieli oni cudu z bochenkami chleba. Nie pojęli niewidzialnej obecności Chrystusa w Chlebie Życia. W ich strachu nasz Zbawiciel uspokajał ich: „Nie lękajcie się, to Ja jestem”. Wtedy do głosu przychodzi impulsywność wielkiego człowieka, głupca: „Panie, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. Cóż za głupota – chodzić po wodzie. Czy możesz sobie wyobrazić, co działo się w łodzi, gdy Piotr podniósł swą prawą nogę, aby postawić ją na wodzie? Tomasz zapewne powiedział do niego: „Jesteś w stanie uwierzyć w cokolwiek, Piotrze”. Lecz on szedł, naprawdę szedł po wodzie. Szedł, ponieważ Pan powiedział: „Przyjdź, przyjdź”. Uwierz w nieprawdopodobne, a możesz dokonać niemożliwego. To nasz brak wiary nas powstrzymuje, podobnie jak stało się to z Piotrem.

Dlaczego zaczął tonąć? Ewangelia podaje nam przyczynę. Uwzględnił obecność wiatrów, zaczął czytać wyniki badań; dowiedziono w nich statystycznie, że 99,4% ludzkości nie może chodzić po wodzie. Wszelkie niedowiarstwo było w wiatrach. Odwróciwszy swe oczy od Chrystusa, Piotr zaczął tonąć.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Through the Year with Fulton J. Sheen, 1985r. str. 184-185.

Jak rozpoznać antychrysta?

Antychryst nie będzie nazywany antychrystem, gdyż nie miałby wówczas żadnych zwolenników. Nie będzie nosić czerwonych rajtuz, nie będzie zionąć siarką, nie będzie też dzierżyć wideł ani wymachiwać zakończonym strzałką ogonem niczym Mefistofeles w „Fauście”. Ta maskarada pomogła szatanowi przekonać ludzi o swoim nieistnieniu. Gdy nikt go nie uznaje, tym większą ma on moc. Bóg określił samego siebie mianem „Ja, który jestem”; szatan definiuje siebie jako „ja, którego nie ma”.
 
Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia dla powszechnego mitu o szatanie jako błaźnie przebranym za pierwszego „czerwonego”. Zamiast tego opisywany jest on jako upadły anioł z nieba, jako „książę tego świata”, którego celem jest wmawianie ludziom, że inny świat nie istnieje. Jego logika jest prosta: jeśli nie ma nieba to nie ma też piekła; jeśli nie ma piekła to nie ma też grzechu; jeśli grzech nie istnieje, to nie ma też sędziego, a jeśli sąd nie istnieje, to zło jest dobre, a dobro – złe. Lecz przede wszystkim, ponad tymi wszystkimi opisami, nasz Zbawiciel mówi nam, iż szatan będzie tak bardzo podobny do Niego, że oszuka nawet wybrańców – i na pewno żaden szatan kiedykolwiek widziany w książkach obrazkowych nie mógłby oszukać wybrańców.
W jaki sposób zdobędzie zwolenników dla swojej religii w dzisiejszych czasach? W czasach poprzedzających komunizm wierzono w Rosji, że pojawi się on w przebraniu Wielkiego Humanisty, że będzie mówił o pokoju, dobrobycie oraz obfitości nie jako środkach prowadzących nas do Boga, lecz rozumianych jako cel sam w sobie. Będzie pisał książki o nowej idei Boga, aby mówić ludziom to, co – w obliczu ich własnego stylu życia – chcieliby usłyszeć; wprowadzi wiarę w astrologię, aby obciążyć winą za grzechy nie ludzką wolę, a gwiazdy; będzie wynajdywał dowody psychologiczne na to, że nie istnieje wina, a jedynie wyparta seksualność; każe ludziom umierać ze wstydu, gdy inni zarzucą im nietolerancję i brak liberalizmu; on sam będzie tak liberalny, że tolerancję zrówna z obojętnością wobec prawa i niesprawiedliwości, wobec błędu i prawdy. Rozpowszechni kłamstwo, jakoby ludzie tylko wtedy mogliby stać się lepszymi, jeśli najpierw naprawią społeczeństwo – i w ten sposób staną się takimi egoistami, że nigdy nie zabraknie środka zapalnego do następnej wojny. Będzie wspierać naukę z tym jedynym sukcesem, że przemysł zbrojny zniszczy jeden cud nauki za pomocą innego; będzie wspierał rozwody pod pretekstem tego, że nowy partner jest „niezbędny do życia”; będzie pomnażał miłość do miłości, pomniejszając jednocześnie miłość do osoby; będzie powoływać się na religię, aby unicestwić religię; będzie nawet mówić o Chrystusie i nazywać Go największym spośród ludzi; będzie głosić, iż jego misja polega na tym, aby wyzwolić ludzi z kajdan zabobonu i faszyzmu – nie definiując nigdy tych pojęć. Będzie wymyślał zabawy dla dzieci i będzie decydował, kto może, a kto nie może pobierać się i rozwodzić, kto może urodzić dziecko, a kto nie. Uprzejmymi gestami będzie wyciągać ze swych kieszeni tabliczki czekolady dla dzieciątek i butelki z mlekiem dla Hotentotów.
Będzie kusił chrześcijan tymi samymi trzema pokusami, którymi wystawiał na próbę Chrystusa. Kuszenie do tego, aby –  jako ziemski Mesjasz – zamienił On kamienie w chleb, stanie się kuszeniem do tego, aby przefrymarczyć wolność za bezpieczeństwo, przy czym chleb stanie się polityczną bronią, gdyż tylko ci będą mogli go jeść, którzy będą myśleć tak jak on. Kuszenie Chrystusa do tego, aby zdziałał cud i aby – pokładając ufność w obietnicę [daną w Piśmie Świętym] rzucił się ze szczytu świątyni, stanie się wezwaniem do tego, aby z czystych wyżyn Prawdy, na których panuje wiara i rozsądek, rzucić się w otchłanie wypełnione masą pustych haseł i propagandy. Nie potrzebuje on głoszenia niezmiennych zasad na dziedzińcach świątyń, lecz propagandy, aby organizować tłumy, gdyż w taki właśnie sposób zwykły człowiek steruje reakcjami zwykłych ludzi. Opinie, a nie prawdy, objaśniacze, a nie nauczyciele; badania Gallupa, a nie zasady; natura, a nie łaska – za tymi złotymi cielcami zaczną podążać ludzie, odchodząc od swego Zbawiciela. Trzecie kuszenie, w którym szatan próbował skłonić Chrystusa, by oddał mu cześć w zamian za wszystkie królestwa świata, stanie się kuszeniem do tego, aby mieć nową religię bez Krzyża, liturgię bez przyszłego świata, religią, która niszczy religię lub politykę, która jest religią – taką która oddaje Cezarowi nawet to, co jest Boskie.

Wśród całej tej jego pozornej miłości do ludzkości i jego gładkiej mowy o wolności i równości ukrywać się będzie wielki sekret, którego nikomu nie zdradzi: nie będzie wierzył w Boga. Ponieważ jego religią będzie braterstwo bez ojcostwa Boga, oszuka nawet wybrańców. Ustanowi on antykościół, który będzie małpować Kościół, gdyż on, szatan, jest małpą Boga. [Ów antykościół] będzie posiadał wszystkie cechy Kościoła, ale w wypaczonej postaci, będzie też wyzuty ze swej Boskiej treści. Będzie mistycznym ciałem antychrysta, które z wyglądu będzie bardzo przypominać mistyczne Ciało Chrystusa. . .
 
 
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
Źródło: Communism and the Conscience of the West,1948r., str. 24-25.

O filozofii dobroczynności

Sprawiedliwość społeczna lub społeczne panowanie Chrystusa Króla
W szerokim rozumieniu tego słowa wszystko w świecie jest sakramentem, ponieważ wszystko w świecie może się stać środkiem prowadzącym nas do Chrystusa i przyspieszającym nadejście panowania Chrystusa.

Dobroczynność zawiera w sobie filozofię, podobnie jak filozofię zawiera w sobie wszystko inne w życiu. Tę właśnie filozofię w odniesieniu do różnych tendencji we współczesnej służbie społecznej pragnę w tym rozdziale odkryć i zanalizować w świetle filozofii katolickiej.

Pierwszą tendencją w dzisiejszej dobroczynności jest dążenie do nadmiernej organizacji do tego nawet stopnia, że czyni się z niej w naszym kraju swego rodzaju wielki biznes. Od etapu kromki chleba, pieniążka wrzuconego do puszki i etapu jałmużny przeszliśmy do etapu wspomagania instytucjonalnego i naukowego. Statystyka zastąpiła współczucie, pracownicy socjalni zastąpili uczucia.

Druga tendencja w dzisiejszej dobroczynności prowadzi do deifikacji społeczeństwa kosztem jednostki. Zasada filozoficzna u podstaw tej tendencji ma na celu nie dobro wspólne, uzyskane dzięki efektywnej współpracy jednostek na rzecz dobrostanu społeczeństwa, lecz raczej ograniczenie roli jednostek na rzecz zbiorowości. Niektórzy socjaliści wprowadzają gloryfikację społeczeństwa ze szkodą dla jednostki na takie wyżyny, jakby służba Bogu polegała na służbie ludziom, co pociąga za sobą zaprzeczenie istnienia czegoś takiego, jak grzech jednostki. Jedynym grzechem staje się grzech społeczny: nielojalność wobec społeczeństwa.

Ostatnia wreszcie tendencja w dzisiejszej filantropii prowadzi do absolutności – nie w sensie dążenia do uwolnienia świata od nędzy, przestępczości i chorób, lecz w tym sensie, że złagodzenie czy częściowa eliminacja tych nieszczęść stanowi cel pełny i ostateczny. Rozdawanie chleba oznacza napełnianie pustych żołądków – nie znaczy niczego więcej i nie może znaczyć niczego więcej. Poprawa warunków życiowych to lepsze oświetlenie, lepsze pożywienie, odpowiednie ogrzewanie – i nic więcej. W tym procesie łagodzenia nieszczęść jakie trapią ludzkość zakłada się, że ludzkości przeznaczony jest jedynie czas obecny i że owoce pomocy i filantropii, jeśli sięgają poza żołądek, plac zabaw czy szpital, nigdy nie wychodzą poza formułę będącą plonem tych doświadczeń.

Prawdziwa filozofia dobroczynności nie pragnie potępiać tych obecnych tendencji i domagać się ich zniszczenia, pragnęłaby jedynie, by wzniosły się one na wyższy poziom zgodnie z tymi trzema zasadami:

  1. Dobroczynność musi być nie tylko organizowana, ale musi być organiczna.
  2. Dobroczynność musi dotyczyć nie tylko społeczeństwa, ale także poszczególnych dusz ludzkich.
  3. Dobroczynność nie może być absolutna, lecz ma być sakramentalna – nie tylko ziemska ale i niebieska.

Zorganizowana dobroczynność opiera się na założeniu, że praca charytatywna staje się zorganizowana wtedy, gdy jednostki zbierają się i jednoczą w celu zaradzenia nieszczęściom społecznym dotykającym ludzkość, podobnie jak wtedy, gdy ludzie gromadzą się, aby stworzyć jakiś klub. Następnie zakłada się, że praca charytatywna ma przebiegać w płaszczyźnie poziomej, to znaczy rozpoczyna się od ludzi i kończy na ludziach, rozwijając się od organizacji poprzez pracownika socjalnego i docierając wreszcie do znajdujących się w potrzebie.

Taka koncepcja filantropii nie jest koncepcją Chrystusową. Dla nas jej źródłem nie jest wola ludzi lecz wola Boga. Dobroczynność bierze swój początek nie od skutecznie działających ugrupowań ludzi lecz od życia boskiego, dlatego też jej postęp czy rozwój nie odbywa się w płaszczyźnie poziomej, od ludzi do ludzi, lecz w pionowej. Bierze początek na samym szczycie od Boga, a kończy się docierając do człowieka. Zgodnie z wyznawaną przez nas filozofią, dobroczynność ma swoje źródło w łonie Boga w Trójcy Jedynego, gdyż dobroczynność to definicja Boga miłosiernego. Jest więc ona nie pozioma, biegnąca od ludzi z sercem do ludzi w potrzebie, lecz pionowa, sięgająca od niewyczerpanego źródła miłosierdzia, Boga Samego, w dół do członków mistycznego ciała, poprzez Wcielenie. Dobroczynność przeto nie jest czymś zorganizowanym, ani też dzieło dobroczynne nie jest wykonywane poprzez organizacje. Pierwsza instytucja dobroczynna znajdowała się w Betlejem. Nad jej pierwszym przypadkiem nadal pracujemy – a jest nim zbawienie ludzkości poprzez nieskończone życie Jezusa Chrystusa.

Jeżeli niektórzy członkowie społeczeństwa Chrystusowego są spragnieni, głodni czy w potrzebie – to my, całe ciało, jesteśmy spragnieni, głodni i w potrzebie, ponieważ jesteśmy jedni członkami drugich w ciele Chrystusa. Ich potrzeby, ich pragnienia nie są ich lecz naszymi i żadne działanie charytatywne nie może się zwać chrześcijańskim, jeśli sobie tego nie uprzytomnimy. Tak przeto cierpienia biednych, słabych członków ciała mistycznego są naszymi cierpieniami, a cierpienia ciała są cierpieniami Chrystusa. Jest takie uczucie miłosierdzia, z boskiej inspiracji, które każe nam kochać tych wszystkich, którzy są blisko nas i którzy są bliscy naszemu sercu. Obok tego uczucia miłosierdzia istnieje obowiązek miłosierdzia, wynikający nie z naszej naturalnej miłości do siebie nawzajem, lecz z boskiej miłości Chrystusa do członków Jego ciała. Wiele może być w ludziach tego, co warte jest miłości, nawet gdy wynika to z motywów czysto ludzkich, ale niewiele jest do miłowania w tych nieszczęśnikach, którzy przychodzą do instytucji charytatywnych. Jeśli mamy ich kochać, to inspiracja musi pochodzić od Tego, Który jako pierwszy pokochał tego, kto nie jest wart miłości – to znaczy od Chrystusa który nas pokochał – więc jeśli pracownik socjalny nie ujrzy Chrystusa w człowieku w biedzie, to nie wytrwa w miłości do człowieka w biedzie.

Prawdziwa filozofia dobroczynności nie może przyjąć bez poprawek dzisiejszej tendencji, aby za absolutny cel dobroczynności uważać złagodzenie nieszczęść jakie trapią ludzkość, ani też nie może uważać za ideał społeczeństwa wolnego od chorób, szpitali i więzień – nie dlatego, by taki ideał był czymś złym, ale dlatego, że jest on niepełny. Doktryna katolickiej filozofii dobroczynności stanowi, że złagodzenie nieszczęść dotykających rodzaj ludzki i zwalczenie chorób nie są celami samymi w sobie, lecz raczej środkami wiodącymi do celu. Innymi słowy, filantropia w swym celu nie jest absolutna lecz sakramentalna. Ściśle mówiąc, istnieje siedem sakramentów – rzeczy materialnych stosowanych jako środki uświęcenia duchowego. W szerokim rozumieniu tego słowa, wszystko na świecie jest sakramentem, ponieważ ze wszystkiego na świecie można uczynić środek prowadzący nas do Chrystusa i przyspieszający nadejście panowania Chrystusa.

To właśnie ten sakramentalny, przejrzysty charakter filantropii nadaje godności i wartości jej stronie trudnej i mało atrakcyjnej. I to miłość do społeczeństwa pozwala na to, aby niektórzy ludzie uwalniali się od swego egocentryzmu i egoizmu… Ale jeśli w społeczeństwie nie ma Chrystusa, jeśli nie istnieje nic poza społeczeństwem, to gdzie może ono odnaleźć to coś, co sprawi, że zapomni ono o swoim egocentryzmie i egoizmie?

Ludzie zaangażowani w dobroczynność muszą więc zanurzyć się w tych wielkich Jego dokonaniach. Po pierwsze, musimy Mu oddać naszą własną ludzką naturę, tak, aby mógł prowadzić dalej dzieło Swego Wcielenia – tę ludzką naturę, w której może On odwiedzać chorych, nauczać nieświadomych, doradzać wątpiącym, otwierać niewidzące oczy na światło Jego światła słonecznego i uszy niesłyszące na muzykę ludzkiego głosu. Po drugie, trzeba, abyśmy posługiwali się tym, co posiadamy, naszymi talentami, jako swego rodzaju sakramentami, poprzez które wypowiadane są uświęcające słowa: Ofiaruję to przez wzgląd na Ciebie, O Panie!, tak aby cały wszechświat stał się sakramentem na Jego Cześć i dla Jego Chwały.

Taka jest filozofia katolickiej dobroczynności. Nigdy nie było zupełnie słuszne mniemanie, jakoby Bóg mieszkał w Swoim Niebie, a na świecie wszystko działo się tak, jak należy; Chrystus bowiem opuścił niebiosa po to, aby naprawić świat i Chrystus mieszka pośród nas.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Przekład: Monika Beyer

Źródło: www.remnantnewspaper.com (opracowanie oryginału: Connie Bagnoli na podstawie Old Errors and New Labels, 1931)