Chrystus nie zgodził się zostać Królem Chlebowym

Zapowiedź Eucharystii wywołała jeden z największych kryzysów w życiu Chrystusa. Obietnica wydania Jego Ciała, Krwi, Duszy i Bóstwa za dusze ludzkie spowodowała, że utracił wiele z tego, co uprzednio zyskał. Do tego momentu popierali Go prawie wszyscy: tłumy, czyli zwykli ludzie, elity, czyli intelektualiści oraz duchowi przywódcy i wreszcie Jego apostołowie. Lecz ta wzniosła nauka duchowa ich przerosła. Zapowiedź Eucharystii dokonała otwartego rozłamu w gronie Jego wyznawców. Nic dziwnego, że istnieje taki podział między różnymi odłamami chrześcijaństwa, skoro każdy człowiek sam decyduje, czy chce przyjąć wycinek prawdy Chrystusowej, czy jej całość. Nasz Pan był osobiście za to odpowiedzialny; poprosił o wiarę, która przerosła większość ludzi. Gdyby tylko był trochę bardziej tolerancyjny, gdyby tylko pozwolił, aby Jego słowa traktowane były jako figury retoryczne, gdyby tylko był mniej kategoryczny, prawdopodobnie cieszyłby się większą popularnością. 

Ale On wstrząsnął wszystkimi swoimi wyznawcami. Kalwaria miała się stać otwartą wojną, którą mu wypowiedziano; to był początek zimnej wojny. Kalwaria miała się stać fizycznym ukrzyżowaniem; to było ukrzyżowanie społeczne.  


Utracił poparcie tłumów;

Wprowadził schizmę wśród swoich uczniów;
Osłabił nawet grupę swoich apostołów.

Utracił poparcie tłumów: tłumy były w zasadzie zainteresowane jedynie cudami i poczuciem bezpieczeństwa. Gdy rozmnożył bochenki chleba i ryby, zachwycił ich oczy. Gdy wypełnił ich żołądki, zaspokoił ich poczucie sprawiedliwości społecznej. Właśnie takiego króla chcieli, Króla Chlebowego. „Cóż jeszcze może zdziałać religia dla człowieka, poza zapewnieniem mu bezpieczeństwa społecznego?” – zdawali się pytać. Tłumy próbowały zmusić Go do tego, aby stał się królem. Szatan też tego chciał! Pełne żołądki, kamienie zamienione w chleb i obietnica dobrobytu – tak kończy się żywot większości śmiertelników.


Lecz nasz Zbawiciel nie chciał królestwa opartego na ekonomii mas. Uczynienie Go Królem było zadaniem Jego Ojca, a nie zadaniem tłumów. Jego Królestwo miało być królestwem serc i dusz, a nie królestwem układów pokarmowych. Dlatego Ewangelia mówi nam, że oddalił się samotnie w góry, aby uciec przed ich tombakową koroną i mieczem z cyny.


Jak niewiele dzieliło tłumy od zbawienia! Pragnęły one życia, a On pragnął dać im życie. Różnica tkwiła w interpretacji słowa „życie”. Czy sprawą Chrystusa było zyskiwać wyznawców dzięki wyszukanym programom społecznym? Jest to wszak jedna z form życia. Czy celem Chrystusa była chęć utraty wszystkich myślących o swych żołądkach jako cena za zyskanie tych kilku, którzy przyjmą wiarę i którym dane będą Chleb i Wino Życia? Od tamtego dnia Chrystus już nigdy nie porwał tłumów; dwadzieścia miesięcy później miały one krzyczeć „Ukrzyżuj Go”, gdy Piłat powiedział „Oto wasz Król”. Chrystus nie jest w stanie utrzymać wszystkich przy sobie; to Jego wina; jest On zbyt Boski, zbyt przejęty duszami, zbyt uduchowiony dla większości ludzi. 


Owego dnia utracił też poparcie drugiej grupy, a mianowicie elit, czyli przywódców intelektualnych i religijnych. Chętnie przyjmowali Go jako łagodnego, delikatnego Reformatora, który nie zagasi knotka o nikłym płomyku; lecz gdy usłyszeli, że miał On oddać swoje własne życie, w sposób bardziej intymny niż ten, w który matka daje życie niemowlęciu przy swej piersi, było to dla nich za dużo. Ewangelia mówi nam zatem:


 A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”  (J 6,60)


Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. (J 6,66)


Nasz Zbawiciel z pewnością nigdy nie pozwoliłby im odejść, gdyby nie zrozumieli, co powiedział, a mianowicie, że da nam swoje własne życie i uczyni je naszym życiem. Ponieważ jednak właściwie to zrozumieli, nie byli w stanie tego przełknąć. A On pozwolił im odejść. Gdy odchodzili, powiedział im:


„To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem?” (J 6,61-62)


Oczywiście, że wystawiał ich wiarę na próbę. Czyż ludzie nie mają rozumu? W co według Niego mieli uwierzyć? Że był Bogiem? Że każde słowo, które wypowiedział, było Prawdą absolutną? Że potrafił dać wygłodniałym duszom to samo Boskie życie, które widzieli przed sobą? A może lepiej zapomnieć o Chlebie Życia i nazwać go figurą retoryczną? Zatem nasz Pan patrzał, jak odchodzili i nigdy już nie powrócili. Pewnego dnia mieli zacząć podburzać tłumy przeciw Niemu, gdyż – mimo iż nie wszyscy odeszli z tego samego powodu – wszyscy zgadzali się co do tego, że powinni się Go pozbyć.


Cosimo_Rosselli_Sermone_della_Montagna

Chrystus utracił zarówno plewy, jak i ziarno, gdy mówił o sobie jako o Chlebie Życia. Lecz do tego doszło pęknięcie, które wyrządziło Mu ból największy ze wszystkich – ból tak wielki, że tysiąc lat wcześniej został on wyprorokowany jako coś, co miało się stać torturą Jego duszy – utrata Judasza. Wielu zastanawia się, dlaczego Judasz zerwał z naszym Panem; myślą, że stało się to dopiero pod koniec Jego życia i że winę za to ponosi judaszowa miłość pieniędzy. Faktycznie, powodowała nim chciwość, lecz Ewangelia przekazuje nam zdumiewającą historię o tym, że Judasz zerwał z naszym Panem w dniu, w którym ogłosił On, że odda on swoje Ciało za życie świata. W środku tej długiej historii o Ciele i Krwi Chrystusa, Ewangelia mówi nam, że nasz Pan wiedział, kto Go zdradzi. Zdradzając Judaszowi, że wie o tym, Chrystus powiedział:

„Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem”. (J 6, 70-71)


Usłyszawszy obietnicę o Niebiańskim Chlebie, w Judaszu dokonało się pęknięcie; a gdy Eucharystia została dana w noc Ostatniej Wieczerzy, Judasz otwarcie wyłamał się i zdradził.


Odtąd nasz Pan przemierzał ziemię praktycznie w osamotnieniu. Jedynie 12 osób oczekiwało Jego Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy. Utracił wszystkie trzy rodzaje ludzi: widział, jak opuszczają Go tłumy, widział, jak odchodzą elity i jak Judasz szykował się do tego, by Go zdradzić. Dlatego nasz Pan zwrócił się do tego, którego tak ściśle związał ze Sobą, człowieka, którego imię zmienił z Szymona na Piotra lub Skałę, i powiedział do niego:


„Czyż i wy chcecie odejść?” Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”. (J 6, 67-69)


Lecz w Sercu Chrystusa był już wyryty Krzyż. Jeden z Jego dwunastki był zdrajcą. Elita, która podzieliła się między sobą, miała się teraz zjednoczyć przeciwko Niemu. A pięć tysięcy, które dotykało Jego dłoni, nie chciało dotknąć Jego Serca. Zbliżała się „Jego godzina”, a przeciw Niemu zaczęły zbierać się siły.


Arcybiskup Fulton J. Sheen


Źródło: „The Life of Christ”, 1958r., str. 164-167.


Kilku nieprawdopodobnych świętych

hagar

Gdy ogarnia nas pokusa popadnięcia w rozpacz, warto zajrzeć do 11. rozdziału Listu do Hebrajczyków, który jest katalogiem starotestamentowych świętych. Warto od czasu do czasu przejrzeć ów katalog. A potem poczytajmy o życiu tych starotestamentowych mężczyzn i kobiet. Wszyscy oni byli niczym głownie wyciągnięte z pożogi. Noe: upił się po potopie. Abraham: Bóg kazał mu opuścić kraj wraz z jego żoną Sarą, a on zabrał swojego bratanka i jego żonę, o których zabraniu Bóg nie wspominał, i narobili mu kłopotów. Następnie udał się do Egiptu w czasie głodu, zamiast zaufać Bogu, potem zgrzeszył z Hagar i z tego związku narodził się Izmael. Mimo to Abraham w samym tylko jednym rozdziale listu do Hebrajczyków aż jedenaście razy chwalony jest za swą wiarę. Mojżesz zabił człowieka. Samson, cudzołożnik, złamał swoje śluby nazirejczyka. Barak, generał, nie chciał iść na wojnę, chyba że dołączyłaby do niego kobieta, Debora, tak aby mógł oprzeć się na jej wojskowym osądzie. I tak dalej, i tak dalej. W Starym Testamencie wydawali się oni zupełnie innymi ludźmi. Bóg wybrał ich nie kierując się tym, jacy byli, lecz tym, jacy mogli się stać. To dlatego wybrał nas: jesteśmy Jego narzędziami. Moc Boża objawia się w tym, co może On zrobić z kruchą trzciną. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., str. 43.

Gdybym nie był katolikiem

Gdybym nie był katolikiem i chciałbym znaleźć prawdziwy Kościół w dzisiejszym świecie, szukałbym takiego Kościoła, który nie żyje w zgodzie ze światem; innymi słowy, szukałbym Kościoła, którego świat nienawidzi. Powodem, dla którego postępowałbym właśnie w ten sposób, byłoby to, że jeśli Chrystus jest w którymkolwiek z dzisiejszych kościołów na świecie, musi być wciąż tak samo nienawidzony, jak nienawidzono Go, gdy przebywał na ziemi w swoim Ciele.
 
Jeśli chcesz znaleźć dziś Chrystusa, szukaj Kościoła, który nie ma dobrych układów ze światem. Szukaj Kościoła, który jest znienawidzony przez świat, podobnie jak Chrystus był nienawidzony przez świat. Szukaj Kościoła, który oskarżany jest o zacofanie, tak jak naszego Zbawiciela oskarżano o ignorancję i nieuctwo. Szukaj Kościoła, z którego ludzie szydzą i na który spoglądają jak na coś gorszego, podobnie jak szydzili z naszego Pana, ponieważ pochodził z Nazaretu. Szukaj Kościoła, który oskarżany jest o to, że jest w nim szatan, podobnie jak nasz Zbawiciel oskarżany o to, iż opętał Go Belzebub, książę ciemności. Szukaj Kościoła, którego zniszczenia w imię Boga domagają się ludzie w każdej epoce fanatyzmu, podobnie jak ukrzyżowali oni Chrystusa myśląc, że służą w ten sposób Bogu. Szukaj Kościoła odrzuconego przez świat ze względu na to, że obstaje on przy swojej nieomylności, podobnie jak Piłat odrzucił Chrystusa za to, iż nazwał On samego siebie Prawdą. Szukaj Kościoła, który odrzucony jest przez świat, podobnie jak nasz Zbawiciel został odrzucony przez ludzi. Szukaj Kościoła, który pośród zamętu sprzecznych opinii miłowany jest przez swoich członków tak, jak miłują oni Chrystusa, szanując głos Kościoła jako głos jego Założyciela, aż zaczniesz coraz lepiej rozumieć, że jeśli Kościół nie cieszy się popularnością tego świata i jeśli nie jest z tego świata, to musi być z innego świata. A ponieważ jest z innego świata, jest on nieskończenie miłowany i nieskończenie nienawidzony, tak jak nasz Pan Jezus Chrystus. Tylko Boskość może być nieskończenie nienawidzona i nieskończenie miłowana. I dlatego Kościół jest Boży.
 
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 

Źródło: Przedmowa do „Radio Replies Vol. 1”, 1938r.

Przez Maryję do Jezusa

Nienawiść krajów muzułmańskich wobec Zachodu staje się obecnie nienawiścią wobec chrześcijaństwa. Mimo że politycy nie biorą tego jeszcze pod uwagę, wciąż istnieje poważne zagrożenie, że doczesna siła islamu powróci, a wraz z nim powróci niebezpieczeństwo, iż pokona on Zachód, który przestał być chrześcijański, aby utwierdzić się jako wielka antychrześcijańska siła w świecie. Muzułmańscy pisarze mówią: Gdy szarańcza obsiądzie czarną chmarą niezmierzone kraje, będzie ona niosła na skrzydłach te oto arabskie słowa: jesteśmy tłumem Boga, każdy z nas ma dziewięćdziesiąt dziewięć jaj, a gdybyśmy mieli ich sto, spustoszylibyśmy świat wraz ze wszystkim, co się na nim znajduje.

Pytanie brzmi: W jaki sposób powinniśmy zapobiec wykluciu z setnego jaja? Jestem mocno przekonany, że obawy dotyczące muzułmanów nie ziszczą się, lecz że wyznawcy islamu nawrócą się w końcu na chrześcijaństwo i stanie się to w sposób, którego nie spodziewają się nawet nasi misjonarze. Wierzę, że stanie się to nie poprzez bezpośrednie głoszenie nauki chrześcijańskiej, lecz przez wezwanie muzułmanów do oddawania czci Matce Boga. Oto moja linia argumentacji:

Koran, który jest świętą księgą muzułmanów, zawiera wiele ustępów dotyczących Najświętszej Dziewicy. Przede wszystkim Koran wierzy w Jej Niepokalane Poczęcie i w dziewicze narodzenie Jezusa. Trzecia sura Koranu sytuuje historię rodu Maryi w genealogii, która sięga do czasów Abrahama, Noego i Adama. Gdy porównamy opis narodzin Maryi w Koranie z apokryficzną ewangelią narodzin Maryi, można pokusić się o wniosek, że Mahomet bardzo mocno opierał się o to ostatnie źródło. Obie księgi opisują zaawansowany wiek i niewątpliwą bezpłodność matki Maryi. Gdy Anna zachodzi w ciążę, mówi ona według Koranu: O, Panie, ślubuję i poświęcam Ci to, co już jest we mnie. Przyjmij to ode mnie*.

Gdy Maryja przychodzi na świat, jej matka mówi: Oddaję ją z całym jej potomstwem pod Twoją opiekę, o Panie, przeciw szatanowi!

Koran nie wspomina o Józefie w życiu Maryi, lecz tradycja muzułmańska zna jego imię i zawiera pewną wiedzę na jego temat. Zgodnie z tą tradycją Józef miał rozmawiać z Maryją, która była dziewicą. Gdy spytał ją, w jaki sposób poczęła Ona Jezusa bez męża, Maryja odpowiedziała: Czy nie wiesz, że gdy Bóg stworzył pszenicę, nie potrzebował ziarna i że Bóg dzięki swojej mocy stworzył drzewa bez pomocy deszczu? Wystarczyło, że Bóg powiedział ‚niech tak się stanie’ i tak się stało.

Koran zawiera również wersety poświęcone Zwiastowaniu, Nawiedzeniu i Narodzeniu. Aniołowie przedstawieni są jako towarzysze Matki Najświętszej, którzy mówią do Niej: O, Maryjo, Bóg Cię wybrał i oczyścił i wywyższył Cię ponad wszystkie niewiasty na ziemi. W dziewiętnastej surze Koranu znaleźć można czterdzieści jeden wersetów poświęconych Jezusowi i Maryi. Obrona dziewictwa Maryi zawarta w Koranie jest tak silna, że w czwartej księdze potępia on żydów za ich potworne oszczerstwa przeciwko Dziewicy Maryi.

Maryja jest zatem dla muzułmanów prawdziwą Sayyidą, czyli Panią. Jej jedyną ewentualną poważną rywalką w ich wyznaniu wiary mogłaby być Fatima, córka samego Mahometa. Lecz po śmierci Fatimy Mahomet napisał: Będziesz w raju najbardziej błogosławioną spośród niewiast, zaraz po Maryi. W innej wersji tego tekstu w usta Fatimy włożone są słowa: Przewyższam wszystkie kobiety, z wyjątkiem Maryi.

W ten sposób dochodzimy do drugiej kwestii, a mianowicie pytania, dlaczego Najświętsza Maryja Panna objawiła się w niepozornej wiosce Fatima, aby przyszłe pokolenia znały Ją jako Matkę Boską z Fatimy. Ponieważ wszystko, co przychodzi z Nieba, cechuje się niesłychanym dopracowaniem szczegółów, wierzę, że Maryja wybrała imię Matki Boskiej z Fatimy, jako dowód i znak nadziei dla muzułmanów i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują Jej tak wiele szacunku, pewnego dnia uznają również Jej Boskiego Syna.

Dowody na poparcie tej tezy znaleźć można w faktach historycznych; muzułmanie przez stulecia okupowali Portugalię. W czasie, gdy wreszcie zostali oni wypędzeni, ostatni dowódca muzułmański miał piękną córkę o imieniu Fatima. Zakochał się w niej katolicki chłopak, i dla niego nie tylko została ona w Portugalii, ale przyjęła też wiarę. Młody mąż był w niej tak zakochany, że zmienił nazwę miasteczka, w którym żył i nazwał je Fatima. I tak oto miejsce, w którym Maryja objawiła się w 1917r., jest historycznie powiązane z Fatimą, córką Mahometa.


Ostateczny dowód związków Fatimy z muzułmanami przejawia się w entuzjastycznym przyjęciu statuy Matki Bożej Fatimskiej przez wyznawców islamu podczas jej peregrynacji po krajach Afryki i w Indiach. Muzułmanie brali udział w nabożeństwach katolickich, aby uczcić Najświętszą Maryję Pannę, zezwolili na procesje religijne i nawet na to, aby modlitwy odmawiane były przed meczetami; w Mozambiku muzułmanie zaczęli nawracać się na chrześcijaństwo, gdy tylko wzniesiono tam pomnik Matki Bożej Fatimskiej.

Misjonarze w przyszłości będą coraz lepiej rozumieć, że sukces ich apostolatu wśród muzułmanów będzie uzależniony od stopnia, w jakim będą oni nauczali o Matce Boskiej Fatimskiej. Maryja jest adwentem Chrystusa, ponieważ przyniosła Ona ludziom Chrystusa, zanim się narodził. W każdym wysiłku apologetycznym zawsze najlepiej jest zacząć od tego, co ludzie już akceptują. Ponieważ muzułmanie mają nabożeństwo do Maryi, nasi misjonarze powinni zadowolić się szerzeniem i rozwijaniem tego nabożeństwa, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że Maryja sama dalej poprowadzi muzułmanów do swego Boskiego Syna. Jest Ona odwieczną zdrajczynią w tym sensie, że nigdy nie zatrzymuje dla siebie skierowanego do Niej nabożeństwa, lecz zawsze doprowadza tych, którzy mają do Niej nabożeństwo, do swojego Boskiego Syna. Podobnie jak Ci, którzy tracą nabożeństwo do Niej, tracą wiarę w boskość Chrystusa, tak i ci, którzy wzmacniają nabożeństwo do Maryi, stopniowo umacniają się w tej wierze.

Wielu spośród naszych wielkich misjonarzy udało się dzięki czynom miłosierdzia, dzięki szkołom i szpitalom, przełamać gorzką nienawiść i uprzedzenia żywione przez muzułmanów wobec chrześcijan. Pozostaje zatem zastosować inny sposób, a mianowicie wziąć czterdziestą pierwszą surę Koranu i pokazać muzułmanom, że została ona zapożyczona z Ewangelii św. Łukasza, że nawet w ich oczach Maryja nie mogłaby być najbardziej błogosławioną spośród wszystkich niewiast w niebie, gdyby nie zrodziła Ona tego, który był Zbawicielem świata. Skoro Judyta i Estera ze Starego Testamentu były prefiguracją Maryi, jest też możliwe, że Fatima miała być Jej postfiguracją. Powinno się zatem przygotowywać muzułmanów do uznania faktu, że skoro Fatima – pod względem oddawanej jej czci – musi ustąpić miejsca Matce Bożej, jest tak, ponieważ Maryja różni się od wszystkich innych matek na świecie i ponieważ bez Chrystusa byłaby Ona nikim.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: The World’s First Love, 1953r., str.205-209.

Błogosławieństwa

Kazanie na Górze tak bardzo się różni od wszystkiego, co wielbi nasz świat, że świat ten gotów jest ukrzyżować każdego, kto spróbuje żyć zgodnie z zawartymi w nim wartościami. Ponieważ Chrystus je głosił, musiał umrzeć. Ceną, jaką zapłacił za Kazanie na Górze była Kalwaria. Przeżyć może jedynie mierność. Tych, którzy czarne nazywają czarnym, a białe białym, skazuje się za nietolerancję. Żyć mogą tylko szarzy.


Niech tylko Ten, Który mówi: Błogosławieni ubodzy w duchu pojawi się w świecie wierzącym w prymat ekonomii; niechaj stanie pośrodku rynku, gdzie niektórzy żyją dla wspólnego zysku lub gdzie, jak mówią inni, ludzie żyją dla własnego zysku, a zobaczy, co się wydarzy. Stanie tam tak ubogi, że w Swym życiu nie znajdzie miejsca, gdzie mógłby złożyć głowę; przyjdzie dzień, gdy umrze pozbawiony wszystkiego, co by miało jakąś wartość materialną. W Swej ostatniej godzinie będzie tak zubożały, że zedrą z Niego Jego szaty, a nawet złożą Go w grobie obcego człowieka, tak jak na narodziny dano Mu stajnię obcego człowieka.

Niech pojawi się w świecie, który głosi pochwałę silnych, który twierdzi, że winniśmy nienawidzić naszych nieprzyjaciół, w świecie, który potępia wartości chrześcijańskie jako miękkie, niech  powie temu światu: Błogosławieni cierpliwi, a pewnego dnia poczuje na plecach razy biczów, jakimi będą Go smagać krzepcy barbarzyńcy; w czasie długiej męki prześmiewcza pięść wymierzy Mu cios w policzek; ujrzy mężczyzn, którzy sierpami będą żąć trawę na Wzgórzu Kalwaryjskim, potem zaś ciosami młota przybiją Go do Krzyża i wystawią na próbę cierpliwość Tego, Który wytrzyma to najgorsze, co może wydać z siebie zło, które wreszcie, wyczerpawszy się, obróci się w Miłość.

Niech pojawi się w naszym świecie, który drwi z pojmowania grzechu jako patologii, który zadośćuczynienie za dawne winy uważa za przejaw kompleksu winy i niechaj głosi temu światu: Błogosławieni, którzy się smucą z powodu swoich grzechów; przewiążą Mu oczy i będą z Niego szydzić jak z głupca. Ubiczują Jego ciało tak, że będzie można Mu porachować kości; ukoronują Jego głowę cierniami, aż zacznie ronić nie słone łzy lecz szkarłatne perły krwi, gdy oni będą się naśmiewać ze słabości Tego, Który nie chce zejść z Krzyża.

Niech pojawi się w świecie, który zaprzecza istnieniu Prawdy Absolutnej, który głosi, że dobro i zło to tylko kwestia punktu widzenia, że musimy być bardziej tolerancyjni w ocenie występku i cnoty; niechaj On im powie: Błogosławieni którzy łakną i pragną sprawiedliwości, czyli Absolutu, Prawdy, którą Ja jestem; a oni, tak rzekomo tolerancyjni, każą tłuszczy wybierać pomiędzy Nim a Barabaszem; ukrzyżują Go wraz ze złoczyńcami i będą usiłowali przekonać świat, że Bóg niczym się nie różni od rabusiów, towarzyszy Jego śmierci.

Niech pojawi się w świecie, który głosi, że mój bliźni to kawał drania, że wszystko, co mi się sprzeciwia nie ma prawa istnieć, że liczy się tylko moje ja, że moja wola jest najwyższym prawem, że to, co ja postanowię jest dobre, że muszę zapomnieć o innych i myśleć jedynie o sobie – i niech im powie: Błogosławieni miłosierni. Przekona się, że nie doświadczy miłosierdzia; w Jego Ciele otworzą pięć strumieni krwi; w Jego spragnione usta wleją ocet i żółć; i nawet po Jego śmierci bezlitośnie przebiją włócznią Jego Święte Serce.

Niech pojawi się w świecie, który usiłuje definiować człowieka w kategoriach seksu; który czystość nazywa zimnem, dziewictwo uważa za seksualne wynaturzenie, panowanie nad sobą za anormalność, a dozgonny związek między mężem i żoną za coś nudnego; który głosi, że małżeństwo trwa tylko dopóty, dopóki pozwalają na to hormony, że człowiek może rozwiązać to, co związał Bóg i odpieczętować to, co Bóg zapieczętował. I powie im: Błogosławieni czystego serca – a znajdzie się nagi, zawieszony na Krzyżu, jako widowisko przed ludźmi i aniołami, przy wtórze dzikiej, szaleńczej afirmacji tego, że czystość jest czymś anormalnym, że dziewice to neurotyczki i że zmysłowość jest czymś dobrym.

Niech pojawi się w świecie, w którym uważa się, że aby świat podbić, trzeba się uciekać do wszelkiego rodzaju podstępów i obłudy, do obnoszenia gołąbków pokoju nafaszerowanych bombami i niech im powie: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, lub Błogosławieni ci, którzy wykorzeniają  grzech, aby móc zaprowadzić pokój – a otoczą Go ludzie prowadzący najgłupszą z wojen – wojnę przeciw Synowi Boga; dopuszczą się przemocy używając stali i drewna, powrozów i żółci, a potem postawią straż przy Jego grobie, aby Ten, który przegrał bitwę nie odniósł ostatecznego zwycięstwa.

Niech pojawi się w świecie, w którym uważa się, że całe nasze życie powinno być nastawione na schlebianie ludziom i wywieranie na nich wpływu tak, byśmy mogli osiągnąć praktyczne korzyści i zyskać popularność i niechaj im powie: Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, a pozostanie bez przyjaciół, jako wyrzutek na wzgórzu, gdzie tłuszcza będzie wrzaskiem żądać Jego śmierci, a ciało zacznie z Niego zwisać szkarłatnymi strzępami.

Błogosławieństw nie należy postrzegać z osobna; to nie są ideały; to są twarde fakty i realia nieodłączne od Krzyża na Kalwarii. Chrystus nauczał samo-ukrzyżowania: winniśmy kochać tych, którzy nas nienawidzą; wyłupić sobie oczy i odciąć ręce, gdyby miały być powodem do grzechu; zachować czystość w naszym wnętrzu, gdy namiętności atakują nas z zewnątrz domagając się zaspokojenia; przebaczać tym, którzy chcą nas uśmiercić; zło dobrem zwyciężać; błogosławić tym, którzy nas przeklinają; nie rozprawiać o wolności aż do czasu, gdy nie będziemy mieli w sercach sprawiedliwości, prawdy i miłości do Boga, które stanowią warunek wolności; winniśmy żyć w świecie, a zarazem nie pozwolić mu się zbrukać; odmówić sobie czasami uprawnionych przyjemności po to, by skuteczniej ukrzyżować nasz egotyzm – a wszystko to oznacza skazanie na śmierć starego człowieka, który w nas mieszka.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Beatitudes, tłumaczenie: Monika Beyer

Arcybiskup Fulton J. Sheen mówi "o marnowaniu życia"

Oto jedna z tych nauk Arcybiskupa Sheena, które najbardziej motywują do prawdziwie chrześcijańskiego życia. Prosimy o pokazanie tego filmu wszystkim, szczególnie tym, którzy właśnie rozpoczynają rok szkolny.

Bardzo dziękujemy Panu Maksymilianowi Sielickiemu za przetłumaczenie katechezy.

Aby wyświetlić polskie napisy, należy włączyć opcję subtitles/CC w prawym dolnym rogu filmu.

Oświadczenie Josepha Zwillinga w imieniu Archidiecezji Nowojorskiej

4.09.2014r.

Joseph Zwilling, Dyrektor Działu Komunikacji Archidiecezji Nowojorskiej, wydał dziś następujące oświadczenie w imieniu archidiecezji, które ma być próbą wyjaśnienia pewnych kwestii dotyczących procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Arcybiskupa Fultona J. Sheena.
Archidiecezja Nowojorska łączy się z biskupem Danielem Jenky z Diecezji Peoria w jego zaproszeniu do modlitwy, aby “objawiła się wola Boża” w odniesieniu do procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Arcybiskupa Fultona J. Sheena. Wiele osób zwróciło się do nas z prośbą o przybliżenie tej sprawy i mamy nadzieję, że [oświadczenie to] okaże się pomocne w związku z wczorajszym listem Diecezji Peoria informującym o zawieszeniu procesu beatyfikacyjnego.
Arcybiskup Fulton J. Sheen jasno wyraził swoje pragnienie, aby jego szczątki zostały pochowane w Nowym Jorku; prośbę tę spełnił kardynał Terence Cooke, który zgodził się na pochowanie [abpa Sheena] w krypcie pod ołtarzem głównym katedry św. Patryka w Nowym Jorku, w której chowani są nowojorscy metropolici. Jedyną oficjalną instrukcją, jaką otrzymała w tej kwestii Archidiecezja Nowojorska od Stolicy Apostolskiej, było zalecenie wydane dekadę temu, aby ciało [abpa Sheena] NIE zostało przeniesione do Peorii. Po dziś dzień nie otrzymaliśmy żadnych innych wytycznych ani prośby z Kongregacji do spraw Kanonizacji. Ponadto żyjący członkowie najbliższej rodziny arcybiskupa Sheena również wyrazili pragnienie, aby życzenie ich wujka zostało uszanowane i aby jego ciało pozostało w Nowym Jorku.
Kongregacja do spraw Kanonizacji zwróciła się ostatnio do Archidiecezji Nowojorskiej i do Diecezji Peoria z prośbą o podjęcie dialogu w celu podjęcia kroków pozwalających osiągnąć postęp w procesie beatyfikacyjnym. Dyskusje z Diecezją Peoria dotyczyły dwóch kwestii: ewentualnej ekshumacji i zbadania ciała oraz ewentualnego pobrania “relikwii pierwszej klasy” arcybiskupa Sheena. Kardynał Timothy Dolan wyraził swe zastrzeżenia odnośnie do ekshumacji ciała, CHYBA ŻE Kongregacja do spraw Kanonizacji nakazałaby jej przeprowadzenie i CHYBA ŻE process ten zostałby zaaprobowany przez rodzinę, że zostałby przeprowadzony w sposób dyskretny i pełen szacunku i że ekshumacja zostałaby przeprowadzona zgodnie z przepisami prawa stanu Nowy Jork. [Kardynał] skonsultował tę sprawę z rodziną [arcybiskupa Sheena], która wyraziła zgodę pod warunkiem, że ekshumacja pozwoli osiągnąć postęp w sprawie. 
Odnośnie do pobrania relikwii pierwszej klasy, kardynał Dolan sprzeciwia się rozczłonkowaniu ciała Arcybiskupa Sheena. Jeśli jednak ciało zostanie ekshumowane, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w trumnie zostaną odnalezione jakieś szczątki, które mogłyby zostać pobrane z czcią bez naruszania ciała, a następnie można by się było z nimi szczodrze podzielić z Diecezją Peoria. Rodzina nie ma nic przeciwko temu i oczekujemy stosownych instrukcji z Rzymu.

Diecezji Peoria oraz biskupowi Jenky należy się ogromna wdzięczność za doprowadzenie procesu beatyfikacyjnego arcybiskupa Sheena do obecnego etapu. Jeśli, jednakże, decyzja Diecezji Peoria w kwestii zawieszenia procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Arcybiskupa Fultona J. Sheena i w kwestii przekazania akt tej sprawy do archiwów historycznych Kongregacji do spraw Kanonizacji jest ostateczna, Archidiecezja Nowojorska z chęcią podejmie się dalszego prowadzenia procesu beatyfikacyjnego, jeśli zgodne by to było z intencjami Diecezji Peoria oraz Kongregacji do spraw Kanonizacji, w nadziei że wspaniała działalność biskupa Jenky będzie kontynuowana, a jego sugestywne modlitwy – wysłuchane.

Szokujące wieści: starania o beatyfikację i kanonizację Fultona J. Sheena zostają zawieszone na czas nieokreślony

W środę po południu ukazało się oświadczenie diecezji Peoria informujące o tym, iż starania o kanonizację arcybiskupa Fultona Sheena zostały zawieszone na czas nieokreślony.

W oświadczeniu tym władze diecezjalne podają, że proces prowadzący do beatyfikacji i kanonizacji został wstrzymany, mimo iż do tej pory toczył się bez przeszkód.

W istocie, po 12-letnich staraniach Fundacji Arcybiskupa Fultona J. Sheena kierowanej przez biskupa Daniela Jenky, spodziewano się, że uroczystość beatyfikacji będzie miała miejsce już w przyszłym roku, tuż po głosowaniu Kolegium Kardynalskiego i  po uzyskaniu aprobaty papieża Franciszka.

Tymczasem okazuje się, że nowojorska archidiecezja odmówiła biskupowi Jenky zgody na przeniesienie szczątków Sheena do Peorii w celu przeprowadzenia oficjalnych badań i pobrania relikwii pierwszej klasy.

„Po konsultacjach z Rzymem podjęta została decyzja, że akta procesu beatyfikacyjnego Sheena zostaną przeniesione do archiwum historycznego Kongregacji [Spraw Kanonizacyjnych]” – poinformowała diecezja w swoim oświadczeniu, dziękując osobom wspierającym proces beatyfikacyjny za poświęcony czas i ofiary pieniężne.


Poniżej zamieszczamy treść oświadczenia:

Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy do wiadomości, iż Jego Ekscelencja biskup Daniel R. Jenky CSC, biskup Peorii i prezes Fundacji Arcybiskupa Fultona J. Sheena, ogłosił, że proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny abpa Sheena został zawieszony na czas nieokreślony. Proces weryfikacji cudu przypisywanego Fultonowi Sheenowi przebiegał niezwykle sprawnie i oczekiwał jedynie na głosowanie Kardynałów oraz aprobatę Ojca Świętego. Wszystko wskazywało na to, iż data beatyfikacji w Peorii zostanie wyznaczona na nadchodzący rok. Stolica Apostolska oczekiwała, że doczesne szczątki Sługi Bożego zostaną przeniesione do Peorii, gdzie zostanie przeprowadzona oficjalna inspekcja oraz pobrane relikwii pierwszej klasy. Następnie Archidiecezja Nowego Jorku odmówiła, gdy biskup Jenky poprosił o przeniesienie ciała do Peorii. Po dalszych rozmowach z Rzymem, zdecydowano, że proces beatyfikacyjny abpa Sheena zostanie przeniesiony do historycznego archiwum Kongregacji [Spraw Kanonizacyjnych].

Niezliczone osoby wspierające proces beatyfikacyjny, szczególnie wierni z lokalnego Kościoła w centralnym Illinois, poświęcili swój czas, środki i talenty dla tego szlachetnego celu, w przekonaniu, że ciało Czcigodnego Sługi Bożego Fultona Sheena powróci do diecezji. Biskup Jenky był osobiście niejednokrotnie zapewniany przez Archidiecezję Nowego Jorku, że przeniesienie ciała odbędzie się w odpowiednim czasie. Nowy Jork zmienił zdanie w momencie, kiedy proces beatyfikacyjny znalazł się w bardzo znaczącej fazie.

Biskup Jenky jest osobą, która bardzo technicznie może być nazwana „sprawcą” procesu beatyfikacyjnego abpa Sheena. Diecezja w Peorii oraz Fundacja Arcybiskupa Fultona J. Sheena modliły się oraz działały na rzecz tego dzieła przez dwanaście lat. Biskup jest załamany, nie tylko z powodu straty, jaką odnoszą wierni w Peorii, ale także z powodu tej samej straty, którą na całym świecie odczuwa wielu wiernych, którzy tak szczodrze wspierali wysiłki Peorii. Pamiętajmy jednakże, iż zawsze to Bóg czyni świętymi, a nie ludzie. Wysiłki mające na celu ogłoszenie kogoś świętym trwały czasem kilkadziesiąt lub nawet kilkaset lat. Biskup Jenky nalega, aby ci, którzy wspomagają proces beatyfikacyjny, kontynuowali swoje modlitwy o to, aby wola Boga została objawiona.

Na tę chwilę żaden dodatkowy komentarz nie zostanie ogłoszony.

Źródło: http://www.patheos.com/blogs/deaconsbench/2014/09/shock-effort-to-canonize-fulton-sheen-suspended-indefinitely/

Nie odwracaj oczu od Chrystusa

 

1024px-Po_vodam

„Jezus idący po wodzie”, Iwan Ajwazowski, 1888 r.

Była trzecia nad ranem, a apostołowie wiosłowali pod wiatr i byli przerażeni. Nasz Pan obserwował ich przez cały czas. Wreszcie przyszedł do nich po wodzie. Oni Go nie poznali.

Myśleli, że była to zjawa, duch. Św. Marek tłumaczy nam, dlaczego: nie zrozumieli oni cudu z bochenkami chleba. Nie pojęli niewidzialnej obecności Chrystusa w Chlebie Życia. W ich strachu nasz Zbawiciel uspokajał ich: „Nie lękajcie się, to Ja jestem”. Wtedy do głosu przychodzi impulsywność wielkiego człowieka, głupca: „Panie, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. Cóż za głupota – chodzić po wodzie. Czy możesz sobie wyobrazić, co działo się w łodzi, gdy Piotr podniósł swą prawą nogę, aby postawić ją na wodzie? Tomasz zapewne powiedział do niego: „Jesteś w stanie uwierzyć w cokolwiek, Piotrze”. Lecz on szedł, naprawdę szedł po wodzie. Szedł, ponieważ Pan powiedział: „Przyjdź, przyjdź”. Uwierz w nieprawdopodobne, a możesz dokonać niemożliwego. To nasz brak wiary nas powstrzymuje, podobnie jak stało się to z Piotrem.

Dlaczego zaczął tonąć? Ewangelia podaje nam przyczynę. Uwzględnił obecność wiatrów, zaczął czytać wyniki badań; dowiedziono w nich statystycznie, że 99,4% ludzkości nie może chodzić po wodzie. Wszelkie niedowiarstwo było w wiatrach. Odwróciwszy swe oczy od Chrystusa, Piotr zaczął tonąć.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Through the Year with Fulton J. Sheen, 1985r. str. 184-185.

Jak rozpoznać antychrysta?

Antychryst nie będzie nazywany antychrystem, gdyż nie miałby wówczas żadnych zwolenników. Nie będzie nosić czerwonych rajtuz, nie będzie zionąć siarką, nie będzie też dzierżyć wideł ani wymachiwać zakończonym strzałką ogonem niczym Mefistofeles w „Fauście”. Ta maskarada pomogła szatanowi przekonać ludzi o swoim nieistnieniu. Gdy nikt go nie uznaje, tym większą ma on moc. Bóg określił samego siebie mianem „Ja, który jestem”; szatan definiuje siebie jako „ja, którego nie ma”.
 
Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia dla powszechnego mitu o szatanie jako błaźnie przebranym za pierwszego „czerwonego”. Zamiast tego opisywany jest on jako upadły anioł z nieba, jako „książę tego świata”, którego celem jest wmawianie ludziom, że inny świat nie istnieje. Jego logika jest prosta: jeśli nie ma nieba to nie ma też piekła; jeśli nie ma piekła to nie ma też grzechu; jeśli grzech nie istnieje, to nie ma też sędziego, a jeśli sąd nie istnieje, to zło jest dobre, a dobro – złe. Lecz przede wszystkim, ponad tymi wszystkimi opisami, nasz Zbawiciel mówi nam, iż szatan będzie tak bardzo podobny do Niego, że oszuka nawet wybrańców – i na pewno żaden szatan kiedykolwiek widziany w książkach obrazkowych nie mógłby oszukać wybrańców.
W jaki sposób zdobędzie zwolenników dla swojej religii w dzisiejszych czasach? W czasach poprzedzających komunizm wierzono w Rosji, że pojawi się on w przebraniu Wielkiego Humanisty, że będzie mówił o pokoju, dobrobycie oraz obfitości nie jako środkach prowadzących nas do Boga, lecz rozumianych jako cel sam w sobie. Będzie pisał książki o nowej idei Boga, aby mówić ludziom to, co – w obliczu ich własnego stylu życia – chcieliby usłyszeć; wprowadzi wiarę w astrologię, aby obciążyć winą za grzechy nie ludzką wolę, a gwiazdy; będzie wynajdywał dowody psychologiczne na to, że nie istnieje wina, a jedynie wyparta seksualność; każe ludziom umierać ze wstydu, gdy inni zarzucą im nietolerancję i brak liberalizmu; on sam będzie tak liberalny, że tolerancję zrówna z obojętnością wobec prawa i niesprawiedliwości, wobec błędu i prawdy. Rozpowszechni kłamstwo, jakoby ludzie tylko wtedy mogliby stać się lepszymi, jeśli najpierw naprawią społeczeństwo – i w ten sposób staną się takimi egoistami, że nigdy nie zabraknie środka zapalnego do następnej wojny. Będzie wspierać naukę z tym jedynym sukcesem, że przemysł zbrojny zniszczy jeden cud nauki za pomocą innego; będzie wspierał rozwody pod pretekstem tego, że nowy partner jest „niezbędny do życia”; będzie pomnażał miłość do miłości, pomniejszając jednocześnie miłość do osoby; będzie powoływać się na religię, aby unicestwić religię; będzie nawet mówić o Chrystusie i nazywać Go największym spośród ludzi; będzie głosić, iż jego misja polega na tym, aby wyzwolić ludzi z kajdan zabobonu i faszyzmu – nie definiując nigdy tych pojęć. Będzie wymyślał zabawy dla dzieci i będzie decydował, kto może, a kto nie może pobierać się i rozwodzić, kto może urodzić dziecko, a kto nie. Uprzejmymi gestami będzie wyciągać ze swych kieszeni tabliczki czekolady dla dzieciątek i butelki z mlekiem dla Hotentotów.
Będzie kusił chrześcijan tymi samymi trzema pokusami, którymi wystawiał na próbę Chrystusa. Kuszenie do tego, aby –  jako ziemski Mesjasz – zamienił On kamienie w chleb, stanie się kuszeniem do tego, aby przefrymarczyć wolność za bezpieczeństwo, przy czym chleb stanie się polityczną bronią, gdyż tylko ci będą mogli go jeść, którzy będą myśleć tak jak on. Kuszenie Chrystusa do tego, aby zdziałał cud i aby – pokładając ufność w obietnicę [daną w Piśmie Świętym] rzucił się ze szczytu świątyni, stanie się wezwaniem do tego, aby z czystych wyżyn Prawdy, na których panuje wiara i rozsądek, rzucić się w otchłanie wypełnione masą pustych haseł i propagandy. Nie potrzebuje on głoszenia niezmiennych zasad na dziedzińcach świątyń, lecz propagandy, aby organizować tłumy, gdyż w taki właśnie sposób zwykły człowiek steruje reakcjami zwykłych ludzi. Opinie, a nie prawdy, objaśniacze, a nie nauczyciele; badania Gallupa, a nie zasady; natura, a nie łaska – za tymi złotymi cielcami zaczną podążać ludzie, odchodząc od swego Zbawiciela. Trzecie kuszenie, w którym szatan próbował skłonić Chrystusa, by oddał mu cześć w zamian za wszystkie królestwa świata, stanie się kuszeniem do tego, aby mieć nową religię bez Krzyża, liturgię bez przyszłego świata, religią, która niszczy religię lub politykę, która jest religią – taką która oddaje Cezarowi nawet to, co jest Boskie.

Wśród całej tej jego pozornej miłości do ludzkości i jego gładkiej mowy o wolności i równości ukrywać się będzie wielki sekret, którego nikomu nie zdradzi: nie będzie wierzył w Boga. Ponieważ jego religią będzie braterstwo bez ojcostwa Boga, oszuka nawet wybrańców. Ustanowi on antykościół, który będzie małpować Kościół, gdyż on, szatan, jest małpą Boga. [Ów antykościół] będzie posiadał wszystkie cechy Kościoła, ale w wypaczonej postaci, będzie też wyzuty ze swej Boskiej treści. Będzie mistycznym ciałem antychrysta, które z wyglądu będzie bardzo przypominać mistyczne Ciało Chrystusa. . .
 
 
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
Źródło: Communism and the Conscience of the West,1948r., str. 24-25.