O tym, jak zawiodłem w miłości

Opowiem wam o tym, jak raz upadłem. Upadałem wiele razy, lecz ten przypadek był szczególnie istotny. Odwiedzałem trędowatych w miejscowości Biluba*, w Afryce. Miałem ze sobą 500 srebrnych krucyfiksów wysokich na ok. dwa cale. Zamierzałem wręczyć po krucyfiksie każdemu z trędowatych. Pierwszemu, który do mnie podszedł, choroba wyżarła lewe ramię. Podniósł do góry kikut; wokół niego owinięty był różaniec. Wyciągnął do mnie swą prawą dłoń – była to najbardziej odrażająca, cuchnąca, najwstrętniejsza masa rozkładającego się ciała, jaką kiedykolwiek widziałem. Uniosłem krucyfiks ponad jego dłoń i upuściłem go. Został on pochłonięty przez ten wulkan trądu. I nagle okazało się, że w obozie tym było 501 trędowatych, a ja byłem tym pięćsetpierwszym, albowiem wziąłem ów symbol, w którym Bóg utożsamił się z człowiekiem i odmówiłem utożsamienia się z kimś, kto wewnętrznie był tysiąc razy lepszy ode mnie. Wtedy zdałem sobie sprawę z okropnej rzeczy, jaką uczyniłem. Zanurzyłem moje palce w dłoni tego człowieka, wyciągnąłem krucyfiks i wręczyłem mu go, czyniąc podobnie z pozostałymi trędowatymi. Od tego czasu nauczyłem się kochać ich przez dotyk, zgodnie z zasadą wcielenia.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985r., strona nieznana.

*Chodzi o miejscowość Buluba, w której pracowała Służebnica Boża dr Wanda Błeńska. Przyp. tłum.

Czy Bóg popełnił błąd?

1024px-Jan_van_der_Venne_-_Denial_of_Saint_Peter

Jan van der Venne, „Zaparcie się świętego Piotra”, m.1631-1651

Gdy czytamy Ewangelię, w szczególności pierwszą część historii ewangelicznej, czasem wydaje nam się, że Chrystus uczynił błąd wybierając świętego Piotra. Święty Piotr był porywczy, tchórzliwy – czynił obietnice, których później nie mógł dotrzymać i wcale tego nie zamierzał, a nawet zaparł się naszego Pana. Jednakże Pan nigdy nie powiedział mu: „Mówiłem ci. Mówiłem ci, że upadniesz”. Nigdy tego nie zrobił. Nasz Pan okazał cierpliwość wobec Piotra i Piotr został świętym. Nasz Pan nie popełnił błędu. I nie popełnił On błędu wybierając któregokolwiek z nas. Wiedział, jacy będziemy, wiedział, jacy się staniemy. Być może nie wszyscy z nas stali się takimi, jakimi chciałby nas widzieć Zbawiciel, lecz wiedział On, że świętość jest w nas. Słowa, które Chrystus wyrzekł do świętego Piotra w tydzień po Zmartwychwstaniu, kieruje On również do nas: „Szymonie, synu Jana, czy mnie kochasz? Czy mnie kochasz? Czy mnie kochasz?”. Odpowiedź na to pytanie przychodzi w ciszy.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Czy powinniśmy zejść z Krzyża?

Dwóch złodziei zostało ukrzyżowanych po obu stronach Chrystusa. Obaj przeklinali i bluźnili; z początku nie było między nimi żadnej różnicy. Pierwszy z nich, łotr, który wisiał po lewej stronie, symbolizuje ból tych, którzy mówią: „Zdejmij mnie na dół, na ziemię”. Łotr po prawicy chciał być wzięty do góry, do Nieba. Ten po lewej stronie obrócił swą głowę tak jak mógł najbardziej i powiedział: „Jeśli jesteś synem Boga, uratuj się, uratuj nas”. Wielu dzisiejszych ludzi myśli, że to jest istota Chrześcijaństwa – uzdrowienie. Nasz Pan uzdrawia, lecz nie zawsze. Nie będzie całkowitego uzdrowienia, dopóki nie odnowi się cały wszechświat. Nasz Pan nie uzdrowił Łazarza; pozwolił mu umrzeć. Nasz Pan nie uwolnił Jana Chrzciciela z więzienia. Bóg czasem uzdrawia. Uzdrowienie nie jest jednak istotą Jego przyjścia. Jednakże było to wszystko, czego domagał się łotr po lewicy Pana – po prostu być uzdrowionym. Gdyby żył w dzisiejszych czasach, prawdopodobnie nigdy nie pomyślałby on o grzechu. Gdyby miał pieniądze, wydałby tysiące dolarów na psychoterapię. Lecz myśl o grzechu nigdy nie postałaby w jego głowie – a jedynie pragnienie, aby być zdjętym z krzyża.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Niepokalana

immaculataAssumpcion

Wyobraź sobie, że istniałeś przed twoją własną matką, w ten sam sposób, w jaki artysta istnieje przed swoim obrazem. Przypuśćmy ponadto, że mogłeś stworzyć twoją matkę taką, jaką ci się podobała, podobnie jak Rafael miał moc realizowania swych artystycznych ideałów. Przypuśćmy, że miałbyś tę podwójną moc – jaką matkę stworzyłbyś dla siebie? Czy uczyniłbyś ją taką, żebyś musiał się rumienić z powodu jej niekobiecego i niematczynego postępowania? Czy chciałbyś splamić ją i przybrudzić samolubstwem, które uczyniłoby ją nieatrakcyjną nie tylko dla ciebie, ale i dla twoich bliźnich? Czy stworzyłbyś jej zachowanie, wnętrze i charakter takimi, abyś musiał się za nią wstydzić, czy może stworzyłbyś ją – w wymiarze ludzkim – najpiękniejszą kobietą na świecie, a w wymiarze duchowym – osobą, która promieniuje wszelkimi cnotami, wszelką dobrocią, miłością i wdziękiem, osobą, która poprzez czystość swego życia i swojego serca byłaby inspiracją nie tylko dla ciebie, lecz również dla twoich bliźnich, tak aby wszyscy widzieli w niej uosobienie tego, co jest najlepsze w macierzyństwie?

Jeśli więc ty, który jesteś niedoskonałą istotą i który nie masz najwrażliwszego pojęcia o tym, co w życiu jest najpiękniejsze, chciałbyś mieć najbardziej uroczą z matek, czy sądzisz, że nasz Najświętszy Pan, który nie tylko istniał przed swą własną Matką, lecz miał nieskończoną moc, aby uczynić Ją taką, jakiej zapragnął, w nieskończonej wrażliwości swojego Ducha mógłby uczynić Ją mniej czystą, kochającą i piękną niż ty byś uczynił twą własną matkę? Jeśli ty, który nienawidzisz egoizmu, uczyniłbyś ją bezinteresowną, jeśli ty, który nienawidzisz brzydoty, uczyniłbyś ją piękną, czy sądzisz, że Syn Boga, który nienawidzi grzechu, mógłby postąpić inaczej niż stworzyć Ją bez grzechu, czyż Ten, który nienawidzi moralnej brzydoty, mógłby postąpić inaczej niż uczynić Ją niepokalanie piękną?

Trwałość

Małżeństwo mężczyzny i kobiety ma być trwałe, co wynika z samej natury miłości.
Słownik miłości to tak naprawdę tylko dwa słowa: „ty” i „zawsze”. „Ty”, ponieważ miłość jest niepowtarzalna, „zawsze”, ponieważ jest stała. Nikt nigdy nie powiedział: „Będę Cię kochać przez dwa lata i sześć miesięcy” i dlatego właśnie wszystkie piosenki o miłości odnoszą się w jakiś sposób do nieskończoności, np. „dopóki piaski pustyń się nie zestarzeją…” Po co byłaby w ludzkim sercu zazdrość, jeśli nie po to, aby strzec monogamii i trwałości małżeństwa?

(tłum. Justyna Łobaszewska)

Rozwód

Kiedy Pana Jezusa zapytano o rozwód, odparł: „Dlatego mówię wam: Jeśli ktoś
porzuca żonę […], a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze
za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,9). Te słowa brzmią jak srogi osąd
naszej cywilizacji, w której jedno na cztery małżeństwa kończy się rozwodem
i często osoby rozwiedzione zawierają kolejne małżeństwa. Rozwód jest złem
nie tylko dla katolika (choć dla katolików rozwody są szczególnie szkodliwe).
Rozwód to naruszenie Boskiego prawa, naturalnego prawa ustanowionego
przez Boga, zarówno w wypadku Tybetańczyka, muzułmanina, Hotentota,
jak i chrześcijanina.

(tłum. Justyna Łobaszewska)

Psychologia naszej przeciętności

Obawiamy się dobroci Chrystusa. Pamiętam, że gdy byłem chłopcem i bolał mnie ząb, wolałem pójść z tym do mojej babci, a nie do mamy. Wybierałem babcię, gdyż dawała mi olejek goździkowy i smarowała nim mój ząb, aby złagodzić ból. Gdybym poszedł do mojej mamy, zaprowadziłaby mnie ona do dentysty, który zacząłby badać mój ząb; byłem absolutnie pewny, że dentysta odkryłby, iż coś jest z nim nie tak i zadałby mi niewielki ból. Obawiałem się dobroci. Oto psychologia naszej przeciętności. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Through the Year with Fulton Sheen”, 1985 r., str. 38.

Zaniechanie wynagrodzenia

Rozmawiałem z młodą kobietą, która od dwudziestu jeden lat leżała w żelaznym płucu*. Jedyną częścią ciała, którą mogła poruszać, była jej głowa. Powiedziała mi, że tydzień wcześniej odwiedziło ją sześciu seminarzystów. Oznajmili jej, że wkrótce zostaną wyświęceni na księży. Powiedziała im: „Mam nadzieję, że zostaniecie również wyświęceni na ofiary. Nasz Zbawiciel nie tylko był kapłanem, był również żertwą, gdyż wydał samego siebie za innych. Wy również musicie to uczynić”. Odpowiedzieli jej, że nasz Pan nie chciał, aby cierpieli. Odrzekła im: „Młodzieńcy, nakładacie na mnie ogromną, dodatkową pokutę, którą muszę cierpieć, aby uczynić was godnymi waszego kapłaństwa”. Dopełniała ona w swoim ciele tego cierpienia, którego im brakowało. Ci z nas, którzy mają wiarę, powinni zacząć przywracać ideę wynagrodzenia. 

 
Arcybiskup Fulton J. Sheen
 
* Żelazne płuco – rodzaj respiratora

Dwustu mężczyzn i jedna Kobieta

chartres

Głosiłem kiedyś rekolekcje dla trapistów z Klasztoru Getsemani w Kentucky. W tym czasie przebywało tam ponad 200 mnichów. Pod koniec Komplety*, gdy kaplica pogrążona była w ciemnościach nocy, zaintonowali Salve Regina. Na końcu tej ogromnej kaplicy znajdował się wielki witraż. Gdy pojawiły się na nim blade promienie światła, okazało się, że był to wizerunek Najświętszej Maryi Panny otoczonej przez grono świętych. Gdy tak śpiewali, oblewało Ją coraz więcej promieni słonecznych, aż zdawało się, że stoi tam żywa. Nigdy nie widziałem tylu mężczyzn zakochanych w jednej Kobiecie. Ich śpiew na chwałę tej Kobiety sprawiał, że serce rozpierała ogromna radość. Ten śpiew to moje bardzo szczęśliwe wspomnienie. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen


* w angielskim oryginale Compline; prawdopodobnie Arcybiskupowi chodziło jednak o Jutrznię.