Gdy wypieramy się naszych grzechów (część 2)

Drodzy przyjaciele, dawniej ludzie próbowali uciekać od przyznawania się do grzechu obwiniając kapitalizm, komunizm, brak kiosków sprzedających napoje bezalkoholowe i nieposłuszne hormony. Obecnie rodzi się nowa psychologia, która obwinia nieświadomość, biednego starego Edypa lub pomarszczoną Elektrę. Twierdzi się, że winę należy przypisać tej części z nas, za którą nie jesteśmy odpowiedzialni, a mianowicie nieświadomości. 

Ci eskapiści, którzy wypierają się własnej winy, chcą postrzegać wszystkich ludzi jako „miłych ludzi” w tym sensie, że są oni niby bez grzechu i bez winy. Jednym magicznym pociągnięciem ci eskapiści oczyścili świat ze „wstrętnych ludzi”, tutaj rozumianych jako grzeszników. 


Owi „mili ludzie”, zgodnie z opinią eskapistów, są być może chorzy, ale nie są „grzesznikami”. Zamierzam bronić tezy przeciwnej, zgodnie z którą wzrost ilości przypadków psychozy, neurozy i innych zaburzeń psychicznych spowodowany jest tym, że zbyt wielu ludzi myśli o sobie, że są „mili” lub bezgrzeszni. Ponadto, istniałaby o wiele większa nadzieja dla owych „miłych ludzi”, gdyby zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że wcale nie są mili, a może wręcz są wstrętni; pod słowem „wstrętni” rozumiemy tutaj „odpowiedzialni za swoją winę”. 

Nigdy nie wypieraj się swojej winy; wypieranie się jej ma pięć poważnych skutków dla twojej duszy: 

  1. Niszczy ono charakter, gdyż eliminuje odpowiedzialność i – co za tym idzie – wolność.
  2. Sprawia, że wybaczenie jest niemożliwe, gdyż zaprzeczasz, że istnieje grzech, który musi zostać wybaczony.
  3. Wypieranie się własnej winy zmienia ludzi w łowców sensacji, plotkarzy i gwałtownych rewolucjonistów, gdyż sprawia, iż przenoszą oni swoją winę na innych, aby uciec od własnych wyrzutów sumienia. 
  4. Wypieranie się własnej winy prowadzi do większego grzechu, gdyż twoje sumienie staje się coraz bardziej obojętne, a cnota – coraz bardziej odpychająca.
  5. Wreszcie, wypieranie się własnej winy prowadzi do rozpaczy, która przekształca się w fanatyzm skierowany przeciw religii i moralności, nienawiść wobec których jest pewnym dowodem winy.

Mówiąc krótko, główną przyczyną tragedii współczesnej duszy jest to, że wypiera się ona własnej winy, uniemożliwiając przez to nie tylko otrzymanie wybaczenia, ale również pokoju płynącego z pogodzenia się z Bogiem, który jest Miłością. 


Najgorszą rzeczą na świecie nie jest grzech, lecz wyparcie się grzechu; jest to grzech niewybaczalny. Jeśli ślepy zaprzecza, że jest ślepy, jakże mógłby on przejrzeć?

Ponieważ grzech jest zerwaniem więzi z Boską Miłością, wynika z tego, że nie może on być leczony wyłącznie za pomocą psychologii. Nie wystarczy zanalizować grzech, żeby go wyleczyć. Z tego, że dentysta uczy się, iż próchnica zębów powstaje na skutek jedzenia cukierków, nie wynika, że ząb natychmiast wyzdrowieje. To, że kopiąc wokół dębu znajdziemy zgniły żołądź, z którego ów dąb wyrósł, nie wyjaśnia istnienia samego drzewa. Grzech może zostać uleczony wyłącznie poprzez odnowienie przyjaźni z Bogiem. 


Nie jest również prawdą, że świadomość grzechu wywołuje kompleks winy i grozi popadnięciem w chorobę psychiczną. Czy dziecko, które chodzi do szkoły, rozwija w sobie kompleks ignorancji? Czy chory, który idzie do lekarza, rozwija w sobie kompleks choroby? Uczeń koncentruje się nie na swojej ignorancji, lecz na mądrości i wiedzy nauczyciela; chory nie koncentruje się na swojej chorobie, lecz na zdolnościach leczniczych lekarza, a grzesznik koncentruje się nie na swojej winie, lecz na zbawczej mocy Boskiego Medyka. 

Nie istnieje żaden dowód na to, że świadomość grzechu może wpędzić człowieka w chorobę (psychiczną). Nazywać eskapistą duszę, która prosi Boga o wybaczenie, to tak jakby nazwać eskapistą człowieka, którego dom płonie, tylko dlatego, że wezwał on straż pożarną. 

Najbardziej wyrafinowaną formą pychy, najbardziej niegodziwą formą eskapizmu jest powstrzymywanie się od rachunku sumienia, tak aby przypadkiem nie odkryć w nim grzechu. 


Nie istnieje człowiek, który wypiera się własnej winy i jest człowiekiem szczęśliwym; nie istnieje też człowiek, który – uznawszy swoją grzeszność, uzyskawszy przebaczenie i żyjąc w miłości Bożej – jest człowiekiem nieszczęśliwym. 


Poczucie moralnej niegodności nigdy nie uczyniło duszy smutną; dusze są smutne i sfrustrowane z powodu nadmiernej miłości własnej. Nie ma dla ciebie nadziei, jeśli myślisz, że jesteś miłą osobą, lecz istnieje wielka nadzieja dla ciebie, jeśli wiesz, że jesteś „wstrętny”. Nie daj się oszukać owym seksuologom i eskapistom, którzy nie chcą stawić czoła faktowi osobistej winy. Poświęć godzinę czasu dziennie na modlitwę, rozmyślania i na wysłuchanie Mszy świętej. Bądź na tyle odważny, by nieustannie stawiać czoła samemu sobie, pokładając ufność w Bogu. 






Im większa będzie twoja świadomość twej własnej marności, tym łatwiej przyjdzie ci zaufać dobroci i Miłosierdziu Boga. Jakże Bóg mógłby okazać Miłosierdzie, gdyby nie było marności? Bóg byłby nieskończoną Dobrocią nawet gdyby nie stworzył świata, lecz gdyby nie istnieli „wstrętni” ludzie tacy jak ja, nigdy nie mógłby On okazać Swojego słodkiego Miłosierdzia.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s