Nie lękajcie się!

Nie lękajcie się! Ten, który został złożony w grobie, jest Samą Prawdą, a Prawda przygnieciona do ziemi powstanie na nowo. Dostojewski opowiada nam historię dwóch mężczyzn spoglądających na obraz Holbeina pt. Chrystus zdjęty z Krzyża. Jeden z nich powiedział: Lubię patrzeć na ten obraz. Drugi odrzekł: Ten obraz zdruzgotał wiarę niektórych ludzi. Mężczyzna ów miał słuszność! Ten obraz może zdruzgotać wiarę materialisty, ateisty, komunisty i wszystkich tych, którzy wierzą, że po ziemskim życiu nie ma już niczego. Gdyby nie było Zmartwychwstania, a jedynie martwy Chrystus, nie można byłoby uwierzyć ani w Dobroć Boga, ani w dobroć człowieka. Lecz ponieważ Ten, który przyjąwszy na Siebie najgorsze, co świat miał do zaoferowania, pokonał to, dlatego zło nigdy już nie zatryumfuje.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Lenten and Easter Inspirations, 1967r., str. 39.

Abp Sheen o Rosji i komunizmie

Pod koniec II wojny światowej wygłaszałem wykład o komunizmie w Akron, w stanie Ohio. Kilku prawników poinformowało sponsora wykładu, że nie wezmą w nim udziału, ponieważ nie byłem przychylny wobec Rosji. W owym czasie wiele osób miało bardzo dobre zdanie o tym kraju. Występowanie przeciwko naszemu tak zwanemu aliantowi było czymś bardzo niepopularnym. Zatrzymałem się na probostwie w Akron, które odwiedził również w tym czasie pewien znany prałat. Spytał: O czym będzie ksiądz mówił dziś wieczorem? Odpowiedziałem: O Rosji i Europie Wschodniej, Polsce, Litwie, Albanii, Czechosłowacji itd. Prałat stwierdził: Ksiądz zwariował; Rosja jest krajem demokratycznym; nie jest już krajem komunistycznym. Odparłem: Spędziłem życie na studiowaniu komunizmu i jestem przekonany, że [Sowieci] zamierzają zająć Europę Wschodnią. Zacząłem schodzić po schodach. Była to stara plebania i musiało być tam około 25 stopni. Za każdym razem gdy stawiałem stopę na kolejnym stopniu, mój przyjaciel, który stał na szczycie schodów, wskazywał na mnie palcem i powtarzał: Sheen, mylisz się!, Mylisz się!, Mylisz się!, Mylisz się!, aż zszedłem na parter. Wtedy odwróciłem się, spojrzałem na niego i powiedziałem: Pewnego dnia odkryjesz, że Europa Wschodnia należy do komunistów.

[…]

Z powodu stanowiska, jakie zająłem wobec Rosji, moje audycje radiowe były ściśle monitorowane. Specjalnie wyznaczona osoba dyżurująca w kabinie miała za zadanie przerwać nadawanie mojego programu, gdybym swoimi uwagami odbiegł od ówczesnego mainstreamowego poglądu, jakoby Rosja była demokracją. Jeden z moich manuskryptów przygotowany na potrzeby kolejnej audycji zawierał zdanie: Polska została ukrzyżowana pomiędzy dwoma łotrami – Hitlerowcami i Sowietami. Otrzymałem wówczas telegram od Konferencji Biskupów z prośbą o to, abym nie wypowiedział tych słów [na antenie], gdyż sugerowałem, że Rosja jest jednym z łotrów. Moja odpowiedź na ten telegram zawierała następującą propozycję: A gdyby tak nazwać Rosję ‚dobrym łotrem’?.

Tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej, gdy Rosja i Niemcy były jeszcze wrogami, prorokowałem w radio, że podobnie jak Piłat i Herod byli wrogami i stali się przyjaciółmi nad krwawiącym Ciałem Chrystusa, tak pewnego dnia komunizm i nazizm, które obecnie są wrogami, staną się przyjaciółmi nad krwawiącym ciałem Polski. Proroctwo to ziściło się, gdy hitlerowcy i Sowieci zjednoczyli swe siły.

Mimo mojego sprzeciwu wobec zła komunizmu, zawsze kochałem Rosję. Kielich, którego używam każdego dnia do sprawowania Mszy Świętej, używany był w Sankt Petersburgu, gdy jeszcze panowała w nim wiara. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że podstawowa przyczyna, dla której komunizm zdobył popularność w Rosji, miała podłoże religijne. Żarliwe przekonania religijne są głęboko zakorzenione w rosyjskiej duszy: są to powszechne powołanie Rosji, aby wzywać wszystkich ludzi do braterstwa; potrzeba ofiary i bólu, aby wypełnić tę misję i najwyższa potrzeba podporządkowania się Bożej woli. Gdy Kościół zaczął podupadać, komunizm obiecał ludziom realizację tych trzech ideałów, ale nie powiedział im wyraźnie, że Bóg zostanie wydarty z ich serc. Braterstwo przerodziło się w rewolucyjny proletariat; ofiara przekształciła się w przemoc, a Wola Boga stała się wolą dyktatora. Komunizm jest religią, poddaniem się absolutowi. To dlatego przemawia on do tych, którym brakuje wiary i to dlatego Rosja Sowiecka jest dziś postrzegana jako ostatnia nadzieja zachodniego człowieka, w którego życiu nie ma Boga.

Małe tabernakulum w mojej prywatnej kaplicy jest repliką rosyjskiego kościoła. W ten sposób wyrażam swoją nadzieję na ostateczne nawrócenie Rosji. Nie w wojnie, lecz w modlitwie musimy pokładać ufność, że ten kraj, niegdyś znany jako Święta Rosja, ponownie stanie się źródłem, z którego popłynie czysty strumień Chrześcijaństwa.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J.Sheen, 2008r., str. 91-94.

Abp Sheen o przygotowywaniu kazań i wykładów

Często jestem pytany, jak przygotować kazanie; mogę mówić wyłącznie z własnego doświadczenia płynącego z wieloletniej działalności kaznodziejskiej.

Wszystkie moje kazania przygotowywane są w obecności Najświętszego Sakramentu. Podobnie jak wypoczynek w słońcu jest najprzyjemniejszy i najbardziej efektywny, tak i kreatywność homiletyczna rozpalana jest najbardziej w obecności Eucharystii. Najwspanialsze pomysły pochodzą ze spotkań z Bogiem twarzą w twarz. Duch Święty, który obecny był przy Wcieleniu, stwarza najlepszą atmosferę dla oświecenia umysłu. Papież Jan Paweł II, gdy znajduje się w obecności Najświętszego Sakramentu, zawsze ma przy sobie małe biurko lub podkładkę do pisania; robiłem tak przez całe swoje życie i jestem pewien, że robi on to z tego samego powodu, ponieważ oblubieniec zawsze pracuje lepiej, gdy Oblubienica jest przy nim.

Gdy powstanie już ogólny plan kazania, komunikuję swoje myśli naszemu Zbawicielowi lub przynajmniej poddaję je rozważaniom, niemal szepcząc swoje pomysły. Niesamowite, jak szybko odkrywa się wtedy wartość planowanego kazania. Dlatego Francuzi mówią o l’esprit de l’escalier – o duchu schodów lub o przypominaniu sobie tego, co powinno się było powiedzieć w czasie niedawnej rozmowy. Mówiąc ogólnie, istnieją trzy różne formaty każdego wykładu lub kazania: to, co jest napisane, to, co zostało wygłoszone i to, co chciałeś powiedzieć. To dlatego wygłaszanie kazań przed naszym Zbawicielem jest dla mnie najlepszym sposobem na odkrycie nie tylko ich słabych punktów, lecz również ich potencjału. 

[…]

Jestem przekonany, że wygłaszanie wykładów i kazań jest niemożliwe bez intensywnych studiów i lektury. Jest to być może jedna ze słabości współczesnych ambon i mównic – zaniedbanie ustawicznego kształcenia. Książki są wielkimi przyjaciółmi; zawsze mają ci coś ważnego do powiedzenia, gdy bierzesz je do ręki. Nigdy nie narzekają, że są zbyt zajęte i zawsze mają wolną chwilę, by stać się pokarmem dla umysłu. Spoglądając na regały niektórych kapłanów, można określić moment ich wyświęcenia z dokładnością co do dekady lub nawet co do roku; niektórzy mają na półkach Tanquereya lub Wapelhorsta, młodsi księża mają książki o rewolucyjnych latach 60-tych, lecz są też tacy, którzy od dziesięcioleci nie zakupili żadnej poważnej lektury. Gdy intelektualna spiżarnia świeci pustkami, trudno jest przygotować homiletyczny posiłek. Im większy jest budynek, tym więcej materiałów potrzebnych jest do jego wzniesienia. Jeśli prowadzi się poważne badania, nigdy nie należy bać się tego, iż wyczerpie się temat.

[…]

Moja lektura obejmuje literaturę piękną, książki naukowe, filozoficzne i polityczne – słowem wszystko, co może być pomocne dla kapłana w nauczaniu wiary, w podejmowaniu dialogu z innymi lub w dostarczaniu materiału do komunikacji. Nigdy nie czytam powieści. Gdy byłem w college’u, z trudnością zdołałem przeczytać wszystkie powieści będące lekturą obowiązkową, lecz czytam recenzje powieści i opracowania dotyczące współczesnej literatury, które analizują panujące trendy. Gdy nauczałem katechezy słynnego scenarzystę teatralnego, Jo Mielzinera, pewnego dnia zadzwoniłem do drzwi jego mieszkania, a on otworzył mi i powiedział, że właśnie wpadł do niego z wizytą Humphrey Bogart. Jo poinformował Bogarta, że przyszedłem, aby nauczać go katechezy i że może zostać i posłuchać, jeśli ma na to ochotę. Ewentualnie może przejść do drugiego pokoju i poczekać. Bogart odrzekł: Dlaczego miałbym słuchać katolickiego księdza? Wiem więcej o Kościele katolickim niż jakikolwiek ksiądz. Udałem, że nic nie wiem o tej wymianie zdań, a gdy wszedłem do pokoju, w którym siedziało kilka osób, tocząca się właśnie dyskusja dotyczyła pewnych powieści. Powiedziałem, że nie czytałem żadnej z powieści, o których była mowa. Być może mam to po moim ojcu – rzekłem – gdyż on również nigdy nie czytał powieści. Humphrey Bogart, który chwilę wcześniej przechwalał się swoją wielką wiedzą o Kościele katolickim, zapytał: Czy twój ojciec również był księdzem?.

[…]

Jako że moje życie było dość długie, poddane zostało różnym wpływom, jeśli chodzi o styl. W pisarstwie największy wpływ miał na mnie G.K. Chesterton, który nigdy nie użył niepotrzebnego słowa, zauważał wartość paradoksu i unikał tego, co trywialne. W późniejszym czasie przyszły pisma C.S. Lewisa, który, obok Chestertona i Belloca, stał się czołowym apologetą Chrześcijaństwa we współczesnym świecie. Styl Lewisa był konkretny, prozaiczny, pełen przykładów, analogii, przypowieści i zawsze interesujący. Także Malcolm Muggeridge był dla mnie inspiracją. Jest zawsze perlisty, błyskotliwy, wybuchowy, dowcipny. Nie mogę nie wspomnieć poezji, zwłaszcza The Oxford Book of Mystical Verse – szczególnie wierszy Studderta Kennedy’ego oraz, ponad wszystko, Francisa Thompsona. Przez lata trzymałem plik ulubionych wierszy, spośród których wiele nauczyłem się na pamięć.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J.Sheen, 2008r., str. 79, 80, 82, 83

Skała i Kamyczek

2 października 1979r. wieloletni przyjaciel arcybiskupa Sheena, nowo wybrany papież Jan Paweł II, przybył do katedry św. Patryka w Nowym Jorku. Katedra wypełniona była po brzegi, znajdowało się w niej cztery lub pięć tysięcy ludzi. Gdy papież wkroczył do katedry, ktoś podprowadził do niego słabego, schorowanego arcybiskupa Sheena. Arcybiskup chciał w osobie Jana Pawła II powitać Wikariusza Chrystusowego. Papież nie pozwolił uklęknąć przed sobą arcybiskupowi, którego bardzo szanował i który reprezentował to, co najlepsze w katolicyzmie amerykańskim. Podźwignął go i objął. Gdy trwali w uścisku, papież wypowiedział nad arcybiskupem Sheenem błogosławieństwo i rzekł do niego: „Dobrze pisałeś i mówiłeś o naszym Panu Jezusie Chrystusie. Jesteś lojalnym synem Kościoła”. Arcybiskup Sheen zawsze pragnął być właśnie taki i słowa te, wypowiedziane przez Piotra, były dla niego bardzo ważne; był nimi głęboko wzruszony.

Dwa miesiące później w tej samej katedrze tłumy żegnały arcybiskupa Sheena we Mszy św. pogrzebowej. Czcigodny Sługa Boży Fulton pochowany jest w podziemiach tej katedry.


Naszym Czytelnikom dobrze znane jest to zdjęcie. Tym razem załączamy jego wersję opatrzoną uroczą dedykacją napisaną przez arcybiskupa Sheena dla jego kuzyna Toma Holligera i jego (niedawno zmarłej) żony Yolandy. Dedykacja ta brzmi następująco:

„To my dear cousins Tom, Yolanda and Family with the love and blessing of the Rock and the Pebble.”

„Dla mojego drogiego kuzynostwa Toma, Yolandy i ich Rodziny z miłością i błogosławieństwem Skały i Kamyczka.”

Skała i Kamyczek!

Traktujmy samych siebie z przymrużeniem oka

Wiele lat temu, gdy prowadziłem audycje w państwowym radio, pewien człowiek wszedł poniedziałkowego poranka do katedry św. Patryka i – nie rozpoznawszy mnie – powiedział: „Proszę księdza, chcę przystąpić do spowiedzi. Codziennie dojeżdżam z Westchester. Jechałem z trojgiem przyjaciół – protestantów. Bardzo się zdenerwowałem i mówiłem pogardliwie i gorzko o tym młodym księdzu, który ma audycje radiowe, księdzu doktorze Fultonie Sheenie. Po prostu go nie znoszę. Doprowadza mnie on do szału. Boję się, że prawdopodobnie zgorszyłem tych ludzi przez sposób, w jaki wyrażałem się o kapłanie. Czy wysłucha ksiądz mojej spowiedzi?”. Odpowiedziałem: „Mój dobry człowieku, nie sądzę, że popełniłeś poważny grzech. Są chwile w moim życiu, w których mam dokładnie takie samo zdanie jak ty na temat księdza doktora Sheena. Możesz przystąpić do Komunii św., a swoją spowiedź zachowaj na inny dzień”. Człowiek ów odszedł z lekkim sercem, mówiąc: „Wspaniale jest spotkać tak miłego kapłana jak ksiądz!”

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J.Sheen”, 2008r., str. 315-316.

Deszcz to woda święcona z Nieba

Z natury jestem poważną osobą. Lecz, paradoksalnie, bardzo lubię humor i śmiech. Miałem na ten temat kilka rozmów z Miltonem Berle, który twierdzi, że mam poczucie humoru, choć nigdy nie przypisywałem sobie tego talentu. Być może tu i ówdzie udało mi się błysnąć humorem, lecz nie należy on do darów, którymi obdarował mnie Bóg. Jednakże istnieje bliski związek między wiarą i humorem. O tych, którym brakuje poczucia humoru, mówimy, że są „zbyt gruboskórni”, że są nieprzejrzyści niczym gruba ściana. Tymczasem humor pozwala, niczym szyba okna, „przenikać rzeczy wskroś”. Materialiści, humaniści i ateiści traktują świat bardzo poważnie, ponieważ jest to jedyny świat, jaki kiedykolwiek będą mieli. Ten, kto ma wiarę, wie, że ten świat nie jest jedynym światem i dlatego nie trzeba brać go zupełnie na serio, gdyż „powiewa on jak błyskotka wokół nadgarstka”. Dla ateisty złoto jest złotem, woda jest wodą, a pieniądze są pieniędzmi. Dla człowieka wierzącego wszystko na świecie jest zapowiedzią czegoś innego. Nie należy brać gór na poważnie. Są one manifestacją mocy Boga; zachody słońca są przejawem Jego piękna; nawet deszcz może być znakiem Jego łagodnego miłosierdzia. Raz spotkałem odźwiernego hotelu Great Southern w Killarney. Wychodząc z budynku, powiedziałem do niego: „Ach, pada deszcz”. Wyciągnął on rękę przed siebie i powiedział: „Ksiądz Biskup nazywa to deszczem. A przecież jest to woda święcona z Nieba i powinien Ksiądz Biskup dać się nią pobłogosławić” – i sam uczynił na sobie znak Krzyża.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J.Sheen”, 2008r., str. 314-315.