Nie istnieje odkupienie dla upadłych aniołów. Krople krwi, które spadły z Krzyża w Wielki Piątek w Chrystusowej Mszy, nie dotknęły duchów upadłych aniołów. Dlaczego? Ponieważ wiedziały, co czynią? Znały one wszystkie konsekwencje swoich czynów tak jasno, jak my wiemy, że dwa plus dwa równa się cztery lub że dana rzecz nie może jednocześnie istnieć i nie istnieć. Prawdy tego rodzaju, gdy zostają zrozumiane, nie mogą by wycofane; są one nieodwołalne i wieczne. Dlatego, gdy [upadłe anioły] postanowiły zbuntować się przeciw Bogu Wszechmogącego, ich decyzja była nieodwołalna. Wiedziały one, co czynią!
Lecz z nami jest inaczej. Nie widzimy konsekwencji naszych uczynków tak jasno jak anioły; jesteśmy słabsi, jesteśmy ignorantami. Lecz gdybyśmy wiedzieli, że każdy grzech pychy uplótł koronę cierniową dla Chrystusa, gdybyśmy wiedzieli, że każde sprzeciwienie się Jego Boskiemu przykazaniu przyczyniło się do wykonania Krzyża, Jego znaku sprzeciwu, gdybyśmy wiedzieli, że każdy nasz akt chciwości i zachłanności przybił Jego dłonie, a każde nasze pójście na skróty drogą grzechu przeszyło Jego stopy, gdybyśmy wiedzieli, jak dobry jest Bóg i wciąż grzeszylibyśmy, nigdy nie zostalibyśmy zbawieni. Tylko nasza ignorancja w kwestii nieskończonej miłości Najświętszego Serca czyni nas adresatami Jego Confiteor [odmówionego] z Krzyża: „Ojcze, przebacz im, albowiem nie wiedzą, co czynią”.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Calvary and the Mass”, 1936r., strona nieznana.
Fulton J. Sheen
Czystość – szacunek dla tajemnicy (część 3)
Dla tych, którzy czekają na małżeństwo, czystość jest w swej istocie taka sama: polega ona na trzymaniu ziarna w spichlerzu, dopóki Bóg nie ześle wiosny. Żaden człowiek nie sadzi kwiatów w grudniową zimę. Czeka na zesłaną z Woli Bożej odpowiednią porę roku, niezależnie od tego, jak wielka jest jego niecierpliwość. Czystość jest miłością oczekującą na zapłodnienie rozumiane jako pozostawanie w cieniu Ducha Świętego Miłości. Najświętsza Matka w momencie Zwiastowania jest doskonałym wizerunkiem czystości oczekującej Bożego czasu na zapłodnienie, choć ku jej zdziwieniu nie dokonało się to poprzez mężczyznę, lecz poprzez zacienienie przez Ducha Świętego.
Czystość nie jest czymś, co jest typowe wyłącznie dla ludzi nie będących w małżeństwie, lecz również dla małżonków w tym sensie, że oboje trwają w gotowości, aby czynić Wolę Bożą i aby wypełniać Jego tajemnicę. Czystość w każdej osobie różni się do tego stopnia, że Wola Boża wypełniana jest [w niej] bezpośrednio lub pośrednio poprzez pośrednictwo innego człowieka. Czystość jest łączeniem wielkiego pragnienia i namiętności w kosmologię. Nigdy nie oddziela ona namiętności od Boskiego Planu dla całego wszechświata. Czystość w młodych przeznaczonych do małżeńskiego stanu rozpoczyna się od bycia uniwersalnym i rozwija się poprzez bycie czymś szczególnym. Najpierw znajduje się ona na peryferiach okręgu, potem zaś w jego centrum. Zaczyna się ona od Bożej Woli w ogóle, a potem przechodzi poprzez znajomość i zaloty, które Wola Boża skupia na konkretnej osobie. Gdy zostaje ona przeniesiona do wielkiej centralności w unii dwojga w jednym ciele, odpłaca się ona stworzeniu poprzez rozchodzenie się od centrum do obwodu, od bytu jednostkowego do uniwersalnego, poprzez zrodzenie rodziny. Lecz w duszach poświęconych Bogu, czystość nigdy nie koncentruje się na konkretnej osobie, lecz jest nieustanną tendencją do uniwersalności, poprzez miłowanie i modlitwę w intencji wszystkich ludzi jako dzieci Boga.
Nieczystość jest skoncentrowaniem się na osobie bez względu na aspekt uniwersalny. Jest ona izolacją miłości od drugiej osoby; jest utylizacją czułości dla egoistycznych celów; jest to odwracanie się od tego, co w swojej naturze powinno być otwartością. Nieczystość jest introwersją, podobnie jak sknera, który gromadzi swe złoto, jest introwertykiem; jest to używanie przyjemności tylko w celu osiągnięcia podniecenia, a nie jako radości, aby osiągnąć szczyty życia; jest to mężczyzna postrzegający miłość z męskiego punktu widzenia i kobieta postrzegająca miłość z kobiecego punktu widzenia w tym sensie, że miłość skierowana jest ku osiągnięciu własnej przyjemności. Nieczystość jest oderwaniem się od aspektu kosmicznego i uniwersalnego, jest afirmacją tego, co nie jest wieczne, jest izolacją jednej części jaźni od całokształtu życia i dlatego jest ona deformacją życia.
Czystość najpierw jest w psychice, zanim stanie się czymś fizycznym. Najpierw jest ona w umyśle i w sercu, a potem przepływa ona do ciała. W tym różni się ona od higieny. Higiena dotyczy aktu dokonanego; czystość – postawy przed czynem. Nasz Pan powiedział: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5:28). Nasz Zbawiciel nie czekał, zanim myśl stała się czynem, lecz wniknął w sumienie, aby napiętnować nawet myśl nieczystą. Jeśli rzeki, które wpływają do morza są czyste, również morze będzie czyste. Jeśli czymś niewłaściwym jest czynić pewną rzecz, jest czymś niewłaściwym myśleć o tej rzeczy. Czystość jest pełną szacunku duchowością, a nie biologiczną nietykalnością. Nie jest ona czymś prywatnym, lecz raczej czymś sekretnym, co ma pozostać „niewypowiedziane”, dopóki Bóg na to nie zezwoli.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Three to Get Married”, 1951r., strona nieznana.
Czystość – szacunek dla tajemnicy (część 2)
W przypadku Maryi brakowało owego osobistego elementu przyjemności, obecny był zaś element społeczny. Nie oczekiwała Ona od macierzyństwa żadnego z jego uroków, powabów lub przyjemności. Jedyną miłością, jakiej pragnęła, była miłość Boga. Nie jest czymś nadzwyczajnym znaleźć hojne dusze, które chętnie oddają wszystkie swoje osobiste przywileje dla dobra swoich bliźnich. Maryja jest najdoskonalszym przykładem kogoś, kto przyjmuje na siebie społeczne obowiązki małżeńskiego stanu nie prosząc Boga o rekompensatę w postaci miłości osobistej.
Ponieważ jest Ona zarówno Dziewicą, jak i Matką, staje się Ona modelem czystości, nie tylko dla konsekrowanych dziewic, lecz również dla tych, których miłość zostaje usakramentalizowana w małżeństwie. Tym, co sprawia, że Jej czystość może być naśladowana przez wszystkich, w różnych stopniach, jest fakt, że zachowała Ona swą czystość dla woli Bożej. Najpierw myślała Ona, że będzie zawsze służyć Bogu w świątyni, lecz po wizycie Anioła zrozumiała, że Jej czystość wyrazi się w zrodzeniu Mesjasza. Słowem-strażnikiem Jej czystości stało się: „Niech Mi się stanie według Słowa twego”. Czystość jest strażnikiem miłości, dopóki nie objawi się wola Boża. Dla mężczyzny i panny czystość Maryi oznacza, że każde z nich zachowa świętość swojej tajemnicy, dopóki święta wola Boga nie wyznaczy tego, komu tajemnica ta ma być objawiona. Zachowanie niewinności nie jest spowodowane pruderią, strachem ani umiłowaniem izolacji, lecz namiętnym pragnieniem zachowania sekretu tak długo, dopóki Bóg nie da osoby, której może on zostać wyszeptany.
Dlatego z chrześcijańskiego punktu widzenia nie ma czegoś takiego jak “stara panna” lub “stary kawaler”. Te pojęcia odnoszą się tylko do tych nieszczęśników, którzy nie znaleźli woli, którą mogliby dzielić, ani celu, który mogliby wypełniać w niebie i na ziemi. Nie móc znaleźć ucha w niebie lub na ziemi, które mogłoby słyszeć słów „kocham cię”, „oddaję się tobie” lub „niech mi się stanie według słowa twego” musi być zaiste najbardziej tragiczną rzeczą dla ludzkiej egzystencji. Lecz dochować sekretu dla Boga, dopóki Bóg nie wezwie nas do innej miłości w swoim czasie, jest największym szczęściem danym sercom w tej dolinie łez.
Może stać się tak, że dzięki szczególnej łasce Bożej, w niektórych osobach sekret ów zostanie dochowany na zawsze, z powodu pragnienia, aby nikt inny poza samym Bogiem go nie poznał. Na tym w skrócie polega religijne życie dusz konsekrowanych: dążenie do Boga poprzez czystość. Choć wiele osób zgodzi się, że prawdziwym celem ludzkiego serca jest Bóg, nie chcą one przyznać, że należy bezpośrednio Go szukać. Dlatego podnoszą one protest przeciwko młodym mężczyznom i kobietom, którzy w pełnym rozkwicie życia obejmują Krzyż. Osoby te mogą zrozumieć, dlaczego ludzkie serce miałoby oplatać pędami swego uczucia namiętną miłość, lecz nie mogą zrozumieć, dlaczego te pędy powinny wić się wokół Krzyża, na którym zawisła Wieczna Miłość. Mogą one zrozumieć, dlaczego młodzi ludzie kochają coś uroczego, lecz nie mogą zrozumieć, dlaczego mieliby kochać Miłość. Szybko pojmują, dlaczego uczucie powinno być skierowane ku obiektowi, który skoroduje wiek i śmierć rozdzieli, lecz nie mogą pojąć znaczenia uczucia, które śmierć czyni jeszcze bardziej intymnym i obecnym.
Mimo iż wiele osób nie może pojąć wezwania miłości Bożej, zawsze istnieją takie serca, jak święta Agnieszka, która przed swoim męczeństwem mogła powiedzieć, gdy została jej przedstawiona ziemska miłość: „Gardzę królestwem tego świata i każdą jego ozdobą dla miłości Jezusa Chrystusa, mojego Pana, Którego widziałam i kochałam, w Którego wierzyłam i który jest wyborem mojej Miłości”! Ci młodzi mężczyźni i kobiety nieustannie oddają całych siebie do dyspozycji Boga, wiedząc, że wartość każdego daru zwiększa się, gdy istnieje on wyłącznie dla tego, komu jest on dany, gdy nie spełnia żadnego innego celu i nie jest on dzielony z nikim. Jest rzeczą naturalną, że serca, które są tak bardzo zakochane w Bogu, powinny budować mury wokół siebie – nie po to, aby uwięzić w nich siebie, ale po to, aby trzymać cały świat poza nimi.
c.d.n.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: “Three to Get Married”, 1951r., strona nieznana.
Czystość – szacunek dla tajemnicy (część 1)
Dwa najczęściej dziś nadużywane słowa to “wolność” i “seks”. Słowo „wolność” często ma oznaczać nieobecność prawa, a słowo „seks” używane jest, aby usprawiedliwić brak wstrzemięźliwości. Czasami oba te słowa stapiają się w jedno, inne słowo, które brzmi „swoboda”. Rozum, który powinien być używany, aby uzasadnić Boże prawo, jest przywoływany, aby usprawiedliwić ludzką samowolę i zmysłowość przy pomocy dwóch złudnych argumentów. Według pierwszego z nich każda osoba musi móc wyrazić samą siebie, a czystość jest negacją samego siebie, zatem jest ona czymś destrukcyjnym dla wolności i osobowości. Drugi argument jest taki, że natura obdarzyła każdego człowieka impulsami i instynktami, a głównym instynktem jest seks. Dlatego każdy powinien podążać za tymi instynktami bez żadnych tabu i bez ograniczeń, które nakładane są przez religię i zwyczaje. W efekcie czystość postrzegana jest jako coś negatywnego i zimnego, jako pozostałość po Purytanizmie, monastycyzmie i po wiktoriańskiej zaściankowości, mimo iż Pan Wszechświata w pierwszym ze swoich Błogosławieństw powiedział: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt. 5:8).
Czystość tak samo służy samowyrażaniu się jak nieczystość, choć czyni to w inny sposób. Istnieją dwa sposoby, na które lokomotywa może wyrazić samą siebie: albo trzymając ciśnienie w granicach, które nałożyli na nią jej projektant i inżynier, albo poprzez wybuch, który spowoduje jej wykolejenie się. Pierwszy sposób samowyrażenia się jest doskonaleniem lokomotywy, drugi zaś – jej zniszczeniem. W podobny sposób człowiek może wyrażać samego siebie albo poprzez posłuszeństwo wobec praw jego natury, albo poprzez zbuntowanie się przeciw nim, który to bunt kończy się zniewoleniem i frustracją. Przypuśćmy, że ten sam argument, który usprawiedliwiać ma zmysłowe wyzwolenie, byłby użyty w wojnie. W tym przypadku żołnierz na froncie, który – usłyszawszy odgłosy pocisku – upuścił swoją broń i uciekł na tyły, zostałby powitany przez swego kapitana przepełnionego nowoczesnym samowyrażaniem się i następującymi słowami: „Odznaczam cię za odrzucenie wiktoriańskich konwencji i skrupułów moralnych. Problem z resztą armii polega na tym, że żołnierze ci nie potrafią wyrazić samych siebie; pokonują swój strach i walczą. Wystąpię o medal dla ciebie, aby uhonorować twoją umiejętność wyrażania swojej osobowości”.
Należy zgodzić się z tymi, którzy mówią: “Bądź sobą”. Pytanie brzmi, kiedy jesteś prawdziwie sobą: gdy jesteś zwierzęciem czy gdy jesteś dzieckiem Bożym? Ci, którzy pokonali własną nikczemność i rozwiązłość, mówią: “Dzięki Bogu, jestem znowu sobą”. To jest prawdziwe samowyrażenie się.
Prawdą jest, że Bóg obdarzył nas naturą wyposażoną w pewne impulsy. Prawdą jest też, że oczekuje On, abyśmy byli posłuszni naturze. Lecz nasza natura nie jest zwierzęca, lecz oparta na rozumie. Ponieważ oparta jest na rozumie, nasze impulsy powinny być używane w sposób racjonalny: dla najwyższych celów, a nie dla najniższych. Wielu mężczyzn ma instynkt łowny i podobny instynkt ma lis, lecz mężczyzna nie powinien iść na polowanie na teściowe. Każdy ma instynkt jedzenia, lecz nikt nie powinien pić kwasu siarkowego. Te podstawowe impulsy używane są zgodnie z rozsądkiem i w ten sposób powinno się również korzystać z impulsu życia. Podobnie jak brud jest materią ulokowaną w niewłaściwym miejscu, tak i żądza jest fizyczną energią [ulokowaną] w niewłaściwym miejscu.
Czystość czasem wydaje się czymś negatywnym, gdyż musi opierać się wielu atakom na nią. Zbyt często ci, którzy są jej największymi obrońcami, przedstawiają ją młodym tak, jak gdyby była ona wyłącznie represją. Ich wykłady na temat czystości uderzają w dwie struny: „Unikaj tego, co nieczyste” i „Naśladuj Najświętszą Maryję Pannę”. Pierwsze zdanie sprawia, że młodzi zastanawiają się, dlaczego ich instynkt prokreacji jest tak silny, skoro łączy się z nim zło. Drugie zdanie nie wyjaśnia, w jaki sposób należy naśladować Matkę Najświętszą. Jej ideał jest tak wielki i abstrakcyjny, że zdaje się młodzieży niemożliwym do osiągnięcia. Lecz podobnie jak czysta woda jest czymś więcej niż brakiem nieczystości, czysty diament jest czymś więcej niż nieobecnością węgla, a czysta żywność – czymś więcej niż brakiem trucizny, tak i czystość jest czymś więcej niż brakiem lubieżności. Ponieważ ktoś broni fortecy przed wrogiem, nie wynika z tego, że owa forteca nie skrywa w sobie żadnego skarbu.
Czystość jest szacunkiem okazywanym tajemnicy seksu. W każdej tajemnicy istnieją dwa elementy: jeden widzialny, drugi niewidzialny. Na przykład w Chrzcie świętym woda jest elementem widzialnym, a odradzająca łaska Chrystusa – elementem niewidzialnym. Również seks jest tajemnicą, ponieważ posiada on oba elementy. Seks jest czymś znanym wszystkim, a jednocześnie jest czymś, co jest ukryte przed wszystkimi. Znany element jes taki, że każdy jest albo mężczyzną, albo kobietą. Niewidzialny, ukryty, tajemniczy element seksu to jego zdolność do powoływania nowego życia i branie udziału w stwórczej mocy, dzięki której Bóg stworzył świat i wszystko, co na nim jest. Podobnie jak miłość Boga jest stwórczą zasadą wszechświata, tak Bóg zapragnął, aby miłość mężczyzny i kobiety stała się stwórczą zasadą rodziny. Owa moc ludzkich istot, aby zrodzić kogoś na ich własny obraz i podobieństwo, jest czym podobnym do stwórczej mocy Boga i związana jest z wolnością, gdyż własny akt stwórczy Boga był aktem dobrowolnym.
Oddychanie, trawienie i krążenie są w dużym stopniu procesami nieświadomymi i niedobrowolnymi. Procesy te mają miejsce niezależnie od naszej woli, lecz nasza moc “stworzenia” poematu, rzeźby lub dziecka, jest wolna. W tym momencie, gdy narodziła się wolność, Bóg powiedział: „stworzenia, stwarzajcie same siebie”. To Boskie Zlecenie: „wzrastajcie i rozmnażajcie się”, powoływanie nowego życia, jest przekazaniem mocy, dzięki której Bóg stworzył wszelkie życie. Mężczyźni i kobiety zostają zesłani na ten świat nie po to, aby, niczym swawolne dzieci, lekkomyślnie bawić się dźwigniami wszechświata. Ich zadaniem jest dopilnować, aby pochodnia życia, którą Bóg włożył w ich dłonie, płonęła w kontrolowany sposób, dla celu i przeznaczenia ustanowionego przez Boski umysł. Czystość jest szacunkiem okazywanym tajemnicy seksu, a tajemnicą seksu jest moc stworzenia.
Tajemnica mocy stworzenia jest otoczona respektem. Szczególny szacunek okrywa moc bycia współstwórcami z Bogiem w powoływaniu ludzkiego życia. Jest to ów ukryty element, który w szczególny sposób należy do Boga, podobnie jak dzieje się z łaską Boga w sakramentach. Ci, którzy mówią tylko o seksie, koncentrują się na jego fizycznym lub widzialnym elemencie, zapominając o duchowej lub niewidzialnej tajemnicy stwarzania. W sakramentach ludzie dostarczają aktu, chleba, wody i słów; Bóg dostarcza łaski, tajemnicy. W świętym akcie stworzenia życia, mężczyzna i kobieta dostarczają jedności ciała; Bóg dostarcza duszy i tajemnicy. Taka jest tajemnica seksu.
W młodych ludziach ta bojaźń przed tajemnicą objawia się we wstydliwości kobiety, która sprawia, że wzbrania się ona przed przedwczesną lub zbyt ochoczą rezygnacją z własnego sekretu. W mężczyźnie, tajemnica objawia się w jego rycerskości wobec kobiet, nie dlatego iż wierzy on, że kobieta jest fizycznie słabsza, lecz z powodu bojaźni, jaką odczuwa on w obecności tajemnicy. Szacunek, który otacza ową tajemniczą moc pochodzącą od Boga, sprawia, że rodzaj ludzki zawsze czuł, iż ma być ona używana tylko wtedy, gdy zostanie usankcjonowana przez Boga i tylko w określonych stosunkach. To dlatego, tradycyjnie, małżeństwo zostało połączone z określonymi rytami religijnymi, aby świadczyć o fakcie, że moc seksu, która pochodzi od Boga, powinna zostać zaaprobowana przez Boga, gdyż ma ona służyć wypełnianiu Jego stwórczych planów.
Niektórych mocy należy używać wyłącznie w pewnych sytuacjach i związkach. To, co jest legalne w danej sytuacji, jest bezprawne w innej. Człowiek może zabić drugiego człowieka w sprawiedliwej wojnie, lecz nie może tego uczynić prywatnie, jako obywatel. Policjant może zaaresztować kogoś w ramach swoich obowiązków strażnika prawa, gdy ma ku temu nakaz, lecz nie może tego uczynić poza swymi obowiązkami. Podobnie owa „moc stwórcza” mężczyzny i kobiety jest dozwolona w konkretnym związku usankcjonowanym przez Boga, lecz jest bezprawna poza owym tajemniczym związkiem nazywanym małżeństwem.
Czystość jest zatem postrzegana nie jako coś negatywnego; pozytywna czystość jest takim szacunkiem dla tajemnicy mocy stworzenia, że nie zgodzi się na rozdzielenie używania mocy powoływania życia od jej nakazanego przez Boga przeznaczenia. Ludzie czyści w tym samym stopniu nie zgadzają się na rozdzielanie zdolności wzięcia udziału w Boskiej mocy stwórczej, jak nie zgodziliby się użyć noża w celach innych niż te, które nadane mu zostały przez człowieka, na przykład po to, aby zakłuć bliźniego. Rzeczy, które Bóg złączył, ludzie czyści nigdy rozłączają. Nigdy nie użyliby materialnego znaku, aby zhańbić świętą wewnętrzną tajemnicę, podobnie jak nigdy nie użyliby Chleba ołtarza, konsekrowanego Bogu, aby po prostu nakarmić swoje ciało.
Czystość nie jest zatem wyłącznie fizyczną nienaruszonością. W kobiecie czystość to mocne postanowienie, aby nigdy nie używać tej mocy, dopóki Bóg nie ześle jej męża. W mężczyźnie, czystość oznacza silne pragnienie, aby czekać, dopóki Bóg postanowi, że powinien mieć żonę, aby użyć [tej mocy] zgodnie z Bożym przeznaczeniem. W tym sensie prawdziwe małżeństwa zawierane są w niebie, gdyż kiedy niebo je tworzy, ciało i dusza nigdy nie będą dążyć w przeciwnych kierunkach. Fizyczny aspekt, znany wszystkim jako seks, nigdy nie jest oddzielany od tajemniczego, niewidzialnego aspektu, który ukryty jest przed wszystkimi z wyjątkiem tego, który z woli Boga i w czasie, który Bóg wyznaczy, ma współuczestniczyć w Boskim akcie stwórczym. Ludzie czystego serca zobaczą Boga, ponieważ zawsze czynią oni Bożą Wolę. Czystość nie zaczyna się w ciele, lecz w woli. Z woli wylewa się ona na zewnątrz, oczyszczając myśli, wyobraźnię i wreszcie ciało. Czystość cielesna jest efektem lub echem woli. Życie jest nieczyste tylko wtedy, gdy wola jest nieczysta.
Doświadczenie potwierdza definicję czystości jako szacunku dla tajemnicy. Nikt nie jest zgorszony widokiem ludzi jedzących publicznie ani ludzi czytających w autobusie lub słuchających muzyki na ulicach, lecz ludzie ci zgorszeni są sprośnymi widowiskami, rynsztokowymi książkami lub niewłaściwym, publicznym manifestowaniem uczuć. Nie jest tak dlatego, że jesteśmy pruderyjni lub dlatego, że uczyliśmy się w szkołach katolickich, ani dlatego, że nie zostaliśmy jeszcze objęci wyzwalającym wpływem Freuda, lecz dlatego, że te rzeczy dotyczą tajemnicy tak głębokiej, tak osobistej, tak niemożliwej do komunikowania, że nie chcemy oglądać jej w formie zwulgaryzowanej ani nie chcemy, aby spowszedniała. Chcemy widzieć amerykańską flagę powiewającą nad głową bliźniego, lecz nie chcemy widzieć jej pod jego stopami; jest to coś więcej niż tkanina; reprezentuje ona coś niewidzialnego, duchowego: miłość i oddanie dla ojczyzny. Ludzie czyści są zszokowani nieczystością ze względu na prostytucję tego, co jest święte; nieczystość czyni coś, co jest pełne czci, czymś pozbawionym szacunku. Esencją obsceniczności jest obrócenie wewnętrznej tajemnicy w kpinę. We względu na ukrytą obecność daru Bożego w każdej osobie, podobnie jak istnieje ukryta Boska Obecność w Chlebie ołtarza, każda osoba staje się swojego rodzaju niekonsekrowaną hostią. Tak jak dostrzegamy Chleb Aniołów pod znakiem chleba, tak dostrzegamy też duszę i potencjalne współuczestnictwo z Bogiem w akcie stworzenia pod postacią ciała. Podobnie jak katolik pragnie Chrystusowego objęcia w Sakramencie, ponieważ najpierw nauczył się Go kochać jako Osobę, tak szanuje on ciało, ponieważ najpierw nauczył się szanować duszę. W pierwszym przypadku jest to adoracja, a w drugim – czystość.
Nauczyciele, którzy mają nadzieję na to, że uczynią seks “miłym i neutralnym” popadną w jeszcze większe pogmatwanie, gdyż – mimo iż seks jest naturalny, jest też tajemnicą. Nie jest on całkowitością ciała, lecz świętością ciała, a być świętym oznacza żyć w zgodności ze stwórczym przeznaczeniem Boga. Nauczyciele, którzy zakładają, że czystość to ignorancja w sferze życia, są niczym ci, którzy twierdzą, że abstynencja jest ignorancją w sferze pijaństwa.
Patrząc pozytywnie, czystość jest zakrystianinem miłości, szacunkiem oddawanym świętości osoby, hołdem składanym tajemnicy. Nie jest ona wyrzeczeniem się pragnień, jest ona kulturą pragnienia miłości; nie zgadza ona się na to, aby odrzeć materialne znaki i symbole ze świętej treści i znaczenia, którymi Bóg je obdarzył. Czystość jest wizją, dostrzeganiem duszy w ciele, świętym przeznaczeniem ciała. Dziewictwo wśród pogan oznaczało stan ciała, fizyczną nienaruszoność, zachowane odosobnienie i żadna z tych cech nie znajdowała odniesienia do mężczyzny. Dlatego poganie nigdy nie gloryfikowali dziewiczych mężczyzn, a jedynie dziewicze kobiety. Lecz w chrześcijaństwie dziewictwo przestało oznaczać fizyczną nienaruszoność, zaczynając oznaczać jedność. Oznaczało ono nie rozdzielenie, lecz związek, nie tylko z wolą drugiej osoby, lecz również z Wolą Boga.
Święte Słowo Boga mówi nam: „Nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam” (Rdz 2:18). Szczęście narodziło się jako bliźniak. Nie może istnieć miłość bez drugiej istoty. Również czystość ma swój związek, a mianowicie związek z Wolą Boga, z którego wypływa świętość osoby. Nawet osoby najbardziej czyste nigdy nie postrzegały czystości jako izolacji, negacji czy odosobnienia. Dotykamy tutaj sposobu, w jaki Matka Najświętsza jest przykładem czystości. Matka Najświętsza poświęciła Swoje dziewictwo Bogu, gdyż była Ona zakochana nie w tym, co można pokochać, ale w Miłości. Gdy Anioł zwiastował Jej, że miała się stać Matką Boga poprzez moc Ducha Świętego, Jej czystość intencji pozostała całkowicie niezmieniona, gdyż dzięki Bożej Woli, dziewica mogła stać się matką. Czegokolwiek Wola Boża by nie zarządziła, byłoby to dla Niej najdroższym przykazaniem. Jej dziewictwo znalazło nowy sposób ekspresji, a mianowicie w zrodzeniu Syna, zamiast w niezrodzeniu nikogo.
To, co współczesny świat nazywa “seksem”, ma dwie strony: jedna strona jest osobista, druga jest społeczna. Bóg skojarzył osobistą przyjemność z dwoma aktami niezbędnymi dla życia: jedzeniem i prokreacją. Pierwszy akt jest niezbędny dla indywidualnego istnienia; drugi akt jest niezbędny dla społeczeństwa. Zamiarem Boga nigdy nie było oddzielenie osobistej przyjemności płynącej z obu aktów od ich celu. Byłoby czymś złym najpierw jeść, a potem drażnić gardło, aby zrzucić to, co się zjadło, ponieważ jedzenie ma szczególną funkcję, którą jest zachowanie życia. W podobny sposób byłoby czymś niewłaściwym powiedzieć, że „seks” jest rzeczą czysto osobistą, gdy jest on rzeczą głównie społeczną. Jego funkcja jest w oczywisty sposób społeczna, chyba że wypaczy ją perwersyjna wola człowieka. Osobista przyjemność męża i żony jest „słodką pułapką” Boga, aby dopełnić Jego stworzenia.
c.d.n.
Rola kobiety odpowiedzią na kryzys naszych czasów?
Kto potrafi lepiej stawić czoła sytuacji kryzysowej: mężczyzna czy kobieta? Można analizować to pytanie odnosząc się do rozmaitych kryzysów w historii świata i nie znajdując na nie jednoznacznej odpowiedzi. Najłatwiej znaleźć jest tę odpowiedź na przykładzie największego kryzysu, jakiemu kiedykolwiek świat stawił czoła, czyli ukrzyżowania naszego Boskiego Zbawiciela. W tym ogromnym dramacie jaki rozegrał się na Golgocie uderza jeden fakt: mężczyzna zawiódł. Judasz, który najpierw jadł przy Jego stole, a później odwrócił się od Niego, sparzył Jego usta pocałunkiem, dając dowód tego, że każda zdrada Boskości musi być poprzedzona pewnym znakiem szacunku lub uczucia. Piłat, typowy oportunistyczny polityk, tak się obawiał nienawistnej reakcji swojego rządu, że – mimo iż był przekonany o niewinności tego Człowieka – nie uwolnił Go, lecz skazał Go na śmierć. Annasz i Kajfasz uciekli się do nielegalnych nocnych przesłuchań i nie zawahali się powołać fałszywych świadków. Rozdzierali też swoje szaty, jak gdyby gorszyła ich Jego Boskość. Trzej wybrani Apostołowie, którzy byli świadkami Przemienienia, a zatem – można by się było spodziewać – byli wystarczająco silni, aby znieść skandaliczny widok ubiczowanego Pasterza, spali, gdy byli Mu najbardziej potrzebni. W drodze na Golgotę pewien nieznajomy, jeden z gapiów, którego zaciekawił jedynie dramat Człowieka zdążającego na własną egzekucję, został zmuszony do udzielenia Mu pomocy. Na samej Golgocie obecny był tylko jeden z dwunastu Apostołów, Jan, i można by się zastanawiać, czy przypadkiem nie stał on tam wyłącznie ze względu na obecność Matki Jezusa.
Z drugiej strony, nie zawiodła Go żadna z kobiet. W czasie przesłuchania jedynym głosem podniesionym w Jego obronie jest głos kobiety. Nie bacząc na furię urzędników sądowych, wpada ona do budynku sądu i wzywa swego męża, Piłata, aby nie potępiał „sprawiedliwego człowieka”. W drodze na Golgotę, mimo iż pewien mężczyzna zmuszony jest, by pomóc nieść Krzyż, pobożne kobiety jerozolimskie, nie zważając na drwiny żołnierzy i gapiów, pocieszają Go słowami pełnymi współczucia. Jedna z nich wyciera Jego twarz chustą i odtąd już zawsze nazywana będzie Weroniką, co oznacza „prawdziwy wizerunek”, albowiem wizerunek Chrystusa Zbawiciela odcisnął się na jej chuście. Na samej Golgocie obecne są trzy kobiety o imieniu Maria: Maria z Magdali, która zawsze trwała u Jego stóp i będzie tam znów w Wielkanoc o poranku, Maria żona Kleofasa, matka Jakuba i Jana oraz Maryja Matka Jezusa – trzy rodzaje dusz, które zawsze można znaleźć u stóp Krzyża Chrystusa: pokuta, macierzyństwo i dziewictwo.
Oto jest największy kryzys, jaki kiedykolwiek rozegrał się na ziemi, a kobiety nie zawiodły. Czyżby był to klucz do zrozumienia kryzysu naszych czasów? Mężczyźni rządzą światem, a świat wciąż upada. Te same zalety, w których blasku mężczyzna jaśniał, zdają się obecnie ulatniać. Wyrzeka się on stopniowo pierwszej ze swoich szczególnych zdolności – rozumu – pozwalając filozofii odrzucać podstawowe zasady, prawu – ignorować Odwieczny Rozum stojący za wszystkimi nakazami i legislacją, a psychologii – zastąpić rozum ciemnymi, otchłannymi instynktami piekielnego libido. Druga z jego zdolności, rządzenie, stopniowo zanika, gdyż demokracja staje się arytmokracją, gdzie cyfry i sondaże decydują o tym, co jest dobre, a co złe, a ludzie degenerują się w masy, które nie składają się już ze stanowiących o sobie osób, lecz są grupami sterowanymi przez obce, zewnętrzne siły propagandy. Trzecia z jego zdolności, oddanie sprawom ziemskim i materialnym, zostało tak wypaczone, że materia w postaci atomu jest używana do unicestwiania ludzi, a może nawet doprowadzić świat do punktu, w którym przestanie on istnieć jako „nieistotne, zwiędłe widowisko”. Czwarty z jego atrybutów, bycie dawcą, został przekuty w bycie biorcą – zapomniawszy o Bogu i zakładając, że ten świat to wszystko, uważa on, że powinien wziąć zeń tyle, ile zdoła, zanim umrze jak zwierzę.

Nie oznacza to, że kobieta zachowała zalety swojej duszy w nieskazitelnym stanie; pierwsza byłaby ona skłonna przyznać, że jej życie odbiega od ideału. Gdy smyczek pęknie, skrzypce nie mogą wydawać swych dźwięków. Kobieta naciska na „równość” z mężczyzną, nie w sensie duchowym, lecz tylko odnośnie do prawa do konkurowania z nim w sferze ekonomicznej. Dopuszczając jedyną różnicę, mianowicie własną rolę w prokreacji, która jest zresztą często tłumiona z powodów ekonomicznych, kobieta przestaje być darzona mniejszym lub większym szacunkiem przez „równego jej” mężczyznę. Nie odstępuje on już jej miejsca w zatłoczonym pociągu; ponieważ jest mu ona równa w wykonywaniu pracy, dlaczego nie miałaby zostać Amazonką i walczyć na wojnie ramię w ramię z mężczyzną, dlaczego nie miałaby zostać zbombardowana wraz z mężczyznami w Nagasaki? Wojna totalitarna, która nie czyni różnic między wojownikiem i cywilem, żołnierzem i matką, jest bezpośrednią konsekwencją filozofii, w ramach której kobieta zrzekła się swojej szczególnej przewagi, a nawet prawa, by protestować przeciwko demoralizacji. Nie piszę tego, aby potępić miejsce kobiety w życiu gospodarczym, lecz żeby potępić zaniechanie pełnienia przez nią tych twórczych i inspirujących ról, które są tak bardzo kobiece.
W tych trudnych czasach należy na powrót wsłuchać się w kobietę. W krytycznym momencie Upadku Człowieka to właśnie kobiecie i jej potomstwu Bóg obiecał wyzwolenie od klęski; w momencie kryzysu, gdy wielu, którym dane zostało Objawienie, zapomniało o nim, i gdy Narody Żydowskie opuścił rozum, to do Kobiety został wysłany Anioł, aby złożyć Jej propozycję wypełnienia obietnicy, by Jej potomstwo stało się Słowem-Człowiekiem w osobie naszego Boskiego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Jest to fakt historyczny, że kiedykolwiek świat był w niebezpieczeństwie upadku, następował wzrost nabożeństwa do Kobiety, która nie jest zbawieniem, lecz która w nim pośredniczy przyprowadzając swe dzieci na powrót do Chrystusa.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Those Mysterious Priests”, St. Pauls, Mumbai, 2009, str. 352-355.
Oderwanie

Wielu ludziom życie zdaje się być nużącym i bez wyrazu: zastanawiają się oni, dlaczego nie wzrastają, nie rozwijają się, dlaczego nie stają się lepsi ani nie uczą się niczego. Wydaje się im, że znajdują się w koleinie. Chcieliby wiedzieć, jak mogą się z niej wydostać.
Odpowiedź na ten problem jest bardzo prosta, mimo iż zastosowanie jej nigdy łatwe nie jest. Tym, czego potrzebują mężczyźni i kobiety, jest oderwanie się.
Oderwanie się polega na przecięciu wszystkich uziemiających nas więzów. W ten sposób pozwalamy duszy wznieść się w górze ku Bogu. Jesteśmy jak balony; możemy być przytrzymywani w dole przez stalowe kable lub za pomocą czegoś tak cienkiego jak nić pajęczyny, lecz dopóki nie są one przecięte, nigdy nie będziemy wolni od przywiązania się do codziennych rzeczy, które nas więżą, czyniąc z nas niewolników.
Dusze mogą być związane z wielką ilością trywialnych, kurczowo trzymających je rzeczy w świecie zewnętrznym. Mogą być one uzależnić się od serii następujących po sobie przyjemności, od podniecenia, od cogodzinnych porcji wiadomości, od koktajlowych przyjęć, w efekcie czego życie wewnętrzne nie ma czasu na to, aby istnieć. Gdy tylko zaczynamy być zależni od jakiejś zewnętrznej rzeczy i nie możemy znaleźć szczęścia poza nią, nasze wewnętrzne życie ulega zredukowaniu: wszystkie te dodatki, które ciało musi posiadać, przepełniają duszę. Zdanie: „mogę po to sięgnąć, ale nie muszę” pasuje do wielu rzeczy oprócz drinków; powinna to być nasza postawa wobec każdego zewnętrznego rekwizytu szczęśliwości.
Jeśli „potrzebujemy” rzeczy zewnętrznych, zostajemy dosłownie przez nie pochłonięci, a nasze własne osobowości ulegają rozproszeniu. Jesteśmy niczym studnia pompowana tak często, że wszystkie jej wody zostały wchłonięte przez glinę. Niektórzy ludzie tak dalece dają się pochłonąć rzeczom zewnętrznym, że – gdy zostaną pozbawieni niektórych przyjemności lub przedmiotów – czują, że właściwie nie istnieją. Nauczyli się oni oceniać swą własną wartość w kategoriach posiadania, a nie w kategoriach bycia. Takie dusze, gdy zostaną pozbawione swoich oszczędności lub majątku, mogą popełnić samobójstwo; ich lojalność względem rzeczy jest tak wielka, że zatracili wszelką świadomość swojej prawdziwej relacji z Bogiem.
Lekarstwem na taki niebezpieczny i nieszczęśliwy stan przywiązania jest stopniowe rozluźnianie więzów, które łączą nas z zewnętrznymi rzeczami. Musimy przestać być owładniętymi przez te rzeczy….przez alkohol, hałas, sukces lub przyjemność. Nawet w tak prostych rzeczach jak sięgnięcie po papierosa, jest rzeczą roztropną, aby człowiek zadecydował się to uczynić lub nie, zamiast reagować na bodziec za każdym razem, gdy on się pojawi. Od czasu do czasu dobrze jest odmawiać sobie nawet przyjemności nieszkodliwych i zgodnych z prawem, abyśmy nie uzależnili się ani od nich, ani od naszych egoistycznych zachcianek. Albowiem człowiek, który żyje tylko dla swych własnych impulsów, ma bardzo złe towarzystwo.
Niektóre ludy Australii nie wiedzą jak liczyć do więcej niż trzech. Mówią: „Jeden. Dwa. Trzy. Dosyć”. Ich filozofia ekonomiczna nakłada granice na rzeczy zewnętrzne i prawdopodobnie są oni dzięki temu bardziej beztroscy niż my, którzy liczymy w miliardach.
Ludzie żyją swoimi pragnieniami, lecz możemy wybrać czy chcemy żyć pragnieniami ducha, czy świata. Mężczyzna lub kobieta, którzy pod koniec dnia mogą doliczyć się pięciu sytuacji, w których nie poddali się zachciance danej chwili, są na drodze do wewnętrznego rozwoju; powstrzymali się i odrzucili niewolnictwo względem rzeczy.
Przywiązanie jest ograniczające, natomiast oderwanie czyni nas bardziej wolnymi. Materialista ma ograniczoną osobowość, gdyż żyje on w zamkniętym wszechświecie nie większym, niż rzeczy, których może sięgnąć swymi zmysłami. Egotyk żyje w jeszcze ciaśniejszym świecie: w wyściełanej komórce swojego własnego egoizmu. Człowiek wierzący wydostał się na wolność – może swobodnie wznosić się ku Niebu na ziemi, gdzie jego natura może rozprężać się ku nieograniczonej i bezinteresownej radości.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Way to Happiness”, 1954r., str. 28-29.
Mili ludzie
Wprowadzeniem do tego tematu może być historia egotyka, który poszedł do lekarza narzekając na ból głowy. Lekarz, zbadawszy go, spytał: „Czy odczuwa pan przykry ból w okolicach czoła?” „Tak” – odpowiedział pacjent. „I pulsujący ból w tyle głowy?” „Tak”. „I przeszywający ból tu z boku?” „Tak”. Lekarz wyjaśnił: „Pańska aureola jest zbyt ciasno nałożona”.
Faktem jest, że niemal każdy w dzisiejszych czasach wierzy, że ma aureolę. Jeśli nie bierze się ona z cnoty, pochodzi przynajmniej od szamponu. Mark Twain powiedział kiedyś: „Gdy myślę o tym, jak wielu niemiłych ludzi poszło – jak mi powiedziano – do nieba, czuję się zmobilizowany do tego, aby wieść lepsze życie”.
Należy dokonać rozróżnienia między „miłymi” ludźmi i „okropnymi” ludźmi.
Mili ludzie myślą, że są dobrzy; okropni ludzie wiedzą, że tacy nie są. Mili ludzie nigdy nie wierzą, że czynią źle lub że łamią jakieś przykazanie albo że są winni pogwałcenia prawa moralnego. Jeśli czynią coś, co rozum nazwałby złym, mają setki sposobów na usprawiedliwianie się. Dobro jest zawsze w nich samych, lecz zło spowodowane jest czymś poza nimi. Niektórzy mówią, że bierze się ono z warunków ekonomicznych: ktoś powie „Urodziłem się w zbyt zamożnej rodzinie”, a ktoś inny: „urodziłem się w zbyt ubogiej rodzinie”. Psychologia również świetnie się nadaje do usprawiedliwiania swoich win, np: „Mam kompleks Edypa” lub „kompleks Elektry” albo „mam kompleks niższości”.
Okropni ludzie, w przeciwieństwie do miłych, zazwyczaj nie są wystarczająco bogaci, aby poddać się psychoanalizie; nigdy nie zostali przedstawieni własnej podświadomości i myślą o sobie, że są po prostu w zwyczajny sposób źli. Mili ludzie oceniają siebie według wad, od których się powstrzymują; okropni ludzie oceniają siebie według cnót, w których upadli. Gdy miła osoba widzi, jak drugi człowiek robi coś, co ona postrzega za złe, zaczyna krytykować; gdy okropna osoba widzi człowieka, który idzie na śmierć na szafot, powtarza za św. Filipem Neri: „Oto ja tam idę, gdyby nie łaska Boża”. Gdy miła osoba naprawdę grzeszy, mówi: „Ale ze mnie głupiec”. Gdy okropna osoba grzeszy, mówi: „ale ze mnie grzesznik”.
Mili ludzie zawsze przestrzegają etyki społecznej ortodoksji lub konwencji. Mniej snu z powiek spędza im fałszowanie zeznania podatkowego niż założenie na bankiet białego krawata zamiast czarnego i bardziej są zgorszeni gramatycznym błędem popełnionym przez kaznodzieję niż jego fałszywą doktryną. Wyrafinowanie i respekt stanowią w ich dobroci szerszy koncept, a społecznym konwenansom nadaje się rangę Boskiego Przykazania; to, co jest powszechnie uznawane lub przyjmowane za zwyczaj, nie jest złe. Żyjąc w społeczeństwie, w którym rozwody są powszechne, mili ludzie mówią: „Ach, każdy tak robi, dlatego rozwód jest czymś dobrym”. Mili ludzie myślą, że idą prosto, ponieważ obracają się w najlepszych kręgach; okropni ludzie to ci, których wady są widoczne i którzy z reguły nie dorównują poziomowi społecznej konwencji. Gdy mili ludzie łamią wszystkie Boże przykazania, ich przyjaciele mówią, że: „ona jest tak miła” lub „on jest tak miły”; gdy okropni ludzie łamią któreś z przykazań w bardziej rażący sposób, przypinana jest im etykietka człowieka „podłego i niewyrafinowanego”. Mili ludzie kochają czytać skandaliczne historie o złośliwych ludziach, gdyż poprawiają one ich samopoczucie. W rzeczywistości mili ludzie to ci, których grzechy nie wyszły na jaw; ludzie okropni to ci, których grzechy zostały ujawnione.
W społeczeństwie nie ma miejsca dla tych, którzy są zbyt dobrzy lub dla tych, którzy są zbyt źli. Przetrwać mogą tylko ludzie przeciętni. To dlatego na Golgocie Pan Jezus został ukrzyżowany z dwoma łotrami. Tamci byli zbyt źli dla konwencjonalnej moralności; Pan Jezus był zbyt dobry. W czasie swojego życia, Chrystus często był kojarzony z tymi „okropnymi ludźmi”. Opowiedział historię o synu marnotrawnym, który przedkładany był nad swego cnotliwego brata. Pochwalił syna, który zbuntował się i odpokutował a nie tego, który deklarował lojalność, a potem upadł. Cieszył się zagubioną owcą, która się odnalazła i utraconą monetą, która została odzyskana, ponieważ Ewangelia, którą głosił, nie była potępieniem oczywistej niegodziwości, lecz raczej potępieniem rzucającej się w oczy dobroci.
Jedno z pięknych zdarzeń w Jego życiu dotyczyło miłych ludzi i okropnych ludzi. Zdarzyło się to po tym, jak nasz Zbawiciel spędził noc na modlitwie w Ogrodzie Oliwnym i przyszedł wczesnym rankiem do Świątyni z okazji wielkiego Święta Namiotów. Jest wielce prawdopodobne, że gdy w mieście gromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi, w radości świętowania mógł zdarzyć się jeden lub drugi przypadek nadużycia lub rażącego pogwałcenia moralności.
W każdym razie, bardzo mili ludzie, skrybowie i Faryzeusze, znaleźli kobietę, którą przyłapali na akcie cudzołóstwa. Interesujące było, że przyłapali ją na tym akcie i byli nie tyle poruszeni okropieństwem tego grzechu, ile chęcią złapania jej i schwytania Jezusa w pułapkę Jego własnych słów. Wyciągając ją z jej schronienia, przyprowadzili ją na święty dziedziniec Świątyni, poddając tę obdartą, potarganą, przerażoną kobietę zimnej i lubieżnej ciekawości swoich złośliwych towarzyszy.
Oskarżenie przeciw tej kobiecie było sformułowane w taki sposób, aby raczej oskarżyć Jego, a nie ją, i aby stworzyć wrażenie, że pogwałcił On albo prawo Mojżesza, albo prawo Rzymian, którzy podbili ten kraj. Zaczęli mówić: „Prawo Mojżeszowe nakazuje, aby ukamienować tę kobietę. Co Ty na to?”. Prawo Mojżeszowe faktycznie nakazywało kamienowanie takich kobiet, gdyż tego rodzaju sugestie znaleźć można w Księdze Powtórzonego Prawa i w Księdze Kapłańskiej. Lecz prawo to było podówczas już tylko martwą literą. W praktyce mówili do naszego Pana: „Mówisz, że pochodzisz od Boga, że jesteś Synem Bożym. Prawo Mojżesza pochodzi od Boga. Jeśli pochodzisz od Boga i prawo Mojżesza pochodzi od Boga, wówczas nakaż, aby ta kobieta została ukamienowana. Skaż ją na śmierć”.
Lecz była to tylko część ich sztuczki. Od kilku dziesięcioleci, od kiedy Rzymianie objęli panowanie w ich kraju, tylko rzymskie władze mogły posłać kogoś na śmierć. Gdyby zatem skazał tę kobietę na śmierć zachowując posłuszeństwo prawu Mojżesza, donieśliby na Niego do Poncjusza Piłata, który z kolei oskarżyłby Go o pogwałcenie prawa Cezara.
W każdym razie myśleli, że złapali Go w pułapkę. Gdyby ukamienował tę kobietę, byłby winien zdrady przeciw Cezarowi; gdyby wypuścił tę kobietę, byłby winien herezji przeciw Mojżeszowi. Był to rodzaj dylematu między sprawiedliwością i miłosierdziem. Gdyby potępił tę kobietę, nie byłby miłosierny, a twierdził, że jest miłosierny. Gdyby ją wypuścił, nie byłby sprawiedliwy, a utrzymywał, że jest sprawiedliwy.

W odpowiedzi na ten dylemat nasz Zbawiciel pochylił się do przodu i zaczął przesuwać swym palcem po kurzu, który leżał na podłodze Świątyni. Jest to jedyny opisany przypadek w Jego życiu, w którym coś pisał. Co pisał? Nie wiemy, lecz wiemy, że dwa razy pochylił się do przodu i dwa razy pisał coś w kurzu. Możemy zgadywać, że za pierwszym razem zapisał w kurzu grzechy tej kobiety, a delikatny wiatr nagle się zerwał, aby zdmuchnąć to, co zostało napisane.
Gdy On pisał, oni nastawali ze swymi pytaniami: „Co powiesz o prawie Mojżeszowym?”. On spojrzał na nich i dał im swoją odpowiedź: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Nie odwoływał prawa Mojżeszowego. Domagał się powołania nowego składu sędziowskiego; pytał, czy kobieta ta mogła zostać należycie osądzona przez tych, którzy popełnili grzechy przeciwne jej grzechom. Było w niej zbyt dużo uczuć; oni mieli ich zbyt mało. Ona zgrzeszyła nadmierną miłością; oni zgrzeszyli jej brakiem. Nowi oprawcy zostali wezwani do Mojżeszowej dyspensy. Chrystus ogłosił, że tylko niewinni mają prawo, aby potępiać, a Ten, który był Samą Niewinnością, nie potępił jej, ponieważ pewnego dnia miał umrzeć za nią i za wszystkich innych grzeszników.
Posłyszawszy Jego słowa, mili ludzie zaczęli spoglądać na siebie, aby zobaczyć, czy znalazłby się wśród nich człowiek wystarczająco odważny, który mógłby powiedzieć, że nie jest winien żadnego grzechu. Żaden z nich nie odszedł. Nasz Pan pochylił się raz jeszcze i pisał – i tym razem wierzymy, że zapisał grzechy wszystkich miłych ludzi – grzechy, które jeszcze nie wyszły na jaw. Gdy ujrzeli swe grzechy wystawione na widok publiczny, zaczęli odchodzić jeden po drugim, poczynając od najstarszego. Można sobie wyobrazić, jak Jezus spojrzał na jednego z nich swoim głębokim, przenikliwym wzrokiem, który poprzedza sąd, a potem pisał w kurzu. Tym razem nie było wiatru, który mógł zdmuchnąć oskarżenia. Napisał: „Złodziej”. Miły człowiek upuścił swój kamień i odszedł. Spoglądając na drugiego faryzeusza i czytając w jego duszy, nasz Pan napisał: „Morderca”. Ten upuścił swój kamień i odszedł. Pozostał tylko jeden – najmłodszy i najbogatszy ze wszystkich. Wziął już kamień z ręki swojego sąsiada i ważył go w dłoni, aby zobaczyć, czy jest on cięższy od kamienia, który przedtem trzymał, a potem oddał lżejszy kamień, aby rzucić cięższym w kobietę. Nasz Pan spojrzał mu w oczy, poznał jego grzech i napisał po raz trzeci: „Cudzołożnik”. Ten szybko odrzucił swój kamień i uciekł.
W Świątyni pozostali tylko grzesznica i Jezus: miseria et misericordia; nędza i miłosierdzie, stworzenie godne pożałowania i współczucie. Zwracając się do niej słowem, którego raz użył w odniesieniu do swojej Matki w Kanie i którego miał użyć raz jeszcze na Krzyżu, zapytał: „Niewiasto, gdzie są ci, którzy cię potępiają?”. Odpowiedziała: „Nie ma ich tu, mój Panie”. Odpowiedział: „I ja cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej.”
Nie zlekceważył On jej grzechu, gdyż już niewiele czasu zostało do chwili, w której miał zań zapłacić na Krzyżu. Tym, co zrobił, było uświadomienie miłym ludziom ich grzechów i zapytanie: „czy nie ma ubogich wokół ich bram, którzy nie są nakarmieni, albo chorych, którzy pozbawieni są opieki, albo dusz, którym brakuje nauczania?” „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Czyż ich własna beznamiętność nie była odpowiedzialna za namiętność tej kobiety, i czyż zaniedbywanie przez nich biednych nie przyczyniło się do jej grzesznego upadku? Jakaż szkoda, że ci mili ludzie nie wiedzieli nic o kompleksie Edypa! Mogliby powiedzieć, że to „kompleks matki” był odpowiedzialny za ich zachowanie. Mili ludzie, uznani za winnych przez własne sumienie, opuszczają Go. Okropni ludzie, których symbolizuje owa kobieta, pozostają. Okropnych ludzi, którzy pozostają, napomina On, aby zerwali nie tylko z jednym konkretnym grzechem, lecz ze wszystkimi grzechami.
Mili ludzie nie znajdują Boga, ponieważ wypierając się własnej winy, nie potrzebują oni Odkupiciela. Okropni ludzie, którzy są zmysłowi, zapalczywi, spaczeni, samotni, słabi, lecz którzy próbują stać się dobrymi, zdają sobie szybko sprawę, że potrzebują pomocy z zewnątrz, że sami sobie nie poradzą w dążeniu do dobra. Ich grzech tworzy pustkę. Od tego momentu, podobnie jak kobieta przyłapana na grzechu, istnieje wybór: „Chrystus albo nic”.
Cóż za niespodzianki będą w dniu Sądu Ostatecznego, gdy okropni ludzie znajdą się w Królestwie Niebieskim: „Jawnogrzesznice i poborcy podatkowi wejdą do Królestwa Niebieskiego przed Skrybami i Faryzeuszami”. Niespodzianka będzie trojaka: po pierwsze, zobaczymy tam wielu ludzi, których nigdy nie spodziewaliśmy się tam zobaczyć. O niektórych z nich powiemy: „Jak on tu wszedł? Chwała niech będzie Bogu, spójrzcie na nią!”. Drugą niespodzianką będzie nieobecność wielu miłych ludzi, których spodziewaliśmy się tam ujrzeć. Lecz niespodzianki te będą niczym w porównaniu z trzecią i największą niespodzianką ze wszystkich: tą niespodzianką będzie, że my tam będziemy.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Life is Worth Living”,1953r., str. 217-222.
Nierozerwalne więzy
Ego i prawo moralne
Wielcy psychologowie wszechczasów zgodzili się powszechnie, że u podstaw wszelkiej nieszczęśliwości leży samolubstwo i egotyzm. Egotyzm jest odrzuceniem podwójnego przykazania, aby kochać Boga i bliźniego oraz afirmacją swojego ego jako standardu wszelkiej prawdy i moralności.
Ci, którzy żyją zamknięci w swoim ego, przechodzą przez trzy mentalne etapy, z których pierwszym jest folgowanie samemu sobie. Gdy ego zostanie uczynione arbitrem i uznane za najwyższą doskonałość, wówczas każda inna osoba, wydarzenie i rzecz staje się środkiem służącym zaspokojeniu ego. W młodości ego pożąda zaspokojenia w sferze własnego ciała, nie zważając na osoby; w wieku średnim pożąda ono władzy, a w wieku podeszłym często ulega sublimacji w chciwość i umiłowanie „zabezpieczenia”. Ci, którzy negują nieśmiertelność dusz, prawie zawsze wierzą w zastępstwie w nieśmiertelność środków utrzymania.
Ponieważ folgowanie samemu sobie nie może trwać bez końca, nie tylko dlatego, że generuje ono konflikty z innymi osobami folgującymi samym sobie, lecz także dlatego, iż przyjemność maleje w miarę konsumpcji, ego w końcu zstępuje do drugiego etapu mentalnego, którym jest strach. Strach jest skamieliną miłości własnej. Człowiek, którego życie było najbardziej uzewnętrznione poprzez nieustanne poszukiwanie przyjemności wyłącznie poza samym sobą, jest najbardziej podatny na strach przed utratą, ponieważ ulokował swoje zaufanie w tych rzeczach, które najmniej podlegają kontroli jego woli. Im bardziej człowiek opiera się na kiju należącym do innego egotyka, tym bardziej narażony jest na to, że kij ten zostanie spod niego usunięty, a w rezultacie upadnie on! Rozczarowanie jest udziałem tych, którzy żyją całkowicie w sferze zmysłów. Każdy pesymista jest sfrustrowanym hedonistą!
Rozczarowanie, przesyt i znużenie generują strach. Im większy jest egotyzm, tym większy jest strach; im bardziej samolubna jest dana osoba, tym czarniejsze są jego obawy. Całe otoczenie czernieje od wrogów: „Wszyscy są przeciwko mnie!”. Niektórzy obawiają się starości, inni śmierci, jeszcze inni samobójstwa, aż wreszcie zagnieżdża się rozpacz; ego skazane jest na swoje własne zasoby, aż w końcu musi przyznać, że zasoby te są równe zeru.
Trzecim etapem jest ignorancja. Ponieważ egotyzm zrywa komunię z Bogiem i z bliźnim, odcina również wiedzę, która płynie z obu tych źródeł. Tym, co zostaje, jest wyłącznie wiedza o swojej własnej nędzy. Ego staje się coraz bardziej nieświadome swojego przeznaczenia i celu w życiu. Może ono gromadzić fakty, lecz nie jest w stanie ich połączyć. Jego wiedza przypomina zajęcia na uniwersytecie, na które się uczęszcza, aby zdobyć zaliczenie, lecz nie dają one filozofii życia. Ignorancja rośnie wraz z tym, jak człowiek poznaje coraz większą ilość rzeczy, których nie da się ze sobą powiązać. Mądry człowiek zna tylko jedną rzecz, którą jest Dobro, a wszystko inne jest w nim zjednoczone. Lecz ignorancja egotyka czyni go zgorzkniałym i cynicznym: po pierwsze dlatego, że nigdy nie może się on uwolnić od pragnienia Dobra, które Bóg zaszczepił w jego duszy, a po drugie dlatego, że wie on, iż nie jest już w stanie go pragnąć.
Istnieje lekarstwo na owe tragiczne skutki egoizmu. Chrześcijaństwo, w przedziwny sposób, zaczyna się od założenia, że ludzie są samolubni. Boskie przykazanie miłowania Boga i bliźniego jak siebie samego zakłada właśnie to, że człowiek kocha samego siebie. Te trzy małe słowa: jak siebie samego kruszą wszelki egoizm. Stawiają one pytanie, w jaki sposób człowiek kocha samego siebie. Zawsze istnieje coś, co człowiek w sobie lubi i coś, czego w sobie nie lubi. Lubi swoje życie, więc siada w wygodnym krześle, zakłada ubrania, które dobrze na nim leżą, karmi swoje ciało itd. Lecz istnieje coś, czego w sobie nie lubi. Nie lubi się, gdy robi z siebie głupca lub gdy obraża swojego przyjaciela. Innymi słowy, lubi on siebie jako istotę stworzoną na obraz i podobieństwo Boga. Nie lubi siebie, gdy niszczy ten wizerunek. W taki sam sposób należy kochać bliźniego. Należy go kochać jako osobę; nawet jako grzesznika, gdyż grzesznik jest osobą. Lecz jego grzechu nie wolno kochać, gdyż grzech jest zamazaniem Boskiego podobieństwa. Mówiąc bardziej konkretnie, należy kochać komunistów i nienawidzić komunizmu.
Istnieje tylko jedna ucieczka od tego prawa – spierać się na temat tego, kto jest bliźnim, jak czynił to uczony w Prawie. Nasz Pan odpowiedział, że bliźnim niekoniecznie jest ten, kto mieszka w domu obok. Jest nim ten, kogo postrzegamy jako wroga. Lecz nasz Pan nie wykluczył możliwości, że nasz wróg mieszka w sąsiednim domu!
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Way to Happiness”, 1954r., str. 26-27.
Powody i wymówki
Powód jest czymś, co podajemy, zanim osiągniemy pewien cel; wymówka jest czymś, co podajemy, aby usprawiedliwić nieosiągnięcie danego celu. Powody są z reguły szczere; wymówki są zazwyczaj racjonalizacją naszego postępowania. Powód jest rzeczywistością; wymówka jest wymysłem lub, w najlepszym razie, kiepskim powodem.
(…)
Nie istnieje dziedzina, w której podaje się więcej wymówek niż w królestwie spraw duchowych i moralności. Każda wymówka jest dobra, gdy chodzi o przyjmowanie słowa Bożego, które żąda przebicia balonu pychy i porzucenia niedozwolonych uciech cielesnych. To dlatego musi istnieć Dzień Sądu, aby wysłać wymówki do piekła i powody do Nieba.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Guide to Contentment”, 1970r., str. 88-89.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.