Hmm, a po co oddychać? Musimy pobierać świeże powietrze i pozbywać się zepsutego; musimy pobierać nową energię i pozbywać się starej słabości…podobnie jak bateria czasem rozładowuje się i musi zostać wymieniona, tak i my musimy odnawiać się w naszym duchowym wigorze.
Nasz Pan powiedział: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Och tak, możemy jeść i pić, możemy również grzeszyć, lecz nie możemy bez Niego uczynić niczego, co pozwoli nam gromadzić nadprzyrodzone zasługi i zdobyć Niebo.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Fulton J. Sheen
Nie lekceważ tak wielkiego Zbawienia
Jeśli człowiek połknie truciznę i otrzyma antidotum, nie jest istotne, czy wyrzuci je za okno, czy po prostu je zignoruje. Ponieważ trucizna działa w jego ciele, czeka go pewna śmierć. Pismo święte pyta nas: „Jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?” – po prostu zlekceważymy. Jakże często w Ewangelii napisane jest: „nie zrobiłeś, nie zrobiłeś, nie zrobiłeś” – odmowa podjęcia dodatkowego wysiłku.
Kret miał niegdyś oczy, którymi widział, lecz zaczął pełzać we wnętrznościach ziemi i Natura, niczym sędzia, rzekła: „zabierzcie mu ten talent!”. I talent, który nie był w użyciu, został mu odebrany. Jest to główny powód, dla którego musimy zacząć postępować inaczej, aby oprzeć się siłom zła.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Kiedy Kościół odchodzi od Krzyża

Wielu z nas widziało Loggię Rafaela w Watykanie. Galeria ta, złożona z trzynastu części przedzielonych pilastrami, przykryta jest sufitem wypełnionym malowidłami typowymi dla okresu, w którym Kościół znajdował się w kryzysie – okresu reformacji. Jeśli zapamiętałeś swój spacer wzdłuż Loggii, zapamiętałeś też, że widziałeś pawie, lisy i słonie. Znajdują się tam tylko cztery obrazy religijne, a ostatnim przedstawieniem z życia naszego Pana jest Przemienienie. Nie ma tam Ukrzyżowania. Nie ma Krzyża. Zawsze rozpoznasz ciemne dni Kościoła po tym, że następuje w nich odchodzenie od Krzyża Chrystusa.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Jedyna rzecz, której nie pokazał nam Chrystus

Święci mają poczucie humoru. Nie mam na myśli jedynie kanonizowanych świętych, lecz wielką armię żarliwych, porządnych chrześcijan, którzy we wszystkim, w każdym wydarzeniu, odczytują historię Boskiej miłości. Święty może zostać zdefiniowany jako ktoś, kto ma Boże poczucie humoru, gdyż żaden święty nie traktuje serio tego świata i nie uważa go za wieczne miasto. Dla świętego świat jest rusztowaniem, po którym dusze wspinają się do Królestwa Niebieskiego i gdy ostatnia dusza pokona tę drogę, zostanie ono zburzone i spalone w płomiennym ogniu nie ze względu na swą nikczemność, lecz dlatego, że spełniło swoje zadanie – doprowadziło dusze z powrotem do Boga. Czytaj dalej
Wziął na Siebie nasze grzechy
Kilka lat temu dostałem list od młodej dziewczyny, która napisała mi, że w wieku 18-tu lat poszła na swą pierwszą potańcówkę w towarzystwie swojego kuzyna. Po potańcówce kuzyn odprowadził ją pod bramę jej domu. Dom znajdował się w pewnej odległości od bramy i w drodze do niego została ona zaatakowana przez nieznajomego. Jakiś czas później odkryła, że jest brzemienna. Jedynymi osobami, które uwierzyły w jej wersję wydarzeń, byli jej matka oraz jej spowiednik. Sąsiadki mówiły natomiast: „Och, jakie to straszne, że ta biedna kobieta ma tak złą córkę”. Niektóre koleżanki z chóru nie pozwalały jej śpiewać, gdyż uważały ją za zepsutą grzesznicę. Dziewczyna ta opisała mi wszystkie te udręki pytając mnie: „Dlaczego? Jaka jest odpowiedź?”
Odpisałem jej: „Moje drogie dziewczę, wszystkie te cierpienia spadły na ciebie, gdyż dźwigasz grzech jednego człowieka. Gdybyś dźwigała grzechy dziesięciu ludzi, prawdopodobnie cierpienie twoje byłoby dziesięciokrotnie większe. Gdybyś wzięła natomiast na siebie grzechy stu ludzi, twoje cierpienie również wzrosłoby o stokroć. Gdybyś wreszcie dźwigała grzechy całego świata, oblałby cię krwawy pot”. Tam właśnie jest twój i mój grzech: w krwawym pocie na wzgórzu Golgoty; w tej ludzkiej Postaci, która kochała nas tak bardzo, że nazywamy Ją Najświętszym Sercem.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Przedsmak Sądu Ostatecznego
Pewnego razu, gdy czekałem na audiencję u Ojca Świętego Piusa XII, byłem zatroskany w duchu. Wyrzucałem sobie, że miłosierny Chrystus dał mi o wiele więcej możliwości niż innym księżom: wykształcenie, możliwość posługi misyjnej, a ja zrobiłem z tymi darami tak mało. Byłem bardzo strapiony. Gdy wszedłem do komnat Piusa XII, powiedziałem mu:
„Wasza Świątobliwość, właśnie odkryłem, jak prosty będzie Sąd Ostateczny”.
Powiedział mi: „Opowiedz mi o tym, chciałbym to wiedzieć”.
Rzekłem: „Właśnie mówiłem sobie, jak bardzo zawiodłem, jak mało tak naprawdę kochałem Kościół. Następnie wszedłem tu i ujrzałem personifikację Kościoła. Ty jesteś Kościołem, a ja jestem wzruszony Twym widokiem i tym, jak bardzo Cię kocham. Myślę, że tak właśnie będzie, gdy staniemy przed obliczem naszego najdroższego Pana. Będziemy niezadowoleni z samych siebie, lecz gdy tam wejdziemy, zaskoczy nas, jak bardzo tak naprawdę Go kochaliśmy”.
„Tak” – odpowiedział – „Dokładnie tak będzie”.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Światło Wiary
Kiedy Łaska wlewa się do intelektu, przychodzi ona jako rodzaj światła. Trudno jest opisać skutki jej działania dla ludzkiego rozumu. Wyobraź sobie światło słoneczne przeświecające przez witraż. Zauważ, jak rozprasza się ono i jak wydobywa ono z kolorów całe ich piękno. Tak właśnie Łaska działa na intelekt. Nadaje mu nowy sposób widzenia. Wiara zatem staje się dla rozumu tym, czym teleskop jest dla oka. Nie niszczy on oka, lecz je udoskonala. Gdy otrzymamy Wiarę, daje nam ona pewność wykraczającą poza rozum. Moje argumenty nie mogą dać ci pewności. Pewność musi pochodzić z Wiary, która z kolei pochodzi od Boga. Dlatego właśnie nasz Pan powiedział do św. Piotra: „Ciało i Krew nie objawiły Ci tego, lecz Mój Ojciec, który jest w Niebie”. Ta pewność, która pochodzi z Wiary, jest tak wielka, że nic nie może jej zniszczyć. Dokładnie rzecz biorąc, pewność, która pochodzi z Wiary jest silniejsza niż powody, dla których wierzymy. Dzieje się tak dlatego, że światło to pochodzi od Boga. Często jest w nas dużo pewności silniejszej od rozumu. Gdybyśmy na przykład mieli nagle udowodnić, że jesteśmy dziećmi z prawego łoża, mogłoby to być dość trudne. Nie mamy na to dokumentów. Lecz nic nie mogłoby zachwiać naszą pewnością. Podobnie uczony człowiek mógłby przedstawić wiele argumentów przeciwko istnieniu Boga i Boskości Chrystusa jednemu z naszych dzieci, lecz nie mógłby on zniszczyć wiary tego dziecka.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Przypuśćmy
Przypuśćmy, że nagle zaczniemy być pokorni, że zaczniemy szanować innych co najmniej tak bardzo, jak samych siebie. Przypuśćmy, że tym, którzy zranili nas oszczerczą strzałą, odpowiemy „Ojcze, przebacz”. Przypuśćmy, że tych, którzy osądzili nas jako złodziei, nawrócimy mówiąc: „Dziś w Raju”. Przypuśćmy, że z tych, którzy hańbili nas przed naszymi krewnymi, tak jak Chrystus został pohańbiony przed Swoją Matką, uczynimy nowych przyjaciół naszej Matki Niebieskiej: „Oto syn Twój”. Przypuśćmy, że ukorzylibyśmy przed tymi, którzy są w świecie poważani mniej niż my, prosząc ich o coś do picia: „Pragnę”.
Przypuśćmy, że staniemy w prawdzie i że zaczniemy oceniać siebie według naszej prawdziwej wartości. Gdybyśmy czynili wszystkie te rzeczy choćby przez jedną godzinę, zrewolucjonizowalibyśmy świat. Nie brakuje nam przykładu, gdyż mamy przed oczami Tego, który upokorzył się aż do śmierci na Krzyżu, który wyrzekł się Boskiej pociechy – Moc złożoną na łachmanie słabości, Siłę stłumioną przez opuszczenie – Boga, którego opuścił Bóg. Dlaczego Chrystus to uczynił? Ponieważ próbowaliśmy przeżyć życie bez Boga – i być niezależnymi.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Bóg w jakiś sposób przedostaje się do naszych dusz

Nie tak dawno temu w Rosji odgrywano sztukę pt. „Chrystus w szlafroku”. Na scenie znajdowała się atrapa ołtarza, na której stały butelki wódki, a wokół pełno było pijanych księży i zakonnic. Jeden z aktorów o nazwisku Rostowicz wyszedł na scenę, aby wyśmiać Osiem Błogosławieństw. Zaczął czytać: „Błogosławieni ubodzy, błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią, błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. I dalej czytał Ewangelię według św. Mateusza. Na końcu powiedział: „Wierzę”. Był to koniec przedstawienia, którego nigdy później nie wystawiono już ponownie. Nikt nie wie, co się stało z Rostowiczem.
W głowach wszystkich z nas znajdują się dziury, przez które łaska Boża może przedostać się do środka.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
O tym, jak nauczyłem się być posłusznym

Po święceniach kapłańskich spędziłem dwa lata w Waszyngtonie na studiach, a następnie pięć lat za granicą. Gdy zakończyłem naukę, wysłałem mojemu biskupowi dwa listy. Jeden z nich zapraszał mnie do utworzenia szkoły filozofii scholastycznej na Uniwersytecie Columbia. Drugi z listów zawierał zaproszenie do Oksfordu, gdzie, wraz z ks. Ronaldem Knoxem miałem współtworzyć pierwszy katolicki wydział od czasów reformacji. Wysłałem oba listy biskupowi i zapytałem: „Które zaproszenie mam przyjąć?”. Jego odpowiedź brzmiała: „Wracaj do domu”. Wysłał mnie do najgorszej parafii w naszej diecezji i mianował mnie wikarym. Był to prawdziwy dopust Boży. Tylko 20% parafian władało językiem angielskim. Żadna z ulic nie była wyłożona chodnikiem. Powiedziałem: „W porządku. To jest to. Tego chce ode mnie Chrystus”. Byłem całkowicie zadowolony.
Po roku zadzwonił do mnie biskup i powiedział: „Pojedziesz do Waszyngtonu i obejmiesz profesurę na tamtejszym Uniwersytecie Katolickim. Obiecałem im trzy lata temu, że im ciebie przyślę”.
Spytałem: „Dlaczego zatem Ekscelencja nie wysłał mnie tam, gdy wróciłem do domu?”
Odpowiedział: „Chciałem tylko sprawdzić, czy będziesz posłuszny. A teraz już biegnij” – i od tego czasu wciąż biegnę.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.