Świat, który się zmienił

Młodszym z was z ogromną trudnością przyjdzie uwierzyć, że wasi rodzice żyli w czasach, w których nie trzeba było zabezpieczać rowerów zamkami bezpieczeństwa, w których zostawiano na noc drzwi niezamknięte na klucz, a każdy mógł chodzić ulicami większego miasta nie ryzykując, że zostanie napadnięty lub zaatakowany. Były to czasy pokoju. Nigdy ich nie doświadczyliście. Prawdopodobnie trudno jest wam uwierzyć, że taka kiedyś była Ameryka.

Skąd się wzięła tak wielka zmiana w Ameryce? Skąd wzięło się nagle tak wiele nieuczciwości?

Pozwólcie, że opowiem wam historię o nieuczciwości. Zatrzymałem się kiedyś w jednym z dużych hoteli w tym kraju. Kierownik hotelu powiedział mi, że odkrył, iż jedna z kasjerek kradła pieniądze. Ta kobieta miała spódnicę z wielką kieszenią i gdy stała nieopodal szuflady, brała banknoty i chowała je do kieszeni.

Złapali ją na gorącym uczynku i zwolnili ją. Związki zawodowe oznajmiły hotelowi: „Nie wolno wam jej zwolnić. Jeśli ją zwolnicie, zwołamy strajk i wszyscy pracownicy hotelu przestaną pracować”.

Sprawa toczyła się w sądzie przez trzy miesiące. Związki zawodowe wygrały. Hotel musiał na nowo zatrudnić tę dziewczynę. Czy wiecie, jaki argument okazał się rozstrzygający? Związki zawodowe stwierdziły, że kierownik hotelu nigdy nie powiedział tej dziewczynie, że kradzież jest czymś złym.

Kierownictwo hotelu przyznało, że nigdy nie powiedziało tej dziewczynie, iż kradzież jest czymś złym. Zatem skąd miała to wiedzieć?

Widzicie zatem, jak bardzo świat się zmienił. W jaki sposób? Co spowodowało tę zmianę? Zmienił się, gdyż nie chcemy, aby ktokolwiek nas ograniczał.

Na pewno słyszeliście popularną piosenkę: “Muszę być sobą”. Większość z was sama ją nuciła. „Muszę być wolny”. Nie chcecie ograniczeń, granic, limitów. “Muszę robić to, co chcę robić”.

Zastanówmy się nad tymi słowami. Czy to jest szczęście? “Muszę być sobą. Muszę mieć swoją tożsamość”. Czy grasz w zespole koszykówki lub w zespole futbolowym? Nie możesz być sobą; musisz żyć dla drużyny.

Trener drużyny futbolowej Oakland Raiders, John Madden, spytał mnie pewnego dnia:

“Co się stało z naszymi szkołami katolickimi? Mam u siebie chłopców z katolickich college’ów, którzy przyszli do mojej drużyny i mówią: Chcę to zrobić po swojemu. Jak mam tworzyć drużynę futbolową, jeśli każdy chce wszystko robić po swojemu?

Drużyna oznacza robienie czegoś według tego, co mówi inna osoba. Ale my nie chcemy limitów, nie chcemy ograniczeń.

potty-training-153278_1280

Przypuśćmy, podam teraz bardzo dosadny przykład, przypuśćmy, że wasi rodzice nigdy nie nauczyli was korzystać z nocnika. Zastanówcie się nad tym. Robilibyście to po swojemu. Zdarzyłyby się dwie rzeczy. Dzisiaj nienawidzilibyście swoich rodziców za to, że was tego nie nauczyli i znienawidzilibyście samych siebie. Zatem jesteście tymi, kim jesteście, ponieważ wasi rodzice chwycili was i powiedzieli: “Nauczymy cię korzystać z nocnika”. Nie pozwolili wam robić tego po swojemu.

Jeśli zatem wszystko, co do tej pory powiedziałem, jest jasne, żyjecie w epoce, w której wolność opisywana jest jako prawo, prawo do robienia wszystkiego, na co macie ochotę. Ale to jest chaos.

Gdyby każdy robił to, na co ma ochotę, prowadził samochód tak, jak ma ochotę, mielibyśmy zamieszanie na ulicach. Oczywiście możesz robić to, na co masz ochotę, możesz wypchać materac swojej ciotki starymi żyletkami. Możesz strzelać z broni maszynowej do kurczaków twojego sąsiada. Ale wtedy wolność staje się tylko siłą fizyczną. I najbardziej wolny jest wtedy ten, kto jest najsilniejszy.

Zatem świat się zmienił. Mieliśmy prawa. Mieliśmy posłuszeństwo. Mieliśmy karność. Dzisiaj nie ma ograniczeń, nie ma limitów. I dzięki temu wcale nie jesteście szczęśliwi. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Wybory, których dokonujemy (część 2)

basilique

Bazylika Sacre Coeur w Paryżu

 

Jechałem z Brukseli do Paryża, aby wygłosić tam kazanie w drugą niedzielę lutego.

Zatrzymałem się w małym hoteliku. W sąsiednim pokoju pewien Anglik grał na pianinie. Grał bardzo dobrze. Skomplementowałem jego grę i spytałem, czy nie chciałby pójść ze mną na kolację. Odpowiedział: „Jeszcze nigdy nie rozmawiałem z księdzem”.

„Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni. Jeśli ukłujesz mnie szpilką, ja również podskoczę z bólu.”

Usiedliśmy przy stole w niewielkiej restauracji. Wtedy powiedział: „Czy ksiądz wie, że jeszcze nigdy przedtem nie spotkałem w życiu dobrego człowieka?”

Podziękowałem mu za ten komplement, a on kontynuował.

„Rok temu, jedenastego lutego, przy tamtym stole siedziała pewna kobieta i próbowała rozbić kostkę cukru w kubku z kawą. Nie udawało się to jej, więc podszedłem do niej i rozbiłem jej tę kostkę cukru, a ona opowiedziała mi o tym, jak podły był dla niej jej mąż. Powiedziałem jej, aby zamieszkała ze mną. Zrobiła to, a teraz, pod dwunastu miesiącach, jestem tym wszystkim znużony”.

Mówił dalej: „Dziś rano spakowałem wszystkie jej rzeczy i zostawiłem je w recepcji. Ona, uprzedzając mój krok, wręczyła mi kartkę z następującym tekstem: Kochanie, jeśli nie zgodzisz się, abyśmy nadal mieszkali razem, aż do naszej rocznicy 11 lutego, popełnię samobójstwo rzucając się do Sekwany”.

„Proszę księdza, czy mam jej pozwolić mieszkać ze mną, aby zapobiec jej samobójstwu?”

“Nie”, powiedziałem, “Nie wolno ci czynić zła, aby mogło z niego powstać dobro. Poza tym nie popełni ona samobójstwa.”

Działo się to o jedenastej w nocy. Powiedział: „Odprowadzę księdza do hotelu”.

„Nie wracam do hotelu. Idę na wzgórze Montmartre” – odparłem.

„Już zaczynałem myśleć, że ksiądz jest w porządku, a teraz ksiądz mi mówi, że idzie do tej jaskini rozpusty?”

„Na Montmartre znajduje się coś jeszcze oprócz knajp” – odparłem – „stoi tam wielka bazylika, Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa. I każdej nocy od ponad pięćdziesięciu lat około tysiąca ludzi modli się tam przez całą noc”.

Nakłoniłem go, by poszedł ze mną. Spytał: „Na jak długo?”

Powiedziałem: „Wyjdę stamtąd gdy ty będziesz chciał wyjść, choć osobiście zamierzam spędzić tam całą noc.”

Pozostał w Bazylice aż do momentu, w którym słońce wzeszło nad Paryżem, a ja odprawiłem Mszę świętą.

Gdy schodziliśmy ze wzgórza Montmartre, spytał mnie: „Czy zostanie ksiądz w Paryżu i nauczy mnie jak być dobrym człowiekiem? Po raz pierwszy w życiu dotknąłem Dobra”.

Zgodziłem się spotkać z nim na dziedzińcu jego domu o ósmej wieczorem. Przyszedł z kobietą, inną niż ta, o której opowiedział mi poprzedniego wieczoru. I powiedział: „Pójdziemy razem, we troje, na kolację”.

Odpowiedziałem: “Nie, to nie jest spotkanie towarzyskie. Musisz dokonać wyboru. Albo pójdziesz z tą kobietą, albo zostaniesz ze mną”.

Kilka razy przemierzył szybkim krokiem dziedziniec, wreszcie podszedł do mnie i powiedział:

„Proszę księdza, chyba jednak pójdę z nią”.

To już koniec tej opowieści. Dokonał wyboru po tym, jak otrzymał wielką łaskę.

Proszę Boga, aby ten człowiek przed śmiercią przypomniał sobie tę noc na Montmartre. Wybrał on bowiem zło.



Arcybiskup Fulton J. Sheen

Wybory, których dokonujemy (część 1)

Sheenwoman

Źródło zdjęcia: nwitimes.com

 

Tematem naszych dzisiejszych rozważań będą wybory, których dokonujemy. Spróbuję przybliżyć wam kwestię najważniejszego wyboru, jaki stoi przed nami – wyboru naszego wiecznego przeznaczenia. Zacznę od przykładu takiego wyboru, gdyż każdego dnia musimy na nowo dokonywać wyboru między niebem a piekłem. Lecz zdarzają się wielkie chwile, w których podejmujemy decyzje odnośnie do całego przyszłego życia. Jedna z moich opowieści pochodzi z Londynu, a druga z Paryża. Obie zaś pochodzą z moich własnych doświadczeń.

W ciągu mojego życia spędziłem w sumie siedem lub osiem lat w pewnej londyńskiej parafii w dzielnicy Soho. Pewnego poranka otwierałem drzwi kościoła. Był to zimny styczniowy poranek spowity ciężką londyńską mgłą. Do środka kościoła wpadła bezwładna postać, młoda kobieta.

Spytałem: „Skąd się tu wzięłaś?”

„Gdzie jestem, proszę księdza?”

„Och, nazwałaś mnie księdzem?”

„Tak” – odpowiedziała – „byłam kiedyś katoliczką, lecz już nią nie jestem”

„Upiłaś się!”

„Tak” – odrzekła – „upiłam się.”

„Ale” – powiedziałem – „mężczyźni piją, ponieważ lubią alkohol, natomiast kobiety piją, ponieważ nie lubią czegoś innego. Przed czym uciekasz?”

„Przed trzema mężczyznami” – odpowiedziała – „zakochałam się w każdym z nich jednocześnie i zaczynają się tego domyślać, więc się upiłam.”

„Jak masz na imię?”

I wskazując na plakat który wisiał naprzeciw kościoła na ścianie budynku firmy Cross and Blackwell Jam, spytałem: „Czy to jest twoje zdjęcie?”

„Tak, gram główną rolę kobiecą w tej komedii muzycznej.”

Przygotowałem dla niej kubek kawy, gdyż była przemarznięta po całej nocy spędzonej na dworze. Powiedziała: „dziękuję”.

„Nie dziękuj teraz, wróć tu po południu i wtedy mi podziękujesz” – poprosiłem.

Powiedziała: „Wrócę pod jednym warunkiem. Nie poprosi mnie ksiądz o to, abym przystąpiła do spowiedzi”.

„Bardzo dobrze” – odrzekłem – „nie poproszę cię, żebyś przystąpiła do spowiedzi”.

„Chcę, aby ksiądz mi uroczyście przyrzekł, że nie poprosi mnie ksiądz, abym przystąpiła do spowiedzi” – powiedziała.

„Przyrzekam ci uroczyście, że nie poproszę cię, abyś przystąpiła do spowiedzi” – odparłem.

Wróciła tego popołudnia. Powiedziałem do niej: „Mamy dwa cenne obrazy w tym kościele. Czy chciałabyś je zobaczyć?”

Gdy prowadziłem ją boczną nawą kościoła, wepchnąłem ją do konfesjonału. Zawszę dotrzymuję obietnic.

Dwa lata później wręczałem jej welon zakonny w klasztorze Sióstr Wieczystej Adoracji, w którym przebywa ona po dziś dzień.

Zatem tamtego zimnego poranka dane jej było dokonać innego wyboru i był to wybór dobrej drogi. Jest to wybór, którego dokonuje każdy z nas.



Arcybiskup Fulton J. Sheen

Atlas i Chrystus

Naprzeciwko katedry św. Patryka w Nowym Jorku stoi olbrzymi posąg Atlasa, uginającego się, jęczącego i stękającego pod ciężarem świata. Oto współczesny człowiek. „Ten świat to za dużo dla nas, starych i młodych”. Świat jest dla niego za ciężki i człowiek załamuje się pod nim, próbując, niczym głupiutkie dziecko, udźwignąć go samemu, bez pomocy łaski i wiary pochodzącej od Boga.

Innym obrazem, który widzę, jest wizerunek Boga-Człowieka w Wielki Piątek, niosącego Krzyż, biorącego na siebie ciężary innych i pokazującego nam, że ofiara za grzech, bezinteresowność oraz miłość Boga i bliźniego mogą odmienić świat.

Nikt nie odejdzie z tego świata, nie dźwigając jakiegoś ciężaru. Atlas nigdy nie uwolni się od ciężaru świata, lecz Człowiek, Który Dźwigał Krzyż, uwolni się spod jego ciężaru, gdyż Krzyż prowadzi do Zmartwychwstania i do korony w życiu wiecznym. Oto jest wybór, przed którym stajemy: albo będziemy próbować zrewolucjonizować świat i załamiemy się pod jego ciężarem, albo zrewolucjonizujemy samych siebie i odmienimy świat.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Our Grounds for Hope. Enduring Words of Comfort and Assurance”, 2000 r., str. 56. 

Pośmiertni przyjaciele

Gdy w Wielki Piątek nasz Zbawiciel oddał ducha swojemu Niebieskiemu Ojcu i gdy był tak zimny jak wszyscy martwi ludzie, jego przyjaciele, którzy uprzednio zamknęli się w swoich domach oraz anonimowi czciciele, którzy dotąd pozostawali w ukryciu, zaczęli stopniowo się pojawiać. Nie było ich z Nim w chwilach Jego agonii, gdy ich potrzebował, lecz trwali przy nim w Jego Śmierci, plotąc wieńce nagrobne, roniąc lśniące łzy i wychwalając Zmarłego. Jednym z tych przyjaciół był Józef z Arymatei, który – miłując potajemnie Zbawiciela – nie był wystarczająco odważny, aby wyznać to za Jego życia. Pragnął on teraz zmniejszyć swoje wyrzuty sumienia ofiarując swój grób dla straconego Przyjaciela. Ten zamożny członek Sanhedrynu udał się śmiało do Piłata i poprosił go o Ciało Jezusa. Celem Józefa było uchronienie naszego Pana od haniebnego pochówku, np. od wrzucenia Go na wysypisko śmieci, na które wrzucane były ciała przestępców, a czasem nawet podpalane. 

Christ-with-Joseph-of-Arimathea-Giovanni-Girolamo-Savoldo-Oil-Painting

Giovanni Girolamo Savoldo (ok. 1480-po 1548), „Chrystus z Józefem z Arymatei”

Piłat zaskoczony był tym, że nasz Pan już nie żył i wysłał centuriona, który miał oficjalnie stwierdzić Jego Śmierć. Usłyszawszy relację centuriona, Piłat spełnił prośbę Józefa z Arymatei. Józef powrócił więc na Golgotę, zdjął Jezusa z Krzyża, zawinął Go w uprzednio nabyty całun i złożyli Go w grobie wykutym w skale. Jedynie grób nieznajomego okazał się być odpowiednim dla tego, który nie zna Śmierci. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Our Grounds for Hope. Enduring Words of Comfort and Assurance”, 2000 r., str. 36-37.

Czy ból jest marnotrawstwem?

sand-65231_1280

Źródło: Pixabay

W każdym z nas istnieje prawdziwa osoba i jej cień. Cień naszego ja szuka wyłącznie przyjemności i realizacji własnych pragnień. Im dalej za naszymi plecami znajduje się słońce, tym bardziej wydłuża się nasz cień. 

Każdy ból cierpliwie znoszony, każdy cios, który nas spotyka, kształtuje prawdziwą, wiekuistą osobę. To Ukrzyżowanie naszego Zbawiciela przygotowało drogę do Jego Zmartwychwstania i chwały. 

Jeśli żyjesz dla Chrystusa, nawet najdrobniejszy moment twojego życia nie idzie na marne. Czyż matka często nie zaczyna odkładać stosownych prezentów ślubnych lub nawet posagu dla swojej córki na długo zanim spotka ona swoją miłość? Mimo iż nie zdajesz sobie z tego sprawy, nasz Pan zajmuje się tkaniem twoich niebiańskich szat na uroczystość niebiańskich zaślubin. Czyni On to w chwilach, które wydają się tak bardzo pozbawione miłości. 

Nie możesz ujrzeć całości Boskiego planu, jaki przygotował On dla ciebie. Gdy kołyszesz się w swojej ciasnej kajucie cierpienia, przed tobą rozpościerają się niezmierzone oceany, lecz Boski Pilot prowadzi cię do portu. 

Gdy otrzymujesz Komunię świętą, jednoczysz się z Życiem Chrystusa. On żyje w tobie, a ty w Nim, lecz jesteś również włączony w Jego Śmierć. Święty Paweł mówi, że za każdym razem, gdy przyjmujemy Ciało Chrystusa, głosimy Śmierć Pańską, aż przyjdzie. 

Pomyśl o tłumach, które tłoczyły się wokół naszego Pana, gdy przebywał na ziemi; łaknęły one uzdrowienia, nauczania, nakarmienia lub zachwycenia cudami, które czynił. Czasami raniło to Jego Najświętsze Serce i mówił: „Podążacie za Mną, albowiem zjedliście i zostaliście nasyceni”. Jaką radością było dla Niego znaleźć w tłumie jedną lub dwie osoby, które podążały za Nim po prostu dlatego, że Go kochały, a nie dlatego, że czegoś od Niego chciały. Gdy syn marnotrawny opuszczał dom, powiedział: „Daj mi”. Gdy wrócił do domu jako smutny, lecz o wiele mądrzejszy młodzieniec, powiedział: „Uczyń mnie”.  Bóg również ma swoich „poszukiwaczy złota” – tych, którzy pragną więcej złota zmieszanego ze stopem ziemi. Niewielu ofiaruje Mu złoto swojego życia, aby mógł włożyć je do tygla cierpienia i wypalić z niego skazę grzechu i niedoskonałości. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen


Źródło: „Our Grounds for Hope. Enduring Words of Comfort and Assurance”, 2000r., str. 36-37.

Tam, gdzie panuje prześladowanie

Żyjemy w okresie historii przypominającym ten, w którym w Rzymskim Imperium na tronie Cezarów zasiadał Julian Apostata. Prześladowanie Chrystusa, którego był inicjatorem, nie przypominało wcześniejszych prześladowań stymulowanych przez instynkty barbarzyńskie, lecz było spowodowane zepsuciem i utratą wiary w Chrystusa. Podobnie jak jego następcy we współczesnym świecie, Julian prześladował, gdyż utracił swą wiarę – a ponieważ sumienie nie dawało mu spokoju, on nie dawał spokoju Kościołowi.

IVLIANVS

Odbył on podróż wokół Rzymskiego Imperium, aby zbadać, czy jego prześladowania odniosły sukces. Przybył do starożytnej Antiochii, gdzie w przebraniu odwiedzał gospody, tawerny i rynki, aby lepiej przyjrzeć się owocom swojej nienawiści. Jednego dnia, gdy przyglądał się tysiącom ludzi tłoczącym się ku wejściu do świątyni bożka Mitry, został rozpoznany przez swojego dawnego chrześcijańskiego przyjaciela o imieniu Agaton. Wskazując na tłum i na pozorny sukces kultu pogańskiego, Julian rzekł do przyjaciela: „Agatonie, co się stało temu cieśli z Galilei – czy ma obecnie coś do roboty?” Agaton odpowiedział: „Przygotowuje właśnie trumnę dla Imperium Rzymskiego – i dla ciebie.” 

Sześć miesięcy później Julian wbił sobie sztylet w serce. Następnie, rzucając ów sztylet w kierunku Nieba, przeciw któremu się zbuntował, gdy krople jego własnej, nieodkupieńczej krwi spadała na niego, wyjęknął swoje ostatnie i najsłynniejsze słowa: „Galilejczyku, zwyciężyłeś.” On zawsze zwycięża!


Arcybiskup Fulton J. Sheen


Źródło: „Our Grounds for Hope. Enduring Words of Comfort and Assurance”, 2000r., str. 44-45.

O częstej spowiedzi (część 2)

Czasami, nie zawsze, lecz czasem możemy zamaskować brak indywidualnej sprawiedliwości przez wielką miłość sprawiedliwości społecznej. Pozwólcie, że to wyjaśnię.

Czy pamiętacie, jak Judasz przyszedł na przyjęcie do domu Szymona? Weszła pewna kobieta i wylała drogocenne olejki na stopy naszego Zbawiciela. Judasz zapytał:

„Po cóż to marnotrawstwo? Dlaczego nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?”

Cóż, możemy sobie wyobrazić Judasza, który zaatakował naszego Zbawiciela mówiąc na przykład: „Słyszałem, jak na Górze Błogosławieństw mówiłeś: błogosławieni ubodzy – gdzie jest teraz Twoja miłość ubogich? Czy zapomniałeś już o tych wszystkich biedakach żyjących w lepiankach przy drodze między Jerycho a Jerozolimą? Przypomnij sobie te dni, gdy przechodziliśmy przez Jerozolimę; czy nie obchodzą Cię ci ubodzy? Spójrz na te skromne chatki rybackie tutaj, w Kafarnaum? Gdzie się podziała Twoja miłość ubogich?
Nasz Pan odrzekł: „Judaszu, ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie.”
 

Czy Judasza obchodzili biedacy? Nie, on okradał kasę apostołów i w ten sposób próbował to zamaskować.

Gdy tłumimy naszą winę, pozostaje ona z nami na zawsze, chyba, że zostanie wybaczona. Gdy zostanie wybaczona, ulega całkowitemu wymazaniu.

Jak mamy to zrobić? Jak, dzięki miłosierdziu Bożemu i pełni wiary, nasze grzechy zostają wybaczone? Poprzez spowiedź świętą.

Czym jest spowiedź? Nagością. Jest to nagość duszy. Spowiedź jest obnażaniem się ze wszystkich fałszywych wymówek i pozorów, i wszelkiego udawania, jest ukazaniem nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy.

 
Czy wiecie, dobrzy ludzie, że gdy zarzuciliśmy rachunek sumienia i sakrament spowiedzi, wzrosła ilość nagości w świecie? Fizycznej nagości! Zastanówmy się nad tym przez chwilę.
 

Gdy Adam i Ewa byli w raju, byli oni nadzy, lecz nie zawstydzeni. Dlaczego? Gdyż byli okryci aurą Bożej łaski. Ta łaska zdawała się ich oświecać i przyodziewać ich w chwałę. I doprawdy nie istniało poczucie nagości. Gdy Adam i Ewa upadli, spostrzegli, że są nadzy. Dlaczego? Stracili łaskę Bożą. I musieli się przyodziać.

Czy wiecie, w jaki sposób ich nagość została okryta? Wiemy, za pomocą listków figowych, lecz te zwiędły i w ten sposób ich wstyd został ujawniony. Więc w jaki sposób okryta została ich nagość? Bóg dał im odzienie ze skóry zwierząt. Bóg coś uczynił. Zostało to uczynione w zastępstwie. To zwierzę zostało zabite, a nie Adam i Ewa. Niezbędne było przelanie krwi.   

 
Mógłbym Was teraz przeprowadzić przez cały Nowy Testament i opowiedzieć dalszy ciąg tej historii. Lecz nas obchodzi dzisiaj to, że byli oni nadzy i zawstydzeni, gdyż utracili łaskę Boga.

W naszym dzisiejszym świecie przywracamy nagość, próbując powrócić do Ogrodu Edenu nie wspinając się uprzednio na Wzgórze Golgoty. Nie da się tego uczynić.
 
Czym jest zatem spowiedź? Jest to inny rodzaj nagości. Nie jest to nagość epidermiczna, naskórna, lecz nagość etyczna, w której mówię najdroższemu Panu, kim naprawdę jestem, godnym pożałowania grzesznikiem. I gdy przystępujemy do takiej spowiedzi, dzieje się coś, co możemy nazwać recyklingiem ludzkich śmieci.

W dzisiejszych czasach słyszy się wiele o recyklingu śmieci, lecz ja mówię o recyklingu ludzkich śmieci. Gdy idziesz do spowiedzi, aby uzyskać przebaczenie swych grzechów poprzez Krew Chrystusa, które to przebaczenie zostaje ci dane za pośrednictwem kapłana, pewne skutki grzechu zawsze w tobie pozostają.
 

Przypuśćmy, że powiedziałbym dziecku, że za każdym razem, gdy robi coś złego, ma wbić gwóźdź w deskę. Czy możecie to sobie wyobrazić? Za każdym razem gdy zrobiłeś coś złego, na przykład byłeś nieposłuszny wobec mamy, masz wbić gwóźdź w deskę. Za każdym razem, gdy matka ci wybaczyła, a ty powiedziałeś, że ci przykro, mama kazałaby ci wyciągnąć gwóźdź z deski. Czy coś zostało? Co zostało? Dziura w desce. To właśnie jest skutek grzechu.

Nawet gdy grzech zostanie wybaczony, musimy czynić wynagrodzenie i to właśnie jest powód, dla którego otrzymujemy pokutę w sakramencie spowiedzi, aby zalepić te dziury. I aby móc czynić należyte wynagrodzenie za grzechy, dane nam jest wstawiennictwo Świętych i miłosierdzie naszego Zbawiciela.


Gdy przystępujemy do spowiedzi, nasze życie zmienia się całkowicie poprzez poddanie się Bożemu Miłosierdziu. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

O częstej spowiedzi (część 1)

Kanonik Mullin ze Szkocji powiedział mi kiedyś, że gdy pewnego wieczoru siedział w konfesjonale, przystąpił do spowiedzi mały chłopiec. Kanonik spytał go: „Dlaczego nie przyszedłeś dziś po południu, gdy słuchałem spowiedzi dzieci?”

Chłopiec odparł: „Nie miałem żadnych grzechów, musiałem poczekać, aż je popełnię”.
 
Na początek powiem wam, że żyjemy w pierwszym okresie historii, w którym świat zaprzeczył istnieniu winy i grzechu. Każdy wierzy dziś w to, że został niepokalanie poczęty. Nie ma grzeszników, jesteśmy tylko pacjentami, lecz nie jesteśmy penitentami.
 
Zastanawiające jest, że Karl Menniger z Instytutu Psychiatrycznego Menningera w Kansas napisał właśnie książkę zatytułowaną: „Co stało się z grzechem?”.
 
Podczas gdy moralni teologowie, jak również katechizm zarzucili ideę grzechu, psychiatra przypomina nam, że grzech istnieje. Mówi on, na przykład, gdy że teologowie porzucili grzech, podnieśli go prawnicy i grzech stał się przestępstwem. A później, gdy prawnicy go porzucili, podnieśli go psychiatrzy i grzech stał się kompleksem.  
 

Tymczasem grzech jest rzeczywistością w świecie, której musimy stawić czoła, gdyż wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wszyscy. Prawda jest taka, że nie możemy dostąpić Boskiego miłosierdzia, dopóki nie uznamy, że jesteśmy grzeszni.

Co się dzieje, gdy wypieramy się winy i grzechu? A to właśnie czynimy. Mężczyźni grzeszą i nie przykładają do tego wagi. To samo jest z kobietami. Ma to ogromny wpływ na nasze umysły i czasem na nasze ciała, jeśli nie uświadamiamy sobie naszych grzechów i jeśli nie wyznajemy ich przed Zbawicielem.

 
Z pewnością słyszeliście o przeszczepie narządów w medycynie – o transplantacji nerek lub serca. Często czytaliście również o tym, że przeszczep nerki lub przeszczep serca się nie udał. Dlaczego? Ponieważ organizm odrzucił te narządy. W naszym ciele są przeciwciała, które mogą odrzucić nowy organizm.
 
Nasza dusza działa w ten sam sposób. Ma ona przeciwciała i jeśli wniknie do niej grzech, jesteśmy niespokojni. Nasz umysł jest nieszczęśliwy. Przypomina to złamaną kość. Taka kość boli. Dlaczego? Ponieważ nie znajduje się ona w tym miejscu, w którym powinna się znajdować.
 
Podobnie dzieje się, gdy nasze sumienie jest w niewłaściwym miejscu. Wtedy cierpimy. Odczuwamy niepokój sumienia, dyskomfort. Możemy spróbować przykryć ten stan poprzez picie, rozrywkę i tak dalej. Jednakże w momentach ciszy wina znów się uwidacznia.
 
Przypomnijmy sobie skutki winy przedstawione nam przez Szekspira. Zastanówmy się nad tym. O ile dobrze pamiętam, Szekspir urodził się w 1564r. i zmarł w 1616r. Setki lat zanim powstała psychiatria, Szekspir opisał kompleks – psychozę w umyśle Makbeta i neurozę w umyśle Lady Makbet.

Makbet i Lady Makbet postanowili zabić króla, aby objąć tron. Popełniwszy morderstwo Makbet wciąż zdaje się widzieć nóż. Mówi on:
Jest-li to sztylet, co przed sobą widzę, z zwróconą ku mej dłoni rękojeścią?

Nie było żadnego noża. Była to psychoza. W ten sposób wina wychodziła na wierzch. 
 
Tymczasem Lady Makbet myła swe dłonie co kwadrans. Widziała krew na swoich dłoniach i pytała.
Mógłżeby cały ocean Te krwawe ślady spłukać z mojej ręki?

Nie było krwi na jej dłoniach. Tak wypieranie winy działało na jej umysł.
 

Pewnego razu przyszła do mnie kobieta w sprawie swojego brata i powiedziała:

„Od pięciu lat chodzi on do lekarza i jego stan nie ulega poprawie. Waży już tylko 45kg. Czy Biskup zechciałby go zobaczyć?”

„Jeśli jego problem są natury psychicznej, nie będę mógł mu pomóc, to rola psychiatry. Jeśli jednak istnieje moralne podłoże jego stanu, będę mógł mu pomóc”

Mężczyzna wszedł do pokoju. Ważył ok. 45 kilogramów, kruchy, przerażony. 

 

Powiedziałem do niego: “Mów do mnie przez około pół godziny. Nie będę ci przerywał”

Mówił przez około 40 minut. Wtedy powiedziałem:

„Ile pieniędzy ukradłeś?”

„Nic nie ukradłem”

„Ile dokładnie ukradłeś?” – spytałem.

„Nie jestem złodziejem. Nic nie ukradłem.”

„Ile dokładnie ukradłeś?” – spytałem ponownie.

„Trzy tysiące dolarów” – powiedział. „Skąd wiedziałeś, że ukradłem?”

„Nie wiedziałem, że ukradłeś. Gdy mówiłeś do mnie, powiedziałeś w pewnym momencie, że gdy odkładasz pieniądze do pudełka, zawsze najpierw je czyściłeś. Pomyślałem, że miałeś brudne pieniądze”.

„Tak,” powiedział. „Ukradłem trzy tysiące dolarów.”

Załatwiliśmy sprawy w ten sposób, żeby oddać te pieniądze, a on wrócił do zdrowia. Była to wina, która obciążała jego duszę.

 
Pomyślcie, moje drogie panie, jak wiele psychicznie udręczonych kobiet będziemy mieli w Stanach Zjednoczonych za dziesięć lub piętnaście lat, gdy wina wypływająca z aborcji zacznie atakować umysł i duszę. Obecnie usprawiedliwiają one aborcję mówiąc, że wszyscy to robią i że jest to tylko tkanka bliznowata.
Ecografías.12_semanas

Źródło: Wikicommons

 
Do pewnego lekarza przyszła dziewczyna mówiąc mu, że jest to tylko tkanka bliznowata i prosząc go o rozczłonkowanie jej. Lekarz zapytał:
 
„Jak chciałaś nazwać tę tkankę bliznowatą?”

Zatem za kilka lat wina wyjdzie na wierzch w bardzo szczególny sposób, mimo że obecnie może ona nie być w ogóle odczuwana. Wina niekoniecznie objawia się natychmiast. Widać to bardzo dobrze na przykładzie życia króla Dawida.
 
Pewnego dnia król Dawid znajdował się na tarasie swojego pałacu i ujrzał naglę kobietę na tarasie nieopodal. Miała ona na imię Batszeba. Poprosił ją, aby przyszła i obejrzała jego obrazy. I pokochał Batszebę, niezbyt mądrze, pokochał ją zbyt mocno.
 
I stała się brzemienna.
 
Mąż Batszeby, Uriasz, walczył w tym czasie na wojnie. Dawid wezwał go z powrotem, gdyż 

jako król mógł to zrobić i powiedział: „Idź do domu do swojej żony.”

„Nie, jestem na wojnie. Nie wolno nam być z naszymi żonami w czasie walki” – powiedział Uriasz.

Król Dawid spoił go i powiedział: “Idź do domu”. Uriasz zasnął przed drzwiami pałacu króla Dawida. Król próbował wrobić Uriasza w ojcostwo swojego dziecka. Gdy mu się to nie udało, powiedział do generała:

„Ustaw go na linii frontu. Mężczyźni muszą ginąć w walce. Może Uriasz zostanie zabity.”

Uriasz został zabity. Nie martwiło to Dawida, dopóki siedem lub osiem miesięcy później nie przyszedł do niego prorok Natan i powiedział mu:

„Dawidzie, mam problem i ty, jako król, musisz go rozwiązać. Był sobie biedny człowiek, który posiadał tylko jedną małą owcę. Sąsiadem biedaka był bogaty mąż, który ukradł owcę i wydał ucztę dla swoich bogatych przyjaciół.”

Dawid mu odpowiedział, „Tak nie może być. Zapłaci on za to swoim życiem, a zabrana własność zostanie oddana w czwórnasób.”

Natan rzekł, „Ty jesteś tym człowiekiem. Zabrałeś owieczkę Uriaszowi. I zabiłeś tę owieczkę. Tą owcą była Batszeba, którą zabrałeś od jej męża”

I w tym momencie król Dawid usiadł i napisał słynny psalm nr 51: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości„.

 
Arcybiskup Fulton J. Sheen

Sakramenty i łaska

bsp
Istnieje siedem warunków, które pozwalają wieść życie fizyczne i powinno być siedem warunków pozwalających wieść życie duchowe. Pięć z tych warunków dotyczy osoby, podczas gdy dwa odnoszą się do społeczeństwa. Aby móc wieść naturalne, fizyczne życie, muszę się urodzić, muszę osiągnąć dojrzałość, muszę się odżywiać, muszę leczyć swoje rany i muszę wypleniać ślady choroby. Ponieważ jestem członkiem społeczeństwa, musi istnieć sposób na rozmnażanie ludzkiego gatunku, musi też istnieć rząd.   
 
Ponad życiem fizycznym stoi życie Boże. Istnieje siedem warunków pozwalających wieść to Boże życie. Jeśli mam wieść życie w Chrystusie, muszę się do niego narodzić – jest to sakrament Chrztu św. Muszę osiągnąć dojrzałość i przyjąć odpowiedzialności wiążące się z życiem – jest to sakrament Bierzmowania. Muszę się odżywiać, podtrzymywać to Boże życie – jest to Najświętszy Sakrament. Muszę leczyć rany spowodowane przez grzech – jest to sakrament Pokuty, czyli Spowiedź święta. Muszę wypleniać wszelkie ślady choroby grzechu, która dotknęła moje zmysły – jest to Sakrament Namaszczenia Chorych. Ponieważ jestem członkiem społeczeństwa, musi istnieć głoszenie Królestwa Bożego i wzrost Mistycznego Ciała Chrystusa – jest to sakrament Małżeństwa. Wreszcie, musi istnieć Boży rząd – muszą istnieć sakrament Kapłaństwa i święcenia biskupów i kapłanów.

Czytaj dalej